Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Aleksandr Wieledinski
‹Geograf przepił globus›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGeograf przepił globus
Tytuł oryginalnyГеограф глобус пропил [Gieograf głobus propił]
Dystrybutor Art House
Data premiery3 października 2014
ReżyseriaAleksandr Wieledinski
ZdjęciaWładimir Baszta
Scenariusz
ObsadaKonstantin Chabenski, Jelena Liadowa, Aleksandr Robak
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania120 min
WWW
Gatunekdramat, psychologiczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Sputnik 2014: Dzień 9

Esensja.pl
Esensja.pl
To już przedostatni dzień „Sputnika nad Polską”, później filmy festiwalu ruszą z Warszawy do innych miast. Proponujemy więc jak zwykle zestaw filmów na jutro wraz z recenzjami i zwracamy uwagę na możliwość skorzystania z nocnego maratonu z kinem konkursowym.

Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 9

To już przedostatni dzień „Sputnika nad Polską”, później filmy festiwalu ruszą z Warszawy do innych miast. Proponujemy więc jak zwykle zestaw filmów na jutro wraz z recenzjami i zwracamy uwagę na możliwość skorzystania z nocnego maratonu z kinem konkursowym.

Aleksandr Wieledinski
‹Geograf przepił globus›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGeograf przepił globus
Tytuł oryginalnyГеограф глобус пропил [Gieograf głobus propił]
Dystrybutor Art House
Data premiery3 października 2014
ReżyseriaAleksandr Wieledinski
ZdjęciaWładimir Baszta
Scenariusz
ObsadaKonstantin Chabenski, Jelena Liadowa, Aleksandr Robak
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania120 min
WWW
Gatunekdramat, psychologiczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Geograf przepił globus
(2013, reż. Aleksandr Wieledinski)
Sebastian Chosiński
Wiktor Siergiejewicz Służkin dotarł już do czterdziestki. Ma żonę i mniej więcej siedmioletnią córeczkę. Nie ma natomiast stałego zajęcia. Kiedyś pracował jako wykładowca biologii na Uniwersytecie Uralskim, prowadził zajęcia ze studentami; tak poznał Nadię, która kilka lat później wyszła za niego za mąż. Problemem Służkina był jednak alkohol. Możemy się domyślać, że właśnie dlatego wylano go z uczelni; został wówczas metodykiem w bibliotece technicznej przy stoczni remontowej w Permie, ale jakiś czas później stocznię zlikwidowano. Postanowił więc starać się o pracę w miejscowej szkole. Niestety, Służkin może uczyć biologii, chemii, względnie zootechniki, tymczasem szkoła – jak dowiaduje się od Rozy Borisownej, zastępczyni dyrektora – od pół roku poszukuje geografa. Wiktor Siergiejewicz stawia wszystko na jedną kartę i stwierdza, że i tego przedmiotu chętnie by nauczał. Kobieta jest mu niechętna, ale sprawę przesądza dyrektor i każe mu napisać podanie o przyjęcie do pracy. Wiadomość o znalezieniu etatu nie robi jednak wrażenia na Nadieżdzie, która już dawno straciła nadzieję, że uda im się kiedyś wyprowadzić z obskurnego blokowiska.
Co do tego nie ma wątpliwości również Służkin, obliczający, że gdyby nie palił, nie jadł ani nie pił, mógłby uzbierać pieniądze na kupno samochodu produkcji krajowej po… stu pięćdziesięciu dwóch latach. O ile jednak jego żona podchodzi do tego z rezygnacją, on traktuje wszystko bardzo lekko – przecież i tak nie jest w stanie nic zmienić, po co się więc irytować. Zdobycie pracy jest jednak dobrym pretekstem do zorganizowania małej imprezki – tym bardziej że niespodziewanie odwiedza Służkinów stary przyjaciel Wiktora, jeszcze z czasów szkolnych, Maksim Budkin. Choć nie jest on ani tak przystojny, ani tak wrażliwy jak Służkin, robi wrażenie na kobietach z zupełnie innego powodu – ma pieniądze. To człowiek przedsiębiorczy, asystent posła i właściciel niewielkiej firmy budowlanej, którą zarejestrował na swego ojczyma. Nadia, coraz bardziej rozczarowana mężem, mówi Wiktorowi otwarcie o rozstaniu – skoro go nie kocha, nie szanuje, nie pragnie, po co mają być dalej ze sobą? Tylko dlatego, że mają córkę? Mężczyzna na podobne wyznania małżonki reaguje z zaskakującą powściągliwością. Szybko jednak przekonujemy się, że ta pozorna obojętność tak naprawdę jest efektem postępującego przez długie lata wypalenia. Służkin nie ma już sił walczyć. I to o nic – sam aranżuje romans Nadieżdy z Maksimem, odrzuca propozycje dwóch polujących na niego znajomych kobiet.
Nowej pracy też nie traktuje poważnie – zresztą jak mógłby to robić, nie mając niemal żadnej wiedzy geograficznej (może poza faktem, że Ziemia jest okrągła, a przez leżący na Uralu Perm przepływa rzeka Kama). Na dodatek klasa, którą uczy, nie należy do najłatwiejszych. Uczniowie Gradusow, Tiutin, Czebykin czy Barmin stawiają sobie niemal za cel honoru na każdym kroku prowokować nauczyciela, a gdy trafia się okazja, aby go ośmieszyć czy upokorzyć – nie wahają się ani przez moment. Służkin przyjmuje kolejne „ciosy” z zadziwiającym spokojem i tą samą rezygnacją, z jaką wcześniej przyjął oświadczenie żony o chęci rozstania się. Mimo to przychodzi moment, kiedy Wiktor podejmuje wyzwanie. I chociaż kończy się to nieomal katastrofą, to jednak można uznać, że ostatecznie wychodzi z niego zwycięsko. Ma w tym swój udział młoda Masza Bolszakowa, uczennica tej samej klasy co wspomniani powyżej chłopcy, która – na przekór swoim kolegom – dostrzega w Służkinie człowieka bardzo wartościowego, ale zagubionego, zrezygnowanego, który już dawno przestał iść w życiu pod prąd, teraz jedynie pozwala się unosić fali, wiodącej go prosto na rafy. Łatwo byłoby dostrzec w Wiktorze ofiarę systemu, a może nawet systemów – najpierw ostatnich lat komunizmu, później pierestrojki i przemian społecznych, które zaszły w Rosji na przełomie lat 90. XX wieku, gdy w wielkim chaosie budowano kapitalizm, który zrodził „nowych Ruskich”. W tym świecie dla ludzi takich, jak Służkin, nie było miejsca, świetnie za to odnaleźli się ludzie pokroju Budkina.
Pod wieloma względami można dostrzec w Wiktorze nowe wcielenie Ilji Obłomowa (bohatera dziewiętnastowiecznej powieści Iwana Gonczarowa) – szlachcica i właściciela ziemskiego, który wiedzie leniwe życie, starając się nie zajmować niczym, co wymagałoby od niego zużytkowania energii. Za programowym nieróbstwem Obłomowa kryła się przepastna pustka, mająca swoje korzenie w rozczarowaniu światem – i to samo doskwiera Służkinowi, który w pełni świadomie i z premedytacją przepija swoje życie, redukując je tym samym do lichej egzystencji pozbawionej szerszych perspektyw. Gdyby „Geografa…” nakręcono w Stanach Zjednoczonych, moglibyśmy pewnie liczyć na happy end, na szczęście jednak Aleksandr Wieledinski nie dał się temu skusić i nie uczynił w finale swego bohatera herosem na miarę Johna Keatinga, nauczyciela języka angielskiego ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” Petera Weira. W oczach młodzieży Wiktor nie staje się więc nagle mniej śmieszny czy irytujący, ale przynajmniej zaczynają go oni rozumieć. Dla Służkina sukcesem pedagogicznym byłby już bowiem sam fakt potraktowania go jako współczesny antywzór osobowości, skamienielinę z czasów, gdy ceniono jeszcze w ludziach wrażliwość i inteligencję.
Kino Iluzjon, Sala Stolica, godz. 18:30

Andriej Konczałowski
‹Białe noce listonosza Aleksieja Trapicyna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiałe noce listonosza Aleksieja Trapicyna
Tytuł oryginalnyБелые ночи почтальона Алексея Тряпицына
ReżyseriaAndriej Konczałowski
ZdjęciaAleksandr Simonow
Scenariusz
ObsadaAleksiej Trapicyn, Irina Jermołowa, Timur Bondarienko, Wiktor Kołobow, Wiktor Bieriezin, Tatiana Silicz, Irina Silicz, Jurij Panfiłow, Nikołaj Kapustin, Siergiej Jurjew, Walentina Ananina, Liubow Pawłowna, Liubow Zykowa, Natalia Siemionowa, Margarita Titowa, Aleksandr Mołczanow, Wiktor Babicz, Anna Tracz
MuzykaEduard Artiemjew
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania92 miny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Białe noce listonosza Aleksieja Trapicyna
(2014, reż. Andriej Konczałowski)
Sebastian Chosiński
Jury w Wenecji nie pomyliło się, przyznając dziełu Konczałowskiego Srebrnego Lwa. To naprawdę kawał znakomitego kina w stylu – odartej co prawda z patosu i epickości – „Syberiady”. Aleksiej Trapicyn, przez sąsiadów ze wsi nazywany po prostu Liochą, od lat pracuje jako listonosz. To mężczyzna po przejściach – być może już po sześćdziesiątce, samotny, od dwóch lat stroniący od alkoholu, którego każdy dzień wygląda tak samo. Wstaje wcześnie rano, służbową motorówką płynie do sąsiedniej wsi, w której mieści się urząd pocztowy, tam odbiera przesyłki (listy, gazety, przekazy pieniężne) i wraca, by dostarczyć je adresatom. Jest na dodatek tak uczynny, że pomaga sąsiadom, robiąc dla nich także zakupy w sklepiku niedaleko poczty – dla jednych chleb, dla innych papierosy. U każdego zatrzyma się na chwilę, pogada o codziennych problemach i troskach; coś poradzi, a jeśli trzeba, to również zestrofuje. Niekiedy jest spowiednikiem, innym znów razem kompanem do zwyczajnej rozmowy.
Najchętniej Liocha zatrzymuje się u Iriny. Kobieta jest już po czterdziestce i mieszka we wsi jedynie z synkiem Timurem. Przyjechała z dużego miasta; widać coś jej się w życiu nie udało, noga się powinęła i musiała uciekać, a może tylko szuka chwili wytchnienia i spokoju. U niej Trapicyn zawsze może liczyć na gorącą herbatę i coś do przekąszenia. Choć zniszczona niełatwym życiem, Irina wciąż zachowała resztki urody; listonosz jest nią zauroczony, nocami spać nie może, marzy, by leżeć w łóżku obok niej. Chcąc trafić do serca kobiety, zaprzyjaźnia się z Timką. Zabiera go ze sobą na motorówkę, roztacza nad chłopcem opiekę, zastępując mu ojca. Ale Irina mimo wszystko jest z innego świata – zagubiona pośród lasów i jezior wioska jest dla niej jedynie chwilowym przystankiem; nie chce mieszkać tu przez następne lata, z dala od cywilizacji i uciech, jakie ona ze sobą niesie. Zupełnie inaczej niż Aleksiej, który spędził we wsi całe swoje dotychczasowe życie, który nie potrafiłby zaaklimatyzować się w innym miejscu, któremu cykl dnia wyznacza natura. I chociaż Trapicyn zdaje sobie sprawę z tego, że związek z Iriną byłby z góry skazany na niepowodzenie (ona wie to jeszcze lepiej), nie rezygnuje. I trudno mu się dziwić – widzi w nim ostatnią szansę na wyrwanie się ze szponów samotności, na ucieczkę przed nałogiem, na – mówiąc najbanalniej jak to możliwe – normalne życie.
Andriej Siergiejewicz z wielką subtelnością podgląda swoich bohaterów; niekiedy można odnieść wrażenie, że mamy raczej do czynienia z filmem dokumentalnym aniżeli fabułą. Scenariusz „Białych nocy…” powstał wcześniej jedynie w ogólnym zarysie, podobnie było z dialogami; większość elementów narracji rodziła się na planie. Oprócz wybijających się na plan pierwszy bohaterów – Aleksieja, Iriny i Timura – ważną (kto wie, czy nie najważniejszą) rolę gra w dziele Konczałowskiego przyroda. Sekwencje przedstawiające Trapicyna przemierzającego na motorówce wody jeziora mają wręcz siłę magiczną, unosi się nad nimi mistyczna aura; podobne odczucia towarzyszą widzowi w momencie, gdy kamera pokazuje skąpaną w nocnej zorzy – stąd tytułowe „białe noce” – śpiącą jeszcze wieś. To widoki, które zapierają dech w piersiach. Których nie da się zapomnieć. Od których nie sposób oderwać wzrok. Czy, wychowawszy się w takim świecie, zdołalibyśmy bez utraty części siebie przenieść się na stałe do przemysłowego miasta, któremu ton nadają dudniące przez dwadzieścia cztery godziny na dobę podkłady kolejowe? Oderwany od swoich korzeni Liocha byłby z góry skazany na życiowe niepowodzenie. Ale z drugiej strony – zostając we wsi, traci kobietę, w której kocha się od dłuższego czasu. Dla człowieka takiego jak on wybór, przed którym staje, ma wymiar prawdziwie tragiczny.
Kinoteka, Sala 1, godz. 18:00

Aleksiej German młodszy
‹Papierowy żołnierz›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPapierowy żołnierz
Tytuł oryginalnyБумажный солдат
Dystrybutor Art House
Data premiery20 listopada 2009
ReżyseriaAleksiej German młodszy
ZdjęciaMaksim Drozdow, Aliszer Chamidchodżajew
Scenariusz
ObsadaMerab Ninidze, Chulpan Khamatova, Anastazja Szewieliowa, Kirył Uljanow
MuzykaFiodor Sofronow
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania118 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Papierowy żołnierz
(2008, reż. Aleksiej German młodszy)
Sebastian Chosiński
Papierowy żołnierz” to opowiedziana w wolnym, iście Czechowowskim tempie opowieść o sześciu tygodniach życia i pracy doktora Daniła Pokrowskiego, pracownika Bajkonuru, którego głównym zadaniem jest czuwanie nad zdrowiem młodych radzieckich lotników przygotowywanych do pierwszego lotu w kosmos. Chociaż w całej historii Związku Radzieckiego był to chyba okres (mowa o początku lat 60. XX wieku) najradośniejszy – nie minęła jeszcze euforia po rozprawieniu się z kultem jednostki Stalina, Chruszczowowska „odwilż” zdjęła z rosyjskiej kultury kaganiec cenzury, a imperium powoli stawało z kolan na nogi, czego wyrazem stały się właśnie marzenia o wysłaniu w przestrzeń kosmiczną pierwszego przedstawiciela rodzaju ludzkiego – w obrazie Germana nie ma nawet śladu tej nadziei, która wówczas przepełniała serca wielu obywateli Kraju Rad. Film jest straszliwie ponury i depresyjny – praktycznie od pierwszej do ostatniej minuty nad głównymi bohaterami nieustannie unosi się widmo śmierci. Swojej wizji artystycznej reżyser podporządkował nawet fakty historyczne, naginając je tak, by w niczym nie osłabiły złowieszczego nastroju „Papierowego żołnierza”. Wszystko bowiem miało być jak w pamiętnej balladzie Okudżawy, w której ambitny papierowy żołnierzyk ponosi osobistą klęskę w zetknięciu z twardymi regułami rzeczywistości. „Choć zmieniać świat i zwalczać zło / Niezmiennie był gotowy, / Lecz nad łóżeczkiem wisiał, bo / Był tylko papierowy” – śpiewał przed laty rosyjski bard, kończąc swą pieśń następującym czterowierszem: „Niejeden wódz już w ogniu znikł, / Niejeden szeregowy… / I poszedł w ogień… / Zginął w mig – żołnierzyk papierowy” (w tłumaczeniu Witolda Dąbrowskiego). W dziele Germana „papierowi” (czytaj: skazani na klęskę i śmierć) są niemal wszyscy związani z kosmicznym projektem – zarówno doktor Pokrowski, jak i jego podopieczni, przyszli kosmonauci z Jurijem Gagarinem na czele.
W filmie poznajemy jedynie wycinek życia głównego bohatera wczesną wiosną 1961 roku. Nie wiemy, jakie były losy jego rodziny w czasach stalinowskich (choć dowiadujemy się, że ojciec był cenionym chirurgiem, który uratował życie wielu ludziom), ani jak załapał się do pracy nad tak prestiżowym dla sowieckiego imperium przedsięwzięciem. W ogóle dowiadujemy się o nim bardzo mało. Z biegiem czasu nasza wiedza na jego temat będzie się wprawdzie sukcesywnie powiększać, ale nie zmienia to w niczym faktu, że reżyser wyjątkowo poskąpił jej widzom. Umysł doktora Pokrowskiego może się więc wydawać nieprzeniknioną materią. Podobnie zresztą jak i życie osobiste. Danił jest bowiem rozdarty między Moskwą a Bajkonurem, między żoną, piękną i wytworną Niną, jak on lekarką, a prostą i mało atrakcyjną kazachską kochanką Wierą. Obie kobiety kochają go ponad życie, obie nie potrafią jednak przeniknąć do jego wnętrza, rozpalić jego zmysłów, uczynić szczęśliwym. Gdy Pokrowski przebywa w Kazachstanie, myśli o małżonce, swoich moskiewskich przyjaciołach, tęskni za stołecznym życiem; gdy jednak wraca do stolicy, brakuje mu ciszy i spokoju, jaki ofiarowuje swoim mieszkańcom step. Nie potrafi wybrać, na którym życiu ani na której kobiecie naprawdę mu zależy. Jakby tego było mało, zadręcza się losem swoich podopiecznych. Kolejne próby wyniesienia człowieka ponad wysokość, na której latają samoloty, kończą się niepowodzeniem. Wciąż zawodzi technika. Danił ma świadomość, że za którymś kolejnym razem będą zmuszeni wsadzić do kapsuły jednego z lotników – tym samym w imię wyższych racji zaryzykują jego życiem, a część odpowiedzialności za nieuniknioną śmierć młodego pilota spadnie także na jego barki. Nie potrafi pogodzić się z tą świadomością. Zagubiony i zrezygnowany, coraz bardziej oddala się od bliskich, pogrąża w chorobie. Nie stara się nawet z nią walczyć, jakby uznał, że jest ona rodzajem pokuty, jaką musi odbyć w zamian za narażanie życia innych.
Doktor Pokrowski niemal dosłownie spala się w swoim życiu i pracy. Jego sumienie i umysł, przepełnione zobojętnieniem i apatią, niczym nie różnią się od tego, co go otacza – oblepionego błotem, ciągle zatopionego w deszczu bezkresnego kazachskiego stepu, moskiewskich przyjaciół-inteligentów prowadzących jałowe dysputy na temat przeszłości i przyszłości ich ojczyzny. Do rangi symbolu urasta przerażająca scena palenia przez oddziały KGB zabudowań po dawnym łagrze w okolicach bajkonurskiego poligonu. Z niedowierzaniem przygląda się jej Nina Pokrowska, która przyjechała właśnie z Moskwy w odwiedziny do męża. Kobieta nie może zrozumieć, dlaczego kagiebiści strzelają do wałęsających się między zabudowaniami psów. Odpowiedź oficera jest następująca: Psy nie są już do niczego potrzebne, bo umieją tylko pilnować. Tak wygląda wielkie sprzątanie po Stalinie, którego ofiarami padają już wprawdzie nie ludzie, ale zwierzęta. Problem jednak w tym, że przygotowywani przez Daniła lotnicy niewiele się od tych psów różnią. Też – jak pamiętna Łajka (która, wystrzelona na orbitę okołoziemską w listopadzie 1957 roku, nigdy już z niej nie powróciła, ginąc po siedmiu godzinach lotu) – skazani są na zagładę. Świadomość, że wielka idea wymaga ofiar nie uspokaja lekarskiego sumienia. I jak u Czechowa, wszystko zmierza do tragicznego finału. German, podsumowując sekwencje rozgrywane w 1961 roku, spina film symboliczną klamrą i chyba niepotrzebnie dodaje jeszcze puentę, rozgrywającą się dziesięć lat później. Niewiele ona zmienia, jedynie rozbija wewnętrzną spójność filmu.
„Papierowy żołnierz” to film z psychologiczną tezą, dlatego nie sposób uznać go za historyczny dokument. Pisząc scenariusz – do spółki z Władimirem Arnuszą i Julią Gliezarową – reżyser nie oparł się na faktach. Rzeczywistość Bajkonuru, jeśli można wierzyć źródłom, wyglądała jednak trochę inaczej. Kosmodrom nie tonął przez cały czas w błocie (zbudowany został bowiem na obszarach, gdzie przez większą część roku świeci słońce), a jego pracownicy nie musieli gnieździć się w drewnianych barakach (do dyspozycji oddano im piętrowe bloki ze wszystkimi udogodnieniami). Dość powiedzieć, że wybierając plenery, German nie zdecydował się na podróż do Kazachstanu; filmowy Bajkonur umiejscowiony został pod Petersburgiem. Ale też nie na historycznej ścisłości zależało twórcy filmu. To nie miał być przecież film o bohaterskim Juriju Gagarinie, ale o człowieku rozdartym między niosącą nadzieję powinnością a całkowicie jej pozbawionymi skutkami jego działań.
Kino Iluzjon, Sala Stolica, godz. 11:30

Aleksiej Andrianow
‹Szpieg›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzpieg
Tytuł oryginalnyШпион
ReżyseriaAleksiej Andrianow
ZdjęciaDenis Alarcon-Ramires
Scenariusz
ObsadaDaniła Kozłowski, Fiodor Bondarczuk, Władimir Jepifancew, Siergiej Gazarow, Anna Czipowska, Dmitrij Nazarow, Aleksiej Gorbunow, Wiktoria Tołstoganowa, Andriej Mierzlikin, Aleksiej Panin, Wiktor Wierżbicki, Jekatierina Mielnik, Konstantin Adajew, Roman Indyk, Wadim Żuk, Laimutis Sedzius, Polina Rajkina
MuzykaJurij Potiejenko
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania104 min
Gatuneksensacja, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Szpieg
(2012, reż. Aleksiej Andrianow)
Sebastian Chosiński
Akcja „Szpiega” rozgrywa się wiosną (od kwietnia do czerwca) 1941 roku. To czas, gdy – jak zostajemy poinformowani w odautorskim słowie wstępnym – nazistowskie Niemcy podbiły już Polskę, Czechosłowację (co zresztą nie do końca jest zgodne z prawdą, ale nie będziemy wnikać w szczegóły, bo to nie czas ani miejsce, aby rozstrzygać takie drobiazgi), Francję, Norwegię i Danię, a teraz szykują się do podstępnego uderzenia na Związek Radziecki. Oczywiście nie ma mowy o tym, że ten „miłujący pokój” Kraj Rad w ciągu poprzednich dwóch lat zagarnął całe Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej, pożarł Litwę, Łotwę i Estonię oraz odgryzł Finlandii część Karelii, a Rumunii – Besarabię. I to wszystko w dużym stopniu do spółki z Hitlerem! Ale co tam. Historię piszą w końcu zwycięzcy. Wróćmy więc do punktu wyjścia. Kontrwywiad radziecki donosi, że na terenach przygranicznych naziści zgrupowali czterdzieści dwie dywizje Wehrmachtu, co zdaje się jasno wskazywać na to, kto będzie kolejną ofiarą niepohamowanego apetytu Führera. Tyle że, ku zaskoczeniu wszystkich stron – i Hitlera, i Stalina – w tym samym czasie wybucha wojna na Bałkanach przeciwko Jugosławii.
I tu rodzi się pytanie: Czy, mając nierozstrzygniętą do końca sytuację na południu kontynentu, przywódca III Rzeszy zdecyduje się na otwarcie nowego frontu na wschodzie? Odpowiedź otrzymujemy już w pierwszych minutach filmu – tak! Podczas odbywanej za pośrednictwem łączy telewizyjnych (co, choć teoretycznie było już wtedy możliwe, należy mimo wszystko potraktować jako element fantastyczny) rozmowy Hitlera z szefem Abwehry, admirałem Wilhelmem Canarisem, Führer wydaje jednoznacznie brzmiący rozkaz – należy kontynuować przygotowania do inwazji. Problem w tym, że już wcześniejsze działania, o czym wiemy, nie uszły uwadze sowieckiej agentury; trzeba więc zrobić coś, co wywoła u Rosjan całkowitą dezorientację. Zastępca admirała podsuwa swemu szefowi pomysł, aby wykorzystać do tego celu szpiega w szeregach NKGB – czyli Ludowego Komisariatu Bezpieczeństwa Państwowego, który powołano do życia na polecenie Stalina w lutym 1941 roku po wyłączeniu dwóch struktur specjalnych z Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD) – o pseudonimie „Wasser”. Akcja ta ma wielkie szanse powodzenia, tym bardziej że w ramach czystki nie tak dawno została rozwiązana Sekcja Niemiecka Kontrwywiadu Wojskowego. Na szczęście dla Kraju Rad, wypuszczony z łagru starszy major Oktriabrski (w polskim wydaniu powieści jego nazwisko przetłumaczono, zresztą bardzo zgrabnie, na Październicyn) otrzymuje polecenie sklecenia nowej grupy, która zajęłaby się przeciwdziałaniem hitlerowskiej infiltracji. Wybór Oktriabrskiego w pierwszej kolejności pada na młodszego lejtnanta Jegora Dorina – nie dość że wysportowanego (trenuje bowiem boks w moskiewskim Dynamie), to na dodatek perfekcyjnie posługującego się dialektem bawarskim języka niemieckiego (z uwagi na pochodzenie matki).
Rozmowa, którą odbywają Oktriabrski i Dorin musi być dla tego drugiego dużym szokiem. Major nie ukrywa, że – zgodnie z doniesieniami wywiadu – wojna zacznie się lada dzień. Kiedy dokładnie, na razie jeszcze nie wiadomo. Ale jest szansa, aby się tego dowiedzieć. Następnego dnia w okolicach Wyborga (notabene „ukradzionego” Finom zaledwie rok wcześniej) ma nastąpić zrzut ładunku dla wysoko umocowanego nazistowskiego szpiega. Jeśli uda się wytropić agentów-pośredników, być może uda się również dotrzeć do tego najważniejszego. Pozostała część filmu Andrianowa opowiada właśnie o akcji prowadzonej przez grupę „Zatieja”; w tle zaś obserwujemy, niestety potraktowane bardzo marginalne, starania Niemców, by dotrzeć bezpośrednio do Stalina i wprowadzić go w błąd. Jest w tym filmie jakiś feler – i to popełniony na samym początku – który z biegiem czasu i rozwoju akcji pozbawia fabułę niezbędneego przy tego typu opowieściach dreszczyku emocji. Niby Oktriabrskiemu i Dorinowi zależy na jak najszybszym dotarciu do „Wassera”, ale działają oni na tyle nieudolnie, że niemiecka siatka spokojnie może prowadzić swoją rozgrywkę. Inna sprawa, że gdyby okazało się to niemożliwe, historia musiałaby się potoczyć inaczej (Stalin przekonany o napaści hitlerowskiej wzmocniłby pewnie siły na granicy zachodniej i nie podjął kilku nierozważnych decyzji) – wiadomo więc od pierwszych chwil, że z tego pojedynku wywiadów zwycięsko muszą wyjść Niemcy. A to pozbawia widza najważniejszego elementu filmu szpiegowskiego – zaskoczenia! W efekcie „Szpiega” ogląda się bez emocji, na chłodno, nie kibicując żadnej ze stron – hitlerowcom, bo zwyczajnie nie wypada, Rosjanom, bo przecież i tak skazani są na porażkę, więc po co się angażować w z góry przegraną sprawę…
Błąd tkwi zatem w samym założeniu, w punkcie wyjścia. Ale i to dałoby się obejść czy przeskoczyć. W serialu o poruczniku Columbo scenarzyści zdradzali przecież, kto zabił, w pierwszych minutach każdego odcinka, a jednak oglądało się je z dużym zainteresowaniem do samego końca. Najważniejsza okazywała się bowiem droga dedukcji, którą musiał przebyć ślamazarny funkcjonariusz prawa, aby udowodnić mordercy winę. W obrazie Andrianowa nie broni się, niestety, właśnie to, co jest pomiędzy zawiązaniem a rozwiązaniem akcji, którego możemy domyślać się od samego początku. Te niedostatki, z których zapewne reżyser zdawał sobie sprawę, starano się jednak zrekompensować widzowi stroną wizualną filmu. Przede wszystkim wprowadzono pewne elementy futurystyczne – zarówno Abwehra, jak i NKWD / NKGB posługują się wideołączami, Oktriabrski ma do dyspozycji magnetowid, kamery z noktowizorem. Niezwykle wygląda też sama Moskwa – wykreowano ją na podstawie planów architektonicznych powstałych w latach 30. XX wieku, które jednak z różnych przyczyn nie zostały zrealizowane. Ogromne wrażenie robi zwłaszcza siedziba Stalina – Pałac Rad (z wieńczącym go monstrualnym posągiem Lenina), który w rzeczywistości nigdy nie powstał. Pod jego budowę wyburzono, znajdującą się nieopodal Kremla, zabytkową Cerkiew Chrystusa Zbawiciela; wznoszenie gmachu rozpoczęto w 1937 roku, ale już cztery lata później, z powodu napaści hitlerowskiej, koncept odłożono na później, a w końcu lat 50. całkowicie z niego zrezygnowano. W fundamentach niedokończonego Pałacu zbudowano natomiast… basen „Moskwa”. Dzisiaj historia zatoczyła koło – w 1996 roku w tym miejscu stanęła odbudowana świątynia. Moskwa pokazana w „Szpiegu” jest więc miastem monumentalnym i na wskroś nowoczesnym, potężne i strzeliste budynki przywodzą nawet na myśl Gotham City – z tą różnicą, że miasto Batmana najczęściej przedstawiane jest jako miejsce bardzo ponure i nieprzyjazne, gdy tymczasem stolica Związku Radzieckiego, której słońce nie żałuje swych promieni, skrzy się niemal wszystkimi barwami tęczy.
Kinoteka, Sala 1, godz. 16:00

Iwan I. Twierdowski
‹Klasa specjalna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKlasa specjalna
Tytuł oryginalnyКласс коррекции
ReżyseriaIwan I. Twierdowski
ZdjęciaFiodor Struczow
Scenariusz
ObsadaMaria Pojezżajewa, Filip Awdiejew, Nikita Kukuszkin, Artiom Markarjan, Irina Wiłkowa, Julia Sierina, Olga Łapszyna, Natalia Pawlienkowa, Maria Uriadowa, Natalia Domieriecka, Marina Nikołajewa, Jelena Niestierowa, Żanneta Diemichowa, Olga Rosłowa
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania85 min
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Klasa specjalna
(2014, reż. Iwan I. Twierdowski)
Sebastian Chosiński
Bohaterowie filmu mieszkają gdzieś na dalekich przedmieściach Moskwy (tak przynajmniej jest w książce Muraszowej). Pierwszego września, w dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego, Swietłana Czechowa prowadzi swoją nastoletnią córkę Lenę do szkoły. Dziewczyna z powodu choroby porusza się bowiem na wózku inwalidzkim, a droga jest daleka i wyboista (dosłownie). Jak zły omen obie panie mijają miejsce wypadku – przejazd kolejowy, na którym zginął, co okazuje się dopiero później, uczeń szkoły, w której Lena właśnie zaczyna naukę. Spóźniają się tym samym na uroczystość, a to nie podoba się pani dyrektor – kobiecie niemłodej już, apodyktycznej i na pewno nie grzeszącej nadmiarem empatii. Można odnieść wrażenie, że uczniów z „klasy specjalnej”, do której ma trafić młoda Czechowa, Teresa Pawłowna Kuzniecowa traktuje jak zło konieczne.
Dość powiedzieć, że lekcje mają oni w oddzielnym skrzydle budynku, którego korytarz odgradzają od głównej części gmachu kraty. Jak w więzieniu. Nie ma też żadnych udogodnień dla osób niepełnosprawnych, co sprawia, że Lena musi każdego dnia wdrapywać się po schodach wraz z wózkiem. Na szczęście nowi znajomi służą jej pomocą. A kim oni są? Różne przyczyny sprawiły, że znaleźli się w tym właśnie miejscu: choroby genetyczne, inwalidztwo, ogólne niedostosowanie społeczne. Jeśli jednak będą wykazywać się stałymi postępami w nauce i poprawią swoje zachowanie, będą mogli zostać przeniesieni do „normalnej” klasy. Ale o tym zdecyduje dopiero za kilka miesięcy specjalna komisja, której widmo wisi nad uczniami jak mityczny miecz Damoklesa. Lekcje prowadzone w „klasie specjalnej” znacznie odbiegają od normy, co jest o tyle zrozumiałe, że uczniowie prezentują bardzo zróżnicowany poziom intelektualny. Do tego dochodzą ograniczenia fizyczne, stres, kompleksy. Nauczyciele – tak się składa, że są to same kobiety – nie są tak naprawdę przygotowani do pracy z podobną młodzieżą; nie potrafią reagować na sytuacje konfliktowe, często w takich momentach wybuchają gniewem, a jedyną ich receptą na załagodzenie nieporozumienia jest wyproszenie ucznia za drzwi.
Być może właśnie z uwagi na opresyjne otoczenie młodzież tworzy zgraną paczkę, do której Lena zostaje z miejsca przyjęta. Wraz z Miszą, Antonem, Mitią, Witką i Olą chodzi na tory kolejowe, gdzie jej nowi przyjaciele oddają się bardzo niebezpiecznym zabawom – kładą się pod przejeżdżającymi pociągami – jakby sami sobie chcieli udowodnić, że są coś warci, że potrafią podjąć wyzwanie. Młoda Czechowa z czasem coraz większą sympatią darzy chorującego na epilepsję Antona, który uczucie to odwzajemnia. Niechętnie na to patrzy jednak matka chłopca, która nie chce, by syn zadawał się z inwalidką. Niezadowolony jest również Misza, w tajemnicy także podkochujący się w Lenie. Nie potrafiąc poradzić sobie z negatywnymi emocjami mającymi źródło w zazdrości, chłopak posuwa się do kroku, po uczynieniu którego nic już nie będzie takie samo. Przynajmniej dla Leny. Film Twierdowskiego, który zaczyna się dość niewinnie, z biegiem czasu przeobraża się w ponury i depresyjny dramat psychologiczny, który zdoła chyba wstrząsnąć każdym. Reżyser nie waha się bowiem złamać tabu, przekroczyć granicę, pokazać świat młodych ludzi, który okrucieństwem dorównuje temu, co gotowi są robić dorośli.
Tu nie ma symboliki w stylu powieściowego „Władcy much” Williama Goldinga, jest brutalny naturalizm, zezwierzęcenie, odarcie uczuć ze wszystkiego co ludzkie. Miłość zostaje doszczętnie sponiewierana, a złożona na jej ołtarzu ofiara zbrukana. „Klasa specjalna” to film, który wywołuje ból. Po którym można wyć ze wściekłości i bezsilności. I choć w widzu z miejsca rodzi się niezgoda na pokazany na ekranie świat – tym bardziej że dotyczy on ludzi młodych – kiedy opadają emocje, zdaje on sobie sprawę, że reżyser tak naprawdę wcale nie przesadził, że tak często wygląda życie. Że młodzież pozostawiona sama sobie, pozbawiona pozytywnych wzorców moralnych, w sytuacji zagrożenia, z którą nie będzie potrafiła sobie poradzić, zareaguje instynktownie. Że bez oglądania się na innych, będzie krzywdzić i deptać godność drugiego człowieka. Że zadziała instynkt stadny, który sprawi, iż pozostali, bez cienia refleksji, ruszą za przewodnikiem.
Kinoteka, Sala 1, godz. 22:00 (w ramach maratonu konkursowego)
koniec
28 listopada 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„Kobra” i inne zbrodnie: „Zdradziła III Rzeszę!”
Sebastian Chosiński

20 II 2024

Teatralna „Stawka większa niż życie” szybko nabierała rozpędu, a scenarzyści i realizatorzy zdobywali coraz większe doświadczenie. W maju 1965 roku odbyła się premierowa emisja odcinka piątego – „Kryptonim Edyta” – w którym po raz pierwszy na ekranie zaistniał Hermann Brunner.

więcej »

Z filmu wyjęte: Zemsty szpon
Jarosław Loretz

19 II 2024

O tym, że film jest czystą zgrywą, świadczy choćby ten jeden kadr - z ptasią nogą samodzielnie planującą rozprawić się z masztem telefonii komórkowej.

więcej »

„Kobra” i inne zbrodnie: Nie ma „zająca” i nie ma „wilka”
Sebastian Chosiński

13 II 2024

Na dokończenie fabuły rozpoczętej w marcu 1965 roku odcinkiem zatytułowanym „W pułapce” widzowie musieli cierpliwie czekać przez cztery tygodnie – do emisji spektaklu „E-19 działa”. To wtedy okazało się ostatecznie, kto jest gestapowskim donosicielem, za sprawą którego Niemcy aresztowali dentystę „Filipa”, i kto tym samym bezpośrednio zagraża „Jankowi”.

więcej »

Polecamy

Zemsty szpon

Z filmu wyjęte:

Zemsty szpon
— Jarosław Loretz

Taśmowa robota
— Jarosław Loretz

Z wątrobą na dłoni
— Jarosław Loretz

Panika na planie
— Jarosław Loretz

Jak nie gryzoń, to może jaszczurka?
— Jarosław Loretz

A gdyby tak skrzyżować człowieka z gryzoniem... inaczej
— Jarosław Loretz

A gdyby tak skrzyżować człowieka z gryzoniem...
— Jarosław Loretz

Miły uśmiech na nowy rok
— Jarosław Loretz

Odcinek świąteczny
— Jarosław Loretz

Podniebne newsy
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

50 najlepszych filmów 2014 roku
— Esensja

Najlepsze filmy IV kwartału 2014
— Esensja

Sputnik 2014: Dzień 10
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Sputnik 2014: Dzień 8
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Sputnik 2014: Dzień 7
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 5
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 4
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Kamil Witek

Sputnik 2014: Dzień 3
— Sebastian Chosiński, Jarek Hirny

Sputnik 2014: Dzień 2
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 1
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Na oceanie wielkiego miasta
— Sebastian Chosiński

Dzień 10
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Wizyta młodej pani
— Sebastian Chosiński

Dzień 8
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Uciec z Norylska
— Konrad Wągrowski

Dzień 7
— Sebastian Chosiński

W stepie szerokim…
— Sebastian Chosiński

Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Życie jako pasmo niezawinionych niepowodzeń
— Sebastian Chosiński

Dzień 5
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.