Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jon Bogdanove, John Caponigro, Chris Claremont, Jim Lee, Rick Leonardi, Rob Liefeld, Marc Silvestri, Louise Simonson, Guang Yap
‹X-Men: Punkty zwrotne. Plan x-terminacji›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men: Punkty zwrotne. Plan x-terminacji
Scenariusz
Data wydania29 maja 2024
RysunkiJim Lee, Guang Yap, Jon Bogdanove, Marc Silvestri, Rick Leonardi, John Caponigro, Rob Liefeld
PrzekładWeronika Sztorc
Wydawca Egmont
CyklX-men, Marvel Classic
ISBN9788328162723
Format320s. 170x260mm
Cena149,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Mutanci wchodzą w lata dziewięćdziesiąte
[Jon Bogdanove, John Caponigro, Chris Claremont, Jim Lee, Rick Leonardi, Rob Liefeld, Marc Silvestri, Louise Simonson, Guang Yap „X-Men: Punkty zwrotne. Plan x-terminacji” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nieco ponad trzydzieści lat temu nakładem TM-Semic wyszedł „X-Men” 4/94 z krzykliwym napisem „Nowa generacja mutantów Jima Lee!” na okładce. Marvel Arek wiedział, jak zachęcić polskich czytelników do komiksów z mutantami – Jim Lee był wszak dla „The Uncanny X-Men” takim grafikiem jak Todd McFarlane dla „The Amazing Spider-Man”. Czyli twórcą niezwykle charakterystycznym i windującym sprzedaż na poziomy niespotykane.

Marcin Knyszyński

Mutanci wchodzą w lata dziewięćdziesiąte
[Jon Bogdanove, John Caponigro, Chris Claremont, Jim Lee, Rick Leonardi, Rob Liefeld, Marc Silvestri, Louise Simonson, Guang Yap „X-Men: Punkty zwrotne. Plan x-terminacji” - recenzja]

Nieco ponad trzydzieści lat temu nakładem TM-Semic wyszedł „X-Men” 4/94 z krzykliwym napisem „Nowa generacja mutantów Jima Lee!” na okładce. Marvel Arek wiedział, jak zachęcić polskich czytelników do komiksów z mutantami – Jim Lee był wszak dla „The Uncanny X-Men” takim grafikiem jak Todd McFarlane dla „The Amazing Spider-Man”. Czyli twórcą niezwykle charakterystycznym i windującym sprzedaż na poziomy niespotykane.

Jon Bogdanove, John Caponigro, Chris Claremont, Jim Lee, Rick Leonardi, Rob Liefeld, Marc Silvestri, Louise Simonson, Guang Yap
‹X-Men: Punkty zwrotne. Plan x-terminacji›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men: Punkty zwrotne. Plan x-terminacji
Scenariusz
Data wydania29 maja 2024
RysunkiJim Lee, Guang Yap, Jon Bogdanove, Marc Silvestri, Rick Leonardi, John Caponigro, Rob Liefeld
PrzekładWeronika Sztorc
Wydawca Egmont
CyklX-men, Marvel Classic
ISBN9788328162723
Format320s. 170x260mm
Cena149,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„X-Tinction Agenda” – wybrane fragmenty tego właśnie ważnego wydarzenia w świecie mutantów z przełomu lat 1990 i 1991 stanowiły zawartość wspomnianego „X-Men” 4/94 i potem 5/94. W „Punktach zwrotnych” od Egmontu przyszedł właśnie czas na tę opowieść – tym razem w wersji pełnej i wzbogaconej o swego rodzaju preludium mające miejsce jeszcze przed „Inferno”, czyli ostatnio wydanymi w Polsce „Punktami zwrotnymi”. Musimy cofnąć się na chwilę do października i listopada 1988 roku, czyli do „The Uncanny X-Men” 235-238. Chris Claremont, etatowy scenarzysta przygód mutantów tamtych czasów, oraz Rick Leonardi i Marc Silvestri, główni rysownicy serii, przedstawili wówczas czteroodcinkową historię, w której po raz pierwszy pojawił się wątek Genoshy, wyspy jakże często pojawiającej się później we wszystkich X-tytułach aż do dnia dzisiejszego. W „erze post TM-Semic” najlepiej kojarzymy ją z pierwszego tomu „Nowych X-Men” Granta Morrisona – z hekatomby urządzonej tamtejszej społeczności przez mordercze Sentinele.
No ale to był rok 2001 – na razie jesteśmy trzynaście lat przed tymi wydarzeniami. Genosha jest małą wyspą leżącą na północny wschód od Madagaskaru, niedaleko Seszeli. Jej bogactwo pochodzi z usankcjonowanej przez tamtejsze prawo niewolniczej pracy mutantów. A właściwie „mutatów”, czyli dosłownie hodowanych w laboratoriach nosicieli genu X. Cztery odcinki „The Uncanny X-Men”, otwierające omawiany dziś tom „Punktów zwrotnych”, opowiadają o tym, jak tak zwani Werbownicy Genoshy, czyli rządowe bojówki działające (nielegalnie w świetle prawa międzynarodowego) poza granicami kraju, polują na mutatów–uciekinierów i „zdrajców narodu”. W ich ręce wpada niejaka Jennifer Ransome i dobrze nam znana z przyszłego „Inferna” Madelyne Pryor staczająca się już po równi pochyłej w stronę piekielnych czeluści. X-Men, nadal jeszcze ukryci przed całym światem, ruszają Madelyne na ratunek i w ten sposób dochodzi do ich pierwszej konfrontacji z największymi ciemiężycielami mutantów w historii świata.
Pojawienie się wątku Genoshy było nagłe, dość zaskakujące i niezapowiadające tak spektakularnej kontynuacji, jaka miała miejsce już dwa lata później, w listopadzie 1990 roku. Zaraz po pierwszym pojedynku z Sędziami Genoshy doszło do znanego już nam „Inferna”, a potem szybkiego powrotu X-Men do świata żywych i równie błyskawicznych kłopotów. Grupa poszła w rozsypkę, zaczęła używać niebezpiecznego portalu o nazwie „Siege Perilous”, doszło do dziwacznych amnezji i zaginięć, dochodziło do nieudanych prób reaktywacji drużyny i poważnych zmian u podstaw samych postaci – powrócił Banshee, Storm odmłodniała i stała się nastolatką (!), Psylocke wynalazła swój „psychiczny sztylet” i zmieniła całkowicie image (tak, na ten nieziemsko seksowny), pojawił się uroczy francuski rozrabiaka o pseudonimie Gambit i amerykańsko-hongkońska rozrabiara Jubilee, a dowództwo nad New Mutants objął człowiek-maszyna, czyli dobrze znany wszystkim komiksiarzom Cable – bohater, który w przyszłości ostro namiesza w świecie mutantów. Nadchodzą lata dziewięćdziesiąte, drodzy czytelnicy – już czuć ich charakterystyczny zapach i widać naprężone do granic wytrzymałości muskuły.
W Polsce nie wydano komiksów opowiadających o wydarzeniach pomiędzy „Infernem” a „Planem X-Terminacji” – choć swego rodzaju namiastką może być album „X-Men. Jim Lee” wydany przez Egmont w październiku 2019 roku. Znajdziemy w nim niemal wszystkie odcinki „The Uncanny X-Men” narysowane przez Jima Lee, rysownika debiutującego w numerze 248 z września 1989 roku. Lee, o dziwo, nie został okrzyknięty objawieniem od samego początku – pojawiał się potem sporadycznie zastępując Marca Silvestri (chociażby przy okazji „Aktów Zemsty”). W drugiej połowie 1990 roku Lee objął posadę rysownika „The Uncanny X-Men” na stałe – właśnie w czasach, gdy lekko już zapomniana historia koszmarnej wyspy została przywołana przez Chrisa Claremonta. Genosha nadal ukrywa przed światem swą przerażającą politykę wewnętrzną, ale już domaga się od USA pozwolenia na działanie na amerykańskiej ziemi – celem jest oczywiście pościg za „mutanckimi terrorystami” jak nazywano w Genoshy grupę X-Men i wszystkich ich sprzymierzeńców. I tu właśnie zaczyna się właściwy dziewięcioodcinkowy „Plan X-Terminacji” stanowiący drugą (większą) część najnowszych „Punktów zwrotnych”.
Crossover „The X-Tinction Agenda” wyszedł między listopadem 1990 a styczniem 1991 w trzech najważniejszych wówczas X-seriach – „The Uncanny X-Men”, „New Mutants” i „X-Factor”. Dwóch ostatnich składowych crossovera nie poznaliśmy w czasach TM-Semic. Serie pisane przez Louise Simonson i rysowane przez Roba Liefelda (dopiero dojrzewającego do absolutnej graficznej przesady, w jaką pójdzie w kolejnych latach) czy Jona Bogdanove nie były aż tak atrakcyjne, jak kooperacja Claremont/Lee, ale nie były niestety mniej istotne – wersja TM-Semic jest poszatkowana i niepełna. W awanturę wciągnięte zostały wszystkie trzy grupy mutantów Marvela – New Mutants i X-Men stają się obiektem ataku sił specjalnych Genoshy, a potem zostają uprowadzeni na wyspę. Ci, którzy ocaleli, plus X-Factor z niebezpośrednim błogosławieństwem Białego Domu, udają się do Genoshy na wojnę. „Plan X-Terminacji” jest oczywiście w przede wszystkim kolejną mocną bijatyką mutantów z ich wrogami, ale ma też nieco szerszy kontekst.
Wszystkie dotychczasowe narracje Claremonta o ucisku mutantów przez zwykłych ludzi, szykanach, uprzedzeniach i przemocy wchodzą w tym przypadku na najwyższy poziom. Claremont stawia swego rodzaju kropkę nad i podsumowuje swój podstawowy, ideologiczny wkład w X-komiksy. Genosha jest nawiązaniem nie tylko do eugenicznej, rasowej polityki nazistowskich Niemiec, ale i do bardziej wtedy współczesnego problemu apartheidu w Republice Południowej Afryki (nawet położenie geograficzne niemal się zgadza). Tak zwany „genżynier”, genoshański Mengele i bezwzględny wykonawca prawa obowiązującego na wyspie nazywa się… David Moreau – nie bez przyczyny oczywiście. Najlepszym jednak elementem całego crossoveru jest bez wątpienia kreacja głównego przeciwnika mutantów – oto przerażający Cameron Hodge, postać budząca prawdziwy niepokój. Jest to ewidentnie karykatura, robot–pająk z doczepioną głową, bardzo cartoonowy i przez to właśnie – niepokojący. Stare wypróbowane schematy fabularne z poprzednich komiksów Claremonta oczywiście nadal działają bez pudła, co w połączeniu ze zmianą w sposobie rysowania wychodzi serii na dobre.
Jim Lee jest niemal u szczytu swych możliwości (osiągnie go mniej więcej pół roku po „Planie X-Terminacji”). Znamy to – posągowe, ale jednocześnie smukłe i muskularne postacie, genialna dynamika scen akcji i wysoki poziom szczegółowości scenografii, broni, pojazdów i kostiumów. Rob Liefeld dopiero bierze rozbieg, ale widać od samego początku, że będzie szedł śladami Lee. Bogdanove natomiast rysuje po swojemu, jak zwykle „gumowato” i niezbyt realistycznie – nie jest źle, ale to nie jego styl będzie naśladowany w rozpoczynającej się właśnie dekadzie.
„Plan X-Terminacji” był pierwszą poważną próbą konsolidacji i systematyzacji świata mutantów po „Inferno”. Wspomniane już wcześniej wrota „Siege Perilous” dosłownie rozwaliły ten świat w drobny mak – „X-Tinction Agenda” zebrała rozsypane elementy, ustawiła wszystkich bohaterów na swoich miejscach, odkręciła niektóre niezbyt udane zmiany (nastoletnia Storm), uprawomocniła te zdecydowanie udane (Psylocke), nadała nowy rytm relacjom między bohaterami oraz samymi grupami i przygotowała grunt pod lata dziewięćdziesiąte, podczas których współpraca mutantów w ramach grup zadaniowych była wyjątkowo mocna i istotna. Jim Lee pozostał rysownikiem „The Uncanny X-Men” jeszcze pięć miesięcy – do numeru 277 z czerwca 1991 roku. Również i te odcinki znajdziemy we wspomnianym „X-Men. Jim Lee”. Co robił potem? To już materiał na kolejną opowieść – niedługo zajrzymy do „Legend X-Men” od Muchy.
„X-Tinction Agenda” największy wpływ wywarła na New Mutants – to oni dostali największego łupnia i ponieśli największe straty, niekoniecznie fizyczne. Po omawianych dziś wydarzeniach seria liczyła sobie jeszcze tylko trzy numery (pod wspólnym tytułem „Beginning of the End”) i zakończyła się w kwietniu 1991 na odcinku setnym. Co się tu nie wydarzyło – Cable ujawnił, kim tak naprawdę jest, zadebiutowali niezwykle później popularni Domino i Deadpool (!), oraz nieco mniej rozpoznawani Feral i Shatterstar. I – co ważne w kontekście następnych „Punktów zwrotnych” – niejaki Stryfe zdjął maskę i zapowiedział tym samym nadchodzącą „Pieśń Egzekutora”. W roku 1991 zakończyli swój żywot „New Mutants” i rozpoczęła się historia „X-Force” – grupy będącą niemal ucieleśnieniem szalonych, przeszarżowanych lat dziewięćdziesiątych w uniwersum Marvela. Ba, dziesięć lat później, znów trochę symbolicznie, „X-Force” przemianowane zostanie na „X-Statix”, których przygody wydała niedawno Mucha.
A więc mamy ostatnią dekadę dwudziestego wieku – teraz to się dopiero zacznie.
koniec
9 czerwca 2024

Komentarze

10 VI 2024   14:31:02

oj pamiętam te nr X men pamiętam (mam jeszcze je w domu :)). Historia genialna, mam tylko 2 uwagi do tekstu - Gambit miał być Kanadyjczykiem z Quebecu a Jubilee miała pochodzić z Australii.

10 VI 2024   15:44:17

Dzięki za odzew.
Gambit do weryfikacji, bo o nim to bardziej z pamięci pisałem.
Ale co do Jubilee to jednak nie jest z Australii:
https://marvel.fandom.com/wiki/Jubilation_Lee_(Earth-616)

Kurczę, osobiście żałuję trochę, że nie mamy edycji całościowej X-komiksów z lat, powiedzmy 1985-2000 (zarówno Uncanny... X-Factor, New Mutants (X-Force) czy "bezprzymiotnikowego" X-Men. Między "Planem X-Terminacji" następującym po nim kolejnym "Punktem zwrotnym" działo się tak dużo, że starczyłoby na dwa tomy. Rozumiem, że nie trafiłoby to w gusta wszystkich czytelników - ale przecież "Punkty zwrotne" też skierowane są do raczej dość świadomych, nieprzypadkowych odbiorców.

13 VI 2024   09:33:18

@Marcin Knyszyński
obecna wersja rzeczywiście taka jest, z tego co pamiętałem z wersji z komiksu z lat 90-tych i z serialu z 1997 to tam była jak to pięknie się po angielsku nazywa caucasian:) No ale jestem tak stary że pamiętam czasy gdy Nick Fury był białym facetem :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Oddział wyrzutków
Marcin Knyszyński

16 VI 2024

Harlan Ellison jest legendą science fiction – w 2018 roku doczekaliśmy się w Polsce „Tego, co najlepsze” w jego twórczości dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka. Ellison niestety zmarł dokładnie w tym roku – teraz po sześciu latach, dzięki Egmontowi, możemy uzupełnić naszą wiedzę na temat jego twórczości o kolejny, dość niecodzienny element. W 2013 roku, we współpracy z amerykańskim grafikiem Paulem Chadwickiem, przedstawił światu opowieść w dość niezwykłej jak na niego formie.

więcej »

Szczątkowo oryginalne
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

15 VI 2024

By nie przedłużać finałowego starcia Pająka z Kindredem, Egmont postawił tym razem na album podwójny pod tytułem „Amazing Spider-Man: Szczątki”.

więcej »

Oni znów to zrobili!
Maciej Jasiński

14 VI 2024

To już czwarty tom tej doskonałej serii. Do tej pory we wcześniejszych albumach poznaliśmy trzy ery Donżonu: „Świt”, „Zenit” i „Zmierzch”. Teraz przyszła pora na cykl „Monstra”, a więc historie poświęcone drugoplanowym postaciom. Czy taki zabieg z punktu widzenia czytelnika może być interesujący? Jak najbardziej, bo pokazując losy mniej ważnych bohaterów, autorzy wspaniale uzupełniają ten stworzony przez siebie przebogaty świat. Zresztą można było się już o tym przekonać, bo albumy 2 i 3 (...)

więcej »

Polecamy

Ambasadorka pokoju

Niekoniecznie jasno pisane:

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Złote dziecko komiksu i jego mutanci
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwie królowe i mnóstwo pionków
— Marcin Knyszyński

Za dużo bohaterów
— Marcin Knyszyński

Nadchodzą mroczne czasy
— Marcin Knyszyński

Na szczycie
— Marcin Knyszyński

So 90’s…
— Marcin Knyszyński

Stary Spider wiecznie żywy!
— Paweł Olejniczak

Chaos kontrolowany
— Marcin Knyszyński

Todd McFarlane wielkim artystą jest!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Batman metalem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Oddział wyrzutków
— Marcin Knyszyński

W kleszczach traumy
— Marcin Knyszyński

Na dnie króliczej nory
— Marcin Knyszyński

W stronę światła
— Marcin Knyszyński

Żywot łajdaka
— Marcin Knyszyński

Sztuka istnienia
— Marcin Knyszyński

Magią i mieczem
— Marcin Knyszyński

Rzeźnia numer dwa
— Marcin Knyszyński

Urodziny Pająka
— Marcin Knyszyński

Obrazy grozy
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.