Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Stanisław Zajączkowski
‹Człowiek, który wiedział, jak to się robi›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzłowiek, który wiedział, jak to się robi
Data premiery28 listopada 1985
ReżyseriaStanisław Zajączkowski
ZdjęciaJerzy Drużkowski, Adam Głąbiński, Andrzej Misaczek
Scenariusz
ObsadaJerzy Nowak, Tadeusz Bradecki, Wanda Kruszewska, Marcin Sosnowski, Jan Peszek, Tadeusz Huk
MuzykaBogdan Długosz
Rok produkcji1985
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania41 min
Gatunekkryminał, psychologiczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

„Kobra” i inne zbrodnie: Wiem, ale nie powiem

Esensja.pl
Esensja.pl
Brytyjska autorka kryminałów Dorothy Leigh Sayers, w przeciwieństwie do Raymonda Chandlera czy spółki pisarskiej używającej pseudonimu Patrick Quentin, nie była rozpieszczana przez polskich reżyserów. W połowie lat 80. powstały jednak dwa oparte na jej opowiadaniach, zrealizowane przez Stanisława Zajączkowskiego, spektakle. Jeden z nich był adaptacją tekstu zatytułowanego „Człowiek, który wiedział, jak to się robi”.

Sebastian Chosiński

„Kobra” i inne zbrodnie: Wiem, ale nie powiem

Brytyjska autorka kryminałów Dorothy Leigh Sayers, w przeciwieństwie do Raymonda Chandlera czy spółki pisarskiej używającej pseudonimu Patrick Quentin, nie była rozpieszczana przez polskich reżyserów. W połowie lat 80. powstały jednak dwa oparte na jej opowiadaniach, zrealizowane przez Stanisława Zajączkowskiego, spektakle. Jeden z nich był adaptacją tekstu zatytułowanego „Człowiek, który wiedział, jak to się robi”.

Stanisław Zajączkowski
‹Człowiek, który wiedział, jak to się robi›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzłowiek, który wiedział, jak to się robi
Data premiery28 listopada 1985
ReżyseriaStanisław Zajączkowski
ZdjęciaJerzy Drużkowski, Adam Głąbiński, Andrzej Misaczek
Scenariusz
ObsadaJerzy Nowak, Tadeusz Bradecki, Wanda Kruszewska, Marcin Sosnowski, Jan Peszek, Tadeusz Huk
MuzykaBogdan Długosz
Rok produkcji1985
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania41 min
Gatunekkryminał, psychologiczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W latach 80. ubiegłego wieku Telewizja Polska przeżywała ogromny kryzys. I nie był on spowodowany jedynie katastrofalną sytuacją gospodarczą kraju, co musiało się przekładać na mniejsze nakłady finansowe na funkcjonowanie tej instytucji, ale także zainicjowanym po wprowadzeniu stanu wojennego bojkotem ze strony sporej części aktorów i reżyserów, którzy – po pierwsze – sympatyzowali z opozycją polityczną, a po drugie – nie chcieli być kojarzeni z obrzydliwą propagandą Jerzego Urbana. To otworzyło drogę do kariery (choć może raczej należałoby napisać „kariery”) wielu twórcom z dotychczasowej drugiej, a nawet trzeciej ligi. Zaczęły więc powstawać filmy reżyserów, których nazwiska zazwyczaj nic wcześniej nie mówiły widzom, a i dzisiaj pozostają w zasadzie zapomniane. Nieco inny stosunek mieli jednak aktorzy do telewizyjnego teatru, zwłaszcza jeżeli powstawał on poza Warszawą, z dala od tak źle kojarzącej się Polakom ulicy Woronicza.
To przecież właśnie w połowie lat 80., a więc w czasie bojkotu TVP, powstała znakomita, oparta na prozie Waldemara Łysiaka, trylogia gangsterska Tadeusza Kijańskiego „Selekcja” („Selekcja”, 1984; „Skorpion”, 1985; „Ostatni numer”, 1985). W tym samym okresie Jak Bratkowski zrealizował wyśmienite „Okno na morze” (1984), a Stanisław Zajączkowski zainscenizował dwa średniometrażowe spektakle oparte na opowiadaniach Dorothy Leigh Sayers – „Nie mam ci nic do powiedzenia” (1984) oraz „Człowiek, który wiedział, jak to się robi” (1985). Premiera tego drugiego odbyła się w ostatni czwartek listopada 1985 roku. Zajączkowski (rocznik 1939) ukończył łódzką „Filmówkę”, ale nie na wydziale reżyserii, lecz organizacji produkcji. Pod koniec lat 60. związał się z Telewizją Polską, by szybko stać się etatowym reżyserem i realizatorem spektakli teatralnych przygotowywanych z myślą o „małym ekranie”.
Dorothy Leigh Sayers (1893-1957) to z kolei święcąca triumfy brytyjska prozatorka, poetka, eseistka, dramaturg i tłumaczka, która stała się popularna dzięki opowiadaniom i powieściom kryminalnym (stworzyła między innymi postać detektywa lorda Petera Wimseya). Tekst, po który sięgnęła scenarzystka Barbara Biel (w latach 80. była głównie redaktorką i producentką telewizyjną), ukazał się pierwotnie w 1933 roku w tomie zatytułowanym „Hangman’s Holiday”. Biel i Zajączkowski pozostali wierni oryginałowi i jest to w pełni zrozumiałe. Sayers stworzyła bowiem utrzymaną w klasycznym stylu historię z pogranicza kryminału i grozy, która nie wymagała żadnych udoskonaleń. Fabuła jest prosta, ale ma w sobie ten „haczyk”, który sprawia, że do ostatniego momentu trzyma w napięciu, by w finale wyprowadzić jeszcze jeden cios powalający czytelnika, a w tym przypadku – widza.
Mniej więcej trzydziestoletni Peter Wood (w tej roli zmarły przed dwoma laty Tadeusz Bradecki, jeden z ulubionych aktorów Krzysztofa Zanussiego, u którego zagrał w czternastu filmach, ostatnim był „Eter”) do niedawna był skromnym urzędnikiem bankowym. Gdy jednak odziedziczył spadek, jego stopa życiowa znacznie się podniosła; porzucił pracę w banku i kupił wielki dom na prowincji, zaczął inwestować w stare książki i rękopisy. Wciąż jest bezdzietnym kawalerem. Gdyby więc jemu przydarzyło się jakieś nieszczęście – komu przypadłoby całe bogactwo? Może pracującej u niego gosposi, pani Plumbs (Wanda Kruszewska)? Ale po kolei… Bo historia zaczyna się jednak gdzie indziej. W przedziale jadącego do Rugby nocnego pociągu czytającego powieść kryminalną Wooda zagaduje starszy mężczyzna, który przedstawia się jako Smith (znakomita rola Jerzego Nowaka). Ma bardzo złe zdanie na temat współczesnych książek detektywistycznych, uważa je za banalne, a sportretowanych w nich morderców za nieudolnych i śmiesznych, którzy wpadają, ponieważ „tracę głowę”.
Kiedy Peter protestuje, Smith zaskakuje go stwierdzeniem, że popełnienie zbrodni doskonałej jest proste jak zrobienie bułki z masłem. To kwestia metody i oczywiście poradzenia sobie z wyrzutami sumienia. Przyznaje, że sam wie, jak to uczynić. I chociaż skąpi Woodowi szczegółów, wspomina coś o dziwnej miksturze, którą można sporządzić, mieszając środki dostępne w każdej aptece. Wywołuje ona śmierć człowieka, której przyczynę każdy lekarz określi później jako zawał serca. Peter, choć przejęty tą rozmową (nieznajomy jest nadzwyczaj przekonujący w tym, co mówi), do końca jednak nie wierzy. Jakież więc jest jego zdziwienie, gdy jakiś czas później czyta w gazecie o śmierci pewnego przedsiębiorcy w Rugby – znaleziono go w wannie, a badający ciało lekarz doszedł do wniosku, że to serce nie wytrzymało. Gdy Wood dzieli się swymi podejrzeniami z przyjacielem Tomem (Marcin Sosnowski), ten patrzy na niego jak na dziwaka, który urwał się z choinki.
Sprawa pana Smitha i jego tajemniczej „metody” nie daje jednak spokoju Peterowi. Zwłaszcza że niespodziewanie spotyka starca nieopodal swego domu. I że gazety informują o kolejnym bardzo podobnym przypadku śmierci w okolicy. Wood zaczyna popadać w obsesję. Chce powstrzymać seryjnego zabójcę, tyle że nikt mu nie wierzy. Nawet policjanci. Wszystko wskazuje więc na to, że Smith pozostanie bezkarny i że będzie zabijał bez końca… Jaki jest ciąg dalszy? Zaskakujący. I to w dwójnasób. Eksurzędnik bankowy, przejęty całą sytuacją, nie ma bowiem zamiaru pozwolić działać mordercy. Pytanie tylko, czy to morderca prawdziwy, czy też urojony. Widz dowiaduje się tego w ostatniej, niezwykle przewrotnej scenie, w której na dodatek reżyser wprowadził na plan – niewymienionych w „liście płac” – dwóch wybitnych krakowskich aktorów: Jana Peszka i Tadeusza Huka (obaj rok wcześniej zagrali u Zajączkowskiego pierwszoplanowe role w „Nie mam ci nic do powiedzenia”).
koniec
14 maja 2024

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„Kobra” i inne zbrodnie: Gipsowe okruchy rzeczywistości
Sebastian Chosiński

28 V 2024

Na rok przed śmiercią reżyser Andrzej Jerzy Piotrowski zasmakował w kryminałach. Nakręcił jeden z odcinków serialu „07 zgłoś się” („Rozkład jazdy”) oraz zrealizował dla telewizyjnego teatru sztukę „Sobota wieczorem – niedziela rano” autorstwa Michała Komara (ukrywającego się pod pseudonimem Zdzisław Klonowski). W upartego porucznika MO wcielił się w niej zmarły przed rokiem Leonard Pietraszak.

więcej »

Z filmu wyjęte: Zimny doping
Jarosław Loretz

27 V 2024

Walka jak walka, jednak widzowie są nieco… zimnokrwiści.

więcej »

„Kobra” i inne zbrodnie: Poza sezonem
Sebastian Chosiński

21 V 2024

Połowa lat 80. ubiegłego wieku była, co zastanawiające, nadzwyczaj dobrym okresem dla telewizyjnego Teatru Sensacji (choć nie zawsze spektakle poprzedzane były czołówką z „Kobrą”). Trzyczęściowa mafijna „Selekcja”, klasycznie brytyjski „Człowiek, który wiedział, jak to się robi” i wreszcie francuski dreszczowiec według powieści Pierre’a Boileau i Thomasa Narcejaca „Okno na morze” w reżyserii Jana Bratkowskiego – to niekwestionowane majstersztyki.

więcej »

Polecamy

Zimny doping

Z filmu wyjęte:

Zimny doping
— Jarosław Loretz

Ryba z wkładką
— Jarosław Loretz

Nurkujący kopytny
— Jarosław Loretz

Latająca rybka
— Jarosław Loretz

Android starszej daty
— Jarosław Loretz

Knajpa na szybciutko
— Jarosław Loretz

Bo biblioteka była zamknięta
— Jarosław Loretz

Wilkołaki wciąż modne
— Jarosław Loretz

Precyzja z dawnych wieków
— Jarosław Loretz

Migrujące polskie płynne złoto
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.