Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Nie byłem pesymistą

Esensja.pl
Esensja.pl
Tomasz Kołodziejczak
O serii „Kajko i Kokosz – Złota Kolekcja” i nie tylko, z Tomaszem Kolodziejczakiem rozmawia Marcin Osuch.

Tomasz Kołodziejczak

Nie byłem pesymistą

O serii „Kajko i Kokosz – Złota Kolekcja” i nie tylko, z Tomaszem Kolodziejczakiem rozmawia Marcin Osuch.
Tomasz Kołodziejczak
Tomasz Kołodziejczak
Marcin Osuch: Tomku, pierwszy tom „Złotej serii Kajka i Kokosza” prezentuje się świetnie. Twarda okładka, bogate materiały dodatkowe. Pojawia się naturalne pytanie, dlaczego tak późno? Znakomita większość klasyków „złotej ery polskiego komiksu” doczekała się już tego typu wydań i to dosyć dawno. Dlaczego akurat na „Kajka i Kokosza” musieliśmy czekać tak długo?
Tomasz Kołodziejczak: Nie jest to prawda, nie ma na rynku zbiorczego wydania Tytusa, Kleksa, czy dzieł Tadeusza Baranowskiego, choć jego komiksy ukazują się czasem w twardych oprawach. Nie ma też zbiorczego wydania Jerzego Wróblewskiego, tak więc myślę, że nasza edycja i format, w jakim to robimy jest tak naprawdę pierwszym, masowym tego typu przedsięwzięciem. Oczywiście, były różne specjalne edycje wybranych komiksów kilku autorów, ale raczej publikowane przez mniejsze wydawnictwa. Czemu tak późno? Czemu dopiero teraz? Po pierwsze, całość „Kajka i Kokosza” jest w dostępna w wersji miękkookładkowej, więc każdy kto chce, może sobie kupić i przeczytać te komiksy. Chcieliśmy też, żeby to wydanie było szczególne i specjalne, żeby miało właściwe wsparcie, więc z jednej strony zależało nam, aby zgromadzić naprawdę interesujące treści dodatkowe, a po drugie, żeby towarzyszyło jakiemuś ważnemu wydarzeniu. I towarzyszy. „Złota kolekcja” ukazuje się z okazji pięćdziesięciolecia debiutu Kajka i Kokosza na łamach „Wieczoru Wybrzeża”, trójmiejskiej popołudniówki. Ta pięćdziesiąta rocznica wypada w roku 2022, my zaczynamy kolekcję 2021, po to żeby te kolejne tomy, konkretnie sześć, ukazały się do końca przyszłego roku. W ten właśnie sposób chcemy uczcić pięćdziesiątą rocznicę obecność dwójki wojów na polskim rynku popkultury.
MO: Rozumiem, że po podjęciu decyzji o wydaniu, sprawa była już banalna? Materiały były gotowe z poprzednich wydań, wystarczyło przygotować trochę dodatków i album gotowy?
TK: To pytanie bardzo podstępne i wyczuwam w nim haczyk. Odpowiedź brzmi – nie. Każdy tom tej edycji składa się z trzech elementów. Pierwszym jest wstęp napisany przez osobę, która miała bezpośrednią relację z Januszem Christą, bądź z jego dziełem. Zaczęliśmy od tekstu, wydaje mi się, zupełnie oczywistego, wstępu pani Pauliny Christy, wnuczki mistrza. W tomie drugim będziemy mieli wstęp pani Grażyny Antoniewicz, scenarzystki, która napisała dla Janusza Christy kilka komiksowych programów teatralnych oraz była jego przyjaciółką, robiła z nim wiele wywiadów, miała z nim częsty kontakt. W tomie trzecim pojawię się ja, jako wydawca i również ktoś, kto pana Christę miała szansę osobiście poznać. Drugim modułem książki są komiksy. To jest część zapewne najważniejsza dla czytelnika, który po prostu chce przeczytać historię. Otóż same komiksy podlegały bardzo poważny pracom restauracyjnym. Po pierwsze, przywracamy w nich pierwotny, oryginalny kształt opowieści. Oczywiście, komiksy, które drukujemy w miękkiej edycji, oparte są o materiały Janusza Christy, tu nie ma żadnego oszustwa. Ale część składających się na nie pasków albo plansz komiksowych, to wersje wtórne, przerysowane przez samego Christę. Robił to najczęściej dlatego, że pierwotne stripy ginęły w czeluściach wydawnictw lub poczty. Więc gdy przygotowywał ich wydania albumowe musiał dorysować jakieś paski, plansze. Bywały też takie sytuacje, że ciął, skracał i przerabiał pierwotny materiał na potrzeby tych wydań albumowych z powodów sobie tylko wiadomych. My przywróciliśmy w naszej „Złotej kolekcji” pierwotny kształt komiksów, to znaczy zrekonstruowaliśmy pierwotne paski z „Wieczoru Wybrzeża”, a później już także ze Świata Młodych. To wymagało pieczołowitej pracy, gdyż, jak się łatwo można domyślić, stare materiały są bardzo słabej jakości. Rekonstruowaliśmy je wszak z gazet sprzed kilkudziesięciu lat. Poza tym dokonaliśmy korekty kolorystycznej. Większość albumów o Kajku i Kokoszu była kolorowana przez samego Christę, ale dwa nie (zrobili to wiele lat temu Tomek Piorunowki i Jacek Skrzydlewski). Jednakże, nawet te komiksy kolorowane przez samego mistrza różniły między sobą, bo do współczesnych czasów zachowały się w różnej formie. Niektóre przetrwały w formie blaudruków, inne trzeba było odtwarzać ze starych wydań. Na dodatek, kolory do edycji miękkich przygotowywaliśmy jakieś dwadzieścia lat temu, więc uznaliśmy, że musimy zrobić przegląd i korektę tego materiału. Tym wszystkim zajmował się pan Arkadiusz Salomoński, najlepszy moim zdaniem w Polsce specjalista od tego typu roboty graficznej, a jednocześnie fan i miłośnik twórczości Janusza Christy znający ją do podszewki.
I wreszcie trzeci moduł, czyli posłowia. Pisze je Krzysztof Janicz, fan i znawca, prowadzący od lat blog „Na Plasterki”, miejsce skupiające miłośników twórczości Janusza Christy i zawierające mnóstwo ciekawych informacji. Napisał dla nas solidne, atrakcyjne artykuły omawiające życie Janusza Christy, jego dorobek, a także analizujące to, co w danym komiksie się dzieje, przedstawiające mnóstwo ciekawostek. Jak widać było mnóstwo roboty, te prace zajęły nam mnóstwo czasu. Wracając to Twojego pytania - to że komiksy ukazują się „dopiero” teraz oznacza, że my naprawdę pracujemy nad nim od kilku lat.
MO: Co z Twojej perspektywy jako wydawcy było największym wyzwaniem? W trakcie spotkania na Festiwalu w Łodzi (z udziałem Twoim, Pauliny Christy, Arka Salamońskiego, Krzysztofa Janicza), wspominaliście o sporach, które towarzyszyły Waszej pracy przy tej serii. Wpuść proszę czytelników do wydawniczej kuchni, podając kilka przykładów takich prawdziwych sporów?
TK: Oczywiście, nie mogę relacjonować w szczegółach naszych wewnętrznych debat redakcyjnych, ale mogę powiedzieć, że na przykład bardzo poważnie rozważaliśmy, jaką taktykę przyjąć przy rekonstruowaniu pasków, których używać, a których nie. Jak państwo może wiecie, pierwotnie komiksy Christy, które ukażą się w trzech pierwszych naszych tomach kolekcji, były drukowane jako pojedyncze stripy, składające się mniej więcej z czterech kadrów. Sam Janusz Christa później do wydania książkowego ciął je niejako na pół żeby one lepiej wpasowywały się w pionową stronę. A do tej pionowej edycji mogą być opracowane na różne sposoby. Dyskutowaliśmy czy w „Złotym prosiaku” używać nazwy Złoty Puchar czy Złote Prosię. Jak głęboko Krzysztof Janicz w posłowiu powinien wchodzić w analizę porównawczą dzieła Christy z twórcami francuskimi, których pracami mistrz mógł się inspirować - nie mamy tu żadnych wskazówek, tylko domysły. Także jaki materiał graficzny wykorzystać jako ilustrację tych artykułów. Nie mieliśmy sporów zasadniczych, dotyczących samego konceptu albowiem ten był jasny, ja go ustaliłem - wstęp, komiksy, posłowie. Natomiast było tam dużo detali, czy ten obrazek czy ten, czy potrzebujemy aż tylu przykładów, czy może mniej, czy używamy wszystkich szkiców, które zostawił Janusz Christa, czy też ich część. Tu jeszcze toczyły się rozmowy z Fundacją „Kreska” opiekującą się dziedzictwem rysownika. I tak dalej, i tak dalej.
MO: Może banalne pytanie, ale który album z przygodami Kajka i Kokosza to Twój ulubiony? I oczywiście dlaczego?
TK: Chyba największy sentyment mam do „Szkoły latania” i „Wielkiego turnieju”. To był mój pierwszy komiks z Kajkiem i Kokoszem, który miałem w domu. Takie wydanie, gdzie były dwie te historie odwrócone o 180 stopni, jeszcze z rysunkami do odrysowania umieszczonymi w siatce. Zaczytany ten album był do imentu. To komiksy prezentujące klasyczny okres „Kajka i Kokosza”. No i „Na wczasach”, gdybym miał wspomnieć jeszcze jeden. A zasadniczo to uważam, że cała ta seria trzyma równy poziom. Wiadomo, są część lepsze, gorsze, ale myślę, że można zacząć ją czytać od dowolnego tomu i mieć z dużą frajdę.
MO: Egmont wydał antologię Relaksu, prace Waldemara Andrzejewskiego, Zbigniewa Kasprzaka. Jednocześnie cały czas dostępne są „zwykłe” wydania „Kajka i Kokosza”. Kto jest odbiorcą tych pozycji? Czy w ogóle można wrzucać je do jednego koszyka?
TK: Zdecydowanie nie. Odbiorcami produkcji takich jak Relax czy antologie Zbigniewa Kasprzaka i Waldemara Andrzejewskiego są raczej starsi fani komiksów. Osoby, które z tymi opowieściami zetknęły się w dzieciństwie, czy w młodości. Takimi jak ja, dziś pięćdziesięciolatek plus, byłem czytelnikiem Relaksu jako kilku- kilkunastoletni chłopak. My kupujemy sobie wspomnienia, kupujemy sentyment, kupujemy treści, które może owszem, gdzieś tam na Allegro są dostępne, ale tutaj przychodzą do nas zagregowane, opatrzone wstępem i posłowiem. A „Kajko i Kokosz” jest komiksem wciąż żywym wśród odbiorców. Wynika to z kilku rzeczy. Po pierwsze z charakteru samej opowieści. Ona mniej się zestarzała niż inne komiksy z tamtych czasów. Po drugie jest to komiks, który jest lekturą szkolną, więc dzieciaki go czytają. Po trzecie w samym PRL-u był to komiks nieporównywalnie bardziej popularny nawet niż Relax, czy „Alfa”, a zatem grupa jego czytelników była znacznie większa. No i po czwarte, serial Netflixa i liczne działania, które podejmowało nasze wydawnictwo i Fundacja „Kreska”, to wszystko, co wokół „Kajka i Kokosza” się teraz dzieje - od serialu, przez musical, kosmetyki, napoje i różne inne rzeczy - sprawia, że jest to żyjący, aktywny brand popkulturowy, a co za tym idzie, ma tę masę krytyczną, która ściąga do niego nowych czytelników. Oczywiście elementem tego są też kontynuacje serii „Kajko i Kokosz”, które wydajemy.
MO: Czy masz jeszcze jakieś plany wydawnicze odnośnie komiksów z czasów PRL-u? Czy Egmont może/chce zaskoczyć czymś czytelników? Wznowienie „Legend polskich”? „Doktor Jekyll i Mr. Hyde" Weinfelda i Szyszki, może prace Wegrów i Czechów z Relaksu?
TK: Mamy kilka pomysłów, a właściwie to ja mam kilka pomysłów, bo to ja, jako największy matuzalem w wydawnictwie stoję za wznawianiem staroci. Tu pojawia się niestety kilka problemów, głównie natury prawno-technicznej. My w antologiach „Relaksu”, na przykład, wydrukowaliśmy właściwie wszystkie te komiksy, do których udało nam się zdobyć dostęp prawny, czyli kontakt do autorów lub ich spadkobierców. No i nie udało nam się pozyskać praw do komiksów autorów węgierskich czy czeskich, których historie ukazywały się w Relaksie, bo oczywiście chcieliśmy je wydrukować. Jest też problem techniczny, bo do bardzo wielu z tych komiksów nie ma materiałów oryginalnych, trzeba je rekonstruować ze starych wydruków, które są fatalnej jakości. To jest czasochłonne i, mówiąc wprost, finansochłonne zajęcie. I dla produkcji, które mają mniejszy potencjał rynkowy byłoby po prostu nieopłacalne. Natomiast, tak, mam pewne rzeczy w głowie, ale nie chciałbym o nich opowiadać, bo jak się potem okaże, że się nie ukażą, to fani będą mieli do mnie pretensje.
MO: W naszej rozmowie sprzed ponad jedenastu lat diagnozowałeś pesymistycznie stan ówczesnego polskiego rynku komiksowego. Teraz rynek wygląda bardzo dobrze, liczba miesięcznych premier zbliża się do setki, pojawiają się ciągle nowi wydawcy. Co się Twoim zdaniem stało od tamtego czasu, że rynek ten wygląda tak jak wygląda? Ludzie przekonali się do komiksu? Jeśli tak, to dlaczego?
TK: Ja wtedy nie byłem pesymistą, co po prostu realistycznie oceniałem stan ówczesnego rynku komiksowego – był on oczywiście dużo mniejszy i mniej na nim się działo. Przez te lata jednak wydarzyło się wiele spraw. Przede wszystkim Egmont Polska, inni wydawcy, dziennikarze, oraz organizatorzy konwentów wykonali lat gigantyczną pracę. Wydawaliśmy, promowaliśmy, sprowadzaliśmy autorów. I pokazywaliśmy nasze komiksy publiczności nowej, szerszej. Bo to jest, moim zdaniem, główny czynnik napędzający ten wzrost. Po komiks zaczęli sięgać nowi czytelnicy, albo wróciły do niego osoby, które miały kontakt z tym medium w dzieciństwie, potem odstawiły, bo to wszak zabawa dla małolatów. Po drugie, nie da się ukryć, że popularność filmów superbohaterskich sprawiła, że do komiksów powróciło pokolenie TM-Semica i ale doszło nowe pokolenie. Młodzi ludzie w Polsce żyją teraz w tej globalnej popkulturze, uczestniczą w niej tak jak ich rówieśnicy z innych krajów, mają dostęp do newsów, platform filmowych, światowych premier. No i punkt trzeci to jest biologia. Po prostu uważam, że dorosło pokolenie ludzi, które ma teraz trzydzieści, czterdzieści lat, które weszło w komiks na początku lat dziewięćdziesiątych, miało dość duży dostęp i do komiksu superbohaterskiego i do „Kaczorów Donaldów” oraz „Asteriksa”, i ci ludzie, po prostu zaczynają kupować jako dorośli dla siebie, dla swoich dzieci. Te elementy: działalność samej branży, filmowe wsparcie promocyjne, i nowe generacje odbiorćów dają dzisiaj ten znaczący wzrost. Oczywiście, pamiętajmy, że rynek komiksów w Polsce się wciąż proporcjonalnie mniejszy, niż taki we Francji czy we Włoszech. Co oznacza, że ma przed sobą dalsze perspektywy rozwojowe, moim zdaniem.
MO: Jedenaście lat temu rozmawialiśmy o świeżej kontynuacja „Funky’ego Kovala”. Od niespełna roku, na rynku dostępny jest magazyn nawiązujący do tradycji „Relaksu”. Jaka jest Twoja opinia na temat tej inicjatywy?
TK: Nie mam zwyczaju oceniania inicjatyw konkurencji.
MO: Dziękuję za rozmowę.
koniec
15 października 2021

Komentarze

15 X 2021   15:16:11

Ja się nie skuszę, nie mam parcia na posiadanie integrali, wydań kolekcjonerskich itp., w zupełności wystarczy mi kolekcja Egmontu, którą skompletowałem już lata temu.

Tym bardziej że patrzę na tę planszę:
http://www.fundacjakreska.pl/wp-content/uploads/2021/10/01_KiK_020-1178x1536.jpg
i widzę, że ta wersja jest po prostu słabsza, ta przerysowana jest o wiele lepsza, przynajmniej pod względem dialogów.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zajmowałem się tylko komiksem
Marek Szyszko

12 V 2020

Z Markiem Szyszko, rysownikiem komiksów i ilustratorem, w imieniu Esensji rozmawia Marcin Osuch.

więcej »

Asteriks i Obeliks w krainie Polan
Marek Puszczewicz, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad

4 XI 2019

O trudach współpracy scenarzysty z rysownikiem, o tym czy Asteriks dotrze do Słowian, o ulubionych albumach cyklu z obecnymi autorami serii „Asteriks” – Jean-Yves′em Ferri, Didier Conradem oraz tłumaczem Markiem Puszczewiczem rozmawia Marcin Osuch.

więcej »

Mam chyba trochę żal...
Paulina Christa

19 VII 2014

Z okazji 80. rocznicy narodzin Janusza Christy publikujemy wywiad z Pauliną Christą, wnuczką artysty.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Znacie? Tak się Wam tylko wydaje
— Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Prawie jak w Mirmiłowie
— Maciej Jasiński

Czas wrócić do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Baśń dla dużych i małych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Coraz bliżej Kajka i Kokosza
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sny w technicolorze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ćwierć wieku później
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do czytania w każdym wieku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Istny kosmos!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Chętnie bym coś jeszcze w życiu zrobił
— Tomasz Kołodziejczak

Cierpliwości. Patrzcie na Kinga...
— Tomasz Kołodziejczak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.