Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Simon Bisley, Alan Grant, Cam Kennedy, John Wagner
‹Batman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania
Scenariusz
Data wydania7 grudnia 2017
RysunkiSimon Bisley, Cam Kennedy
Wydawca Egmont
CyklDC Deluxe, Batman, Sędzia Dredd
ISBN9788328127180
Format304s. 180x275 mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Swobodny Batman i sztywny Dredd
[Simon Bisley, Alan Grant, Cam Kennedy, John Wagner „Batman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdy na początku lat 90. ubiegłego wieku ukazał się one-shot „Sąd nad Gotham”, w którym Batman trafia do Mega-City One – miasta Sędziego Josepha Dredda – zapewne wielbiciele Człowieka-Nietoperza przecierali oczy ze zdumienia. I, być może, pytali: Kto wpadł na pomysł tak dziwacznego crossoveru? Odpowiadamy: John Wagner i Alan Grant. Potem do tego konceptu wracali jeszcze trzykrotnie, czego dowodzi antologia „Batman / Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania”.

Sebastian Chosiński

Swobodny Batman i sztywny Dredd
[Simon Bisley, Alan Grant, Cam Kennedy, John Wagner „Batman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania” - recenzja]

Gdy na początku lat 90. ubiegłego wieku ukazał się one-shot „Sąd nad Gotham”, w którym Batman trafia do Mega-City One – miasta Sędziego Josepha Dredda – zapewne wielbiciele Człowieka-Nietoperza przecierali oczy ze zdumienia. I, być może, pytali: Kto wpadł na pomysł tak dziwacznego crossoveru? Odpowiadamy: John Wagner i Alan Grant. Potem do tego konceptu wracali jeszcze trzykrotnie, czego dowodzi antologia „Batman / Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania”.

Simon Bisley, Alan Grant, Cam Kennedy, John Wagner
‹Batman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman / Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania
Scenariusz
Data wydania7 grudnia 2017
RysunkiSimon Bisley, Cam Kennedy
Wydawca Egmont
CyklDC Deluxe, Batman, Sędzia Dredd
ISBN9788328127180
Format304s. 180x275 mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
To oczywiste, że każdy ukazujący się przez dziesięciolecia cykl – czy to literacki, filmowy, czy też komiksowy – w którymś momencie zaczyna zjadać własny ogon. Wtedy można dokonywać restartów serii i zaczynać wszystko od początku (jak w ostatniej dekadzie zrobiło – i to aż dwukrotnie! – DC Comics), albo ratować się wymyślaniem mniej lub bardziej zgrabnych crossoverów. To ostatnie nie ominęło także Mrocznego Rycerza, którego „krzyżowano” z takich bohaterami, jak – zaznaczam, że jest to jedynie wierzchołek góry lodowej – Spawn, Predator, Punisher, Spirit, Spider-Man, Daredevil, Hellboy, Superman (i cała Liga Sprawiedliwości), a nawet… Tarzan i Wojownicze Żółwie Ninja. Czy zatem powinien dziwić nas fakt, że ktoś wpadł na pomysł, aby „pożenić” Zamaskowanego Krzyżowca z Sędzią Dreddem?
Tym kimś byli dwaj brytyjscy scenarzyści John Wagner (który w 1977 roku wprowadził do krwioobiegu superbohaterskiego Dredda) oraz Alan Grant. Po raz pierwszy najsłynniejsi synowie Gotham i Mega-City One zetknęli się ze sobą na początku lat 90. XX wieku, a stało się to za sprawą – opublikowanego w grudniu 1991 roku – one-shotu zatytułowanego „Sąd nad Gotham”. Na jego pierwsze polskie wydanie (zeszytowe z logiem TM-Semic na okładce) czekaliśmy zaledwie dwa lata. Z kolejnymi historiami opowiadającymi o kooperacji obu bohaterów nie było już tak dobrze. Bo choć ukazywały się one dość regularnie, w dwu-, trzyletnich odstępach – a były to: „Wendeta w Gotham” (1993), „Ostatnia zagadka” (1995) oraz „Uśmiech śmierci” (1998) – tylko ostatnia z wymienionych trafiła do rąk polskich czytelników wkrótce po premierze. Na szczęście i te zaległości zostały w końcu nadrobione za sprawą antologii „Batman / Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania”.
A nawet więcej niż „wszystkie”, ponieważ z jakiegoś powodu album wieńczy opowieść, w której Człowieka-Nietoperza w ogóle nie ma. Chodzi o znany już wcześniej w naszym kraju crossover Dredda i Lobo – „Psychole motocykliści kontra mutanci z piekła” (1995). Dlaczego postanowiono go dodać do tego zbioru – nie wiem. Być może wydawca kierował się po prostu nazwiskami scenarzystów, czyli Wagnera i Granta. A skoro już ta historyjka została wywołana z lasu, poświęćmy jej parę zdań. Tylko czy warto aż „parę”? Cóż, jeśli ktoś ma w sobie ducha anarchii i lubi od czasu do czasu, zamiast zagłębiania się w psychoanalizę, popatrzeć na bezpretensjonalną rozpierduchę, będzie miał z nowelki o walce z marzącym o władzy mutantem Szalonym Murphym niemało radości. Zwłaszcza że tym razem na drodze sztywnego aż do bólu Sędziego Dredda staje – kto wie, czy nie najbardziej luzacki bohater z uniwersum DC Comics – Czarnianin Lobo. A jego pojawienie się zawsze zwiastuje kłopoty. Dla wszystkich. Dla kosmicznego motocyklisty również.
„Psychole motocykliści…” to jednak tylko dodatek do czteroczęściowego dania głównego. Dania, które zaczyna się od „Sądu nad Gotham” – tyleż zabawnego, co wywołującego ciarki na plecach. Otóż pewnego dnia w mieście Batmana pojawia się szalony Sędzia Śmierć, który ma jeden cel – zabić wszystkich, którzy staną mu na drodze. Mroczny Rycerz z miejsca przystępuje do akcji i stara się pomóc policjantom walczącym z przybyszem. Tyle że po jaki by oręż nie sięgnąć, potwora nie można zabić. Z jednego podstawowego powodu – bo on już nie żyje. Nietoperzowi udaje się jednak odebrać mu pas, który – jak się okazuje – służy do skoków międzywymiarowych i przenosi Batmana do Mega-City One. W mieście przyszłości z miejsca pakuje się on w kłopoty i ściąga sobie na głowę najbardziej nieprzejednanego stróża porządku – Sędziego Dredda. Joe jest uczciwy i nieprzekupny, kiedy więc stwierdza, że gość z Gotham złamał prawo, postanawia wtrącić go do więzienia. Na co oczywiście Zamaskowany Krzyżowiec nie może sobie pozwolić, doskonale pamiętając o tym, że jego rodzinne miasto pustoszy właśnie jakaś obrzydliwa kreatura. Chcąc nie chcąc, Batman jest skazany na współpracę z Dreddem. Tyle że przekonanie go do niej graniczy niemal z cudem.
Jak bardzo pamiętliwy jest Joe, Bruce Wayne przekonuje się w „Wendecie…”. Po dwóch latach stróż prawa z Mega-City One przybywa bowiem do Gotham, aby ukarać Człowieka-Nietoperza za przestępstwa popełnione w jego wymiarze. I wbrew temu, co może się wydawać – wcale nie żartuje. Jak się jednak z czasem okazuje, jego nadgorliwość ma drugie dno. Dzięki temu chwytowi fabularnemu w końcu możemy spojrzeć na Dredda z nieco innej perspektywy i dostrzec w nim człowieka. W „Ostatecznej rozgrywce” Batman i Sędzia Dredd spotykają się na neutralnym gruncie, stając się zakładnikami cesarza Xero, wielbiciela nadzwyczaj krwawych zabaw. Najpierw uprowadza on ośmiu najznamienitszych wojowników z ośmiu różnych światów, a potem jednego z nich – pech sprawia, że pada na Batmana – wyznacza na ofiarę; pozostali mają zaś na niego zapolować. To jak w tej niecodziennej sytuacji zachowa się Joe, ma kluczowe znaczenie do rozstrzygnięcia kwestii, czy Człowiek-Nietoperz ma jakiekolwiek szanse przetrwania. A należy pamiętać o tym, że polując na Zamaskowanego Krzyżowca, Dredd walczy również o własne życie.
Dwuczęściowy „Uśmiech śmierci” ukazał się już w Polsce w 1999 roku. Warto było jednak go przypomnieć, ponieważ z czterech crossoverów sędziowsko-nietoperzowych ten prezentuje się, bez najmniejszych wątpliwości, najciekawiej. Wraca w nim postać Sędziego Śmierć, któremu – by jeszcze bardziej podbić grozę sytuacji – dodano do towarzystwa trzech innych Mrocznych Sędziów: Pożogę, Strach i Pomór. Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. A tutaj są ich aż dwie pary. Lecz to wcale nie koniec gehenny, albowiem jako motor napędowy fabuły pojawia się także… maestro Joker! I to on staje się, a jakże, głównym sprawcą zamieszania, dzięki któremu Mroczni Sędziowie wydostają się na wolność i zaczynają siać nieprawdopodobne wręcz zniszczenia w Mega-City One (i rozrywkowej Megasferze). W sukurs Dreddowi przychodzi ścigający Jokera Batman. I dobrze się dzieje, bo w pojedynkę – ani nawet ze swoimi kuplami – Joe nie miałby żadnych szans na poskromienie potworów.
Czytelnicy przyzwyczajeni do Batmana hamletyzującego, przeżywającego rozterki moralne, analizującego własny umysł i sięgającego w głąb siebie, mogą być „Wszystkimi spotkaniami” mocno zaskoczeni. Te cztery historie to bowiem superbohatersko-futurystyczny komiks akcji (z elementami horroru), w którym logika schodzi na plan dalszy, a na pierwszy wybija się nieskrępowana zabawa. Akcja gna więc na złamanie karku i w paru momentach rzeczywiście niewiele brakuje, aby wrogowie połamali głównym bohaterom karki. Alan Grant i John Wagner zadbali też jednak o sceny humorystyczne; najwięcej z nich pojawia się na styku mentalności Batmana i Dredda. Ten pierwszy, choć posiada zasady, których nigdy nie złamie, na pewni nie jest służbistą; ten drugi cały skrojony jest z zasad. Trzeba przy nim uważać na każde słowo i na każdy gest. Z biegiem czasu jednak Nietoperz nieco cywilizuje Joego, choć do pełnej harmonii ich umysłów i dusz nie ma prawa dojść.
Każdą z opowieści ilustrowali inni graficy. Za „Sąd na Gotham” odpowiadał Brytyjczyk Simon Bisley, który podszedł do tematu – przynajmniej w części – malarsko. Oprócz rysunków bardzo wyrazistych pojawiają się również takie, w których kontury i barwy, zwłaszcza jeśli chodzi o tło, są zamazane. Rysunki do „Wendetty…” stworzył rodak Bisleya, Cam(pbell) Kennedy. Są one zupełne inne, dużo bardziej tradycyjne, utrzymane w stylistyce lat 80. (vide „Syn Demona”); dominują zaś kolory pastelowe. Nad „Ostateczną zagadką” pracowało dwóch ilustratorów: Anglik Carl Critchlow (autor dwóch trzecich komiksu) oraz Irlandczyk Dermot Power. Większych różnic w ich stylu nie widać. W każdym razie obaj bardzo postarali się (i odnieśli sukces!), aby ich wizje malarskie przełożyły się na gotyckość opowieści. Grafika „Uśmiechu śmierci” wyszła spod ręki trzech artystów (wszyscy pochodzą z Wielkiej Brytanii): Glenna Fabry’ego, którego rysunki łatwo rozpoznać, mając w pamięci okładki kilkudziesięciu zeszytów „Kaznodziei”, Jima Murraya oraz Jasona Brashilla. Dwaj ostatni poszli w innym, niż Glenn, kierunku, przydając postaciom i przedstawianemu przez siebie światu barwnej wyrazistości i tym samym czyniąc go jeszcze brutalniejszym. Efektem ubocznym tych zabiegów są dwie wersje telepatki Anderson, w której trudno rozpoznać tę samą kobietę.
koniec
2 kwietnia 2019

Komentarze

03 IV 2019   16:01:18

> Wtedy można dokonywać restartów serii i zaczynać wszystko od początku (jak w ostatniej dekadzie zrobiło – i to aż dwukrotnie! – DC Comics)

W całej historii DC były dokładnie dwa restarty: Crisis on Infinite Earths (1986) i The New 52 (2011).

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Piękny umysł
Paweł Ciołkiewicz

17 IV 2024

Życie nie rozpieszczało Wiktora. Wychowywał się bez ojca, a jego matka raczej nie była osobą, którą trudno uznać za wzór macierzyńskiej troskliwości. Wszystkie problemy chłopak rekompensował sobie zanurzaniem się w cudowny świat…, nie, nie baśni, lecz matematyki. To liczby i ich wzajemne relacje pochłaniały go bez reszty. A u źródeł tej fascynacji stało, rzecz jasna, poszukiwanie szczęścia.

więcej »

Oto koniec znanego nam świata
Marcin Knyszyński

16 IV 2024

Nieistniejący już imprint DC Comics o nazwie „Vertigo” miał kilka flagowych tytułów, takich swego rodzaju wizytówek lat dziewięćdziesiątych amerykańskiego komiksu. Jedną z nich są bez wątpienia „Niewidzialni”, którego ostatni, czwarty tom zbiorczy wyszedł w marcu nakładem Egmontu. Każdy, kto uważa, że pierwsze trzy były trudne w odbiorze, musi przygotować się na jeszcze większe wyzwanie. Teraz Grant Morrison nie ma już zupełnie litości i nie bierze jeńców.

więcej »

Uczmy się języków!
Marcin Osuch

15 IV 2024

Na przestrzeni ostatnich paru lat polscy czytelnicy otrzymali kilka pozycji, których osią były kultury indiańskie Mezoameryki. Dwa lata temu Ongrys wznowił „Hernána Cortésa i podbój Meksyku”, w zeszłym roku Taurus – „Węża i włócznię”. Do klimatów konkwisty nawiązuje także „Ixbunieta” wydawnictwa Komiks i My. Ten zestaw w bardzo udany sposób uzupełnia „Ta, która mówi” oficyny Lost in Time.

więcej »

Polecamy

Batman zdemitologizowany

Niekoniecznie jasno pisane:

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Bez trzymanki
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

„John Smith”. Aha.
— Marcin Knyszyński

Chaotyczne akty bezsensownej ultraprzemocy
— Marcin Knyszyński

Sprzątanie po dwudziestym wieku
— Marcin Knyszyński

Krew i flaki
— Paweł Ciołkiewicz

Krótko o komiksach: Czerwiec 2001
— Artur Długosz, Wojciech Gołąbowski, Marcin Herman, Paweł Nurzyński, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Płynąć na chmurach
— Sebastian Chosiński

Ptaki wśród chmur
— Sebastian Chosiński

„Czemu mi smutno i czemu najsmutniej…”
— Sebastian Chosiński

Pieśni wędrujące, przydrożne i roztańczone
— Sebastian Chosiński

W kosmosie też znają jazz i hip hop
— Sebastian Chosiński

Od Bacha do Hindemitha
— Sebastian Chosiński

Z widokiem na Manhattan
— Sebastian Chosiński

Duńczyk, który gra po amerykańsku
— Sebastian Chosiński

Awangardowa siła kobiet
— Sebastian Chosiński

Czekając na…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.