Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXIII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Xavier Dorison, Mathieu Lauffray
‹Long John Silver #4: Guyanacapac›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLong John Silver #4: Guyanacapac
Scenariusz
Data wydaniamaj 2013
RysunkiMathieu Lauffray
Wydawca Taurus Media
CyklLong John Silver
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Podróż do wnętrza Piekła
[Xavier Dorison, Mathieu Lauffray „Long John Silver #4: Guyanacapac” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Album „Guyanacapac” wystrzałowo kończy znakomitą czteroczęściową serię Xaviera Dorisona i Mathieu Lauffraya o przygodach podstępnego, acz nieustraszonego, chciwego, acz szlachetnego pirata Long Johna Silvera. I nawet jeśli wielbiciele „Wyspy skarbów” Roberta Louisa Stevensona uznają ją za profanację ulubionej lektury, nie zmieni to w niczym faktu, że Francuzom udało się stworzyć jeden z najciekawszych komiksów przygodowych ostatnich lat.

Sebastian Chosiński

Podróż do wnętrza Piekła
[Xavier Dorison, Mathieu Lauffray „Long John Silver #4: Guyanacapac” - recenzja]

Album „Guyanacapac” wystrzałowo kończy znakomitą czteroczęściową serię Xaviera Dorisona i Mathieu Lauffraya o przygodach podstępnego, acz nieustraszonego, chciwego, acz szlachetnego pirata Long Johna Silvera. I nawet jeśli wielbiciele „Wyspy skarbów” Roberta Louisa Stevensona uznają ją za profanację ulubionej lektury, nie zmieni to w niczym faktu, że Francuzom udało się stworzyć jeden z najciekawszych komiksów przygodowych ostatnich lat.

Xavier Dorison, Mathieu Lauffray
‹Long John Silver #4: Guyanacapac›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLong John Silver #4: Guyanacapac
Scenariusz
Data wydaniamaj 2013
RysunkiMathieu Lauffray
Wydawca Taurus Media
CyklLong John Silver
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Xavier Dorison i Mathieu Lauffray są rówieśnikami, obaj urodzili się w 1972 roku. Pierwszy z nich jest już doskonale znany polskim czytelnikom, głównie dzięki takim dziełom jak „XIII – Mystery: Mangusta”, „Trzeci testament”, „Asgard”, „Sanctum” i „W.E.S.T.”; drugi o uznanie nad Wisłą musi dopiero powalczyć. We Francji kojarzony jest przede wszystkim z serią fantasy „Le Serment de l’Ambre” (1995-1997, dwa tomy z pięciu wydanych), fantastycznym „Prorokiem” (2000-2005, trzy części), antologią historyczną „Paroles du Verdun” (2007) oraz przygodowym „Les Chroniques de Légion” (2011, album pierwszy z czterech opublikowanych). Czterotomowy „Long John Silver” (2007-2013) nie jest ich pierwszym wspólnym projektem; trzynaście lat temu pracowali przy pierwszej odsłonie „Proroka” – „Ante Genesem” (Dorison tradycyjnie napisał scenariusz, a Lauffray odpowiedzialny był za stronę graficzną – rysunki i kolory).
Ostatnia część cyklu rozgrywa się niemal w całości w legendarnym mieście Inków Guyanacapac, do którego wcześniej dotarł lord Byron Hastings, a które następnie stało się celem podróży lady Vivian oraz towarzyszącego jej pirata Long Johna Silvera. Wyprawa do Ameryki Południowej obfitowała w dramatyczne wydarzenia, wśród których wymienić należy między innymi bunt załogi przeciwko kapitanowi „Neptuna” oraz tajemniczą chorobę, która dopadła marynarzy, gdy byli już całkiem blisko celu (patrz: albumy „Neptun” i „Szmaragdowy labirynt”). Na finiszu tomu trzeciego okazało się także, kto jest odpowiedzialny za wszystkie te nieszczęścia – to Indianin Moxtechica (nazywany przez członków załogi „Mokiem”), „wysłannik” lorda Hastingsa, który przez cały czas realizował swój, nie jego, podstępny plan. O czym lady Vivian dowiedziała się, czytając znaleziony w kajucie kapitańskiej rozbitego „Nemroda” dziennik pokładowy swego męża. Było już jednak zbyt późno, aby powiadomić o tym pozostałych…
„Guyanacapac” zaczyna się od mocnego uderzenia. Osamotniona lady Vivian błądzi po zakamarkach zrujnowanego indiańskiego miasta; w końcu trafia na swego zaginionego męża. Trudno jednak ich spotkanie uznać za szczególnie radosne; lord Byron, który nigdy nie zaliczał się do osób przyjemnych i życzliwych, przeszedł potworną metamorfozę – owładnięty szaleńczą ideą, zdolny jest do jeszcze okropniejszych zbrodni. Dość powiedzieć, że chcąc zrealizować swój cel, gotowy jest poświęcić życie małżonki i dziecka, które kobieta nosi w swoim łonie. W tym samym czasie Long John Silver i jego kompani – Dantzig, Murena oraz doktor Edmond Livesey – poszukują skarbu, którego miraż przywiódł ich w ten odległy zakątek świata. Zamiast na złoto, trafiają na oszalałego Moca; muszą też salwować się ucieczką przed stadem krwiożerczych waranów i nie mniej żądnymi ich posoki zombiepodobnymi indiańskimi mieszkańcami miasta. Walka toczy się bez pardonu, śmierć zbiera obfite żniwo, z którego to powodu Guyanacapac coraz bardziej przypomina nie mityczne El Dorado, ale przedsionek Piekła.
W ostatnim tomie „Long John Silvera” Dorison i Lauffray pozwolili sobie na konkretny „odjazd”, choć gwoli ścisłości należałoby dodać, że zmianę orientacji serii zasugerowali już w zakończeniu „Szmaragdowego labiryntu”. „Guyanacapac” niewiele ma bowiem wspólnego z przygodową historią w stylu „Wyspy skarbów” Roberta Louisa Stevensona, co da się jeszcze powiedzieć o pierwszych albumach cyklu – „Lady Vivian Hastings” i „Neptunie”. Finał to niezwykle mroczne fantasy o proweniencji mocno horrorowej. Dominującymi elementami fabuły są przemoc i szaleństwo, w których pogrążają się bez wyjątku wszyscy bohaterowie. Nawet, zdawałoby się, trzeźwo myślący doktor Livesey musi stoczyć ze sobą ciężki bój, aby nie dać się porwać fali obłędu i wyjść cało z opresji. Zdecydowanie nie jest to lektura dla dzieci; zresztą z aplikowaniem komiksu Dorisona i Lauffraya młodszym nastolatkom też należałoby uważać. Co wrażliwszy czytelnik mógłby mieć później kłopoty ze spokojnym snem. Tym bardziej że, oprócz scenariusza, bardzo sugestywna jest również strona wizualna komiksu.
Lauffray-grafik wykonał kawał dobrej roboty. Kadry – notabene nasycone bardzo wyrazistymi i przydającymi całej opowieści odpowiedniego klimatu barwami – są świetnie skomponowane. Wszystko zaś podporządkowane jest jednemu nadrzędnemu celowi – uczynieniu opowiadanej historii jeszcze bardziej dynamiczną i tym samym wciągającą. Autor rysunków, jak tylko może, ucieka od sztampy; trudno byłoby na prawie sześćdziesięciu stronach „Guyanacapac” znaleźć dwie plansze tak samo zmakietowane. Pojawiają się zarówno rysunki wielkości znaczka pocztowego, jak i takie, które wypełniają całą stronę (a bywa, że i dwie). Mathieu Lauffray potrafi wziąć rozmach i, co najważniejsze, wie, jak go wykorzystać dla dobra ogółu. Oby było nam jeszcze kiedyś dane wziąć do ręki album narysowany przez niego do scenariusza Xaviera Dorisona!
koniec
23 września 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W oparach nostalgii
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 II 2024

„Czułe pożegnanie, część 2” to, jak sam tytuł wskazuje, pożegnanie z serią „Deadly Class”. I choć nie wiem, czy jest ono czułe, to na pewno nostalgiczne. Będzie mi bardzo brakowało tego tytułu.

więcej »

Strzelając z łuku trzema strzałami na raz
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

24 II 2024

Czytając „Krainę Khora” zastanawiałem się, ile lat mogą mieć twórcy tego komiksu. Gdyby byli nastolatkami, powiedziałbym, że dobrze rokują na przyszłość. Gorzej, jeśli okazaliby się starsi…

więcej »

Miasto grzechu i występku
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Pojawiająca się w tomie „Port cieni” nastoletnia Milova na tyle przypadła do gustu autorowi „Jeremiaha”, że postanowił postać tę uczynić pierwszoplanową także w kolejnym epizodzie serii. By jednak nie czuła się nieszczęśliwie w otoczeniu samych facetów, tym razem Hermann Huppen przydał jej do towarzystwa koleżankę – tytułową „Elsie z ulicy”.

więcej »

Polecamy

Superheroizm psychodeliczny

Niekoniecznie jasno pisane:

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Superbohater zza biurka
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Silver bliżej złota
— Marcin Osuch

To cena za naszą podróż
— Marcin Osuch

Powrót pirata
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Miasto grzechu i występku
— Sebastian Chosiński

Windą do nieba
— Sebastian Chosiński

Konflikt pokoleń
— Sebastian Chosiński

Przez morza i oceany…
— Sebastian Chosiński

Upiorny „Glina”
— Sebastian Chosiński

Europejska dusza, amerykański sznyt
— Sebastian Chosiński

Pod przewodem Pernille
— Sebastian Chosiński

Chwila subtelnego oddechu
— Sebastian Chosiński

Jak traktować klasyków
— Sebastian Chosiński

Monk wieczne żywy!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.