Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

O tych, co z kosmosu

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 4 »
Ale wracając do słabości. Zdecydowanie największą są scenarzyści, którzy z jednej strony nie mieli konceptu jak wtłoczyć zagadnienia paleoastronatyczne w fabułę i zaczęli w tym mocno przesadzać, a z drugiej okazali się zwyczajnie słabymi pisarzami, nie umiejącymi stworzyć wartkiej akcji i pełnokrwistych postaci. Oczywiście jedno wiąże się z drugim, bo jeśli założeniem albumu jest przedstawienie X nawiązań do źródeł historycznych czy podań i legend, to album zamienia się w prostackie odhaczanie poszczególnych haseł i tematów pomiędzy którymi nie ma miejsca na zbudowanie interesującej fabuły (po postaciach nie wspominając). Najlepiej widać to w przygodach Aistar, które – jak chyba wszyscy się zgadzamy – są najsłabszymi odcinkami cyklu, w których twórcy przeskakują od jednej do drugiej scenki po kolei odhaczając takie tematy jak Mojżesz, manna z nieba, gorejący krzak, piramidy, Isztar itp. Z kolei tam, gdzie sednem albumu był tylko jeden pomysł – Ramayana, Nazca – pozostawało zdecydowanie więcej miejsca na mogącą samodzielnie się rozwijać historię. Oczywiście, że na początku, na niezamieszkałej Ziemi, było scenarzystom dużo łatwiej podczas gdy później, wraz ze wzrostem komplikacji ludzkiej cywilizacji, coraz trudniej było wpasować historię komiksową w tę, którą znamy ze swoich źródeł. Ale to już kwestia błędnej koncepcji tego komiksu.
Konrad Wągrowski: Chyba widać, że scenarzyści nie mieli tej historii dobrze przemyślanej od początku. Zwróćcie uwagę na „Lądowanie w Andach” – to taka w sumie wprawka bez konsekwencji. Niby kosmici coś tam robią, ale i tak wszystko zostanie pogrzebane pod zwałami ziemi, jedynie troje z nich ocaleje. Takoż główny czarny charakter zostaje wyeliminowany i w kolejnej części podmieniony na nowy. Dopiero od części drugiej następuje budowanie ciągłej opowieści, która znów zostanie przecięta przez podmianę Ais na Aistar.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Sebastian Chosiński
Piękny, choć nieludzki ląd

Seria komiksowa „Bogowie z kosmosu” nigdy nie grzeszyła fabularnym wyrafinowaniem; scenarzystom – zwłaszcza Arnoldowi Mostowiczowi (bo nie należy mieć wątpliwości, że Alfred Górny był raczej kwiatkiem do kożuszka) – zdarzały się luki logiczne i zadziwiające z punktu widzenia nauki wpadki. Ale z drugiej strony, czy można podchodzić śmiertelnie poważnie do poglądów Ericha von Dänikena?

Czytaj dalej.




Bogusław Polch
Konrad Wągrowski: Ustaliliśmy już, że gdyby nie „Funky Koval”, „Ekspedycja” byłaby największym osiągnięciem artystycznym Bogusława Polcha (swoją drogą niektóre rysunki naprawdę bardzo przypominają „Funky’ego”). Które kadry, rysunki szczególnie zapadły Wam w pamięć?
Marcin Osuch: Ostatni kadr „Lądowania w Andach”. Pięknie pokazany lotoplan na tle Atlantydy, całość widziana pod „ciekawym” kątem jest idealnym podsumowaniem albumu. Wrażenie to potęguje niestandardowy rozmiar obrazka. Zresztą znakiem szczególnym Polcha było bardzo przemyślane operowanie perspektywą. Rysownik bardzo często podnosi lub opuszcza „aparat fotograficzny”, przez co uzyskuje niezwykłe efekty.
Zagłada wielkiej wyspy
Zagłada wielkiej wyspy
Michał Kubalski: Bardzo lubię album „Bunt olbrzymów” – sceny z zasadzką kierowanych przez Sathama gigantów, atakiem na chronioną polem siłowym bazę, międzyludzką przemocą na ulicach miasta. No i „Zagłada Wielkiej Wyspy” – społeczeństwo Atlantydy było w sumie pretekstowe, ale jego zagłada, fale zalewające budowle pełne ludzi, Ais próbująca środkami halucynogennymi ułatwić śmierć rozumnym stworzeniom, które powstały wskutek jej działań – to robiło wrażenie. Te kadry przypomniały mi się przy okazji finału serialu „Battlestar Galactica” – który MÓGŁ pójść w daenikenowskim kierunku, a zrobił to połowicznie i niezadowalająco.
Jakub Gałka: Tych kadrów było mnóstwo – co tu dużo gadać, przy pierwszym czytaniu kilkanaście lat temu praktycznie każdy kadr z Ais zapadał w pamięć… Największym sentymentem darzę bodaj „Walkę o planetę” i „Zagładę wielkiej wyspy”, bo choć ta ostatnia jest kiepska pod względem logiki i przeciętna fabularnie, to rysunki są tutaj świetne, zwłaszcza, że Polchowi dobrze udało się pokazać dwa różne światy: rozwijającą się (i upadającą) cywilizację Ziemian – nagich, krępych, obwieszających się ozdobami, a w kontraście do tego stechnicyzowany świat Des, zwłaszcza z jego nowymi wynalazkami, np: nowymi typami skanfandrów, kosmolotów i promów, których nie oglądaliśmy we wcześniejszych tomach. No i jest tu ładny, ckliwy obrazek bohaterów odpoczywających po trudach swoich przygód (choć nie zdają sobie sprawy, że to dopiero interludium), nie w scenerii sterylnej sterówki statku kosmicznego, a w przytulnej kajucie pełnej miękkich dywanów i puszystych mebli o fantazyjnych kształtach rodem z lat 70-tych. Polch jak chciał, to umiał narysować wszystko.
Marcin Osuch: A propos odwiecznej dyskusji „Koval” versus „Wiedźmin” to dopiero teraz, przypominając sobie „Ekspedycję” można stwierdzić, że po prostu Polch idealnie się odnajduje w twardej s-f. A klimaty, nazwijmy to, fantasy wychodzą mu nieco gorzej. Wizje Babilonu, Egiptu są poprawne, ale nie ma w nich tej ikry, z jaką przedstawia Polch statki kosmiczne, bazy czy samą przestrzeń kosmiczną.
Jacek Jaciubek: Jeśli chodzi o „Funky`ego Kovala”, to poznałem go już jako dorosły czytelnik i na mnie wrażenia nie zrobił, może czytałem go w niewłaściwym wieku. W dodatku irytował mnie styl rysowania twarzy u Polcha – wszyscy mężczyźni wyglądali jak piłkarze kadry Kazimierza Górskiego z roku 1974. A co do najlepszych kadrów, to nic moim zdaniem nie przebije lądowania Ais obok gigantycznego statku insektów w tomie „Walka o planetę” – do dziś czuję ten dreszcz emocji, który towarzyszył poznaniu obcego, zupełnie odmiennego od przypominających ludzi Desjan. Poza tym zapadły mi w pamięć jeszcze sceny zniszczenia bazy przybyszy na Księżycu i potwory Sathama ruszające do ataku w „Ludziach i potworach”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Paweł Ciołkiewicz
Świadek niepojętej techniki

W siódmym – przedostatnim – tomie cyklu „Bogowie z kosmosu”, zatytułowanym „Tajemnica Piramidy” autorzy biorą na warsztat jedną z zagadek, które od dawna budzą wiele emocji u miłośników teorii spiskowych oraz zwolenników pseudonaukowych wyjaśnień. Zagadka o której mowa dotyczy jednego z siedmiu cudów świata – piramidy Cheopsa, która według Dänikena pozostaje do dziś „widocznym świadkiem niepojętej techniki”.

Czytaj dalej.




Michał Kubalski: Najlepiej znałem „Lądowanie w Andach” – bo przez długi czas ten tom był jedynym, jaki posiadałem, inne czytałem u kuzynów czy znajomych. I może dlatego nie zgodzę się z zarzutem dotyczącym stylu rysowania twarzy – owszem, Rama i Chat są podobni (Chat zawsze kojarzył mi się z… Wodeckim), ale i Zan, i Rub, i Satham są rozróżnialni, mają cechy charakterystyczne. Poza kolorami kombinezonów, oczywiście. W pojedynku Ais i Ruba na pokładzie statku-matki kadry z twarzą zdrajcy były wprost świetne – symulacja perspektywy przez celownik, oślepienie mocną lampą, strzał w ciemność.
Jakub Gałka: To prawda, po latach „Lądowanie w Andach” odkrywa swoje walory kompozycyjne. Szkoda tylko, że jest spartolone pod względem kolorystycznym, a i kreska Polcha nie ma jeszcze takiej szczegółowości i precyzji rysowania postaci jak w kolejnych albumach. Chyba wszyscy się zgadzamy, że najlepsze są jak zawsze odcinki środkowe – gdy rysownik już się przyzwyczaił do swoich bohaterów, wyrobił styl, a jeszcze się rysowaniem nie znudził. Bo ostatnie albumy to już równia pochyła w dół – bohaterowie przestają przypominać siebie (Satham z „Ostatniego rozkazu"!), kolorystyka znów szwankuje (zwłaszcza bodaj w „Planecie pod kontrolą”), zaś fabuła skupiająca się na czasach biblijnych nie daje Polchowi okazji do rysowania tego, w czym jest najlepszy.
Konrad Wągrowski: W „Lądowaniu w Andach” nie ma jeszcze tak dużej dbałości o szczegół, jak w kolejnych tomach. Pojawia się wiele niewypełnionych, jednobarwnych płaszczyzn. Być może to wynik tego, że komiks trzeba było oddać szybko, a na kolejne części było więcej czasu. Nie wiem, zgaduję.
Paweł Ciołkiewicz: Szczególne wrażenie zrobiła na mnie scena kończąca „Walkę o planetę”. Spektakularny wybuch przemawiał do wyobraźni (dopiero później dowiedziałem się, że te promieniste linie symbolizujące korytarze mają swój realnie istniejący odpowiednik w postaci krateru Tycho), a fakt że zginął w nim jeden z bohaterów, był trudny do przyjęcia. Pamiętam, że później czytając „Bunt olbrzymów”, cały czas miałem nadzieję, że Rama jednak jakoś przeżył i zaraz pojawi się w jakiejś scenie. Zresztą „Bunt olbrzymów” był komiksem, w którym wiele scen zapadało w pamięć. Wszystkie sceny walk z olbrzymami były świetne, a ich twarze miały w sobie coś bardzo złowieszczego.
« 1 2 3 4 »

Komentarze

15 VII 2015   20:33:49

Świetna dyskusja.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Niekoniecznie jasno pisane: Samotni wśród bliskich
Marcin Knyszyński

24 VII 2022

Czternastoodcinkowa seria „Royal City”, ze scenariuszem i rysunkami Jeffa Lemire’a, wydana została w Polsce przez Non Stop Comics w trzech zbiorczych tomach. Jest to jeden z nowszych projektów kanadyjskiego twórcy – taki „typowy Lemire”, zabierający czytelnika do małego, amerykańskiego miasteczka i opowiadający smutną, grającą na emocjach historię. Poznajmy rodzinę Pike’ów.

więcej »

Komiksowe Top 10: Czerwiec 2022
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

13 VII 2022

To dopiero drugie zestawienie najchętniej kupowanych komiksów realizowane we współpracy z księgarnią Centrum Komiksu, a już mamy niespodziankę. A mianowicie dwie pozycje na pierwszym miejscu.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Funky, Brenda, Ais i Satham grają fair
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Miłość, która prowadzi na manowce
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Kapitan Żbik: Milicjant – „Rycerz Prawa”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Żbik vs. „Kruk”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Cyrkowcy na sto fajerek
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Wąż z Kraju Kwitnącej Wiśni
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Potężny przeciwnik
— Marcin Osuch

Wszechświat w myślach i dłoniach…
— Paweł Ciołkiewicz

Zrób to sam
— Paweł Ciołkiewicz

Trochę jak Burton i Cyb
— Marcin Osuch

Cyberiada
— Paweł Ciołkiewicz

Ssanie, sprężanie, praca, wydech…
— Marcin Osuch

Tajemna katana z ostrzem energetycznym
— Marcin Osuch

Rozmawiając z Garfieldem
— Marcin Osuch

Rządy tłumu tępych idiotów
— Paweł Ciołkiewicz

Początek nowego życia
— Paweł Ciołkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.