Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Cały ten Kicz

Esensja.pl
Esensja.pl
„Savages” to już trzecia produkcja, w której możemy podziwiać Taylora Kitscha w tym roku. Film Olivera Stone’a miał być ukoronowaniem pasma tegorocznych sukcesów. Do czasu premiery Kitsch miał być już syty sukcesów. Stało się inaczej. Film Stone’a to płotka w morzu wielkich produkcji, ale Kitsch musi się nią zadowolić.

Łukasz Gręda

Cały ten Kicz

„Savages” to już trzecia produkcja, w której możemy podziwiać Taylora Kitscha w tym roku. Film Olivera Stone’a miał być ukoronowaniem pasma tegorocznych sukcesów. Do czasu premiery Kitsch miał być już syty sukcesów. Stało się inaczej. Film Stone’a to płotka w morzu wielkich produkcji, ale Kitsch musi się nią zadowolić.
Ten rok miał być miał się zapisać szczerozłotymi literami w życiorysie Taylora Kitscha. Dwie wielkie produkcje („John Carter”, „Battleship”), do tego najnowszy film Olivera Stone’a (Savages) miały uczynić z niego gwiazdę pierwszej wielkości. Los zakpił sobie jednak z młodego aktora. „John Carter” poniósł sromotną klęskę w amerykańskim box offisie, stając się jedną z największych klap w historii Hollywood – przy budżecie ponad 250 milionów dolarów zarobił jedynie 70 milionów. „Battleship” miał być przebojem lata i realnym konkurentem dla serii Transformers, co musiało kosztować i kosztowało – przeszło 200 milionów dolarów. Film dobił jednak tylko do marnych 65 milionów. – To będzie piękny rok – prognozował aktor na chwilę przed premierą „Johna Cartera”. Gdyby tylko wiedział, że jedynym jego filmem, który zarobi na siebie będą „Savages”, pewnie spuściłby z tonu. Występem w tym filmie Kitsch chciał prawdopodobnie utwierdzić widzów w przekonaniu, że jest prawdziwym aktorem, a nie tylko pięknym chłopcem do bicia. Gdyby „John Carter” i „Battleship” odniosły sukces Kitsch znalazłby się w ekstraklasie Hollywood – w wąskim gronie gwiazd, które grają (zamiast użyczać tylko swoich podobizn specjalistów od efektów specjalnych) i zarabiają jednocześnie. Zamiast tego trafił na listę najmniej kasowych aktorów. Listę, którą amerykańscy producenci czytają przed snem ku przestrodze.
Battleship
Battleship
Kitsch urodził się w 1981 roku w Kanadzie. Z początku swoją przyszłość wiązał z hokejem – występował w szkolnej drużynie, swoją grą zainteresował ligowych headhunterów. Kontuzja przekreśliła jednak szansę na sportową karierę. W tej sytuacji Kitsch pożegnał się z rodzinnym miastem i wyruszył do Nowego Jorku, żeby rozpocząć karierę modela i uczyć się aktorstwa. Początki nie były łatwe, pieniądze szybko się skończyły, a na dodatek nikt nie był zainteresowany obsadzeniem go w jakiejkolwiek roli. Prędko nie było go stać nawet na pokój w hotelu. Nocował w nowojorskim metrze. Po przeprowadzce do Los Angeles jego sytuacja nie uległa zmianie. Z tą różnicą, że zamiast w metrze spał w samochodzie. Dziś przynaje, że z dwojga złego wolał być bezdomnym w Los Angeles, niż w Nowym Jorku: – Jeśli masz zostać bezdomnym, zrób to w Los Angeles. To łatwiejsze.
Kitsch swoją aktorską karierę rozpoczął od roli w serialu Petera Berga „Friday Night Lights”. O ironio, ten niedoszły sportowiec wcielił się w nim w rolę młodego futbolisty. Serial przysporzył mu popularności, za czym przyszły pierwsze propozycje z Hollywood. Kitsch na dużym ekranie zadebiutował w „John Tucker musi umrzeć”, niczym nie wyróżniającej się komedii z gatunku filmów o napalonych licealistach. Tego samego roku można było go również zobaczyć w epizodzie w „Wężach w samolocie”. Przełomem w jego karierze była „X-Men Geneza: Wolverine”. Wielka produkcja, potężna marka, znani aktorzy, a wśród nich Kitsch w roli Gambita – mutanta, cieszącego się wśród fanów X-menów wielką popularnością. Film miał być początkiem serii spin-offów, w której prezentowano by losy poszczególnych mutantów, zanim jeszcze wstąpili w szeregi drużyny Profesora X. Studio Fox marzyło o stworzeniu filmowego uniwersum X-menów. Własnego filmu miał się doczekać m.in. Gambit. Geneza nie spełniła jednak oczekiwań producentów. W tej sytuacji studio skupiło się na najbardziej rozpoznawalnych bohaterach serii, wśród których zabrakło miejsca dla Gambita. Kitsch przygody z serią X-men za porażkę. Dla aktora jego pokroju występ w tak dużej produkcji był ogromnym sukcesem. To gwiazdy – Hugh Jackman, Ryan Reynolds, Liev Schreiber – w razie porażki miały wiele do stracenia. Kitsch, niedoszły bezdomny, nie miał nic – nazwiska, pozycji – nie mógł więc niczego stracić, mógł tylko zyskać.
John Carter
John Carter
Kitsch po występie w „Genezie” był na najlepszej drodze do kariery aktora hollywodzkiego – miał ku temu odpowiednie warunki fizyczne, sprawdził się w kinie wysokobudżetowym, był młody i przystojny. W 2010 roku magazyn Hollywood Reporter uznał go za kandydata do tzw. A list – grona największych gwiazd branży filmowej. Potrzeba było trzech lat, aby Hollywood się o niego upomniało. W międzyczasie Kitsch zwrócił się w stronę bardziej poważnego repertuaru i zagrał w „Bang Bang Club”. Do roli fotoreportera wojennego schudł 15 kilogramów. Przez kilka miesięcy żywił się wyłącznie brokułami i kawą. Jego metamorfoza przeszła jednak niezauważona. Krytycy zmiażdżyli film, litościwie pomijając występ aktora. Kitsch miał jednak powody ku temu, aby z nadzieją patrzeć w przyszłość.
John Carter jest bohaterem serii powieści Edgara R. Burroughsa. To weteran wojny secesyjnej, odważny, silny, honorowy, jednym słowem żołnierz idealny. Po tragedii, jaka spotkała jego rodzinę, żyje wyłącznie pragnieniem szybkiego wzbogacenia się. Z dala od cywilizacji, w dzikiej głuszy poszukuje złota. Na nieszczęście upomina się o niego wojsko amerykańskie, a żeby tego było mało wkrótce trafia na Marsa, gdzie zostaje wplątany w wojnę domową między dwoma marsjańskimi rodami. Fenomen Johna Cartera nigdy nie przekroczył granic Stanów Zjednoczonych. Z zamiarem przeniesienia jego przygód na duży ekran studio Disneya nosiło się od wielu lat, koszty produkcji były jednak zbyt duże. Dopiero rozwój technologii dał projektowi zielone światłowi. „John Carter” był oczkiem w głowie Disneya, studio przeznaczyło na jego produkcję ponad 200 milionów dolarów, za kamerą stanął Andrew Stanton, reżyser kasowego „Gdzie jest Nemo”, zrealizowanego w należącym do Disneya studiu Pixar. Główną rolą powierzono Kitschowi. Co było dalej wiemy wszyscy.
Gambit
Gambit
Druzgocząca porażka „Johna Cartera” kosztowała posadę ówczesnego szefa studia Disney, Andrew Stanton nie prędko znów stanie za kamerą, a Kitsch? Z nim los obszedł się łaskawie, krytycy również, a już kilka miesięcy po „Amerykaninie na Marsie” na ekrany wszedł „Battleship” – kolejna superprodukcja, która miała podreperować nadszarpnięty wizerunek aktora.
Na planie zdjęciowym Kitsch spotkał się ponownie z Peterem Bergiem, któremu to zawdzięczał swoją pierwszą dużą rolę w telewizji. Tym razem reżyser przeznaczył dla niego rolę błyskotliwego żołnierza marynarki wojnnej, który trwoni swój potencjał. Dopiero najazd kosmitów sprawi, że dojrzeje i nabierze ogłady. Alex Hooper to postać zbliżona do Johna Cartera – obaj są idealnymi żołnierzami, ale z różnych względów nie wykorzystują swojego potencjału; dopiero w obliczu konflktu pozbywają się wrodzonej arogancji. Hooper zdołał uratować świat, ale nie udało mu się zawojować kin. „Battleship”, jako drugi film z rzędu w karierze Kitscha, poniósł sromotną klęskę w box office’ie.
Savages
Savages
Na pytanie o reakcję na złe wyniki finansowe swoich filmów Kitsch odpowiedział: – Jestem dumny z „Johna Cartera”. Wyniki finansowe w żaden sposób nie czynią mnie ani lepszym aktorem, ani lepszym człowiekiem. Rzeczywiście, aktor nie ma sobie nic do zarzucenia. Wybiera filmy o dużym potencjale finansowym i nie ukrywa, że grywa w kinie rozrywkowym głównie dla zabawy. Nie sili się na pretensję, jest świadom swoich możliwości. A jednak każdy jego wybór kończy się katastrofą. Czy Kitsch mógł temu jakoś zapobiec? Czy ktoś mógł przewidzieć, że „John Carter” będzie klapą? W przypadku „Battleship” sprawa wygląda prościej, w sukces filmu wątpili wszyscy, ale w kinie widywaliśmy większe niespodzianki niż udaną adaptację gry w statki. Na porażkę obu filmów składa się kilka czynników – kiepska reżyseria, nieudany scenariusz, ale najbardziej chybiona jest koncepcja bohatera. John Carter i Hooper to szlachetni młodzieńcy, dla których nie ma miejsca we współczesnym kinie. Ich dylematy i wątpliwości są dziś przebrzmiałe, a przemiana jaką przechodza nazbyt trywialna. Czasy się zmieniły i dziś prym wiodą bohaterowie o złożonej psychice, dwuznaczni i niejednokrotnie ponoszący porażkę za porażką. Ale kogoś takiego Kitsch widocznie nie potrafiłby zagrać. W „Savages” wcielił się w Chona, krewkiego eks-komandosa, który najpierw strzela, a potem zadaje pytania. Krytycy chwalą jego kreację, podkreślając że duża w tym zasługa Stone’a, który znakomicie obsadził młodego aktora.
Występ u Olivera Stone’a jest swego rodzaju nobilitacją. Na planie spotkał się z aktorską śmietanką Hollywood i legendarnym reżyserem, który po kilku chudych latach, wraca do formy. Kitsch na ekranie wypada raz lepiej raz gorzej, ale za to znakomicie daje sobie radę za kulisami Hollywood. Spójrzmy na to w ten sposób: dwie gigantyczne produkcje w przeciągu roku, występ u uznanego reżysera. Kitsch umie poradzić sobie w życiu. Nie ma, co się martwić o jego przyszłość.
• • •
koniec
28 września 2012

Komentarze

28 IX 2012   13:49:06

"Czasy się zmieniły i dziś prym wiodą bohaterowie o złożonej psychice, dwuznaczni i niejednokrotnie ponoszący porażkę za porażką. Ale kogoś takiego Kitsch widocznie nie potrafiłby zagrać."

Wypisz, wymaluj rola Kitsha z Friday Night Lights.

28 IX 2012   17:59:15

Nie wszyscy oglądani niedawno bohaterowi byli złożeni, zdarzyły się prezentujące przyzwoity poziom wyjątki. Chociażby Thor, prosty jak - nie przymierzając - budowa jego oręża, ale osobiście bardziej przypadł mi do gustu niż Tony Stark. Ale to prywatna opinia. Tak samo jak ta, że jako Gambit Kitsch był tragiczny, przy czym to jest właśnie dwuznaczna postać, której kino mogłoby się bliżej przyjrzeć.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„Kobra” i inne zbrodnie: Czy dojdzie do trzeciego morderstwa?
Sebastian Chosiński

18 VI 2024

Nazwisko Francisa Durbridge’a przez długie lata było gwarancją sukcesu artystycznego. Nic więc dziwnego, że po dzieła brytyjskiego pisarza i scenarzysty współpracującego z BBC sięgali twórcy teatralni i telewizyjni w całej Europie. Polska Ludowa nie była wyjątkiem. Reżyser Jan Bratkowski, który jako pierwszy zmierzył się z literacką wyobraźnią twórcy z Wysp, na dobry początek wybrał „Szal”. I trafił idealnie!

więcej »

Z filmu wyjęte: Gryzoń z Piekła rodem
Jarosław Loretz

17 VI 2024

Gdyby ktoś się pokusił o stworzenie króliko- lub chomikołaka, zapewne właśnie tak wyglądałaby jego ludzka forma.

więcej »

„Kobra” i inne zbrodnie: Jak nie starać się o alibi
Sebastian Chosiński

11 VI 2024

Czy wydawca pism o modzie Clifton Morris rzeczywiście zamordował młodą modelkę i aktorkę Fay Collins? Wiele na to wskazuje. Choć na pewno zastanawiające jest to, że mimo coraz konkretniejszych poszlak, podejrzany wciąż upiera się, iż nie ma z tą zbrodnią nic wspólnego. Główny bohater „Szala” Francisa Durbridge’a – inspektor policji Harry Yates – ma wyjątkowo twardy orzech do zgryzienia.

więcej »

Polecamy

Gryzoń z Piekła rodem

Z filmu wyjęte:

Gryzoń z Piekła rodem
— Jarosław Loretz

Grunt to solidne kły
— Jarosław Loretz

Jaki budżet, taka kwatera główna
— Jarosław Loretz

Zimny doping
— Jarosław Loretz

Ryba z wkładką
— Jarosław Loretz

Nurkujący kopytny
— Jarosław Loretz

Latająca rybka
— Jarosław Loretz

Android starszej daty
— Jarosław Loretz

Knajpa na szybciutko
— Jarosław Loretz

Bo biblioteka była zamknięta
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż autora

Pozamiatane
— Łukasz Gręda

Ręce opadły
— Łukasz Gręda

Lost
— Łukasz Gręda

Dni jak ścięte wąsy
— Łukasz Gręda

Strzelają się
— Łukasz Gręda

Gumowe kule
— Łukasz Gręda

W ciemność
— Łukasz Gręda

Zaczęło się
— Łukasz Gręda

Słowiańska pełnia
— Łukasz Gręda

Pod wulkanem, czyli potworne kino Wesa Andersona
— Łukasz Gręda

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.