Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Geoff Johns, Ivan Reiss
‹Green Latern: Najczarniejsza noc›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGreen Latern: Najczarniejsza noc
Scenariusz
Data wydania20 listopada 2019
RysunkiIvan Reiss
PrzekładMarek Starosta
Wydawca Egmont
CyklGreen Lantern
ISBN9788328142992
Format304s. 180x275mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Przez pryzmat emocji
[Geoff Johns, Ivan Reiss „Green Latern: Najczarniejsza noc” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzyetapowy run „Green Lantern” Geoffa Johnsa uznawany jest za jeden z najlepszych i najważniejszych, jakie wydało DC Comics w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku. Egmont zaczął wydawać go od końca, rozpoczynając trzy lata temu „Najczarniejszą nocą”, czyli etapem trzecim – ważnym elementem „łabędziego śpiewu” uniwersum przed nadchodzącym końcem świata roku 2011.

Marcin Knyszyński

Przez pryzmat emocji
[Geoff Johns, Ivan Reiss „Green Latern: Najczarniejsza noc” - recenzja]

Trzyetapowy run „Green Lantern” Geoffa Johnsa uznawany jest za jeden z najlepszych i najważniejszych, jakie wydało DC Comics w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku. Egmont zaczął wydawać go od końca, rozpoczynając trzy lata temu „Najczarniejszą nocą”, czyli etapem trzecim – ważnym elementem „łabędziego śpiewu” uniwersum przed nadchodzącym końcem świata roku 2011.

Geoff Johns, Ivan Reiss
‹Green Latern: Najczarniejsza noc›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGreen Latern: Najczarniejsza noc
Scenariusz
Data wydania20 listopada 2019
RysunkiIvan Reiss
PrzekładMarek Starosta
Wydawca Egmont
CyklGreen Lantern
ISBN9788328142992
Format304s. 180x275mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Geoff Johns mocno ubarwił świat Zielonych Latarni – dosłownie i w przenośni. W wydanej niedawno przez Egmont „Wojnie z Korpusem Sinestro” dowiedzieliśmy się całkiem sporo o kolorze żółtym, który, razem z zielonym, stanowi „centrum Emocjonalnego Spektrum Światła”. Zielony symbolizuje „moc woli”, uosobieniem którego jest istota o imieniu Ion – Korpus Green Lantern używa tej mocy do pilnowania porządku we wszechświecie. Żółty symbolizuje „moc strachu”, uosobieniem, którego jest demon zwany Parallaxem – ta moc należy do nadciągającego z Wszechświata Antymaterii Sinestro i jego własnego korpusu wszelkiej maści zwyrodnialców (należą do niego takie indywidua jak Cyborg Superman czy Superman Prime a pomaga im sam przerażający Antymonitor – patrz: „Kryzys na nieskończonych Ziemiach”). Żółte niebezpieczeństwo zostało zażegnane, ale zaraz potem pojawiło się zagrożenie kolejne – drugi „etap” runu Johnsa kończy się pojawieniem Czarnej Latarni na planecie Ryut w Sektorze 666 i straszną przepowiednią o bratobójczej wojnie i końcu wszechświata. Nadciąga „Najczarniejsza noc”.
Od „Wojny z Korpusem Sinestro” do omawianej dziś „Najczarniejszej nocy” dzieli nas jednak okres, w którym wydarzyło się naprawdę sporo. Druga połowa 2008 i pierwsze miesiące 2009 roku to czasy „Wojny światła”, a nade wszystko „Ostatniego kryzysu”. Wojną światła nazywamy konflikt ośmiu Korpusów Latarni – to jest właśnie to wspomniane „ubarwienie” świata Green Lantern. Zielony i żółty to nie wszystko – to po prostu kolory o mocy najłatwiejszej do kontrolowania (bo w środku spektrum), przez co najpopularniejsze. Geoff Johns wymyślił jeszcze inne, bardziej peryferyjne i nieokiełznane (pomarańczowy – chciwość, czerwony – gniew, niebieski – nadzieja, fiolet – miłość, indygo – współczucie) oraz powołał do życia korzystające z tychże kolorów inne korpusy międzygwiezdnych istot, które – jak to zazwyczaj w komiksie superbohaterskim bywa – wzięły się od razu za łby. „Ostatni kryzys” z kolei był wydarzeniem jeszcze większym, niebywale istotnym dla całego uniwersum – skończył się raczej pyrrusowym zwycięstwem i dość przygnębiającą sceną śmierci jednego z najważniejszych herosów DC Comics.
„Najczarniejsza noc” zaczyna się zaraz po „Ostatnim kryzysie”. Ośmioczęściowa opowieść, poprzedzona „Preludium” oznaczonym numerem zero, wydana została za oceanem między czerwcem 2009 a majem 2010 roku. Nastały mroczne czasy, straszne proroctwo ukryte między wersami Księgi OA zaczyna się spełniać. Nikt nie zauważył, że w samym środku wszechświata powstała Czerń – dodatkowy kolor mocy, leżący zupełnie poza spektrum i diametralnie różniący się od pozostałych. Czarne Latarnie, zasilane mocą obiektu powstałego na wspomnianej planecie Ryut, ruszają do ataku. Ich celem jest likwidacja wszelkiego życia i światła we wszechświecie – a szeregi ich Korpusu zasilane są sukcesywnie przywróconymi do życia herosami DC Comics. Aquaman-zombie obracający w perzynę swe podwodne królestwo? O to właśnie chodzi!
Bohaterowie DC Comics, nawet ci najbardziej znani, umierają i powracają do życia. Flash, Hal Jordan, Superman, Wonder Woman, Aquaman, nawet Batman. Crossovery, restarty i „kryzysy” to chleb powszedni fanów DC – te wydarzenia, przepełnione śmiercią, tak naprawdę unieśmiertelniają herosów, bo scenarzyści nigdy nie zabijają ich definitywnie. Doomsday zabił Supermana pewnego pamiętnego dnia, ale cóż z tego? Kal-El szybko wrócił do świata żywych. „Najczarniejsza noc” rozpoczyna się w dniu upamiętniającym to wydarzenie – jest to jednocześnie międzynarodowe święto poległych bohaterów. Superbohaterowie (ba, nawet superprzestępcy) odwiedzają groby swoich kolegów, zastanawiając się, czy śmierć (i niespodziewane zmartwychwstanie, dodajmy) stanowi część pracy herosa? „Tylko śmierć jest sprawiedliwa. Życie sprzyja jednym i ignoruje drugich. Tylko wobec śmierci jesteśmy równi. Milczący i zimni” – dywaguje superłotr, który przywraca do życia martwych bohaterów i włącza ich w szeregi swojej armii. Uniwersum DC opanowuje specyficzna i niespotykana do tej pory plaga superzombie (choć sam autor nie lubi porównania Czarnych Latarni do chodzących trupów), które mają tylko jeden cel – zabić wszystkie żyjące istoty we wszechświecie.
„Najczarniejsza noc” jest bardzo charakterystyczna dla „kosmicznego DC” – to wręcz modelowy przykład prostej jak drut fabuły, w której chodzi przede wszystkim o epickie bitwy toczone przez setki postaci w różnych zakamarkach uniwersum. Kogo mu tu nie spotkamy – Supermana, Batmana, Wonder Woman, istoty z Atlantydy, Ligę Sprawiedliwości, Mroczną Ligę Sprawiedliwości, Flasha (to w sumie równorzędny główny bohater obok Hala Jordana – tak jakby rezerwował sobie tę rolę w najważniejszych zadymach DC i w dodatku jest go więcej niż jeden), Tytanów, Hawka i Dove, czy wreszcie Green Arrowa (jeszcze sprzed czasów „The New 52”, czyli sprzed runu Jeffa Lemire’a i Andrei Sorrentino). No i przede wszystkim pojawiają się całe zastępy Zielonych Latarni, a nawet mędrcy z Oa jak chociażby Ganthet (kłaniamy się w tym momencie wydawnictwu TM-Semic). Takiego stężenia superbohaterstwa nie ma nawet „Wojna z Korpusem Sinestro”. Ivan Reis rysuje naprawdę oszałamiająco, każdy kadr pęka po prostu w szwach – rozsadzają go nie tylko tłumy bohaterów, ale i niesamowita, wręcz wyciekająca z niego energia. Tak rysował w latach dziewięćdziesiątych chociażby Jim Lee – żeby dać pierwsze z brzegu porównanie.
Geoff Johns zapowiadał „Najczarniejszą noc” już od czasów, kiedy to żółta moc strachu okazała się drugą, obok zielonej mocy woli, potęgą Emocjonalnego Spektrum Światła. Wola była w jego ocenie czymś najbardziej pierwotnym i naturalnym, zaraz po niej przyszedł strach jako druga konsekwencja wykształcenia samoświadomości. A potem gniew, miłość, chciwość, współczucie i nadzieja. Ukształtowanie się tych cech ludzkiego istnienia było jak rozszczepienie białego światła w pryzmacie – bez tego bylibyśmy nadal nieświadomymi zwierzętami. Ten kolorowy podział jest kluczowy dla całej „Najczarniejszej nocy”, każda barwa reprezentuje siłę, witalność, możliwość działania – po prostu istnienie. To, z czym walczą wszyscy bohaterowie, żadną siłą nie jest – to czerń, czyli antyteza białego światła, śmierć, czyli antyteza życia. Negacja, pustka, nieistnienie. Naturalny stan wszechświata według antagonistów superbohaterów DC – kto wie, być może to oni mają rację? Może to przede wszystkim sam wszechświat walczy z wszystkimi żywymi istotami, wystawiając do walki swego najpotężniejszego wojownika – entropię. Komos, pustka, nicość – to wszystko było, zanim nastało życie. Dlatego przeciwnik, któremu stawiamy czoła w komiksie, zdaje się być wrogiem ostatecznym. Wszak światło jest podstawą mocy użytkowników pierścieni.
Komiks Geoffa Johnsa to także rzecz typowa ze względu na fabułę. To wycinek hipertasiemca, który, czytany bez znajomości choćby podstaw uniwersum, może okazać się niezrozumiały. Praktycznie na każdej stronie znajdziemy nawiązania do przeszłych wydarzeń, mnóstwo imion i wspomnień poprzednich przygód – nie da się zatem wejść do świata Zielonych Latarni od tego momentu bez żadnej straty. No ale na tym polegają crossovery, zwłaszcza te w DC Comics – warto zatem wiedzieć, na co się porywamy. Sprawę komplikuje fakt, że czytamy tylko główną ośmioodcinkową opowieść bez tzw. „tie-inów”, czyli pobocznych historii publikowanych równolegle w zwykłych, miesięcznych numerach DC. To dlatego mamy czasem wrażenie, że coś nas właśnie ominęło.
Pamiętajmy, że po każdej nocy, nawet tej najczarniejszej, przychodzi dzień. „Brightest Day”, bezpośrednia kontynuacja „Blackest Night”, dwudziestoczteroodcinkowa historia trwająca dokładnie rok, wychodziła od lipca 2010 roku do czerwca 2011. Egmont wydał właśnie imponującą ponad siedemsetstronicową cegłę – „Najjaśniejszy dzień” dotarł w końcu do Polski. To zaraz po nim nastał „Flashpoint” a uniwersum DC, takie jakie wszyscy znali od lat, przestało istnieć. Ale na te dwie opowieści przyjdzie jeszcze pora.
koniec
26 września 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Koniec jest bliski
Paweł Ciołkiewicz

27 XI 2022

Kolejna odsłona wysmakowanej wizualnie opowieści o najemniku zaciera nienajlepsze wrażenia po lekturze poprzedniego tomu. Utrzymany w tonacji postapokaliptycznej tom przynosi całkiem interesującą fabułę, w której Vicente Segrelles dokonuje próby wyjaśnienia pojawiających się wcześniej wątków. No i oczywiście znów jest świetnie pod względem graficznym.

więcej »

Dyskretny urok melancholii
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

26 XI 2022

„Długie pożegnanie” to absolutnie klasyczna pozycja o detektywie mroku Dylan Dogu. I jedna z najlepszych z cyklu, które ukazały się w naszym kraju.

więcej »

Impresjonistyczna alkoholizacja
Dagmara Trembicka-Brzozowska

25 XI 2022

Pamiętacie „Panterę” – wydany przez Timofa komiks w nietypowym, poziomym formacie, barwny, oniryczny i zdecydowanie bardzo, bardzo niepokojący? „Jest zabawa” na pierwszy rzut oka wydaje się być podobnym albumem, zwłaszcza artystycznie – ale szybko przekonujemy się, że to tylko pozory.

więcej »

Polecamy

Zielone koszmary

Niekoniecznie jasno pisane:

Zielone koszmary
— Marcin Knyszyński

To jest Sparta!!!
— Marcin Knyszyński

Między złotem a srebrem
— Marcin Knyszyński

Ten, którego nadejście zauważasz
— Marcin Knyszyński

Samotni wśród bliskich
— Marcin Knyszyński

Gdy zło zwycięża…
— Marcin Knyszyński

Więksi niż życie
— Marcin Knyszyński

Na pradawne zastępy Hoggotha!
— Marcin Knyszyński

Zawsze będą nas nienawidzić
— Marcin Knyszyński

Oda do wyobraźni
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Autoparodia
— Marcin Knyszyński

Sztuka przemocy
— Marcin Knyszyński

Prawo faweli
— Marcin Knyszyński

Kto powstrzyma Geofa Darrowa?
— Marcin Knyszyński

Zamaskowana Ameryka
— Marcin Knyszyński

Zanim przyszło TM‑Semic
— Marcin Knyszyński

Jodo-fiksacje
— Marcin Knyszyński

Jest gęsto
— Marcin Knyszyński

Batman przebudzony, Alfred zmartwiony
— Marcin Knyszyński

Rozwinięcie
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.