Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Prawdziwa historia (The World's Fastest Indian)

Roger Donaldson
‹Prawdziwa historia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrawdziwa historia
Tytuł oryginalnyThe World's Fastest Indian
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery28 lipca 2006
ReżyseriaRoger Donaldson
ZdjęciaDavid Gribble
Scenariusz
ObsadaAnthony Hopkins, Walt Goggins, Gavin Grazer, Bruce Greenwood, Diane Ladd
MuzykaJ. Peter Robinson
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiNowa Zelandia, USA
Czas trwania127 min
Gatunekdramat, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Nowozelandczyk Burt Munro po 42 latach udoskonalania ukochanego motocykla Indian Scout, wyrusza w wymarzoną podróż. Chce spełnić swoje największe marzenie: wystartować w zawodach na słynnym Bonneville Salt Flats w USA i ustanowić rekord świata w prędkości. Od tego czasu Munro staje się legendą wyścigów motocyklowych, legendą wyścigów po spełnione marzenia.
Utwory powiązane
Filmy (9)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [6.00]

MC – Michał Chaciński [7]
W zalewie kompletnego wakacyjnego gówna ten film pozwala przypomnieć sobie jak przyjemnie smakuje dobrze opowiedziana historia o sensownie napisanej postaci. Jasne, że historia sama w sobie odkrywcza nie jest, ale widać przecież, że i scenarzyści i reżyser zdawali sobie z tego sprawę i co akt zmieniali nastrój i formułę filmu - od kameralnego dramatu, przez kino drogi, po kino akcji. A największym zaskoczeniem jest Hopkins, który w ostatnich latach bardziej interesował się honorarium, niż postaciami, które miał grać. Tutaj bezbłędnie i przede wszystkim bez wkurzającej maniery zagrał lekko ekscentryczną postać i przypomniał, że jednym grymasem twarzy potrafi pokazać wszystko, czego potrzeba do zrozumienia postaci. W sumie to chyba najmilsze zaskoczenie lata.

PD – Piotr Dobry [5]
„Cel pańskiej wizyty w Stanach?” – zadaje standardowe pytanie kontroler na lotnisku. „Chcę pobić rekord prędkości na Indianinie” – odpowiada Burt Munro. Ta zabawna scenka idealnie definiuje sedno filmu. Tyle że nie o jazdę na czerwonoskórym tu chodzi, a na starym motocyklu marki Indian Scout. Wszyscy narzekający, że nie powstała jeszcze filmowa biografia, która by nie wybielała swojego bohatera, powinni koniecznie obejrzeć „Prawdziwą historię”. Natychmiast naprostują sobie skalę. Munro ukazany jest tu jako człek na wskroś dobroduszny, pogodny, nigdy nie popadający choćby w irytację. Do tego uroczy ekscentryk – paznokcie u nóg spiłowuje szlifierką, sika codziennie na drzewko cytrusowe (według Konfucjusza mocz jest najlepszym nawozem), z lubością cytuje Roosevelta. Właściwie kiedy się odzywa, są jedynie dwie opcje – albo będzie to żartobliwe powiedzonko, albo homilia. Kiedy wchodzi w dłuższy kontakt z innym człowiekiem – czy to transseksualistą, czy wdową, czy współzawodnikiem – tamten może tylko na tym skorzystać; w najgorszym wypadku będzie oczarowany. Największym twardzielom miękną serca po spotkaniu Burta Munro. Dacie wiarę, że przez cały film nie przewija się ani jedna negatywna postać? Przecież nawet w kreskówkach Disneya pojawia się zawsze jakiś zły charakter! Nie powiem, żeby dzięki pasjonującej grze Hopkinsa nie oglądało się tej bajki z pewną przyjemnością, ale po co w ogóle udawać, że jest ona biografią? Gdyby tak było w rzeczywistości, jeszcze Jan Paweł II nie omieszkałby z pewnością Nowozelandczyka beatyfikować.

KS – Kamila Sławińska [6]
Gdyby nie wyjątkowy wdzięk Hopkinsa i czarujący, nowozelandzko-prowincjonalny duch całości, byłby to jeszcze jeden typowy film na familijny niedzielny seans przedpołudniowy, znakomicie zapełniający dwie godziny życia, ale nijak nie zostający w pamięci. Na szczęście w przeciwieństwie do wyrobników z Disneya Nowozelandczycy mają spore poczucie umiaru przy opowiadaniu takich historii. Hopkins zaś zrobił swoją robotę rzetelnie i z sercem, skutkiem czego od początku motocyklowej epopei widz siedzi na brzeżku fotela i z przejęciem kibicuje niezłomnemu staruszkowi w jego ryzykownym przedsięwzięciu. Jeśli miałabym coś w filmie zmieniać - wycięłabym ostatnie pięć minut, bo kompletnie nie wnosi nic do filmu. Ostatnie sceny polewają tylko lukrem poruszającą i bez niego, smacznie opowiedzianą historię.

BZ – Beata Zatońska [6]
Punkty przede wszystkim dla Anthony'ego Hopkinsa. Za to, że wypełnia swoją osobowością cały film i przełamuje mydlano-słodki wydźwięk. Jest w tym aktorze pewna dwuznaczność, lekki dystans do granej postaci. Dystans, którego zabrakło reżyserowi Rogerowi Donaldsonowi. Ale wbrew sloganowi reklamowemu z filmowego plakatu, wcale nie jest to najlepsza rola w karierze aktora. Zalazłoby się nawet kilka lepszych. Hopkins gra Nowozelandczyka Burta Munrow, oryginała poświęcającego się jednemu celowi – ustanowieniu rekordu prędkości na starym, ciągle udoskonalanym motorze Indian. Munrow istniał naprawdę i dopiął swego. Jego rekord ustanowiony w 1967 r. na słonym jeziorze w Utah w USA do tej pory nie został pobity. Donaldson nakręcił film na hollywoodzką modłę, grzecznie i schematycznie, niemożliwie wręcz słodząc go pod koniec. Ogląda się jednak dobrze. Munrow w wykonaniu Hopkinsa, to sympatyczny, nieco demoniczny dziwak (m.in. mieszka w szopie, pazury u nóg skraca szlifierką, a drzewko cytrynowe nawozi... sami zobaczcie). Przyciąga takich jak on dziwaków, którzy pomagają mu dojść do celu. Udało się w filmie uchwycić to, co tak fascynowało Munrowa – pęd i szybkość, a wszystko to dzięki zdjęciom.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2022 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.