Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo drugie

Esensja.pl
Esensja.pl
Radzieckich samolotów, które nie były radzieckie, trafiało się w kinematografii całkiem sporo. Na przykład w produkcji z… Seanem Connerym.

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo drugie

Radzieckich samolotów, które nie były radzieckie, trafiało się w kinematografii całkiem sporo. Na przykład w produkcji z… Seanem Connerym.
Dzisiejszy kadr nie jest aż tak oczywisty, jak ten z zeszłego tygodnia. Żeby dostrzec, co w nim szwankuje, trzeba odrobinę wytężyć wzrok. Tym, którym wytężenie nic nie pomaga, spieszę wyjaśnić, iż nad piękną, czerwoną gwiazdą nalepioną na samolot, którym przyleciała do Ameryki radziecka delegacja naukowa, widać wykonane czerwoną farbą drobne angielskie napisy. Trudno w tym momencie założyć, żeby sowiecki przemysł produkował samoloty z ważnymi ostrzeżeniami malowanymi miast swojską cyrylicą – alfabetem łacińskim. Podejrzewam, że ten drobny napis przez długi czas nie stanowił najmniejszego problemu – w końcu na małym ekranie był raczej niewidoczny, a na dużym scena dość szybko przelatywała mimo oczu. Kłopoty zaczęły się dopiero w erze cyfrowej, gdy film można sobie zatrzymać i obejrzeć na spokojnie rozmaite detale, z których filmowcy nie zawsze są dumni.
Pro forma – napis po prostu wyjaśnia sposób wsiadania do kokpitu samolotu: „Enter cockpit from this side thru main entry door. Enter cockpit from other side thru copilots sliding window” („Wejście do kokpitu z tej strony jest przez główne drzwi. Wejście do kokpitu z drugiej strony jest przez przesuwne okno drugiego pilota”).
Na radziecki samolot z wymalowaną na kadłubie angielską instrukcją można trafić w nakręconym w 1979 roku katastroficznym filmie „Meteor”. Pewnego dnia nieznana kometa wytrąca z pasa asteroid pięciomilowy głaz. Włodarze naszej planety mają pięć dni na opracowanie strategii obronnej, w innym wypadku homo sapiens hurtem przejdzie pod bramę świętego Piotra. Oczywiście najwięcej w kierunku ocalenia globu robią Amerykanie. Ściągają do głównego sztabu twórcę orbitalnego systemu jądrowych rakiet rzekomo obronnych Hercules, które – wbrew intencjom tegoż twórcy – „zupełnie przypadkiem” zostały wycelowane w ZSRR, mimo że w zamyśle miały stanowić obronę przed asteroidami. Dlatego zresztą twórca – Sean Connery – odszedł z NASA i niechętnie dał się namówić na powrót. Po szeregu awantur z dowództwem, wspierany przez swojego byłego szefa (Karl Malden) i równocześnie tępiony przez oficera zawiadującego systemem (Martin Landau), forsuje nakłonienie prezydenta (Henry Fonda) do publicznego wyjawienia istnienia systemu – choć oczywiście nikt się podczas konferencji nie zająknął, w którą stronę skierowane są rakiety. Dzięki temu Rosjanie też publicznie przyznają się do posiadania analogicznego systemu Piotr Wielki, tak samo skierowanego „w kosmos”, czyli w stronę USA, i przysyłają do Stanów twórcę tegoż systemu. A że towarzyszy mu ponętna tłumaczka (Natalie Wood), z miejsca dostajemy romans. Czasu robi się coraz mniej, ludzkości też ubywa, bo mniejsze kawałki gruzu spadają w Alpy, zgarniając czeredę biorącą udział w hucznym narciarskim maratonie, a później pluskają w Pacyfik, zmywając z powierzchni ziemi cały Hong Kong. A współpraca USA i ZSRR jest konieczna, bo ani jeden, ani drugi system samodzielnie nie będzie w stanie usunąć zagrożenia.
Film w zasadzie ogląda się nie najgorzej, ale tak naprawdę jest on wart zapamiętania wyłącznie jako wzorzec, wedle którego skrojono kilka katastroficznych hitów lat 90., z „Armageddonem” na czele. Bo w istocie jest to zmurszały zabytek, w którym jako tako broni się klimat i tempo akcji, natomiast sama fabuła jest naiwna i schematyczna, a doborowa obsada nie przemęcza się, odbębniając to, za co im zapłacono, niby z werwą, ale jakąś taką mechaniczną.
Inna sprawa, że gra tam Sean Connery, a jego zawsze (no, prawie zawsze) ogląda się z przyjemnością.
koniec
24 października 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Mielolot z wytrzeszczem
Jarosław Loretz

21 XI 2022

W trakcie oglądania tego filmu można się poczuć trochę tak, jak podczas obcowania z przygodami Tytusa de Zoo. Ale to tylko pozory.

więcej »

Z filmu wyjęte: Trzymaj waść, ino krzepko
Jarosław Loretz

14 XI 2022

Zbliża się Boże Narodzenie, a z nim – czas prezentów. Nie zawsze jednak prezent jest rzeczą pożądaną…

więcej »
fot. Marcin Osuch

75 lat Studia Filmów Animowanych w Bielsku-Białej - fotorelacja
Marcin Osuch

10 XI 2022

Prezentujemy fotografie z wernisażu wystawy zorganizowane z okazji 75 rocznicy istnienia Studia Studia Filmów Animowanych w Bielsku-Białej zorganizowanej przez Galerię Ilustracji i Komiksu Polishcomicart.

więcej »

Polecamy

Mielolot z wytrzeszczem

Z filmu wyjęte:

Mielolot z wytrzeszczem
— Jarosław Loretz

Trzymaj waść, ino krzepko
— Jarosław Loretz

Wio, mój koniku!
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo trzecie
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo drugie
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo pierwsze
— Jarosław Loretz

Grypsera
— Jarosław Loretz

Wklej coś tam coś tam
— Jarosław Loretz

Ale dlaczego się nie świeci?
— Jarosław Loretz

Jak to żal ci wrót do garażu?
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Mielolot z wytrzeszczem
— Jarosław Loretz

Trzymaj waść, ino krzepko
— Jarosław Loretz

Wio, mój koniku!
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo trzecie
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo pierwsze
— Jarosław Loretz

Grypsera
— Jarosław Loretz

Wklej coś tam coś tam
— Jarosław Loretz

Ale dlaczego się nie świeci?
— Jarosław Loretz

Jak to żal ci wrót do garażu?
— Jarosław Loretz

Głód czytelnictwa
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Orient Express: Potwór grubszego kalibru
— Jarosław Loretz

Orient Express: Tanie lokum z haczykiem
— Jarosław Loretz

Z bachorami trzeba ostro
— Jarosław Loretz

W Indiach też straszy
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2021 (4/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2021 (3/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2021 (2/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2021 (1/4)
— Jarosław Loretz

Jak dobrze nam mutantem być
— Jarosław Loretz

Danie w średnim stanie
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.