Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXIII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Enrico Marini
‹Batman. Mroczny książę z bajki›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman. Mroczny książę z bajki
Scenariusz
Data wydania5 czerwca 2019
RysunkiEnrico Marini
Wydawca Egmont
CyklBatman
ISBN9788328134591
Format144s. 180x275mm
Cena69,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Drapieżcy w Gotham
[Enrico Marini „Batman. Mroczny książę z bajki” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Komiksowe crossovery kojarzą nam się przede wszystkim z przenikaniem się uniwersów. Z sytuacją gdy jeden z (super)bohaterów dziwnym zrządzeniem losu trafia do świata innego (super)bohatera. W przypadku dwuczęściowego „Mrocznego Księcia z Bajki” również mamy do czynienia z crossoverem, ale o nieco innym charakterze. Tu przeniknęły się dwie odmienne kultury, by nie rzec – cywilizacje. Do na wskroś amerykańskiego Gotham City zawitał bowiem Enrico Marini, Europejczyk z krwi i kości.

Sebastian Chosiński

Drapieżcy w Gotham
[Enrico Marini „Batman. Mroczny książę z bajki” - recenzja]

Komiksowe crossovery kojarzą nam się przede wszystkim z przenikaniem się uniwersów. Z sytuacją gdy jeden z (super)bohaterów dziwnym zrządzeniem losu trafia do świata innego (super)bohatera. W przypadku dwuczęściowego „Mrocznego Księcia z Bajki” również mamy do czynienia z crossoverem, ale o nieco innym charakterze. Tu przeniknęły się dwie odmienne kultury, by nie rzec – cywilizacje. Do na wskroś amerykańskiego Gotham City zawitał bowiem Enrico Marini, Europejczyk z krwi i kości.

Enrico Marini
‹Batman. Mroczny książę z bajki›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman. Mroczny książę z bajki
Scenariusz
Data wydania5 czerwca 2019
RysunkiEnrico Marini
Wydawca Egmont
CyklBatman
ISBN9788328134591
Format144s. 180x275mm
Cena69,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Ktokolwiek w szefostwie DC Comics wpadł na ten szalony pomysł, aby zaproponować Enrico Mariniemu stworzenie opowieści o Batmanie i na dodatek dać mu całkowicie wolną rękę, pozwalając także napisać od „a” do „z” scenariusz – wykazał się… fantastycznym wyczuciem i należy mu się za to dożywotni dodatek do emerytury. Marini (rocznik 1969), Włoch urodzony w Szwajcarii, to jeden z tuzów europejskiego komiksu; autor tak uznanych serii, jak „Cygan” (wymyślony przez Thierry’ego Smolderena), „Drapieżcy” (do tekstu Jeana Dufaux), „Skorpion” (z fabułą Stephena Desberga) czy „Orły Rzymu”, nad którymi sprawował już pełną kontrolę – i jako rysownik, i jako osoba bezpośrednio odpowiedzialna za spadające na bohaterów nieszczęścia.
Ale czy to dawało mu prawo do zmierzenia się z postacią Mrocznego Rycerza?
To, że Mariniemu zaproponowano takie wyzwanie, nie oznacza od razu, że musiał się na nie zgadzać. Wszak nigdy wcześniej nie był w Gotham, a wszystkie jego dotychczasowe prace niewiele miały wspólnego z tradycyjnym komiksem superbohaterskim. Tyle że, jeśli zerkniemy w przeszłość i przyjrzymy się opowieściom o Człowieku-Nietoperzu powstającym na przestrzeni kilku ostatnich dekad, to okaże się, że najbardziej oryginalne z nich powstawały w głowach twórców wywodzących się ze Starego Kontynentu, jak na przykład Szkot Grant Morrison („Azyl Arkham. Poważny dom na poważnej ziemi”, 1989) czy Brytyjczycy Alan Moore („Zabójczy żart”, 1988) i Neil Gaiman („Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?”, 2009). Czemuż więc nie miałoby się udać Włochowi. Nawet takiemu, który przyszedł na świat w kraju Helwetów.
Jakkolwiek twórczość Mariniego nie byłaby odległa od komiksu superbohaterskiego, trzeba przyznać, że Włoch doskonale odrobił zadanie domowe. Zbyt dobrze, aby uchodzić za żółtodzioba w temacie. Zresztą wstęp, jaki napisał do albumu, świadczy o tym, że Batman jest mu bliski od dawna. A skoro już dostał na niego zlecenie, postanowił pójść na całość i przywołać na karty komiksu, obok Człowieka-Nietoperza, także jego najgroźniejszego i zarazem najsłynniejszego adwersarza – Jokera. A w ślad za nim, choć to już nie było takie oczywiste, Harley Quinn. „Mroczny Książę z Bajki” oryginalnie ukazał się w dwóch częściach; Egmont wydał całość w jednym woluminie w serii „DC Deluxe” – i była to bez wątpienia trafna decyzja. Także z tego powodu, że dzięki temu komiks zyskał twardą obwolutę i dodatkową lakierowaną okładkę. A zasłużył na to stokrotnie!
Enrico Marini podszedł do Batmana od strony, której zazwyczaj unikają scenarzyści amerykańscy. Postanowił bowiem stworzyć historię wyjątkowo mroczną, przeznaczoną dla dorosłego (i, co nadzwyczaj istotne, także dojrzałego) czytelnika – nie tylko z powodu pojawiających się w komiksie scen przemocy i okrucieństwa, ale również z uwagi na frywolność i odwagę obyczajową. Wykorzystanie jako drugoplanowych bohaterek Harley Quinn i Catwoman sprawiło, że wiele kadrów zaskakuje śmiałym erotyzmem i seksapilem. Ale – co należy podkreślić – rysownik ani razu nie przekracza granicy dobrego smaku. Chociaż akurat w przypadku narzeczonej Jokera ów kobiecy powab jest nieco wulgarny i kiczowaty. Co w paru miejscach zostaje zresztą przez Mariniego – po europejsku – ironicznie skomentowane.
Punktem wyjścia do kryminalnej historii opowiedzianej w „Mrocznym Księciu z Bajki” jest pewne zdarzenie, jakie przytrafiło się Bruce’owi Wayne’owi dziewięć lat wcześniej. Z czasem milioner wyrzucił je oczywiście z pamięci, nie przewidując nawet, jak poważne może mieć reperkusje i jak znacząco wywróci do góry nogami jego przyszłe życie. W dużej mierze za sprawą Jokera, który – w wersji Mariniego – ma dwa priorytety: zabić Batmana i spełnić najbardziej nawet szalone życzenia swej niestabilnej emocjonalnie narzeczonej. Tym razem oba cele można połączyć w jedno, a drogą prowadzącą do ich osiągnięcia ma być pewna rezolutna i sympatyczna dziewczynka. Włoski scenarzysta, wykorzystując ikoniczne elementy uniwersum Mrocznego Rycerza, postanowił przesunąć granice tego, co w amerykańskim komiksie superbohaterskim dopuszczalne. Z jednej strony posługując się wdziękami wspomnianych powyżej bohaterek, z drugiej – czyniąc Jokera arcyłotrem najprzedniejszego gatunku.
Prawda, zielonowłosy bandzior już wcześniej bywał kanalią jakich mało; niemal zawsze jednak przedstawiano go w sposób przerysowany, a niekiedy nawet nieco karykaturalny. Marini zdecydował się na inne podejście. Jego Joker jest po prostu zimnym i wyrachowanym psychopatą, skazującym ludzi na śmierć bez najmniejszego wahania i samemu zabijającym bez zmrużenia oka. Na dodatek jest absolutnie nieprzewidywalny i w swym bezprzykładnym okrucieństwie genialny. To przeciwnik niezniszczalny, którego nie da się pokonać. Jest jak Hannibal Lecter, który zawsze znajduje drogę ucieczki, pozostawiając za sobą wianuszek ofiar. Stawiając kogoś takiego na drodze Batmana, Marini zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. A potem przygotował się do skoku i… nie, nie strącił jej. Nawet jeżeli w paru momentach można stwierdzić, że poszedł swoim bohaterom na rękę – zrobił to w sposób logicznie dopuszczalny.
Recenzując historię obrazkową, nie można nie poświęcić uwagi również jej stronie wizualnej. W oczy rzuca się, że włoski rysownik nie próbował przeprowadzać graficznej rewolucji (jak Dave McKean w „Azylu Arkham”), ale zrobił też wszystko, co było możliwe, aby odcisnąć na niej swoje piętno. Jeśli przyjrzeć się dokładniej postaciom, zwłaszcza niezamaskowanym (czyli Wayne’owi czy Selinie Kyle), można zobaczyć podobieństwo do bohaterów europejskich serii Mariniego (zwłaszcza „Skorpiona”). Podobne rysy, pociągłe twarze, nawet gestykulacja, widoczna głównie w scenach walk, których w „Mrocznym Księciu…” nie brakuje. Ale jest też wiele scen statycznych, stonowanych (także kolorystycznie), ba! wręcz romantycznych. I nic dziwnego, ponieważ im bliżej finału, tym bardziej robi się nastrojowo. W kontekście tego mistrzostwem pozostaje ostatni, całostronicowy kadr, który wywołuje prawdziwe trzęsienie ziemi.
Zaiste, gdyby Enrico Marini dostał jeszcze kiedyś propozycję powrotu do Gotham – byłbym wniebowzięty!
koniec
25 czerwca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dobrze, że to już koniec
Maciej Jasiński

26 II 2024

Cykl „Batman Metal” wydawał mi się projektem o niezbyt dużym potencjale na kontynuację, jednak byłem w błędzie, bo Scott Snyder postanowił to mocno rozbudować. Po drodze do finału mieliśmy w tym świecie jeszcze pięć tomów „Ligi Sprawiedliwości”, album „Wojna totalna: Rok łotrów” oraz dwa tomy „Batman, który się śmieje” i „Batman, który się śmieje: Zarażeni”. Cykl „Death Metal” definitywnie kończy ten tworzony od lat projekt. Czy warto było czekać, aby poznać finał?

więcej »

W oparach nostalgii
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 II 2024

„Czułe pożegnanie, część 2” to, jak sam tytuł wskazuje, pożegnanie z serią „Deadly Class”. I choć nie wiem, czy jest ono czułe, to na pewno nostalgiczne. Będzie mi bardzo brakowało tego tytułu.

więcej »

Strzelając z łuku trzema strzałami na raz
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

24 II 2024

Czytając „Krainę Khora” zastanawiałem się, ile lat mogą mieć twórcy tego komiksu. Gdyby byli nastolatkami, powiedziałbym, że dobrze rokują na przyszłość. Gorzej, jeśli okazaliby się starsi…

więcej »

Polecamy

Superheroizm psychodeliczny

Niekoniecznie jasno pisane:

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Superbohater zza biurka
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Gotham w akwareli
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Indiana Catalano
— Marcin Knyszyński

Do pełna!
— Marcin Knyszyński

To nie są rzymskie wakacje
— Marcin Knyszyński

Historia w obrazkach: Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

Ukąsić Skorpiona!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Miłość, przyjaźń, zdrada, śmierć
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Warusie, szykuj legiony!
— Sebastian Chosiński

…and the Winner is…
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Starożytne płaszcz i szpada
— Sebastian Chosiński

Wieczne Miasto grzechu i występku
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Miasto grzechu i występku
— Sebastian Chosiński

Windą do nieba
— Sebastian Chosiński

Konflikt pokoleń
— Sebastian Chosiński

Przez morza i oceany…
— Sebastian Chosiński

Upiorny „Glina”
— Sebastian Chosiński

Europejska dusza, amerykański sznyt
— Sebastian Chosiński

Pod przewodem Pernille
— Sebastian Chosiński

Chwila subtelnego oddechu
— Sebastian Chosiński

Jak traktować klasyków
— Sebastian Chosiński

Monk wieczne żywy!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.