Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Stefan Weinfeld, Jerzy Wróblewski
‹Hernán Cortés i podbój Meksyku (wyd. III)›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHernán Cortés i podbój Meksyku (wyd. III)
Scenariusz
Data wydania20 czerwca 2022
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
ISBN9788328149175
Format64s. 220x296 mm
Cena49,90
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Historia w obrazkach: Konkwistadorzy!
[Stefan Weinfeld, Jerzy Wróblewski „Hernán Cortés i podbój Meksyku (wyd. III)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeba przyznać, że Jerzy Wróblewski miał słabość do hiszpańskiego konkwistadora Hernána Cortésa. Najpierw uczynił go głównym bohaterem prasowego komiksu „Skarb Montezumy”, a ćwierć wieku później powrócił do niego w pełnowymiarowym albumie „Hernán Cortés i podbój Meksyku”, do którego scenariusz napisał Stefan Weinfeld. Nie tak dawno Ongrys przypomniał tę niezwykłą opowieść.

Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Konkwistadorzy!
[Stefan Weinfeld, Jerzy Wróblewski „Hernán Cortés i podbój Meksyku (wyd. III)” - recenzja]

Trzeba przyznać, że Jerzy Wróblewski miał słabość do hiszpańskiego konkwistadora Hernána Cortésa. Najpierw uczynił go głównym bohaterem prasowego komiksu „Skarb Montezumy”, a ćwierć wieku później powrócił do niego w pełnowymiarowym albumie „Hernán Cortés i podbój Meksyku”, do którego scenariusz napisał Stefan Weinfeld. Nie tak dawno Ongrys przypomniał tę niezwykłą opowieść.

Stefan Weinfeld, Jerzy Wróblewski
‹Hernán Cortés i podbój Meksyku (wyd. III)›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHernán Cortés i podbój Meksyku (wyd. III)
Scenariusz
Data wydania20 czerwca 2022
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
ISBN9788328149175
Format64s. 220x296 mm
Cena49,90
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Z tym twierdzeniem chyba nikt nie będzie się spierał: Jerzy Wróblewski (1941-1991) to jeden z gigantów polskiego komiksu, artysta tworzący w czasach PRL-u, ale robiący to na absolutnie światowym poziomie. Mistrz realistycznej kreski, którego można postawić w jednym rzędzie z Grzegorzem Rosińskim oraz – zmarłym przed niemal trzema laty – Bogusławem Polchem. Nie ma oczywiście najmniejszego sensu debatowanie nad tym, który z nich był „większy” czy bardziej wpływowy. Każdy zasługuje na pomnik – nawet jeśli nie w sensie dosłownym, to… pomnik artystyczny, polegający chociażby na ekskluzywnej edycji ich dzieł. Wróblewski ma to szczęście, że propagujący od lat jego twórczość (także tę zapomnianą) Maciej Jasiński znalazł zrozumienie u szefostwa wydawnictwa Ongrys, które nie tylko od dekady przypomina niepublikowane nigdy wcześniej w formie albumowej komiksy prasowe i żarty rysunkowe bydgoszczanina (w ramach serii „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”), ale również dokonuje reedycji klasycznych dzieł mistrza. I to jakich reedycji!
Parę tygodni temu ukazało się kolejne wydanie albumu „Hernán Cortés i podbój Meksyku” – i to od razu w dwóch wersjach: klasyczna – kolorowa – jest w zasadzie „zremasterowanym” przedrukiem oryginalnych wydań KAW-u z lat 1986 i 1989 (tyle że z twardą, lakierowaną okładką), ekskluzywna – czarno-biała – ma powiększony format i okładkę płócienną. Do obu dodano ten sam szkic autorstwa wspomnianego powyżej Macieja Jasińskiego, w którym opisuje on nie tylko historię powstania tego konkretnego komiksu, ale – szerzej – przygląda się współpracy Wróblewskiego ze scenarzystą Stefanem Weinfeldem (1920-1990). Współpracy – dodajmy – nadzwyczaj owocnej. Choć, jak zaznacza to Jasiński w cytowanym liście Weinfelda, panowie spotkali się „face to face” zaledwie dwa, może trzy razy. Co w żaden sposób nie przeszkodziło im stworzyć wiele interesujących opowieści rysunkowych – najpierw dla miesięcznika „Relax”, później natomiast wydawanych w formie odrębnych publikacji bądź antologii.
Weinfeld był z innego pokolenia. Starszy od Wróblewskiego o dwadzieścia lat, miał za sobą traumę wojny; w dorosłość wchodził w czasach stalinowskich, może dlatego zdecydował, że chce zostać inżynierem radiotechnikiem, zająć się dalekimi od polityki i propagandy naukami ścisłymi. Z czasem odkrył w sobie jednak żyłkę pisarską. Przez niemal całe życie zajmował się popularyzacją nauki; to naturalną koleją losu doprowadziło go do zajęcia się literaturą science fiction. Opowiadania fantastyczno-naukowe pisał już od końca lat 50. XX wieku, ale książki w tym gatunku zaczął wydawać dopiero dwie dekady później (vide zbiór opowiadań „Władcy czasu”, 1979; powieść „Janczarzy kosmosu”, 1980; mikropowieść „Zamieszkała planeta”, 1982). W tym też czasie został „nadwornym” scenarzystą Jerzego Wróblewskiego. Ich pierwsze wspólne prace ukazywały się w „Relaxie”, a były to: „Polacy na biegunie południowym” (1977), „Polak w kosmosie” (1978) oraz „Czarna Róża” (1978-1979). Kolejne były już przygotowane, lecz nie zdążyły się ukazać, ponieważ magazyn został zlikwidowany.
Ale co się odwlekło, to – na szczęście – nie uciekło. Opowieści „Kryptonim «Tytania»” oraz „Szklana kula Pani Księżyc” ukazały się ostatecznie parę lat później w post-relaxowej antologii „Diamentowa rzeka” (1983). W tym samym roku rozpoczęła się historia „Hernána Cortésa i podboju Meksyku”. Temat ten fascynował bydgoskiego rysownika już od dawna. Dość powiedzieć, że w 1961 roku na łamach popołudniówki „Dziennik Wieczorny” opublikował on – w formie „pasków” prasowych, z własnym scenariuszem – komiks zatytułowany „Skarb Montezumy”. Nie było to dzieło idealne; miejsce, w którym się ukazywało, nie pozwalało przecież na rozmach potrzebny do tego, aby właściwie oddać monumentalizm tej historii. Teraz jednak nadarzyła się okazja, by wszystkie wcześniejsze niedoskonałości poprawić; w tym – stworzyć fabułę z prawdziwego zdarzenia. Stefan Weinfeld zaczął oczywiście pracę nad nowym scenariuszem od lektury „Skarbu Montezumy”, na którym zresztą oparł się w znaczącym stopniu.
„Hernán Cortés i podbój Meksyku” to – w wydaniu Weinfelda i Wróblewskiego – historia tyleż fascynująca, co mroczna. Opowiada w końcu o działaniach hiszpańskich konkwistadorów, które dzisiaj bez najmniejszych wątpliwości zostałyby określone jako zbrodnia ludobójstwa. W XXI wieku Cortés najprawdopodobniej – taką przynajmniej mam nadzieję – stanąłby przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze i podzielił los innych zbrodniarzy wojennych, chociażby tych z byłej Jugosławii. Kiedy komiks powstawał, trochę inaczej patrzono na „dokonania” konkwistadorów z Półwyspu Iberyjskiego. Dlatego też Weinfeld stara się zachować neutralność w ocenie postępowania tytułowego bohatera; nie bierze na swoje barki ani roli sędziego, ani tym bardziej prokuratora. Tym samym nie unikając opisywania kolejnych masakr, nie piętnuje jednoznacznie hiszpańskiego wodza. Dzisiaj to może nieco razić, lecz w końcu świadomy czytelnik będzie mógł sam dokonać oceny Cortésa. Komiks dostarcza zaś wielu „dowodów” jego winy. W żaden sposób nie stara się go wybielać. Nie służy temu też pojawiająca się na jednej z ostatnich plansz informacja, że Europejczycy „podbili Meksyk rękami jego mieszkańców” – to po prostu stwierdzenie nad wyraz bolesnego faktu.
Hernán Cortés (1485-1547) to szlachcic z hiszpańskiej Estremadury. Swoją karierę (i tym samym miejsce w historii) zawdzięczał nie tylko pociągowi do ryzykownych zamorskich podróży, ale również ogromnej ambicji idącej w parze z chciwością. Komiks Weinfelda i Wróblewskiego skupia się przede wszystkim na wydarzeniach z lat 1519-1521, czyli na tytułowym podboju Meksyku. Będący wcześniej sekretarzem gubernatora podbitej przez Hiszpanów Kuby Diego Velázqueza, Cortés słyszy o obfitujących w złoto terenach Jukatanu. Planuje wyprawić się tam, z góry zakładając, że przyniesie mu to – nawet po podzieleniu się skarbami z królem Hiszpanii i gubernatorem – krociowe zyski. Velázquez odnosi się do jego zapewnień z dystansem: z jednej strony przygarnąłby trochę bezcennych kruszców, z drugiej – chciałby osiągnąć to jak najmniejszych nakładem środków. Dlatego też Hernán nie dostaje do dyspozycji tak licznej armady, na jaką początkowo liczył. Ale nie jest człowiekiem, który zrażałby się tak drobnymi niepowodzeniami. Czego nie chcą mu dać – weźmie sam siłą. Bez dwóch zdań potrafi też motywować innych; ale zadanie ma ułatwione, skoro roztacza przed swoimi potencjalnymi żołnierzami wizję nieskończonych bogactw. Nie ma w końcu silniejszego motoru napędowego niż ludzka chciwość.
Komiks szczegółowo przedstawia przebieg wyprawy, nie pomijając ani wzlotów, ani upadków jej dowódcy, który – w ostatecznym rozrachunku – okazuje się w takim samym stopniu człowiekiem okrutnym, co szaleńczo odważnym (ze skłonnością do ryzykanctwa). Przebiegłym, co inteligentnym. Aztekowie boją się go, bo widzą w nim wcielenie boga Quetzalcoatla; dla Tabasków, Totonaków i Tlaskalanów, mimo że podporządkowuje ich sobie „krwią i żelazem” (dodać można by jeszcze do sentencji Ottona von Bismarcka, że także końmi i artylerią), jest nadzieją – płonną wprawdzie, ale skąd oni mogą o tym wtedy wiedzieć? – na wyzwolenie spod okrutnego jarzma narzuconego przez Azteków. Na tym właśnie polega podstępność Cortésa (jego obrońcy mogliby powiedzieć, że to jego mroczny geniusz, rodem z „Księcia” Niccolò Machiavellego, który żył zresztą w tych samych czasach) – że potrafi dla swoich celów wykorzystać wewnętrzne niesnaski wśród rdzennych mieszkańców Ameryki Środkowej. Mając u swego boku zaledwie kilkuset Hiszpanów i tysiące miejscowych sojuszników – doprowadza do upadku imperium azteckie, niszczy jego wspaniałą stolicę Tenochtitlán (by później na jego gruzach wznieść nowe miasto – Meksyk) zabija ostatniego władcę państwa, Cuauhtémoca (w komiksie nazywanego Guatimozinem).
Od strony graficznej „Hernán Cortés i podbój Meksyku” to prawdziwy majstersztyk! Świetny, dynamiczny, trzymający czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy scenariusz Stefana Weinfelda został perfekcyjnie zilustrowany przez Jerzego Wróblewskiego, który wreszcie – w porównaniu z przywołanym kilka akapitów wyżej gazetowym „Skarbem Montezumy” – mógł szeroko rozpostrzeć artystyczne skrzydła i przedstawić swoją wizję w zasadzie bez żadnych ograniczeń. Weinfeld zostawił mu dużo przestrzeni, nie przeładowywał kadrów tekstem, dzięki czemu możemy dzisiaj sycić wzrok doskonałymi rysunkami. Odpowiednio majestatycznymi, ale i nie stroniącymi od brutalności i okrucieństw. Ogromne wrażenie robią sceny batalistyczne, których nie brakuje. Są one zresztą mocno zróżnicowane: wszak wojskom Cortésa przychodziło walczyć zarówno w dżungli, jak i szturmować ufortyfikowane miasta. Ba! nie należy zapominać o tym, że stolica państwa Azteków, liczący nawet trzysta tysięcy mieszkańców Tenochtitlán, położona była na wyspie pośrodku jeziora Texcoco (dzisiaj już nieistniejącego).
Jeśli zastanawiacie się jeszcze, jaki sprawić prezent pod choinkę wielbicielowi polskich komiksów – to jest jedna z tych opcji, które powinniście wziąć pod uwagę. Warto też od razu zrobić miejsce na półce na zapowiadaną przez Ongrys na koniec grudnia tego roku reedycję (również w dwóch wariantach) kolejnego komiksu Wróblewskiego i Weinfelda – „Figurek z Tilos” (1987).
koniec
13 grudnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niech żyje król!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 V 2024

„Jałowa ziemia” to piąty i ostatni tom serii „Raz & na zawsze” i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, że scenarzyście udało się sensownie pozamykać wszystkie pootwierane wątki.

więcej »

Magią i mieczem
Marcin Knyszyński

24 V 2024

Czas na odrobinę dark fantasy. I to takiego w starym stylu, wzorowanego na twórczości Roberta E. Howarda i Howarda Phillipsa Lovecrafta i przeznaczonego dla dorosłego czytelnika. Patrick Mallet i Lionel Marty korzystają z dorobku obydwu klasyków bardzo mocno – nie oni pierwsi i nie ostatni. Najważniejsze, że z dobrym skutkiem.

więcej »

Idefiks i jego gang
Maciej Jasiński

23 V 2024

Dzielny pies Idefiks jest jedną z najważniejszych postaci serii o przygodach Gala Asteriksa. Ten wierny towarzysz Obeliksa odegrał kluczową rolę w wielu historiach. Teraz otrzymał swój własny komiks, którego scenariusze bazują na serialu animowanym pod tym samym tytułem.

więcej »

Polecamy

Ambasadorka pokoju

Niekoniecznie jasno pisane:

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Powinno być lepiej
— Sebastian Chosiński

Z Kijowa do Algieru
— Sebastian Chosiński

Zaskakująco dobrze
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Do utraty tchu i zmysłów
— Sebastian Chosiński

Pycha kroczy przed upadkiem
— Wojciech Gołąbowski

Co znaczy współpraca
— Wojciech Gołąbowski

Bardzo na czasie
— Wojciech Gołąbowski

Miłość w czasach wojny
— Marcin Osuch

Przeczuwając własną śmierć
— Wojciech Gołąbowski

Lisa znów gubi lalkę
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Wyłącz ten telewizor!
— Marcin Osuch

(Trochę) Anty-Żbik
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Nie dla dzieci
— Marcin Osuch

Piąty bieg, Cyklonie, piąty bieg!
— Konrad Wągrowski

Bumelanci i cwaniacy
— Sebastian Chosiński

Jankesi z Podhala
— Sebastian Chosiński

O okrutnym podboju Jukatanu
— Sebastian Chosiński

Światy zaginione i przypomniane
— Sebastian Chosiński

Wiekopomne dzieło króla Długouchych
— Konrad Wągrowski

Polscy podróżnicy: Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.