Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Dave Gibbons, Alan Moore
‹Strażnicy #3›

Strażnicy #3
EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrażnicy #3
Tytuł oryginalnyWatchmen
Scenariusz
Data wydaniamarzec 2004
RysunkiDave Gibbons
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Egmont
CyklStrażnicy
ISBN-1083-237-9718-8
Format170×260mm
Cena24,90
GatunekSF, superhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Boże, chroń Amerykę (przed superbohaterami)
[Dave Gibbons, Alan Moore „Strażnicy #3” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeśli ktoś miał obawy, czy Alanowi Moore’owi uda się doprowadzić historię “Strażników” do efektownego końca, może odłożyć je na bok. Nie przeszkadza nawet fakt, że już w połowie albumu autor przedstawia nam sprawcę całego zamieszania. Ważniejsze jest bowiem nie to, kto okazuje się “czarnym charakterem”, ale dlaczego tak się dzieje.

Sebastian Chosiński

Boże, chroń Amerykę (przed superbohaterami)
[Dave Gibbons, Alan Moore „Strażnicy #3” - recenzja]

Jeśli ktoś miał obawy, czy Alanowi Moore’owi uda się doprowadzić historię “Strażników” do efektownego końca, może odłożyć je na bok. Nie przeszkadza nawet fakt, że już w połowie albumu autor przedstawia nam sprawcę całego zamieszania. Ważniejsze jest bowiem nie to, kto okazuje się “czarnym charakterem”, ale dlaczego tak się dzieje.

Dave Gibbons, Alan Moore
‹Strażnicy #3›

Strażnicy #3
EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrażnicy #3
Tytuł oryginalnyWatchmen
Scenariusz
Data wydaniamarzec 2004
RysunkiDave Gibbons
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Egmont
CyklStrażnicy
ISBN-1083-237-9718-8
Format170×260mm
Cena24,90
GatunekSF, superhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Osią fabularną serii są losy grupy podstarzałych superbohaterów: ludzi skrywających się pod różnymi maskami, aby walczyć z szerzącą się przestępczością. Moore przedstawił nam zarówno narodziny ich kultu (temu poświęcono retrospektywne wstawki w tomie pierwszym), jak również ich późniejsze dzieje, kiedy to – przeżywszy swój wzlot, swoje “pięć minut” – odrzuceni zostali (poza cieszącym się wciąż międzynarodową estymą niebieskoskórym Dokrotem Manhattanem) przez amerykańskie społeczeństwo na margines.
I zapewne zostaliby oni przezeń zupełnie zapomniani, gdyby nie tragiczne wydarzenie: tajemnicze zabójstwo Edwarda Blake’a, w światku superbohaterów zwanego Komediantem. To właśnie ono porusza prawdziwą lawinę zdarzeń. Kulisy zbrodni stara się bowiem wyjaśnić dawny kompan denata, Rorschach (człowiek w masce z plamami), a pomagają mu w tym Sally Jupiter i Nocny Puchacz.
W tle wydarzeń obserwujemy Amerykę anno domini 1985. Są to jednak zupełnie inne Stany niż w naszej rzeczywistości, inaczej bowiem potoczyła się historia. Państwem wciąż rządzą republikanie pod wodzą niezbyt lubianego Richarda Nixona, kraj powoli popada w otchłań politycznego ekstremizmu, na dodatek dojrzewa konflikt nuklearny z Sowietami… Armagedon wydaje się nieunikniony.
Moore’owi doskonale udaje się łączyć w “Strażnikach” różne wątki. Wydatnie pomaga mu w tym umiejętność, którą posiadł w stopniu nadzwyczajnym: żonglowanie płaszczyznami czasowymi. Nie stroni on także przed nadaniem swemu dziełu tzw. budowy szkatułkowej, kiedy to w komiksie obserwujemy inne, rozgrywające się niezależnie, historie. Scenarzysta czyni to jednak tak sprawnie, że nawet kiedy opowiada kilka różnych historii jednocześnie – które jednak tylko na pozór nie mają ze sobą wiele wspólnego – czytelnik nie gubi się w toku narracji. Więcej nawet, ostatecznie okazuje się, że wszystkie tropy prowadzą w to samo miejsce, wzajemnie się uzupełniają, dopełniając psychologiczny obraz bohaterów.
Moore dba o to, abyśmy poznali jego bohaterów jak najlepiej. Momentami przedstawia najbardziej intymne sekrety ich życia. Nie po to, żeby epatować patologiami i szokować czytelnika, ale dać mu szansę zrozumienia, dlaczego bohaterowie komiksu postępują w ten właśnie, a nie inny sposób. Dzięki temu zabiegowi superbohaterowie stają się bardziej ludzcy. Kiedy wiemy, co ich dręczy, jaki niosą z sobą bagaż doświadczeń, łatwiej jest nam identyfikować się z nimi. Jak w najlepszym dziele literackim, tworzy się swoista więź pomiędzy czytelnikiem, autorem i postaciami dzieła. Choćbyśmy wcale nie mieli darzyć tych postaci nadmierną sympatią…
Trzeci tom “Strażników” to – poza fragmentami o jednoznacznie sensacyjno-fantastycznej proweniencji – jedna wielka psychodrama. Moore skupia się zwłaszcza na trzech postaciach: pięknej Sally, Doktorze Manhattanie oraz Ozymandiaszu. Wiwisekcja ich umysłów pozwala mu na kreślenie wyjątkowo katastroficznego obrazu ludzkości. Pozwala także postawić pytania, na które w ciągu wieków nie znaleziono jeszcze zadowalającej wszystkich odpowiedzi: czy jednostka – choćby z najbardziej szlachetnych pobudek – ma prawo decydować o losach wszystkich ludzi? A także, czy chcąc czynić Dobro, można posiłkować się Złem? Ilu bohaterów, tyle mamy odpowiedzi. Autor scenariusza nie narzuca nam jednoznacznej interpretacji: równie dobrze możemy opowiedzieć się po stronie zimnego i wyrachowanego Doktora Manhattana, nawiedzonego i perfekcyjnego w swym postępowaniu aż do szaleństwa Ozymandiasza, bądź też jedynego-nieugiętego Rorschacha…
O ile w dwóch pierwszych tomach “Strażników” scenarzysta kładł jeszcze spory nacisk na odmalowanie tła obyczajowego stworzonego przez siebie świata, ostatnie cztery rozdziały tej historii to już fantastyka w najczystszej, klasycznej postaci. Mamy tutaj i podróż na Marsa, termodynamiczne cuda, zmienne strumienie czasoprzestrzeni, niesamowity statek Nocnego Puchacza (podobny motyw wykorzystał później Moore w “Lidze Niezwykłych Dżentelmenów”), w końcu “Karnak”, umiejscowioną na Antarktydzie twierdzę.
Czytając ten komiks, można odnieść wrażenie swoistego deja vu. I nie bez podstaw: Moore – komiksowy postmodernista – nawiązuje do klasycznych dzieł literackich i filmowych, dodając tym samym “Strażnikom” smaczków. Są więc nawiązania do powieści Juliusza Verne’a, Herberta George’a Wellsa, filmów o agencie 007 (vide postać Adriana Veidta), klasycznego obrazu science-fiction “Dzień, w którym stanęła Ziemia”, czy też niezliczonych amerykańskich seriali fantastycznych z lat 50. i 60. Autor nie stara się w ten sposób jedynie zaimponować czytelnikowi znajomością tematu, ale zaprasza go do zabawy, dzięki temu rozładowując nieco dość poważny ton całej serii.
Graficznie, podobnie jak i w poprzednich albumach, także nie są “Strażnicy” przykładem nowatorstwa i formalnego eksperymentowania. Ale i tak Dave Gibbons i John Higgins wykonali kawał solidnej roboty, za wzór biorąc sobie europejską klasykę. Realizm rysunków świetnie zresztą współgra z wymyśloną przez Moore’a opowieścią, dziś już może sprawiającą wrażenie nieco staroświeckiej, ale nieprzerwanie fascynującą.
Po lekturze ostatnich czterech rozdziałów opowieści o Moore’owskich superbohaterach – można stwierdzić, że choć nie jest on może “najlepszym komiksem wszech czasów”, to jednak zasługuje na szczególną uwagę jako dzieło bezsprzecznie wybitne.
koniec
9 sierpnia 2004
PS. W zrozumieniu rzeczywistości, w jakiej rozgrywa się akcja “Strażników”, wydatnie pomagają – umieszczone na końcu albumu – “przypisy tłumacza”. W jednym z nich popełnił jednak pan Drewnowski drobny błąd, przedstawiając Geralda (nie zaś Gerarda, jak jest w przypisach) Forda jako pierwszego w historii Stanów Zjednoczonych prezydenta niewyłonionego w wyborach. To nieprawda. Przed Fordem szczęście to spotkało chociażby – dziewięć lat wcześniej – Lyndona Johnsona, który na to najwyższe stanowisko w USA zaprzysiężony został na pokładzie prezydenckiego samolotu Air Force One w dniu zamordowania Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Lyndon wygrał wprawdzie wybory, ale miało to miejsce dopiero rok później… Ford także próbował tej sztuczki (w 1977), ale musiał ustąpić pola Jimmy’emu Carterowi.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Małe sprzeczki w nowej rodzinie
Maciej Jasiński

18 IV 2024

Pierwsze dwa tomy serii „Pan Borsuk i pani Lisica” były naprawdę interesującymi komiksami przedstawiającymi wspólne życie dwóch zupełnie obcych kulturowo rodzin. Pan Borsuk wychowujący samotnie trójkę dzieci oraz pani Lisica, która wraz z córką musiała uciekać przed myśliwymi – zamieszkali razem w norce, tworząc z czasem jedno gospodarstwo domowe. W kolejnych albumach czytelnicy będą mieli okazję lepiej poznać bohaterów.

więcej »

Piękny umysł
Paweł Ciołkiewicz

17 IV 2024

Życie nie rozpieszczało Wiktora. Wychowywał się bez ojca, a jego matka raczej nie była osobą, którą trudno uznać za wzór macierzyńskiej troskliwości. Wszystkie problemy chłopak rekompensował sobie zanurzaniem się w cudowny świat…, nie, nie baśni, lecz matematyki. To liczby i ich wzajemne relacje pochłaniały go bez reszty. A u źródeł tej fascynacji stało, rzecz jasna, poszukiwanie szczęścia.

więcej »

Oto koniec znanego nam świata
Marcin Knyszyński

16 IV 2024

Nieistniejący już imprint DC Comics o nazwie „Vertigo” miał kilka flagowych tytułów, takich swego rodzaju wizytówek lat dziewięćdziesiątych amerykańskiego komiksu. Jedną z nich są bez wątpienia „Niewidzialni”, których ostatni, czwarty tom zbiorczy wyszedł w marcu nakładem Egmontu. Każdy, kto uważa, że pierwsze trzy były trudne w odbiorze, musi przygotować się na jeszcze większe wyzwanie. Teraz Grant Morrison nie ma już zupełnie litości i nie bierze jeńców.

więcej »

Polecamy

Batman zdemitologizowany

Niekoniecznie jasno pisane:

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy zalewa nas żółć
— Marcin Knyszyński

Kompletny Dredd
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Krótko o komiksach: Listopad 2003, cz. 2
— Sebastian Chosiński, Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Tomasz Kontny, Piotr Niemkiewicz, Konrad Wągrowski

Genialny komiks?
— Daniel Gizicki

Superbohaterowie są zmęczeni
— Sebastian Chosiński

Szara strefa moralności
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Płynąć na chmurach
— Sebastian Chosiński

Ptaki wśród chmur
— Sebastian Chosiński

„Czemu mi smutno i czemu najsmutniej…”
— Sebastian Chosiński

Pieśni wędrujące, przydrożne i roztańczone
— Sebastian Chosiński

W kosmosie też znają jazz i hip hop
— Sebastian Chosiński

Od Bacha do Hindemitha
— Sebastian Chosiński

Z widokiem na Manhattan
— Sebastian Chosiński

Duńczyk, który gra po amerykańsku
— Sebastian Chosiński

Awangardowa siła kobiet
— Sebastian Chosiński

Czekając na…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.