Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXIII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Chris Claremont, Jim Lee, Ann Nocenti
‹X-Men. Jim Lee.›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men. Jim Lee.
Scenariusz
Data wydania2 października 2019
RysunkiJim Lee
Wydawca Egmont
ISBN9788328141841
Format312s. 170x260mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Chaos kontrolowany
[Chris Claremont, Jim Lee, Ann Nocenti „X-Men. Jim Lee.” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na początku października wydawnictwo Egmont znowu zaproponowało swoim czytelnikom powrót do lat dziewięćdziesiątych. Ukazało się zbiorcze wydanie większości odcinków oryginalnego „The Uncanny X-Men” z okresu, gdy za rysunki odpowiadał Jim Lee. Fani „TM-Semic” dobrze znają tego pana – było to jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk okresu ówczesnej zeszytowej superbohaterszczyzny w Polsce.

Marcin Knyszyński

Chaos kontrolowany
[Chris Claremont, Jim Lee, Ann Nocenti „X-Men. Jim Lee.” - recenzja]

Na początku października wydawnictwo Egmont znowu zaproponowało swoim czytelnikom powrót do lat dziewięćdziesiątych. Ukazało się zbiorcze wydanie większości odcinków oryginalnego „The Uncanny X-Men” z okresu, gdy za rysunki odpowiadał Jim Lee. Fani „TM-Semic” dobrze znają tego pana – było to jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk okresu ówczesnej zeszytowej superbohaterszczyzny w Polsce.

Chris Claremont, Jim Lee, Ann Nocenti
‹X-Men. Jim Lee.›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men. Jim Lee.
Scenariusz
Data wydania2 października 2019
RysunkiJim Lee
Wydawca Egmont
ISBN9788328141841
Format312s. 170x260mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Tempo wydawania serii „The Uncanny X-Men” w roku 1989 było oszałamiające. Trafiały się takie miesiące, w których wychodziły aż trzy odcinki. Nic dziwnego, że główny rysownik serii, Marc Silvestri, po prostu nie wyrabiał. We wrześniu wspomnianego roku do ekipy dołączył młody, żądny sukcesów twórca – Jim Lee. Było to dla niego spełnienie marzeń – wszak mutanci byli od zawsze jego ulubionymi bohaterami komiksów Marvela. Takimi trochę nierozumianymi outsiderami tego uniwersum, z którymi Lee – przybysz z Korei Południowej – nieco się utożsamiał.
Wydawnictwo „TM-Semic” wydało swego czasu pięć komiksów z okresu prac Jima Lee w serii „The Uncanny X-Men” – wyszły one w Polsce między kwietniem a sierpniem 1994 roku. Bazowały na ośmiu z piętnastu oryginalnych odcinków z rysunkami Jima Lee (a dokładnie na ośmiu ostatnich). Zbiór „X-Men Visionaries: Jim Lee”, który niedawno wydał Egmont, również nie zawiera wszystkich – jest ich tylko jedenaście. Cztery brakujące są tak mocno powiązane z innymi tytułami (jak chociażby crossover „X-Tinction Agenda” przewijający się jeszcze przez serie „X-Factor” i „The New Mutants”), że, czytane w oderwaniu od reszty, byłyby zupełnie niezrozumiałe.
Ale owe piętnaście odcinków, wydane w USA na przestrzeni dwóch lat – od września 1989 do czerwca 1991 – to nie jest również w pełni autonomiczna i samodzielna fabularnie całość. Jim Lee wpadł do serii, narobił wielkiego szumu i wypadł – zarówno przed nim jak i po nim przygody marvelowskich mutantów musiały stanowić pewną ciągłość zdarzeń, postaci i dodatkowo współistnieć z innymi seriami uniwersum. Zatem osoby nie orientujące się w zbytnio w świecie Marvela muszą zostać ostrzeżone – przystępując do czytania tego wydania zostaniecie wrzuceni w sam środek wydarzeń. Spotkacie dziesiątki postaci pozostających z sobą w wielu skomplikowanych stosunkach i obarczonych wielce złożoną przeszłością. Chris Claremont, scenarzysta wszystkich odcinków zbioru i wieloletni twórca serii, nie bawi się we wprowadzenia i infodumpy – na tego typu rozwiązania nigdy nie było czasu ani potrzeby. Zatem „X-Men” Jima Lee przeznaczony jest raczej do świadomego czytelnika – kogoś, kto dokładnie wie, z czym ma do czynienia.
Z wymienionych powyżej powodów długie rozwodzenie się nad fabułą nie ma większego sensu. Wspomnieć należy jedynie, że po wydarzeniach sprzed debiutu Jima Lee X-Men są w całkowitej rozsypce. Część z nich ukrywa się na australijskich pustkowiach walcząc z dziwacznymi przeciwnikami (takich jak „The Nanny” lub „The Orphan-Maker”), inny odłam broni Wyspy Muir przed zakusami Shadow Kinga (pojawia się nawet sam Adam Haller, czyli słynny „Legion” – to uwaga dla tych, którzy oglądali ostatnio niesamowity serial oparty na komiksie wspomnianego już Chrisa Claremonta i Billa Sienkiewicza), niezniszczalny Wolverine, Jubilee i Psylocke zostają wplątani w „Akty Zemsty” (kolejny marvelowski crossover, który wspominaliśmy ostatnio w „Pajęczych latach Todda McFarlane’a” – to tutaj Super-Spider-Man wyrzucił Szarego Hulka na orbitę okołoziemską), gdzie mierzą się z potężnym Mandarynem i pozostającym na jego usługach Klanem Dłoni. Będziemy świadkami ataku Reaversów, czyli cyborgów-terrorystów; walki Magneto, Rogue i organizacji S.H.I.E.L.D. na terenach „Savage Land”, czyli „zaginionego świata” ukrytego gdzieś na Antarktydzie; oraz trafimy na pokład gigantycznego krążownika Imperium Sh’iar, gdzie weźmiemy udział w spektakularnej bitwie.
Odcinki zamieszczone w zbiorze nie stanowią ciągłości – wybrano tylko te, które na przestrzeni dwóch lat zilustrował Jim Lee. Autor przedmowy, Kamil Śmiałkowski, opowiada o tym, co się działo pomiędzy – choć i tak nie ułatwia to zadania niedoświadczonemu czytelnikowi. Ilość miejsc, postaci, imion, nazw, nawiązań do przeszłości i nieznanych terminów przytłacza. „The Uncanny X-Men” z tego okresu to chyba najbardziej modelowy przykład komiksu superbohaterskiego przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Czuć było już nadchodzące zmiany, ale nikt ich jeszcze nie nazywał „Mroczną Erą”. Mamy tu ciągłe walki, potyczki, gonitwy, alternatywne sfery egzystencji, plany astralne, światy wewnątrz umysłów, ataki psychiczne, zacieranie granicy między rzeczywistością a ułudą, kradzieże supermocy i osobowości, międzywymiarowe portale, teleportacje, lasery, promienie i eksplozje – a wszystko to podane w oszałamiającym tempie. Wszystkie postacie są jak wykute z kamienia, zaklęte w ekwilibrystycznych pozach, ekstremalnie seksowne, skąpo ubrane, kipiące erotyzmem – często w przeszarżowany i nienaturalny sposób. Wszystkie pojedynki i bitwy, ubarwione są też obowiązkowymi szermierkami słownymi – bohaterowie, nawet w największych opałach, mają głowę pełną zabawnych i niezmiennie celnych ripost. Wszystko to przedstawione w charakterystycznym, hiperrealistycznym stylu Jima Lee – tej nadekspresyjności i zamiłowania do szczegółu nie sposób pomylić z niczym innym.
Spotkałem się kiedyś z opinią, że „świat X-Men ery Chrisa Claremonta był jednym, wielkim chaosem, ale był to najbardziej zorganizowany chaos, jaki można było sobie wyobrazić”. Jim Lee był elementem tej pozornie nieuporządkowanej struktury, która po czasie i z pewnego dystansu zaczyna przypominać całkiem nieźle przemyślany i kontrolowany proces. Coś, co można nazwać „superbohaterską operą mydlaną”, która po odejściu Lee musiała trwać dalej. Pojawili się nowi twórcy – Whilce Portacio, Andy Kubert czy Paul Smith. Rozpoczęła się (zaprezentowana dwadzieścia lat temu przez TM-Semic) „Muir Island Saga” z Shadow Kingiem jako największym wrogiem i pojawił się jeden z najciekawszych mutantów w historii Marvela – Bishop. Ale Jim Lee był już gdzie indziej.
Jednym z marvelowskich przyjaciół Jima był nikt inny jak sam Todd McFarlane – ciekawe jest to, jak wiele punktów stycznych mają ich kariery. McFarlane wszedł z impetem ze swoimi rysunkami do „The Amazing Spider-Man” i wywindował popularność serii – Lee zrobił to samo dla „The Uncanny X-Men” dokładnie półtora roku później. Obaj następnie wystartowali w ponad rocznym odstępie z własnymi, w pełni autorskimi seriami, nazwanymi po prostu „Spider-Man” i „X-Men”. Napisali i narysowali w nich po kilkanaście odcinków i odeszli, aby razem z innymi pięcioma buntownikami powołać do życia „Image” – nowe wydawnictwo, które obecnie jest trzecią siłą komiksową w Stanach Zjednoczonych. Czy mutanci Jima Lee przeszli próbę czasu? Oceńcie sami.
koniec
26 listopada 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dobrze, że to już koniec
Maciej Jasiński

26 II 2024

Cykl „Batman Metal” wydawał mi się projektem o niezbyt dużym potencjale na kontynuację, jednak byłem w błędzie, bo Scott Snyder postanowił to mocno rozbudować. Po drodze do finału mieliśmy w tym świecie jeszcze pięć tomów „Ligi Sprawiedliwości”, album „Wojna totalna: Rok łotrów” oraz dwa tomy „Batman, który się śmieje” i „Batman, który się śmieje: Zarażeni”. Cykl „Death Metal” definitywnie kończy ten tworzony od lat projekt. Czy warto było czekać, aby poznać finał?

więcej »

W oparach nostalgii
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 II 2024

„Czułe pożegnanie, część 2” to, jak sam tytuł wskazuje, pożegnanie z serią „Deadly Class”. I choć nie wiem, czy jest ono czułe, to na pewno nostalgiczne. Będzie mi bardzo brakowało tego tytułu.

więcej »

Strzelając z łuku trzema strzałami na raz
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

24 II 2024

Czytając „Krainę Khora” zastanawiałem się, ile lat mogą mieć twórcy tego komiksu. Gdyby byli nastolatkami, powiedziałbym, że dobrze rokują na przyszłość. Gorzej, jeśli okazaliby się starsi…

więcej »

Polecamy

Superheroizm psychodeliczny

Niekoniecznie jasno pisane:

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Superbohater zza biurka
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Złote dziecko komiksu i jego mutanci
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Batman metalem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Hush, skarbie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Kolekcja DC wystartowała!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sadystyczny mroczny rycerz
— Konrad Wągrowski

Krótko o komiksach: Listopad 2005
— Artur Długosz, Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Tomasz Sidorkiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Cicho sza
— Artur Długosz

Krótko o komiksach: Grudzień 2003
— Sebastian Chosiński, Daniel Gizicki, Piotr Niemkiewicz

Kolorowe, choć czarno-białe
— Piotr Niemkiewicz

Bohater w czerni i bieli
— Marcin Lorek

Tegoż autora

Na pograniczu
— Marcin Knyszyński

Buddy comics
— Marcin Knyszyński

Otchłanie papieskiej alkowy
— Marcin Knyszyński

Krakoa, wyspa jak krew czerwona
— Marcin Knyszyński

Zagryzieni w kadrze
— Marcin Knyszyński

Początek koszmaru
— Marcin Knyszyński

Przerost formy nad treścią
— Marcin Knyszyński

Indiana Wayne i starożytna zaraza
— Marcin Knyszyński

Album reprezentatywny
— Marcin Knyszyński

Ku lepszemu
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.