Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Życzenia noworoczne

Esensja.pl
Esensja.pl
Niejaki Konrad W. zaproponował mi stały felieton, stawiając mnie jednocześnie w niezręcznej sytuacji. Ten szlachetniejszy nieco od recenzji i tetrycznych notek gatunek wznosi się przecież na fundamentach tzw. życiowego doświadczenia piszącego. Ba, zamienia piszącego w filtr rzeczywistości. A ze mnie filtr nieszczególny. Duchem mam jeszcze mniej lat niż w dowodzie i, jak celnie zauważył jeden z czytelników znanego pisma o grach konsolowych, „mordę jakby mi się dopiero wąs sypnął”.

Michał Walkiewicz

Życzenia noworoczne

Niejaki Konrad W. zaproponował mi stały felieton, stawiając mnie jednocześnie w niezręcznej sytuacji. Ten szlachetniejszy nieco od recenzji i tetrycznych notek gatunek wznosi się przecież na fundamentach tzw. życiowego doświadczenia piszącego. Ba, zamienia piszącego w filtr rzeczywistości. A ze mnie filtr nieszczególny. Duchem mam jeszcze mniej lat niż w dowodzie i, jak celnie zauważył jeden z czytelników znanego pisma o grach konsolowych, „mordę jakby mi się dopiero wąs sypnął”.
Ale oto jestem i proszę o wybaczenie. Wszak człowiek potrzebuje rozwoju, a pasjonat filmów – wymiany poglądów z innymi pasjonatami. Za nami kolejny rok w polskich kinach i kolejny rok z polskim kinem. Z tej okazji chciałbym życzyć rodzimym filmowcom więcej luzu i jednocześnie powagi. Luzu w podejściu do swojej pracy (to przecież „tylko” kino) i poważnego traktowania widza. Kiedy człowiek zaczyna jeździć po festiwalach i naiwnie wierzy w możliwość pozafilmowej komunikacji z filmową bracią, musi się srogo rozczarować. A przecież obydwie strony są częścią jednego systemu, którym rządzi prosty schemat: nadawca – komunikat – odbiorca. I tenże komunikat nie kończy się wraz z listą płac na ekranie. To również przepływ informacji, sugestie, konstruktywne wybrzydzanie czy nawet kłótnie bez argumentów. Ktoś zaraz krzyknie: przecież artysta nie jest od tego, żeby kokietować publiczność i przymilać się jej za wszelką cenę! Ja uważam inaczej – obdarowany takim kapitałem zaufania jest właśnie od tego.
W organizowanym przy poznańskim Multikinie Klubie Filmowym „Ferment” gościł niedawno Xawery Żuławski – autor młody, mający wskazać polskiemu kinu nową drogę. Widzowie oglądający jego debiutancki „Chaos” w większości zostali po projekcji – najpewniej po to, żeby podyskutować o filmie. Darek Arest, wraz z którym prowadziłem dyskusję, uparł się, żeby się czegoś od twórcy dowiedzieć. Drążył, zadawał mądre pytania i oczekiwał odpowiedzi. Niekoniecznie mądrych, ale przynajmniej takich, które ograniczą wysiłek Żuławskiego do wypowiedzenia prostego „tak” lub „nie”. Tylko że reżyser i jego aktorka (a prywatnie życiowa partnerka) Maria Strzelecka odwrócili się plecami do filmu, który robili w znoju przez bite sześć lat. Odpowiadali: „nie wiem”. Żuławski z radością skupił się na anegdotkach z planu, bo odeszły chwile, kiedy bronił filmu do upadłego i minął okres, w którym w ogóle rozmawiał z kimkolwiek. Podczas spotkania przestałem być ślepy na pewną oczywistość – od kiedy to polski reżyser jest obiektem kultu, żyje bez widza i kręci filmy dla siebie?!
Filmowcy (reżyserzy, scenarzyści, aktorzy, słowem wszyscy, którzy parają się filmową produkcją) nie funkcjonują w zamkniętym obiegu. Jeśli sprzedają ludziom łzy i śmiech, ci mają prawo wymagać od nich wyrazistej miny. Dobrej, złej, byle nie znudzonej. Bo najgorsza jest obojętność i niechęć do dyskusji. Najboleśniejszy dla widza jest zamknięty światopogląd, przekonanie o byciu „kompletnym”, postawa nauczycielska, brak pokory, megalomania i inne zawodowe zboczenia. Nic dziwnego, że krytyka narzeka, iż artystyczna elita intelektualna, która rekrutuje się także z filmowców, nie przyznaje się do błędów. To niełatwe, gdy trzyma się ręce w kieszeniach. Te „ręce w kieszeniach” widać zresztą na ekranie, a to już o wiele gorszy omen i temat na coś więcej niż felieton.
Polskie środowisko filmowe tapla się w swoim glamourze, na który nigdy nie było przygotowane i który nie jest czymś naturalnym, tylko sztucznym, tandetnym i odpustowym. Targowisko próżności przyciąga też organizatorów wielkich festiwali. Osoba, która wspaniałomyślnie wpuściła mnie do swojego życia i teraz marnuje ze mną cenny czas, pracowała kiedyś jako modelka w Paryżu i Mediolanie. Naoglądała się tam, jak oddziela się tych, którzy tworzą magię, od maluczkich, których głos nic nie znaczy. Czasem rozgrzebuję jej nastoletnie czasy, oczekując jakiejś barwnej opowieści. Jednak nie przypominam w tych pytaniach przedwojennego chłopca w kaszkiecie, który czerpie wiedzę od babuleńki, sprzedającej na rynku portrety z młodości. Brakuje mi naiwności, nie brakuje cynizmu. Niewiele jest w moich intencjach faktycznej ciekawości, a więcej masochistycznej satysfakcji z utwierdzania się w przekonaniu, że są na świecie ludzie, dla których chce się stanowić światopoglądową opozycję. I to z głębi serca. Nasze rozmowy kończą się na wnioskach banalnych i z mojej strony oskarżycielskich. Trudno żeby było inaczej, jeśli słowo „wybieg” kojarzy się mi się z dwustumetrowym odcinkiem ulicy Pocztowej w Szczecinie, na którym lokalne dresy urządzały sobie safari z udziałem spacerujących licealistów. Wracam do tych pozornie niekształcących dyskusji myślami, gdy jadę na festiwal Camerimage. Właśnie tam oślepiający blichtr przesłania gorszy z roku na rok repertuar, a organizatorzy traktują widza protekcjonalnie. Pozwalają, żeby prośby o wyłączenie telefonów kierowane były tylko do Polaków i żeby ekspresjonistycznie oświetlony Vittorio Storaro wykładał przez godzinę historię sztuki przed filmem, który zasługuje na publiczne spalenie. Gdzie się podziała pokora i poczucie przyzwoitości, którymi można kupić czyjąś życzliwość?
Być może, wzorem niespodziewanej jeszcze w połowie lat pięćdziesiątych francuskiej Nowej Fali, wybuchnie wkrótce jakaś rewolucja, zaś nasi filmowcy przestaną obrażać się na widza i zaczną widzieć w nim partnera do rozmowy. Ale do tego czasu trzeba jakoś żyć i jakoś się dogadywać. Zadawać mądre pytania, licząc, że ktoś na nie odpowie. Dużo w moich słowach uogólnień, z którymi można (i należy) się nie zgadzać. Życzyłbym tylko Wam (i sobie), żeby jedni zluzowali i robili, co do nich należy, a nam zostawili wychodzenie na tym najlepiej!
koniec
31 grudnia 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Władek, dorzuć jakiś futurystyczny gadżet!
Jarosław Loretz

8 VIII 2022

Twórcy filmów pornograficznych też od czasu do czasu próbują nakręcić coś z gatunku science fiction, ale mają o tyle trudniej, że w ich przypadku słowo „budżet” jest Złotym Graalem zza siedmiu mórz. Innymi słowy – nikt w branży już nie pamięta, co to za zwierzę.

więcej »

Z filmu wyjęte: Nie masz na charakteryzatora? Spokojnie, jest jeszcze kiełbasa od cioci Bożenki
Jarosław Loretz

1 VIII 2022

Tak to już jest, że przy braku funduszy trzeba łatać filmową produkcję czym się da. Niekiedy jednak to „czym się da” zaczyna zakrawać na absurd…

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Dawid i Goliat
— Michał Walkiewicz

Cień Byrona
— Michał Walkiewicz

Prawda czasu, prawda ekranu
— Michał Walkiewicz

Hołd zbyt oczywisty
— Michał Walkiewicz

Z pamiętnika ośmioletniego Krzysia. Camerimage 2007.
— Michał Walkiewicz

Jubileusz Lary Croft: Lubię wracać tam, gdzie byłem już…
— Michał Walkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.