Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jonathan Hickman, Rod Reis
‹Świt X. New Mutants›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwit X. New Mutants
Scenariusz
Data wydania22 marca 2023
RysunkiRod Reis
PrzekładWeronika Sztorc
Wydawca Egmont
CyklŚwit X, Marvel Fresh
ISBN9788328157620
Format120s. 167x255mm
Cena49,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Rewolucja bez rewolucji
[Jonathan Hickman, Rod Reis „Świt X. New Mutants” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Rewolucja w świecie mutantów zapoczątkowana przez Jonathana Hickmana nie ograniczyła się tylko do X-Men, ale także innych składów. O jednym z nich opowiada album „Świt X: New Mutants”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rewolucja bez rewolucji
[Jonathan Hickman, Rod Reis „Świt X. New Mutants” - recenzja]

Rewolucja w świecie mutantów zapoczątkowana przez Jonathana Hickmana nie ograniczyła się tylko do X-Men, ale także innych składów. O jednym z nich opowiada album „Świt X: New Mutants”.

Jonathan Hickman, Rod Reis
‹Świt X. New Mutants›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwit X. New Mutants
Scenariusz
Data wydania22 marca 2023
RysunkiRod Reis
PrzekładWeronika Sztorc
Wydawca Egmont
CyklŚwit X, Marvel Fresh
ISBN9788328157620
Format120s. 167x255mm
Cena49,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Scenarzysta Jonathan Hickman zafundował prawdziwe trzęsienie ziemi. Zreorganizował świat mutantów Marvela, ustalając na kilka lat nowy status quo. Jego podstawą było stworzenie nowego państwa zrzeszającego homo superior, o wiele bardziej sformalizowanego, niż nieszczęsna Utopia. Obywatelstwo należy się każdemu, kto przejawia gen X. A zatem także członkom New Mutants.
Tyle tematem wstępu, ponieważ tak po prawdzie fabuła „Świt X: New Mutants” nie jest związana z owym państwem. Choć zaczyna się na Ziemi, dość szybko przenosi się w kosmos, a konkretnie na terytorium imperium Shi′ar. Wszystko dlatego, że Sunspot zatęsknił za dawnym kolegą Cannonballem, który poślubił członkinię Straży Imperialnej o ksywce Smasher. New Mutants dość łatwo dali się namówić, by go odwiedzić, ale jako, że pomimo upływu lat wciąż są rozkapryszonymi, nieodpowiedzialnymi dzieciakami, szybko pakują się w kłopoty związane z intrygami prowadzonymi na najwyższym szczeblu władzy.
Przyznam, że po tak obiecującym starcie, jaki zaprezentowano w albumie „Ród X / Potęgi X”, spodziewałem się, że pozycja poświęcona New Mutants będzie rozwijała poruszone tam wątki. Tymczasem Jonathan Hickman zastosował manewr wymijający, ewakuując grupę z przestrzeni, którą przewidział dla X-Men. I może nie byłby to wielki zarzut, gdyby nie to, że przeniesienie akcji do imperium Shi′ar, póki co nie wiąże się z równie rewolucyjnymi (i rewelacyjnymi) pomysłami. Zasadniczo dostajemy ponowne mielenie tych samych tematów, które są obecne w Marvelu co najmniej od dekady. A chodzi o to, że obecnie w Imperium władzę sprawuje Gladiator, który uważa tę funkcję za tymczasową, bo prawdziwą królową powinna być Xandra, córka Charlesa Xaviera i Lilandry Neramani. Kłopot w tym, że jest ona jeszcze młoda i niedoświadczona. New Mutants otrzymują więc zadanie sprowadzenia jej ciotki Deathbird by ją uczyła. A, jak wiadomo, każde pojawienie się zdradzieckiej siostry Lilandry, kończy się próbą przejęcia tronu.
Być może wtórność tego pomysłu nie byłaby tak widoczna, gdyby obudować go interesującymi wydarzeniami. Hickman porwał się jednak na coś z czym kompletnie sobie nie radzi, a mianowicie stara się być wyluzowany i zabawny. Do tej pory jego specjalnością były eventy zakrojone na ogromną skalę, jak „Nieskończoność”, gdzie humoru na ogół brakowało, a jeśli już się pojawiał to w szczątkowych ilościach. Tymczasem „Świt X: New Mutants” od początku do końca ma być pisany w sposób lekki. I o ile z początku wydaje się, że da się to strawić, to w miarę upływu czasu luzackie podejście do formy i treści zaczyna się stawać męczące. Z kulminacyjnym momentem w ostatnim zeszycie, gdzie Sunspot ordynarnie streszcza wydarzenia, które spokojnie można było rozwinąć na kilka odcinków. Zostaje za to zbesztany przez Mirage, po czym obraża się, że są… inne komiksy o New Mutants, w których nie występuje (sic!). Oryginalna seria podzielona została bowiem na odłam grupy buszujący w kosmosie i tych, którzy zostali na Ziemi. Przyznam, że wciskanie wszędzie deadpoolowego postmodernizmu zaczyna być irytujące.
Ciekawie natomiast wypada szata graficzna, za którą odpowiada Rod Reis. Widać, że jego ulubionymi twórcami są Moebius i Bill Sienkiewicz, ale sprytnie wykorzystuje szlachetne wzorce, tkając ciekawą mozaikę eleganckich, dopracowanych kadrów z takimi, które wyglądają, jakby były naszkicowane na poczekaniu. Co ważne, wszystko jest bardzo przejrzyste i nie musimy domyślać się, kogo widzimy po kolorze stroju. W efekcie całość o wiele przyjemniej się ogląda, niż zagłębia w akcję i dialogi.
Co do ogólnej oceny „Świtu X: New Mutants”, wszystko zależy, czego się spodziewamy. Jeśli lekkiej, niezobowiązującej lektury do przeczytania w poczekalni u lekarza, to w zasadzie spełnia ona swoje zadanie. Natomiast, jeśli spodziewacie się inteligentnego rozwijania świata, w którym mutanci mają własne państwo, to zabłądziliście pod zły adres. Ja należę do tej drugiej grupy, aczkolwiek każdy z nas czasem musi odwiedzić przychodnię, zaś omawiana pozycja jest całkiem poręcznie wydana i łatwo można ją wrzucić do torby czy plecaka.
koniec
27 maja 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Życie, życie jest nowelą…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 VI 2024

…która wciąga nas jak rzeka. Tak, nie ukrywam, że czytanie „Giant Days” wciąga. To niewątpliwie zasługa sympatycznych postaci, a też i styl rysowania jest bardzo w moim guście. Czasami mam wrażenie, jakbym oglądała film animowany.

więcej »

Galactus, duchy, demony i halloween
Andrzej Goryl

19 VI 2024

Drugi tom „Doktora Strange’a”, pisanego przez Marka Waida (tym razem wspieranego przy scenariuszach przez Barry’ego Kitsona, Tiniego Howarda i Pornsaka Pichetshote’a), zawiera kilka fabuł. Najdłuższa z nich skupia się wokół postaci Galactusa. Pożeracz Światów został wypchnięty przez pewnego czarownika do dziedziny magii, co skutkuje absolutnym chaosem – jako istota z domeny nauki samą swoją obecnością zaburza równowagę tej części rzeczywistości.

więcej »

Techno-magia
Marcin Knyszyński

18 VI 2024

Kontynent afrykański nie jest raczej kojarzony z postępem technologicznym – nawet popkultura lokuje tak zwaną science fiction bliskiego zasięgu zazwyczaj poza Czarnym Lądem. Powszechnie znanym wyjątkiem jest marvelowska Wakanda, ale w jej przypadku chodzi o głównie celowy, trochę zabawny i mało realny nawet w nieokreślonej przyszłości kontrapunkt wobec rzeczywistości. Trzyczęściowy „Dayak” wydany przez wydawnictwo Kurc jest swego rodzaju anty-Wakandą. Technologia i nowoczesność nie niosą tu (...)

więcej »

Polecamy

Ambasadorka pokoju

Niekoniecznie jasno pisane:

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Niedobry doktor
— Andrzej Goryl

Imperium po drugiej stronie lustra
— Tomasz Nowak

Tegoż autora

Daleki krewny „Imienia róży”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szczątkowo oryginalne
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatni Ostatni Człowiek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stary ork i może
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tylko Siara, czyli 10 piosenek Janusza Rewińskiego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Normanie, powtarzasz się
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Galaktyczny syndrom sztokholmski
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Niech żyje król!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sześćdziesiąt lat minęło…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Napoleon i jego cień
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.