Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXIII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

John Byrne, Chris Claremont
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #100: Iron Fist: W poszukiwaniu Colleen Wing›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #100: Iron Fist: W poszukiwaniu Colleen Wing
Tytuł oryginalnyIron Fist: The Search for Colleen Wing
Scenariusz
Data wydania21 września 2016
RysunkiJohn Byrne
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-341-9
Format160s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Marvel: „Kill Bill” to to nie jest
[John Byrne, Chris Claremont „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #100: Iron Fist: W poszukiwaniu Colleen Wing” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawać by się mogło, że setny numer Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela powinien być poświęcony jakiejś pierwszoligowej gwieździe wydawnictwa. A tu niespodzianka, ponieważ otrzymaliśmy „Iron Fist: Poszukiwanie Coleen Wing”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: „Kill Bill” to to nie jest
[John Byrne, Chris Claremont „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #100: Iron Fist: W poszukiwaniu Colleen Wing” - recenzja]

Wydawać by się mogło, że setny numer Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela powinien być poświęcony jakiejś pierwszoligowej gwieździe wydawnictwa. A tu niespodzianka, ponieważ otrzymaliśmy „Iron Fist: Poszukiwanie Coleen Wing”.

John Byrne, Chris Claremont
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #100: Iron Fist: W poszukiwaniu Colleen Wing›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #100: Iron Fist: W poszukiwaniu Colleen Wing
Tytuł oryginalnyIron Fist: The Search for Colleen Wing
Scenariusz
Data wydania21 września 2016
RysunkiJohn Byrne
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-341-9
Format160s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
OK, to skoro mamy bohatera gorszego sortu, jakim jest Iron Fist, może chociaż sama opowieść wgniata w fotel i zasługuje na wyróżnienie w jubileuszowym numerze? W końcu odpowiadają za nią fachowcy dobrze znani także w Polsce: Chris Claremont (scenariusz) i John Byrne (rysunki). To za ich sprawą X-Meni znajdują się w tym miejscu, w jakim dziś są. W ramach WKKM mogliśmy podziwiać efekty ich współpracy aż trzykrotnie, za sprawą: „Uncanny X-Men: Mroczna Phoenix” (tom 6), „Uncanny X-Men: Druga geneza” (tom 63) i „Spider-Man: Marvel Team-Up” (tom 92). Niestety, na tym polu też czeka rozczarowanie.
Do tej pory Iron Fista mogliśmy widzieć jako postać w najlepszym razie drugoplanową i w sumie w tej roli sprawdzał się całkiem nieźle. Wygląd posiada odpowiednio efektowny, zwłaszcza ten smoczy tatuaż na piersi, a jego moce nie są przegięte, więc spokojnie mógł obrywać wraz z innymi postaciami, po to by na końcu wspólnie podnieść się z kolan i skopać wroga (jak na przykład w serwowanym przez TM-Semic crossoverze „Maximum Carnage”). Jak dla mnie tak mogło już pozostać, ponieważ „Porwanie Coleen Wing” jasno wskazuje, że w gruncie rzeczy postać ta kiepsko radzi sobie solo. Oto bowiem mamy kolejną wariację na temat nieszczęsnego dziecka, które zostało sierotą i przygarnięte było przez mistrza sztuk walki. Krótko mówiąc – sztampa.
To może chociaż sama historia rzuca na kolana? Nic z tych rzeczy, nie przetrwała ona bowiem próby czasu. Nasz zamaskowany superbohater jest bowiem produktem swojej epoki, czyli wielkiego boomu na kino kung-fu, którego głównym bohaterem był Bruce Lee i jego „Wejście smoka”. Nowej mody nie mogli także przegapić wydawcy komiksów. Ci z Marvela zareagowali bardzo szybko i już w 1974 roku wrzucili na rynek serię „Deadly Hands of Kung Fu”, na łamach której brylował Iron Fist (choć zadebiutował w „Marvel Premiere #15” w tym samym roku). Postać ta tak idealnie wpasowała się w ówczesne trendy, że rok później otrzymała własną serię, której pierwsze siedem zeszytów (plus jeden „Marvel Premiere”) wchodzi właśnie w skład kolekcji Hachette.
Być może te komiksy w momencie powstania były atrakcyjne, ale obecnie stanowią ramotkę ciężką do strawienia. Już niektóre pozycje z lat 60. wypadały pod tym względem bardziej współcześnie. Ten cały pseudomistyczny klimat, będący mieszanką elementów kultury Wschodu i psychodelicznych wizji epoki Dzieci Kwiatów, całkowicie nieprzekonujące dialogi oraz powolna akcja, okraszona licznymi retrospekcjami, sprawiają, że człowiek mimowolnie spogląda na okładkę, by sprawdzić, czy aby za scenariusz odpowiada ten sam człowiek, który tak przekonująco i barwnie potrafił przedstawić drugie wcielenie mutantów.
Iron Fist okazuje się bowiem beznadziejnym detektywem, który przez długie miesiące nie może natrafić na żaden trop prowadzący do porywaczy jego przyjaciółki Coleen Wing. Ma za to czas rozmieniać się na dobre i tłuc się z innymi przeciwnikami (jak Ravager), czy bratać ze skruszonymi dezerterami z oddziałów IRA (swoją drogą, Claremont dość pozytywnie przedstawia gościa, który sam przyznaje, że dokonał nieudanego zamachu, w którym zginęli cywile, głównie kobiety i dzieci). Na tym tle stosunkowo nieźle wygląda epizod poświęcony starciu z Iron Manem, który chyba został wprowadzony celowo, by na łamach jednej pozycji zestawić dwóch bohaterów ze słowem „Iron” w pseudonimach.
Na szczęście na stanowisku jest jeszcze John Byrne, który ratuje całość przed całkowitym upadkiem. Jego czytelna i staranna kreska tradycyjnie jest przyjazna czytelnikowi, a kadry nie są zapchane niepotrzebnymi detalami. Zdecydowanie ułatwia to poruszanie się w meandrach nie zawsze jasnego scenariusza.
Niemniej nie jest dobrze. Osobiście strasznie męczyłem się podczas lektury. Ostatnim razem równie opornie szło mi z „Thor: Opowieści z Asgardu”. Tam jednak archaiczność i naiwność miała swój klimat, do tego sama pozycja była o wiele obszerniejsza. Tymczasem „Iron Fista” polecić mogę jedynie maniakom kung-fu zmieszanego z kinem spod znaku blacksploation (to za sprawą udziału Misty Night). Musicie jednak traktować to bardzo serio, albowiem na pewno nie jest to wdzięczne, parodystyczne podejście do tematu, jakie zaserwował w „Kill Billu” Quentin Tarantino.
koniec
8 października 2016

Komentarze

08 X 2016   10:01:49

'Misty Knight' nie 'Night'.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kacza nostalgia
Maciej Jasiński

22 II 2024

To już finał kolekcji zbierającej kacze komiksy, które stworzył Don Rosa. I więcej nie będzie. W przedmowie autor napisał: „minęło już dziesięć lat, odkąd z własnej woli zrezygnowałem z tej pracy marzeń. Nie może istnieć żaden prosty, pojedynczy powód, dla którego porzuciłbym pracę, o której śniłem w dzieciństwie”. To zapewne przyczyna, dla której dziewiąty i dziesiąty tom są dosłownie przepełnione nostalgią, tęsknotą za młodością i wspomnieniami pięknych czasów.

więcej »

Konflikt pokoleń
Sebastian Chosiński

21 II 2024

Dla mnie to coraz bardziej niezrozumiałe! Jak można przez tyle lat opowiadać w zasadzie tę samą historię, a jednak wciąż robić to w sposób fabularnie zajmujący i ekscytujący graficznie? Hermannowi Huppenowi udaje się to bez trudu. „Port cieni”, czyli dwudziesta szósta odsłona serii o przygodach Jeremiaha i Kurdy’ego Malloya, ponownie wznosi się na artystyczne wyżyny.

więcej »

Na pograniczu
Marcin Knyszyński

20 II 2024

No, to będzie naprawdę niezła gratka dla miłośników komiksu frankofońskiego. Ośmioodcinkowy „Trent” z lat dziewięćdziesiątych, autorstwa Rodolphe i Leo, ukazał się właśnie nakładem Lost in Time w wielkim wydaniu zbiorczym. Leo na szczęście tylko rysuje i to nawet lepiej niż w „Aldebaranie” czy „Betelgezie”. Czyli – jest dobrze.

więcej »

Polecamy

Superheroizm psychodeliczny

Niekoniecznie jasno pisane:

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Superbohater zza biurka
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hail Kapitanie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Burzy zmysłów nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ubogi klon
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przyjdzie Galactus i wyrówna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Opanuj się! Czytelnicy patrzą!
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

10 największych rozczarowań muzycznych 2023 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Orkowie na ugorze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Luty 2024
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Komiksowe Top 10: Styczeń 2024
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gryź, żuj, przełykaj!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 najlepszych płyt 2023 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan ukrzyżowany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A czy ty zniósłbyś karzące spojrzenie?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiksowe Top 10: Komiksowe Top 2023 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Długi komiks o umieraniu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.