Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Przy herbacie: Nie mirmiłuj, kasztelanie, czyli jak pisać o rzeczach strasznych

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapraszamy na wizytę w krainie tnących się nastolatek, walczących żołnierzy oraz słów napisanych szeptem krwi łagodnej. Czy odpowiednie lektury w wieku wczesnonastoletnim są w stanie wyleczyć człowieka z nadużywania patosu? I co ma z tym wszystkim wspólnego Zbyszko z Bogdańca?

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przy herbacie: Nie mirmiłuj, kasztelanie, czyli jak pisać o rzeczach strasznych

Zapraszamy na wizytę w krainie tnących się nastolatek, walczących żołnierzy oraz słów napisanych szeptem krwi łagodnej. Czy odpowiednie lektury w wieku wczesnonastoletnim są w stanie wyleczyć człowieka z nadużywania patosu? I co ma z tym wszystkim wspólnego Zbyszko z Bogdańca?
Co ja bym zrobiła bez forów i portali internetowych służących do wstawiania tekstów własnej produkcji? Zwiedzanie takich miejsc nieustannie dostarcza mi inspiracji do felietonów. Tym razem natchnęły mnie opowiadania z gatunku egzaltowanych, koturnowych i tak bardzo-bardzo-bardzo dramatycznych, że aż w tym dramatyzmie popadających w niezamierzoną śmieszność.
Trzeba powiedzieć, że pisanie tekstów, których istotą jest to, że postać bohatersko ginie ratując czyjeś życie, wydaje ostatnie tchnienie w ramionach ukochanej osoby czy też bez drgnienia powieki znosi okrutne tortury, jest w pewnym wieku naturalne, i doprawdy nie jestem tu osobą, która może rzucić kamieniem. Na szczęście w czasach mojej nastoletniej młodości nie było jeszcze w Polsce internetu i w związku z tym nie muszę dziś świecić oczami za przygody różnych moich Mary Sue, które brały udział w powstaniach niewolników, przed plutonem egzekucyjnym odmawiały opaski na oczy, i w ogóle były takie dzielne, że ach.
Oczywiście, dobre dręczenie bohatera nie jest złe, o czym zaświadczą choćby miłośnicy „Achai”. Na stronie fanfiction.net napotkałam nawet osobny „podgatunek” zwany hurt/comfort, polegający na tym, że lubianej postaci (na przykład młodemu Obi-Wanowi) najpierw robi się krzywdę, a potem ratuje. Jednak robić krzywdę też trzeba umieć, inaczej może wyjść kiczowato, a nurzanie się i rozsmakowywanie w dramatycznych opisach najczęściej daje efekt odwrotny do zamierzonego.
Umieram. Czuję jak gaśnie żar w moich żyłach. Drzwi naszego samochodu zmiażdżyły mnie od pasa w dół. Krew spływa mi po policzku. Sączy się nieubłaganie z mojego rozbitego czoła. (…)
Ten pijany oprawca dostał swoją nauczkę. Nie zapiął pasa. Teraz leży na zimnym asfalcie oblewany chłodnym jesiennym deszczem. Ale śmierć nie pozwala mu odejść, aby napatrzył się na całe zło, jakie wyrządził naszej rodzinie. (…) Lecz chwila mojej śmierci zbliża się nieuchronnie. Stoję nad przepaścią z opaską na oczach a śmierć bawi się ze mną w ciuciubabkę. Jestem spokojna. Cel mojego życia został wypełniony.
(„Cena przebaczenia – wspomnienia Weroniki”, portal fantastyka.pl)
Autor o nicku Kostrzew najwyraźniej sądził, że odmienianie przez wszystkie przypadki słowa „śmierć” sprawi, że czytelnik będzie czuł lodowate dreszcze. Zresztą może jakiś procent czytelników je poczuje. Pozostali czytelnicy stwierdzą, że to przedobrzenie, a już „żar gasnący w żyłach” jest frazą pasującą raczej do twórczości Rodziewiczówny.
Jeszcze więcej śmierci jest w opowiadaniu niejakiego Saveroka z tegoż portalu:
Czas ruszać. Przed siebie, tam gdzie toczy się wojna, potrzebny jest żołnierz, szukać nowej okazji do śmierci. Wstań, otrząśnij się z piasków afgańskiej pustyni, otrzyj twarz z krwi i idź przed siebie, starając się nie patrzeć na ciała żołnierzy którzy zginęli, ponieważ ty szukałeś śmierci. W końcu to nic takiego. Śmierć kilku, kilkunastu, kilkuset ludzi, nauczyłeś się tego przez te wszystkie lata na ziemi. Twoja droga jest wędrówką po trupach, ku śmierci.
Dla porównania przeczytajmy scenę prowadzenia Zbyszka z Bogdańca na egzekucję – a trzeba mieć na uwadze, że Sienkiewicz, zgodnie z manierą swojej epoki, bynajmniej nie powstrzymywał się przed dramatyzowaniem1):
Szedł krokiem równym i sprężystym, ale z czołem pobladłym. Chwilami patrzył na tłum jakby nieco przez sen, chwilami wznosił oczy ku wieżom kościelnym, ku stadom kawek i ku rozkołysanym dzwonom, które wydzwaniały mu ostatnią godzinę; chwilami wreszcie odbijało mu się na twarzy jakby zdziwienie, że te dźwięki i szlochania niewieście, i cała ta uroczystość, to wszystko dla niego. Na rynku ujrzał wreszcie z daleka pomost i na nim czerwoną sylwetkę kata. Wówczas drgnął i przeżegnał się. (…) pomyślał widocznie, że wobec tych tłumów i wobec niewiast powiewających chustkami z okien trzeba umrzeć odważnie i zostawić po sobie przynajmniej pamięć „dzielnego chłopa”, więc wytężył całą odwagę i wolę, nagłym ruchem odrzucił w tył włosy, podniósł głowę jeszcze wyżej i szedł hardo, tak prawie, jak idzie zwycięzca po skończonych rycerskich gonitwach, gdy go prowadzą po nagrodę.
Zauważmy, że z wyjątkiem „wydzwaniania ostatniej godziny” nie ma tu żadnego dramatyzowania w rodzaju „już za chwilę jego młoda głowa potoczy się po deskach szafotu”, a słowo „śmierć” nie pojawia się ani razu. W dodatku pisarz skupia się bardziej na zachowaniu bohatera i tym, co on widzi, niż na jego stanach psychicznych – co niewątpliwie wyszło scenie na dobre.
Autorka o nicku Serena w swoich „Księgach krwi” próbuje wstrząsnąć odbiorcą przez ukazanie tragicznego życia niezrozumianej przez wszystkich nastolatki. Już w trzecim zdaniu otrzymujemy informację, że ludzie odwracają od niej wzrok, po czym następuje dłuuugi kawałek informujący o tym, jaka to narratorka była wyobcowana już w przedszkolu, że ludzie się z niej śmiali, że zamykała się w pokoju… prawdę mówiąc, nie jest to tragiczne (życie codzienne przebijające się spod tego jojczenia wydaje się całkiem sielskie, dopiero później pojawia się „biedna, udręczona mama” i „zapijaczony ojciec”), a czytelnik zamiast współczuć bohaterce ma ochotę podsunąć jej książkę telefoniczną z adresami psychoterapeutów. Koturnowy styl nawet sceny autentycznie smutne jest w stanie przeobrazić w nieznośny patos:
Był nawet kiedyś taki okres w moim życiu, gdy ta bezsilność prowadziła do tego, że po prostu nie rozstawałam się ze swoją ukochaną przyjaciółką żyletką. Do dnia dzisiejszego moje ciało szpecą blizny po ostrych i bolesnych cięciach, które zadawałam sobie wówczas w ciężkie dni… A wszystko przez tą cholerną samotność, z którą początkowo świetnie sobie radziłam i która w ostateczności doprowadziła mnie na skraj rozpaczy. Jednak moja próba znalezienia dla siebie odpowiedniego towarzystwa była jeszcze gorszym błędem. Błędem, za który musiałam zapłacić bardzo wysoką cenę. Wydawać by się mogło, że posiadałam wszystko, a tak naprawdę nie miałam nic…
A po tym następuje jeszcze opis straszliwej… klasówki z matematyki (źródło: fantastyka.pl).
Owszem, jeśli piszemy o egzaltowanej nastolatce, wstawienie fragmentu jej udramatyzowanych przemyśleń czy fragmentu pamiętnika może pomóc zbudować postać – ale cały tekst składający się niemal wyłącznie z użalania się nad swoim ciężkim losem to już przesada.
Osobną kategorię stanowią opowiadania skupiające się na torturach fizycznych (wspominałam już o tym w moim poradniku. Tutaj zwykle zamiast odmieniać przez wszystkie przypadki słowo „śmierć” autorzy skupiają się na słowie „ból”. Reszta pozostaje właściwie bez zmian:
Jej wnętrze zaczęło się rozrywać od środka, koszmarnie ją bolało, przeżywała piekło. Całym ciałem zdawała się odczuwać rękawicę wnikającą w jej ciało, każde jej ostrze, czuła wszystko razem i każde z osobna. Wszystko sprawiało jej taki sam ból, głęboki, przeszywający ją od stóp do głów. Jakby jakaś błyskawica przeszywała jej ciało, dygotała, a im bardziej dygotała, tym wolniej w nią wnikał, żeby zadać jeszcze większy ból. Krzyczała, prosiła o litość, błagała go o koniec. Jęczała z bólu, jakby ktoś ją rozrywał na drobne kawałki, rozpadała się wewnętrznie.
(czy ktoś zgadnie, że jest to fragment… fanfiku tolkienowskiego?).
Przesadne nagromadzenie strasznych scen jest w stanie znieczulić czytelnika, tymczasem jedno dobrze dobrane zdanie może nim wstrząsnąć i na długo pozostać w pamięci. Dla mnie takim zdaniem jest fragment z „Wieży jaskółki” Sapkowskiego: Znowu kopniak, odzywający się bólem aż w korzeniach zębów. Dalej jest bardziej szczegółowy opis bicia i kopania Yennefer (nawiasem mówiąc, dramatyzm zostaje tam osiągnięty nie poprzez tłumaczenie czytelnikowi, jak bardzo bohaterka cierpi, lecz przez opisywanie fizycznych skutków ciosów), ale to właśnie zacytowane zdanie wciąż pamiętam, mimo że od lektury upłynęło kilkanaście lat.
Trzecim rodzajem dramatyzowania jest opisywanie rozterek egzystencjalnych. Niektórzy autorzy swoje przemyślenia filozoficzne na temat tragizmu ludzkiej kondycji ubarwiają podniosłym i kwiecistym stylem. Efekt jest… rozmaity. Dobrym przykładem jest „Opowieść pierwsza – Klara” (również z fantastyka.pl) autora podpisanego jako Jarek:
Pragnę śmierci, ona jest platoniczna, szczera, nie ukrywa swych pragnień skierowanych w kierunku śmiertelnych głupców, kochających jedynie materialistyczne złudzenie, byt parmenidesowy… już nie ma wśród nas ludzi, choć jednego człowieka faustycznego… odeszli… zapyta ktoś, czym byliby, a raczej są ludzie bez miłości? Gnijącym gatunkiem, odparła ponuro Śmierć…
(…)
– Nie zastanawiałam się nad tym, lecz skoro nie posiadam słów, napisanych szeptem krwi łagodnej, chcącej płynąć w nas, dwójce obcych ludzi, prześwietlając serca planet małych i bez nadziei obudzenia się słuchając szelestu chmur i grania wody, to… to wszystko nie ma sensu. Brak szczypty emocji, szczypty zapomnienia, a przede wszystkim chęci i odwagi… odwagi… – westchnęła – Co do miłości, spartaczyliśmy tę sprawę do cna, odkąd zrobiliśmy z niej ideał, wtrącając w nią myśl, skupiając na niej wolę, planując ją, zamiast pochłaniać samoistnie bez zasad…
Po przeanalizowaniu kilkunastu opowiadań mogę stwierdzić, że istnieje pewien podstawowy zestaw wyrażeń ukochanych przez młodych tragedio-pisarzy:
  • pułapka bez wyjścia
  • gorzki uśmiech
  • pustka, samotność
  • zabrano mi wszystko
  • nie możesz zapomnieć
  • dlaczego odeszłaś
  • nigdy więcej
  • drwina, pogarda (narratora dla świata lub świata dla narratora).
Co tu kryć, w wieku dojrzewania uwielbia się dramatyczne historie (napisałam już w innym felietonie, że gdybym „Nocarza” przeczytała w liceum, prawdopodobnie stałabym się zagorzałą fanką Magdy Kozak), co celnie opisała Ewa Lach w „Imieninach babci Józefiny”. Występuje tam scena czytania na głos krótkich opowiastek, napisanych przez najstarszą z rodzeństwa Polę, a obśmianych w trakcie lektury przez jej braci. Zaprawdę, reakcja czytelników na tragiczną historię chłopca, który zginął, wepchnięty pod ciężarówkę przez dziewczynę, której zamierzał wręczyć różę („…i tak zginął Wiesiek, trzymając różę w prawej ręce”), może być bardzo pouczająca dla potencjalnych autorów. Równie pouczający był felieton z „Płomyka” stylizowany na rozmowę z muzą nastolatków. Padło tam sformułowanie, że „w pewnym wieku miło jest napisać czyjeś imię na zaparowanej szybie i powyobrażać sobie swój pogrzeb, oraz Tego Jedynego, biorącego w nim żywy – a raczej na wpół żywy – udział”, a chłodny dystans, z jakim to zostało powiedziane, na zawsze wyleczył mnie z chęci opisywania samobójstw nastolatek i innych podobnych tematów.
koniec
19 lutego 2012
1) Ale przy Żeromskim to i tak mały pikuś:
Wyniosłem pamięć krzywd bardziej bolesnych, niż potrącenie kości drągiem żelaznym, bardziej trwałą od skutków zmiażdżenia dłoni przez podkute kopyto rumaka. Nauczyłem się długo, pracowicie, z mistrzostwem wyszlifowywać ostrze wzgardy, przeszywającej jak puginał, a w każdej chwili nieodzownej, jak sztylet, kiedy udajemy się w dzielnicę łotrów. (…) Rodzony ojciec i rodzona matka we trzy doby po zgonie wyniosą z własnej woli za próg swego mieszkania jedyne i najmilsze dzieciątko. Pozwolą obcym chłopom rozbijać skibami cuchnącego gruntu główkę, która była największą rozkoszą ich oczu, jakiej człowiek doświadczyć może; zgodzą się na to, że samo zostanie w nocy, pośród wiatru i deszczu na odległem cmentarzysku wśród trupów, zakopane w ziemi; przyzwyczają się do myśli o zgniłej wodzie, która mu zgnoi ubranko, o wodzie, co ściekać będzie po bezsilnej, ostygłej piersi, — o glinie, co zalepi usteczka wonniejsze, niż pąk różany. Ukryją myśl swą przed widokiem jego oczu samotnych, rozwartych na wieczny czas.
(„Powieść o Udałym Walgierzu”).

Komentarze

« 1 2
20 II 2012   21:28:34

Bzdura. Znam mnóstwo osób, które tworzą opowiadania z własnym, oryginalnym światem, a ff piszą, bo uwielbiają jakąś książkę/film/tym podobne.

20 II 2012   21:38:53

Khm, pozwolę sobie zgłosić cichutką kontrę - z tych młodzików Literatów może i nie będzie, ale i tak wątpię, żeby to przeczytali. Nie szkodzi, krzyżyk im na drogę. Dla mnie akurat tekst jest wcale zajmujący, choćby tylko z punktu widzenia czytelniczego. No gdzie indziej człowiek znajdzie zestawienie Żeromskiego z blogaskiem... ;) Może za lat iksdziesiąt też powiem "raaany, same oczywizmy", jednak póki co, jeszcze się nimi nie znudziłam. Przyznam, że od lat wszelkie poradnikorefleksje pisarskie żrę żarłocznie, niezależnie od tego, czy zamierzam je spożytkować praktycznie, czy nie. A blogaski świetnie się sprawdzają w roli co bardziej pogiętych eksponatów w formalinie.

Co stwierdziwszy, dodam też, że Magdalaena słusznie rzecze o polecaniu DOBRYCH. Coś dla równowagi, od czasu do czasu? ;)

@Alojzy, nie bierzesz pod uwagę, że nie wszyscy CHCĄ wymyślać sobie oryginalny świat. Wielu fanfikujących chce po prostu więcej tego konkretnego. Jak się odcinek Pancernych skończył w TV, to człowiek biegł na podwórko, skrzykiwał kumpli i szukał pudła odpowiedniego na Rudego i krzaków pasujących na las z partyzantami. A jak dorósł, to jeździ na LARPy Tolkienowe. Powiedziałbyś mu, że powinien mieć ambicję i wymyślić coś swojego?

21 II 2012   08:08:29

O, pomysł polecania dobrych tekstów jest niezły (tylko musiałabym najpierw te teksty przeczytać). Mam nadzieję, że czytaliście mój felieton o fanfiku malfoyowym? "Bycie szczurem zmienia punkt widzenia"

21 II 2012   09:47:00

Hmmm... Ciekawy artykuł.

Ciekawi mnie bardzo jaki jest stosunek autorki, do książek właśnie typu
Droga, Huberatha, czy choćby Szczepana Twardocha (szczególnie ostatnia, gdzie jest również jedno opowiadanie o nastolatce...)

21 II 2012   11:09:38

Huberatha lubię (a "Gniazdo światów" kiedyś omal nie przyprawiło mnie o przejechanie wlaściwej stacji pociągiem), "Drogi" nie znam, do twórczości Twardocha nie mam sprecyzowanego stosunku. Fragment "Wiecznego Grunwaldu" mnie oszołomił, opowiadanie o ojcu i synku na Spitsbergenie podobało mi się.
Generalnie można by znaleźć pasujące do tematu felietonu fragmenty w tekstach uznanych pisarzy (Tolkien mi się nasuwa, a poniekąd i Sapkowski, bo niektóre fragmenty wiedźmińskich opowiadań są... no... "wpiła się w jego usta jak wampir", co nie przeszkadza mi lubić/szanować ich twórczości). No, ale o tym wolałam nie pisać, bo wyszłoby, że chcę być mądrzejsza od profesorow i zajdlistów.

W kwestii różnych dziwnych tekstów to jeszcze polecam moje "Bliskie spotkania trzeciego stopnia z literaturą awangardową".

22 II 2012   18:04:42

@Aletheia - oczywiście, że wymyślanie własnych światów nie jest obowiązkowe. Jak ktoś chce- to niech tworzy fanfiki tolkienowskie, wiedźmińskie lub potterowskie (czyli co bohaterowie robili między stroną 222 a 223, lub co by zrobił Harry Potter, gdyby z Geraltem polował na strzygę). Ale literatury, to z tego nie będzie. Jeśli ktoś chce stworzyć coś ambitnego (a jeszcze do tego zarobić parę groszy na tantiemach) to fanfik jest ślepą uliczką.

23 II 2012   02:28:58

@Alojzy, jeśli tym co tfórczość czyni literaturą jest zdolność zarobienia paru groszy, to fanfiki w definicji się świetnie mieszczą (bo w sumie co jak nie fanfiction wyprodukował Pierumow, albo cała stajnia autorów StarWarsowych). Ale kryterium finansowe na myśl mi nawet nie przyszło, osobiście wolę oceniać po jakości artystycznej. I tu bywa najzabawniej wtedy, gdy się trafia na przypadek, w którym fanfik przewyższa oryginał... Jasne, że bardzo rzadko.

I to wszystko przy zastrzeżeniu, że wciąż mylisz fanfiction z jakąś drogą do jakiegoś celu ("fanfik jest ślepą uliczką"). Tymczasem wspominając wcześniej o Pancernych, chciałam pokazać, że dla masy ludzi fanfiki to po prostu zabawa, często wiążąca się z bardzo mocną pasją, ale wciąż nie traktowana jako środek do celu (Będę Lyteratem piszącym Ambytną Lyteraturę i zarobię kupę kasy i jeszcze wszystkim pokażę, o!) tylko cel sam w sobie. Tyle. Mówić, że ludzie piszą fanfiki, bo nie potrafią nic innego, to jak stwierdzić "e tam, robi na drutach sweter, i to z gotowego wykroju, bo go nie stać na machnięcie autorskiego gobelinu na Prawdziwą Artystyczną Wystawę, na której w dodatku płacą". Ale może ten ktoś potrzebuje właśnie swetra, więc gobelinu ani nie próbował, bo generalnie gobeliny go interesują jak zeszłoroczne błoto na dawno wyrzuconych butach. Co nie przeszkadza, że ten sweter też można beznadziejnie spaprać, albo zrobić rewelacyjnie.

18 III 2012   18:19:39

Życzeniu Madalaeny stało się zadość. :-)
http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=13789

02 VI 2012   23:55:05

Hm, nie wiem, czy to przeczytasz, ale jakby Ci się nudziło, to może rzuciłabyś okiem?
http://www.klubliteratow.pl/?q=node/8700

Co prawda nie fanfik, ale tematyka też dekadencko-śmierciowa. Chętnie poznałabym opinię kogoś kompetentnego (może być zjadliwa).

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (25)
Andreas „Zoltar” Boegner

8 V 2024

Pora przedstawić książkę, która okazała się najlepiej przyjętą przez czytelników powieścią SF 2021 roku. Nie zaniedbam również krótkiej formy i spojrzę na kolejną antologię opowiadań wielokrotnie nominowanego do nagród wydawnictwa Modern Phantastic.

więcej »
Okładka <i>Amazing Stories Quarterly</i> z wiosny 1929 r. to portret jednego z Małogłowych.<br/>© wikipedia

Stare wspaniałe światy: Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
Andreas „Zoltar” Boegner

11 IV 2024

Czy „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya, powieść, której tytuł wykorzystałem dla stworzenia nazwy niniejszego cyklu, oraz ikoniczna „1984” George’a Orwella bazują po części na pomysłach z „After 12.000 Years”, jednej z pierwszych amerykańskich antyutopii?

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (24)
Andreas „Zoltar” Boegner

7 IV 2024

Kontynuując omawianie książek SF roku 2021, przedstawiam tym razem thriller wyróżniony najważniejszą nagrodą niemieckojęzycznego fandomu. Dla kontrastu przeciwstawiam mu wydawnictwo jednego z mniej doświadczonych autorów, którego pierwsza powieść pojawiła się na rynku przed zaledwie dwu laty.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Z tego cyklu

Refleksje zajdlowe
— Agnieszka Szady

Bohater sponiewierany
— Agnieszka Szady

Zawartość cukru w cukrze
— Agnieszka Szady

Jak mieć Saurona za szefa i przeżyć
— Agnieszka Szady

Jak pisać nie o seksie
— Agnieszka Szady

Dla dorosłych o dzieciach
— Agnieszka Szady

Bycie szczurem zmienia punkt widzenia
— Agnieszka Szady

Wolnoć Tomku w swoim opku
— Agnieszka Szady

Moja sąsiadka hoduje smoki
— Agnieszka Szady

Grzeszne przyjemności z pisania
— Agnieszka Szady

Tegoż autora

Po komiks marsz: Maj 2024
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Po komiks marsz: Marzec 2024
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Po komiks marsz: Luty 2024
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o filmach: Walka Thora z podwodnym Sauronem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Weekendowa Bezsensja: Wszystko, czego nigdy nie chcielibyście wiedzieć o… Esensji (31)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

I gwiazdka z nieba nie pomoże, kiedy brak natchnienia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tajemnica beczki z solą
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Serializacja MCU
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Od Lukrecji Borgii do bitew kosmicznych
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Półelfi łotrzyk w kanale burzowym
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.