Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #15: Śladami dinozaurów / Wyspa zaginionych okrętów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #15: Śladami dinozaurów / Wyspa zaginionych okrętów
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2021
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-66603-37-0
Format52s. 295×210mm
Cena24,90
Gatunekhistoryczny, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Światy zaginione i przypomniane
[Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #15: Śladami dinozaurów / Wyspa zaginionych okrętów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jerzy Wróblewski, choć nie żyje już od ponad trzydziestu lat, nie przestaje zadziwiać. A wszystko za sprawą jego kolejnych albumów z archiwaliami, w których Ongrys przypomina, jednocześnie ocalając od całkowitego zapomnienia, prasowe komiksy bydgoszczanina. W tomie piętnastym szczęście to spotkało dwie, oparte na literackich klasykach, opowieści przygodowo-fantastyczne.

Sebastian Chosiński

Światy zaginione i przypomniane
[Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #15: Śladami dinozaurów / Wyspa zaginionych okrętów” - recenzja]

Jerzy Wróblewski, choć nie żyje już od ponad trzydziestu lat, nie przestaje zadziwiać. A wszystko za sprawą jego kolejnych albumów z archiwaliami, w których Ongrys przypomina, jednocześnie ocalając od całkowitego zapomnienia, prasowe komiksy bydgoszczanina. W tomie piętnastym szczęście to spotkało dwie, oparte na literackich klasykach, opowieści przygodowo-fantastyczne.

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #15: Śladami dinozaurów / Wyspa zaginionych okrętów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #15: Śladami dinozaurów / Wyspa zaginionych okrętów
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2021
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-66603-37-0
Format52s. 295×210mm
Cena24,90
Gatunekhistoryczny, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Publikowane w formie „pasków” na łamach bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny” komiksy Jerzego Wróblewskiego podzielić można – z grubsza – na trzy obszary tematyczne: westerny (vide „Dexter”, „Montana”), milicyjno-sensacyjne („Pościg za cieniem”, „Kryptonim Złota Doxa”) oraz przygodowe („Kapitan Kirb”, „Tarzan”). Dwie opowieści zebrane w piętnastym tomie „Z archiwum…” należą właśnie do tej trzeciej grupy. Do obu scenariusze napisał zaprzyjaźniony z Wróblewskim i często z nim współpracujący Andrzej Białoszycki (między innymi „Zemsta faraona”, „Powrót Baxtera”), który tym samym zaadaptował dwa dzisiaj już mocno zapomniane dzieła światowej literatury przygodowo-fantastycznej.
„Śladami dinozaurów” to rysunkowa przeróbka „Zaginionego świata” (1912) autorstwa Szkota Arthura Conana Doyle’a (1859-1930) – tak, tego od Sherlocka Holmesa!, natomiast „Wyspa zaginionych okrętów” powstała na motywach noszącej ten sam tytuł powieści (1926-1927) rosyjskiego klasyka Aleksandra Bielajewa (1884-1942), w Polsce znanego również z „Głowy profesora Dowella”, „Człowieka-ryby” i „Ariela”. Pierwszy z komiksów ukazał się chronologicznie później: publikowany był (w czterdziestu siedmiu odcinkach) od 20 października do 30 grudnia 1972 roku. Można więc powiedzieć, że praktycznie cała jesień upłynęła młodym wielbicielom komiksów z ówczesnego województwa bydgoskiego na śledzeniu przygód wyprawy profesora Glerena do dorzeczy Amazonki. Właśnie! Glerena, a nie, jak należałoby się spodziewać, Challengera, albowiem z jakiegoś powodu Białoszycki zmienił imiona i nazwiska części bohaterów (jedynie myśliwy John Roxton ostał się bez interwencji).
Profesor Gleren to kontrowersyjny uczony, który po powrocie z wyprawy do Ameryki Południowej ogłasza wszem i wobec, że widział… pterodaktyla. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie powszechnie znany fakt, że te latające gady wymarły kilka milionów lat wcześniej. Wykład wygłoszony przez Glerena podczas zebrania londyńskiego Towarzystwa Naukowego wywołuje awanturę i oskarżenia o szaleństwo. Ostatecznie, by potwierdzić bądź obalić tę nadzwyczajnie brzmiącą teorię, zostaje zorganizowana kolejna ekspedycja. Ma jej przewodzić profesor Summon, za towarzyszy mający Roxtona oraz dziennikarza Mervina. Ten ostatni chce się wykazać jakimś niezwykłym czynem, aby przychylniej spojrzała na niego kobieta, w której kocha się bez wzajemności. W amazońskim Manaus do tej trójki dołącza jeszcze sam Gleren, który bierze na siebie rolę przewodnika.
To początek fantastycznych przygód, podczas których brytyjscy podróżnicy spotykają nie tylko przedpotopowe gady, ale włączają się również do konfliktu pomiędzy człekokształtnymi małpami, które postrzegane są przez nich jako „brakujące ogniwo” w rozwoju ludzkości, a czerwonoskórymi mieszkańcami tych ziem. Białoszycki, adaptując Doyle’a, wiele rzeczy uprościł, ale zachował najważniejsze zwroty akcji; Wróblewski z kolei zilustrował tę historię w sposób dla siebie typowy, aczkolwiek bez wielkiego rozmachu, na co nie pozwalał format. Jeśli więc ktoś kilka lat po „Śladami dinozaurów” przeczytał bliższą oryginałowi węgierską adaptację „Zaginionego świata” autorstwa Tibora Cs. Horvátha i Imrego Sebőka, którą opublikowano w magazynie „Alfa” (w 1977 roku), mógł poczuć się nieco rozczarowany dziełem Wróblewskiego. Nie wspominając już o tym, jak pokazane zostały dinozaury przez Grzegorza Rosińskiego w „Najdłuższej podróży” (1977).
W przypadku „Wyspy zaginionych okrętów”, którą „Dziennik Wieczorny” publikował od 24 sierpnia do 30 października 1969 roku (w sumie ukazało się czterdzieści sześć pasków), Białoszycki nie ukrywał pierwowzoru literackiego scenariusza. Może dlatego, że powieść była dobrze w Polsce Ludowej znana; przed powstaniem komiksu doczekała się bowiem aż trzech wydań w naszym kraju. Bielajewa nie bez powodu nazywano „rosyjskim Juliuszem Verne’em”; w swoich książkach penetrował odległe zakątki świata, a jego bohaterowie przeżywali ekscytujące i jednocześnie mrożące krew w żyłach przygody. W tym konkretnym przypadku są to Amerykanie: panna Vivian Kingman, prywatny detektyw Jim Simpkins oraz złapany przez niego w Europie, podejrzewany o morderstwo inżynier budowy okrętów Reginald Huttling. Kiedy wypływają razem na transatlantyckim parowcu „Benjamin Franklin” z Genui, nie mają pojęcia, ile w najbliższym czasie przekorny los zafunduje im nieoczekiwanych i niechcianych atrakcji.
Po awarii statku i ewakuacji pasażerów na pokładzie pozostają jedynie oni – Jim, Reginald i uratowana przez tego ostatniego przed utonięciem Vivian. Prądy morskie spychają ich w kierunku pokrytego gronorostami Morza Sargassowego (będącego integralną częścią Atlantyku), aż docierają do niezwykłego miejsca – wyspy powstałej z zatopionych okrętów. Wyspy, która ma swoich mieszkańców, a nawet rządzącego nimi gubernatora. Wybierając z powieści najciekawsze wątki, Białoszycki postawił na akcję i przygody; na drugi plan zeszły więc kwestie związane z funkcjonowaniem tej oderwanej od realnego świata społeczności (wszelkie aspekty etyczne i polityczne). W sumie można to zrozumieć: raz, że nie byłoby łatwym zadaniem przeniesienie tego do medium komiksowego; dwa, że forma pasków ograniczała możliwości autorów; trzy, że zapewne nie tego oczekiwali czytelnicy bydgoskiej popołudniówki.
Jeżeli przejdziemy nad tym do porządku dziennego – cóż nam pozostaje? Pełna zwrotów akcji (za niektórymi trudno wręcz nadążyć, zwłaszcza w końcówce, kiedy wszystko rozgrywa się ekspresowo) komiksowa przygodówka z wątkiem miłosnym. Świetnie narysowana, z kadrami perfekcyjnie oddającymi dynamizm akcji. Żałować tylko można, że podobne do zawartych w piętnastym tomie „Z archiwum…” opowieści Wróblewskiego, których stworzył przecież znacznie, znacznie więcej, nie ukazywały się w tamtym czasie w formie normalnych komiksów. Ideałem byłyby oczywiście albumy kolorowe o formacie A4 (jak magazyny „Relax”czy „Alfa”), ale nawet gdyby były to zeszyty wielkości „Żbików”, nikt pewnie by nie narzekał. Warto podkreślić jeszcze, że podobnie jak w przypadku innych prasowych komiksów bydgoskiego twórcy, te także zostały przerobione na atrakcyjniejszą dla współczesnego czytelnika formę z „dymkami”.
koniec
20 kwietnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Idę do ciebie
Paweł Ciołkiewicz

17 V 2024

Buddy Longway nadal próbuje odnaleźć swoich bliskich. Po tym, jak musiał zostawić Chinook, Jeremy’ego oraz Kathleen, wytrwale przemierza kolejne szlaki i pokonuje liczne niebezpieczeństwa, by znów być razem z rodziną. Czy wreszcie uda mu się osiągnąć upragniony cel?

więcej »

Obrazy grozy
Marcin Knyszyński

16 V 2024

Klasyczna literatura grozy jest pojęciem o wiele obszerniejszym niż mogłoby się wydawać. Wśród osób nie siedzących głęboko w temacie najbardziej rozpoznawane są jednak głównie dwa nazwiska – Edgar Alan Poe i Howard Philips Lovecraft. Dziś poznamy kolejną popkulturową interpretację dzieł tego drugiego – graficzną.

więcej »

Conan + Belit = wielka miłość
Maciej Jasiński

15 V 2024

Piękna Belit – królowa Czarnego Wybrzeża – pojawiła się już pod koniec piątego tomu tej serii. Krótki epizod z jej udziałem był całkiem ciekawy, ale niestety kiepsko narysowany. Jednak zapowiedź kolejnego albumu dawała nadzieję, że kolejne kilkaset stron przyniesie wiele znacznie lepszych komiksów, których autorzy będą w stanie wykorzystać potencjał postaci Belit.

więcej »

Polecamy

Jedenaście lat Sodomy

Niekoniecznie jasno pisane:

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wyłącz ten telewizor!
— Marcin Osuch

(Trochę) Anty-Żbik
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Nie dla dzieci
— Marcin Osuch

Historia w obrazkach: Konkwistadorzy!
— Sebastian Chosiński

Piąty bieg, Cyklonie, piąty bieg!
— Konrad Wągrowski

Bumelanci i cwaniacy
— Sebastian Chosiński

Jankesi z Podhala
— Sebastian Chosiński

O okrutnym podboju Jukatanu
— Sebastian Chosiński

Wiekopomne dzieło króla Długouchych
— Konrad Wągrowski

Polscy podróżnicy: Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Jazzowe oblicze noise’u i post-rocka
— Sebastian Chosiński

Kto nie ryzykuje, ten… w spokoju nie żyje
— Sebastian Chosiński

W starym domu nie straszy
— Sebastian Chosiński

Czas zatrzymuje się dla jazzmanów
— Sebastian Chosiński

Płynąć na chmurach
— Sebastian Chosiński

Ptaki wśród chmur
— Sebastian Chosiński

„Czemu mi smutno i czemu najsmutniej…”
— Sebastian Chosiński

Pieśni wędrujące, przydrożne i roztańczone
— Sebastian Chosiński

W kosmosie też znają jazz i hip hop
— Sebastian Chosiński

Od Bacha do Hindemitha
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.