Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Tajemnica złotej maczety #6: Powrót›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajemnica złotej maczety #6: Powrót
Scenariusz
Data wydania1985
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklTajemnica złotej maczety
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Tajemnica złotej maczety: Smętny finał
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Tajemnica złotej maczety #6: Powrót” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Aż trudno uwierzyć, w to, co nawymyślał scenarzysta „Tajemnicy złotej maczety” w finałowym zeszycie serii o tytule „Powrót”. Miał być piękny finał epickiej wojennej opowieści, wyszło… coś dziwacznego.

Konrad Wągrowski

Tajemnica złotej maczety: Smętny finał
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Tajemnica złotej maczety #6: Powrót” - recenzja]

Aż trudno uwierzyć, w to, co nawymyślał scenarzysta „Tajemnicy złotej maczety” w finałowym zeszycie serii o tytule „Powrót”. Miał być piękny finał epickiej wojennej opowieści, wyszło… coś dziwacznego.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Tajemnica złotej maczety #6: Powrót›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajemnica złotej maczety #6: Powrót
Scenariusz
Data wydania1985
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklTajemnica złotej maczety
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Jak pamiętamy, pan Witold, narrator naszej wojennej opowieści, w poprzednim zeszycie sprowadził swój postrzelany samolot szczęśliwie na ziemię na obszarze okupowanej Jugosławii, wierząc oczywiście w zbawienną moc swego talizmanu. Szczęście zresztą nie opuszcza lotników – na miejscu znajdują ich jugosłowiańscy partyzanci Josipa Broz Tito i przygarniają do swojego oddziału. Cóż za ulga, wreszcie komiks może opowiadać o udziale naszego bohatera w walkach w ramach jakiegoś wojska w pełni słusznego ideologicznie (czerwone gwiazdki oczywiście zdobią czapeczki). Owe walki nie trwają jednak długo. Obserwujemy jedno dramatyczne starcie z niemieckim zwiadem, ale potem nasz bohater wchodzi na minę (to znaczy w sumie jego kolega, Witold jest po prostu zbyt blisko eksplozji), trafia do polowego szpitala i wojna w zasadzie dla niego się kończy. Bohater dochodzi do siebie przez kilka miesięcy, Niemcy zostają w tym czasie pokonane, Witold wraca do Polski, pracuje przez lata jako pilot cywilny, a potem osiada w Czarkowie i zaczyna zajmować się kwiatami i konfiturami.
Wracamy więc z naszą opowieścią do współczesności (to znaczy współczesności autorów – czyli wyidealizowanej wersji PRL-owskich lat 80.), pamiętając, że pozostał jeszcze temat skradzionej z muzeum złotej maczety. Czego się spodziewamy? Oczywiście tego, że chłopcy Wacek, Michał i Maciek, którzy tak dzielnie wysłuchiwali zwierzeń starego wiarusa, wezmą sprawy w swoje ręce i w wielkim finale odnajdą skarby. Tego wymagałaby logika opowieści dla młodzieży. Nie dla Władysława Krupki jednak.
Nasz scenarzysta we współpracy z naszym rysownikiem, zamiast kontynuować opowieść o tytułowej maczecie, na początek zabiera nas… na pływalnię. Tam jeden z chłopców (Michał) startuje w zawodach pływackich. I zwycięża. Dekoracja, gratulacje rodziców, a my się zastanawiamy jaki w ogóle sens miało do komiksu wrzucenie tych trzech stron nijak nie powiązanych z główną fabułą komiksu. Chyba tylko dobicie do sumy oczekiwanych 32 stron zeszytu. Gdy chociaż umiejętności pływackie Michała miały się kiedyś jeszcze przydać! Na przykład przy poszukiwaniu skarbów. Ale nie.
Nie, bo Władysław Krupka ma zupełnie inny pomysł na finał. Pomysł dosyć… karkołomny. Po pierwsze – poszukiwanie skradzionych skarbów, cała zagadka, zostaje rozwiązana w najbardziej prymitywny sposób. Otóż, milicja otrzymuje list od jednego ze złodziei, który… informuje gdzie są skarby. Tak jest, nie ma żadnego śledztwa, nie ma żadnych poszukiwań, rozwiązanie zagadki spada milicjantom z nieba (mimo, że milicjant w niebo raczej wierzyć nie powinien). Czemu ów bandyta to ujawnia? Otóż, uważa on, że kradzież ściągnęła na jego szajkę jakieś fatum. Jego wspólnik zginął w wypadku, on sam się ciężko rozchorował. Boi się, że i jego dosięgnie przeznaczenie, więc zdradza tajemnicę kryjówki. Rzecz jasna mamy w tym sugestię, że taki los na rabusi ściągnęła złota maczeta, zaskakiwać może jedynie skąd taki mistyczny, irracjonalny pomysł mógł zrodzić się w głowie starego milicjanta Władysława Krupki.
Ale to jeszcze nie koniec absurdów scenariusza tego zeszytu. Skrytka jest wskazana, ale do skarbów trzeba jeszcze dotrzeć. Czy dokonają tego chłopcy? A może pan Witold? A może ktokolwiek inny, kogo zdołaliśmy poznać? O nie, nie taki będzie pomysł Władysława Krupki. Scenarzysta najwyraźniej stwierdza, że tęskni za kapitanem Żbikiem i na kilka stron przed końcem cyklu wprowadza postać ultraprzystojnego i megawysportowanego milicjanta, porucznika Milewskiego. On to rusza do ruin zamku, by odnaleźć skradzione skarby, ryzykując własne życie, gdy ściany walą się nad nim. Dlaczego właściwie mielibyśmy przejmować się losami świeżo wprowadzonej postaci, o której w komiksie dotychczas nie było ani słowa, pojęcia nie mam. To chyba jakaś wizja Krupki, który najwyraźniej sądził, że wszyscy muszą lubić milicjantów, a w szczególności komendantów lokalnych posterunków. Takie uczucia mogą żywić bohaterowie komiksu, ale zakładać, że podzielą je jego czytelnicy, to już jednak przesada.
Koniec absurdów scenariusza? Nie do końca. Mamy jeszcze, jak to w komiksie, jubel w Mirmiłowie, tzn. chciałem powiedzieć, w Czarkowie. Wszyscy wybierają się do muzeum, by oglądać odzyskane skarby, dociera tam też dziadek Michała i Maćka. I co? I dziadek Władek okazuje się być starym znajomym, wielkim przyjacielem pana Witolda! Cóż za zbieg okoliczności! Ciekawe jednak, że ani przez moment taki przyjaciel nie pojawił się wcześniej w opowieści starego pilota (sprawdzałem dokładnie, bo nie mogłem uwierzyć). Po co więc na finał wprowadzać taką postać? Nie mam zielonego pojęcia. Zeszyt „Powrót” jest więc aż wypełniony szokującymi rozwiązaniami scenariuszowymi. Zaczyna się jeszcze całkiem nieźle, jugosłowiański epizod wojenny jest dosyć dynamiczny i całkiem nieźle narysowany, ale to co się dzieje w drugiej połowie zeszytu… Cóż, naprawdę, czyta się te kilkanaście stron z coraz bardziej rozszerzającymi się ze zdumienia oczami.
Czas chyba na małe podsumowanie „Tajemnicy złotej maczety”. Nie jest to cykl, który jakoś mocno zapisał się w historii polskiego komiksu. Takie trochę popłuczyny po komiksach wojennych tamtych lat („Podziemny front”), trochę popłuczyny po Żbiku. Scenariusz wygląda w wielu momentach na dosyć mocno wymęczony. To trochę taka nowa wersja żołnierskiej tułaczki z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, bez jej pomysłowości i humoru. Na plus można zaliczyć to, że ta wojenna historia nie jest sztampowa. Zaczyna się co prawda dosyć typowo, losami bohatera we wrześniu 1939, ale potem mamy przygody bałkańskie, afrykańskie, akcję na morzu, w powietrzu, w partyzantce. W szczególności sceny lotnicze robią wrażenie i chyba to one głównie mogą decydować o sentymencie, jako wobec tej serii mogą żywić dawni czytelnicy. Pojedynki powietrzne mają swą dynamikę i są świetnie narysowane przez Jerzego Wróblewskiego. Gorzej wypada kluczowa dla komiksu sekwencja afrykańska. Mamy tu niby i egzotykę i dramatyzm, ale mamy też wiele dłużyzn i przegadania. Chociaż z pewnością znajdą się i fani tej części opowieści, w końcu pojawiają się tu walki i strzelaniny – a nastoletni czytelnik tego oczekiwał od komiksów w latach 80.
Zdecydowanie najgorszym pomysłem dla całego tego cyklu jest nadanie mu formy gawędy starego żołnierza, opowiadanej młodym chłopcom. Z jednej strony rozbija serię na zupełnie nie spasowane ze sobą historie, nie ma żadnego powiązania przeszłości z teraźniejszością. A przecież nie trzeba być geniuszem komiksowego scenopisarstwa by wymyśleć, jak można by to zrobić lepiej. Wystarczyło lepiej wykorzystać postacie chłopców, to im dać szansę na uratowanie sytuacji, odzyskanie skarbów, poprowadzenie śledztwa. To oni byliby spoiwem między czasami dawnymi i współczesnymi. Ale nie, Władysław Krupka w jakimś absurdalnym twiście przekazuje całą opowieść w ręce świeżo wprowadzonego milicjanta. Przez to cały wątek opowieści weterana jawi się być zupełnie niepotrzebnym wypełniaczem – pełnym tragicznych, drętwych dialogów (Krupka nie ma pojęcia, jak właściwie rozmawiają dzieci) i wtrętów na temat kwiatków i konfiturek. Podobnie zresztą jest z większością scen z współczesności. Winę za to ponosi koncepcja całego zestawu cykli – łączonych pomysłem, że w każdym z nich inny weteran będzie opowiadał dzieciom o swych losach. Nie udało się tego rozwinąć w cykl na miarę Żbika, po „Tajemnicy złotej maczety” pojawił się jeszcze tylko czterozeszytowy cykl „Dziesięciu z Wielkiej Ziemi”. Ale o tym opowiemy przy innej okazji.
koniec
23 maja 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Życie, życie jest nowelą…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 VI 2024

…która wciąga nas jak rzeka. Tak, nie ukrywam, że czytanie „Giant Days” wciąga. To niewątpliwie zasługa sympatycznych postaci, a też i styl rysowania jest bardzo w moim guście. Czasami mam wrażenie, jakbym oglądała film animowany.

więcej »

Galactus, duchy, demony i halloween
Andrzej Goryl

19 VI 2024

Drugi tom „Doktora Strange’a”, pisanego przez Marka Waida (tym razem wspieranego przy scenariuszach przez Barry’ego Kitsona, Tiniego Howarda i Pornsaka Pichetshote’a), zawiera kilka fabuł. Najdłuższa z nich skupia się wokół postaci Galactusa. Pożeracz Światów został wypchnięty przez pewnego czarownika do dziedziny magii, co skutkuje absolutnym chaosem – jako istota z domeny nauki samą swoją obecnością zaburza równowagę tej części rzeczywistości.

więcej »

Techno-magia
Marcin Knyszyński

18 VI 2024

Kontynent afrykański nie jest raczej kojarzony z postępem technologicznym – nawet popkultura lokuje tak zwaną science fiction bliskiego zasięgu zazwyczaj poza Czarnym Lądem. Powszechnie znanym wyjątkiem jest marvelowska Wakanda, ale w jej przypadku chodzi o głównie celowy, trochę zabawny i mało realny nawet w nieokreślonej przyszłości kontrapunkt wobec rzeczywistości. Trzyczęściowy „Dayak” wydany przez wydawnictwo Kurc jest swego rodzaju anty-Wakandą. Technologia i nowoczesność nie niosą tu (...)

więcej »

Polecamy

Ambasadorka pokoju

Niekoniecznie jasno pisane:

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Wyłącz ten telewizor!
— Marcin Osuch

(Trochę) Anty-Żbik
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Nie dla dzieci
— Marcin Osuch

Historia w obrazkach: Konkwistadorzy!
— Sebastian Chosiński

Piąty bieg, Cyklonie, piąty bieg!
— Konrad Wągrowski

Bumelanci i cwaniacy
— Sebastian Chosiński

Jankesi z Podhala
— Sebastian Chosiński

O okrutnym podboju Jukatanu
— Sebastian Chosiński

Światy zaginione i przypomniane
— Sebastian Chosiński

Wiekopomne dzieło króla Długouchych
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Kosmiczny redaktor
— Konrad Wągrowski

Po komiks marsz: Maj 2023
— Sebastian Chosiński, Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Statek szalony
— Konrad Wągrowski

Kobieta na szczycie
— Konrad Wągrowski

Przygody Galów za Wielkim Murem
— Konrad Wągrowski

Potwór i cudowna istota
— Konrad Wągrowski

Migające światła
— Konrad Wągrowski

Śladami Hitchcocka
— Konrad Wągrowski

Miliony sześć stóp pod ziemią
— Konrad Wągrowski

Tak bardzo chciałbym (po)zostać kumplem twym
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.