Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Niekoniecznie jasno pisane: Kurde blaszka!

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawnictwo Egmont wprowadza sukcesywnie na nasz rynek komiksy Alana Moore’a z jego własnego imprintu założonego w wydawnictwie „Wildstorm” w 1999 roku – „America’s Best Comics”. Trzytomowy „Tom Strong” powstawał w latach świetności „ABC” – zobaczmy co ciekawego możemy tu znaleźć.

Marcin Knyszyński

Niekoniecznie jasno pisane: Kurde blaszka!

Wydawnictwo Egmont wprowadza sukcesywnie na nasz rynek komiksy Alana Moore’a z jego własnego imprintu założonego w wydawnictwie „Wildstorm” w 1999 roku – „America’s Best Comics”. Trzytomowy „Tom Strong” powstawał w latach świetności „ABC” – zobaczmy co ciekawego możemy tu znaleźć.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„America’s Best Comics” to ukochane dziecko Alana Moore’a, podstępnie sprzedane znienawidzonemu DC Comics zaraz po narodzinach. W 1999 roku Jim Lee zaproponował Moore’owi wydzielenie specjalnego uniwersum komiksowego w ramach „Wildstorm” a zaraz potem sprzedał całe „Wildstorm” DC – Moore przełknął gorzką pigułkę i rozwijał „ABC”, bo pomysłów miał aż nadto i chciał być fair wobec ludzi, z którymi zaplanował już prace. Początkowo był to świat zupełnie odseparowany zarówno od „Wildstorm” jak i samego DC – wszak w 1999 roku nie było jeszcze mowy o jakimś przyszłym Multiwersum, a „Earth-Prime” pozostawała od trzynastu lat (od „Kryzysu na nieskończonych Ziemiach”) faktycznie jedynym wszechświatem DC. Komiksowy świat Moore’a nazywany był „Earth-ABC” albo „ABC Universe” – w jego skład, jak wiemy z „Top 10”, wchodziły jego własne, alternatywne rzeczywistości. Sztandarowym tytułem „ABC”, stała się początkowo „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”, choć ostatecznie okazała się samoistnym bytem, który szybko odpłynął do innego wydawnictwa – „Top Shelf”. „America’s Best Comics” stało tak naprawdę mocno na czterech „nogach” wspieranych dodatkowo przez ich wszelkiego rodzaju spin-offy – „Top 10”, „Promethea”, „Tomorrow Stories” i oczywiście „Tom Strong”. Sam „Tom Strong” miał również szereg serii uzupełniających, których w polskim wydaniu jednak nie znajdziemy – kto wie, może kiedyś. Bohaterowie wszystkich wymienionych serii żyją w jednym świecie i czasem pojawiają się gościnne w nie swoich tytułach.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Tom Strong” składa się z trzydziestu sześciu odcinków wydanych między czerwcem 1999 a majem 2006 roku – Alan Moore napisał pierwsze dwadzieścia cztery i oddał serię innym scenarzystom. Podobnie sprawa ma się z warstwą graficzną – mniej więcej dwie trzecie zeszytów znakomicie narysował Chris Sprouse, aby potem przekazać pałeczkę innym grafikom. Seria nie ma głównego wątku fabularnego, który od początku do końca byłby obecny fabularnie i napędzał historię. Opiera się ona raczej na głównych bohaterach, stałym miejscu akcji i prostym założeniu – bierzemy amerykańskie motywy komiksowe z lat czterdziestych oraz pięćdziesiątych i się nimi bawimy.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Tom Strong jest dzieckiem pary rozbitków, którzy w 1899 roku wylądowali nieszczęśliwie (albo i nie) na samotnej, położonej na odległym oceanie, wyspie Attabar Teru. Sinclair i Susan Strong postanowili wychować go w „duchu czystego rozumu”, z dala od wpływów zepsutej cywilizacji – asystował im przy tym metalowy kamerdyner, steampunkowy robot nazywany Pneumanem. Tom, umieszczony zaraz po urodzeniu w „komorze wysokograwitacyjnej”, zbudowanej przez ojca w kraterze wygasłego wulkanu, posiadł siłę daleko wykraczającą poza umiejętności zwykłego człowieka. Karmiony „korzeniem goloki” zyskał długowieczność, a także potężny umysł i nadludzką inteligencję. Zaprzyjaźnione plemię tubylców musiało zaopiekować się nim w wieku ośmiu lat, kiedy to rodzice zginęli podczas trzęsienia ziemi. Tom zakochał się z wzajemnością w córce wodza o imieniu Dhuala – gdy dorośli, wzięli ślub i spłodzili córkę, nazwaną imieniem Tesla (ku czci nauki oczywiście). W wyniku przeprowadzanych przez Toma eksperymentów, jeden z miejscowych goryli zdobył inteligencję równą ludzkiej, nauczył się mówić (egzaltowanym, dziewiętnastowiecznym stylem brytyjskiej arystokracji!) – teraz, jako Król Salomon, towarzyszy Tomowi, Dhuali, Tesli i Pneumanowi w ich wciągających, szalonych, zabawnych i rozbrajająco prostych fabularnie przygodach.
Ekipa Toma Stronga przeniosła się z Attabar Teru do Ameryki – mieszkają teraz w centrum metropolii Millenium City, w wieżowcu noszącym nazwę „The Stronghold”. W Uniwersum ABC nie ma „superbohaterów” – tutaj wszelkich metaludzi określa się mianem „science heroes”. Tak po prawdzie żaden z członków rodziny Stronga metaczłowiekiem nie jest – jego żona i córka to niezwykle sprawne, inteligentne i wyszkolone w walce wręcz kobiety, a on sam nadludzką siłę zdobył w wyniku „eksperymentu” swoich rodziców i korzeniowi goloki. Dzięki swej niezwykłej inteligencji wzbogacił się wręcz niewyobrażalnie i kontynuuje spuściznę ojca – Stronghold pełne jest laboratoriów i pracowni, w których niczym marvelowski Tony Stark, przeprowadza on swoje badania i eksperymenty. Tom, Dhuala, Tesla, Pneuman i Król Salomon są celebrytami w Millenium City, każdy ich zna, każdy ich szanuje – powstał nawet fanklub zrzeszający młodych ludzi o nazwie „Amerykańscy Strongmeni”. Po wstąpieniu w szeregi fanklubu dostajesz nawet „pakiet startowy”, czyli magazyn komiksowy z rodziną Stronga w roli głównej. A sama rodzina, jak się dobrze przyjrzeć, przywodzi oczywiście na myśl rodzinę Kapitana Marvela z DC Comics – kostium Stronga z lekko zmienionym logo na klacie kojarzy się jednoznacznie. Gdyby tego było mało, mamy nemezis Toma, szalonego naukowca, który wynalazł „flogiston” (płynne ciepło – nie pytajcie) i nazywa się Paul Saveen – głównym przeciwnikiem Kapitana Marvela był, jak wiemy, Doktor Sivana. No i oczywiście to nie jest jakiś tam superłotr (super villain) ale łotr „naukowy” (science villain).
Wszystkie trzydzieści sześć odcinków „Toma Stronga” to szalone, naprawdę fajnie napisane i narysowane, choć może nieco powtarzalne i schematyczne, przygody, gonitwy, wyprawy na koniec świata i czasu albo i dalej – coś jak „Doctor Who” tylko w gatunku superhero (przepraszam – sciencehero). Ekipa Stronga odpiera atak pewnej samoorganizującej się inteligentnej chmary malutkich robotów, która po przekroczeniu masy krytycznej zyskała samoświadomość. Tom ściera się z cyfrowymi (!) azteckimi bóstwami, a potem z nazistowskimi żołnierkami przybyłymi z czasów II Wojny Światowej i ubranymi obowiązkowo w skąpe, skórzane stroje. Trafia na prehistoryczną Pangeę, wspomina swoje pierwsze starcie z Saveenem i jego „flogistonem”, przybywa do kowbojskiej wioski uprowadzonej przez kosmitów albo do inkaskiej świątyni ukrytej w dżungli, aby na koniec poznać światy alternatywne – niebywale istotne dla całej fabuły. Pierwszym z nich jest wyjęty żywcem z „Looney Tunes” Funnyland, gdzie żyje muskularny królik (odpowiednik Toma) walczący z podstępnym lisem (odpowiednikiem Saveena). Drugim jest Terra Obscura, świat w sumie nawet nie alternatywny – na drugim krańcu Drogi Mlecznej istnieje dokładna kopia naszego układu słonecznego, w tym Ziemi, na której największym herosem jest niejaki Tom Strange! „Kurde blaszka!” – jakby powiedział jeden z członków „Amerykańskich Strongmanów”, dziesięcioletni fan komiksów, Timmy Turbo.
Każdy kolejny odcinek jest popisem wyobraźni Alana Moore’a. Mamy paradoksy czasowe; podróż do końca czasu, gdzie stoi „zamek u wrębu wieczności”; wyprawę do wnętrza wulkanu; wojnę z robalami z kosmosu; opowieści w stylu „Kowboje i obcy”; alternatywne światy, w których Strong i Saveen mają sojusz i nawracają superłotrów; powraca dawna miłość Toma; lecimy na księżyc… i tak dalej i tak dalej. Alan Moore zdawał się być nieskończonym rezerwuarem pulpowych, świadomie pastiszowych, krótkich opowieści w klimacie Złotej Ery Komiksu. Po dwudziestym czwartym odcinku musiał odejść – „Promethea” okazała się tak trudna i ważna, że nie miał już czasu i siły na „Toma Stronga”. Ostatnie dwanaście odcinków serii napisali najróżniejsi twórcy – prześcigali się wprost w tworzeniu karkołomnych fabularnie, zakręconych i zaskakujących scenariuszy. Trzeci zbiorczy tom „Toma Stronga” od Egmontu zawiera właśnie te zeszyty. Sporo z nich mogłoby konkurować z twórczością nie tyle Alana Moore’a, co skonfliktowanego z nim Granta Morrisona – tak bardzo są odjechane i metatekstowe. Część z nich przypomina wręcz szalony, genialny „Doom Patrol” Szalonego Szkota – nie będę pisał o ich fabułach, odkryjecie je sami. Alan Moore wrócił w odcinku ostatnim, trzydziestym szóstym, wydanym wiosną 2006 roku. Zakończył nim nie tylko serię, ale i całe przedsięwzięcie znane jako „America’s Best Comics” – w tym właśnie epizodzie jesteśmy świadkami wydarzeń, które znamy z ostatnich odcinków wspomnianej „Promethei” (gdzie rodzina Stronga pojawiła się osobiście). Koniec świata nastał na Ziemi-ABC. Koniec i basta!
Trochę szalone to wszystko, prawda? A no tak i całkowicie celowo. „Tom Strong” jest komiksem Złotej Ery napisanym i narysowanym nowocześnie – zupełnie tak, jak „Nowa Granica” Darwyna Cooke’a, która przedstawiała pierwsze lata Srebrnej Ery DC Comics. Nawiązań jest mnóstwo. Millenium City to wspaniała, gigantyczna aglomeracja sięgająca chmur – między najwyższymi piętrami wieżowców kursują wagoniki na linach. To podobno tutaj narodziło się najwięcej superprzestępców świata – rodzina Stronga ma zatem ręce pełne roboty. To również tutaj ciągną wszelkie międzygalaktyczne szumowiny: „Ten stwór w polu siłowym pytał o pana” – mówi policjant. „Ech, jak każdy żałosny kosmiczny koszmar, który zjawia się w Millenium” – odpowiada Tom Strong. Na okładkach jest zawsze mnóstwo tekstu w stylu: „He wanted her for war crimes, but she wanted him form love!” a bohaterowie zawsze mówią w dość egzaltowany sposób: „Ingrid Weiss, równie odrażająca i podstępnie uwodzicielska jak sam faszyzm!”. Mamy również cały czas świadomość, że „Tom Strong” należy do szerszego uniwersum – słyszymy w komiksie nie tylko o tajemniczej Promethei, ale również o mieście leżącym gdzieś na wschodzie kraju, gdzie spotykają się wszystkie wszechświaty alternatywne – czyli Neopolis z „Top 10”.
Założenia omawianej dziś serii są, jak widać, proste i naiwne, fabuły szybkie i nieskomplikowane a sam komiks niepoważny i od samego początku puszczający oko do czytelnika. Sami bohaterowie jednak są całkowicie poważni i każdą nawet nielogiczną i absurdalną wiadomość biorą serio – no bo jak inaczej, skoro to wszystko prawda? Tom Strong jest zupełnie innym bohaterem niż inni powstali w tak zwanej Mrocznej Erze komiksu. Nie jest skonfliktowany ze światem, nie męczą go wewnętrzne demony, nie ma emocjonalnego bagażu a jego przygody zawsze kończą się dobrze. Alan Moore oddaje hołd komiksowej pulpie sprzed lat – nie zamieszcza żadnego komentarza społecznego ani politycznego, nie serwuje dylematów moralnych, patosu, zadęcia i górnolotnych słów. „Tom Strong” jest komiksem wybitnie rozrywkowym, bardzo kampowym i w stylu retro.
Można by się zastanawiać, czy aby na pewno za „Tomem Strongiem” stoi Alan Moore. Ten sam koleś od mrocznych „Strażników”, wstrząsającego „Zabójczego żartu”, czy filozofującego „Miraclemana”. Wielki „Mag z Northampton”, znawca ezoteryki, uciekinier z mainstreamu, uduchowiony wieczny hipis, anarchista i buntownik. Intencje stojące za „Tomem Strongiem” wyjaśnił całkiem klarownie sam autor w 2012 roku na pewnym konwencie komiksowym (była to pierwsza obecność Moore’a na tego rodzaju imprezie od lat). Otóż nie chciał on tworzyć kolejnego komiksu superbohaterskiego, ale zastanowić się nad samym źródłem tego gatunku. Co stoi u jego podstaw? Pulpowe magazynu z lat dwudziestych i trzydziestych – ot, co. „Shadow”, „Flash Gordon”, „Doc Savage”, „Tarzan” – cofnijmy się do tych czasów i zapomnijmy o wszystkim, co nastąpiło potem. A gdy już tam będziemy, pchnijmy popkulturę w nieco innym kierunku i zobaczmy co się stanie. Alan Moore chciał w końcu zrobić po prostu „coś fajnego”, coś, co ludzie polubią za pogodę ducha, prostotę i optymizm. Jego „Miracleman" i „Strażnicy” nie były hołdem dla gatunku superhero – one chciały „rozwalić go od środka” i obnażyć jego absurdy. Późniejsi twórcy, wzorujący się na tych komiksach, za bardzo skupili się na mroku, powadze i nihilizmie – a nie to było głównym celem Moore’a. „Tom Strong” miał przywrócić balans, pokazać, jak mogłoby to wszystko wyglądać inaczej.
Tom Strong to właśnie taki Tarzan / Doc Savage w nowoczesnej metropolii. Zawsze odróżnia dobro od zła, jest niezłomny i uczciwy. Komiksy z jego przygodami adresowane mogą być równie dobrze do dziesięcio-, dwudziesto- czy pięćdziesięciolatka. Apokalipsa uniwersum ABC z 2006 roku zakończyła żywot naszego dzielnego bohatera, ale dobrze wiemy, że bohaterowie komiksowi nigdy tak naprawdę ostatecznie nie umierają. W maju 2018 roku, w drugim odcinku „The Terrifics” Jeffa Lemire’a, pojawia się dziwny przybysz z innego świata – Tom Strong! Dzielny „naukowy” bohater z impetem wkroczył do uniwersum DC Comics, choć już bez wsparcia swego długowłosego „ojca”. Kurde blaszka!
koniec
19 marca 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Komiksowe Top 10: Maj 2024
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

19 VI 2024

Cieplejsze dni przyniosły zmianę w zestawieniu najlepiej sprzedających się komiksów opracowanym we współpracy z księgarnią Centrum Komiksu. Dziś notowanie numer 26.

więcej »

Komiksowe Top 10: Kwiecień 2024
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 V 2024

W jubileuszowym 25 zestawieniu najlepiej sprzedających się komiksów, opracowanym we współpracy z księgarnią Centrum Komiksu, król mógł być tylko jeden! I kompletnie zdeklasował konkurencję.

więcej »

Niekoniecznie jasno pisane: Ambasadorka pokoju
Marcin Knyszyński

19 V 2024

Sporo już pisałem o Batmanie i Supermanie, przyszła więc w końcu pora wspomnieć o „tej trzeciej”. Księżniczka Diana, alias Wonder Woman, to najważniejsza kobieca postać w DC Comics, z tradycją sięgającą aż do roku 1941 – trzy lata po Kryptończyku i dwa lata po mrocznym rycerzu pojawia się ona, wojowniczka z Rajskiej Wyspy i jej ambasadorka w świecie ludzi. Sześćdziesiąt trzy lata po debiucie bohaterki, niejaki Greg Rucka rozpoczął jeden z najlepszych okresów w jej komiksowym życiu – całość jego (...)

więcej »

Polecamy

Ambasadorka pokoju

Niekoniecznie jasno pisane:

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Po komiks marsz: Wrzesień 2022
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Po komiks marsz: Październik 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Po komiks marsz: Kwiecień 2021
— Esensja Komiks

Z tego cyklu

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

Techno-magia
— Marcin Knyszyński

Oddział wyrzutków
— Marcin Knyszyński

W kleszczach traumy
— Marcin Knyszyński

Mutanci wchodzą w lata dziewięćdziesiąte
— Marcin Knyszyński

Na dnie króliczej nory
— Marcin Knyszyński

W stronę światła
— Marcin Knyszyński

Żywot łajdaka
— Marcin Knyszyński

Sztuka istnienia
— Marcin Knyszyński

Magią i mieczem
— Marcin Knyszyński

Rzeźnia numer dwa
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.