Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Przełamując fale

Esensja.pl
Esensja.pl
Czyli luźne rozważania na temat rozwiązań fabularnych w fantasy odmiennych od tych najczęściej spotykanych i przez to spodziewanych przez czytelnika.

Beatrycze Nowicka

Przełamując fale

Czyli luźne rozważania na temat rozwiązań fabularnych w fantasy odmiennych od tych najczęściej spotykanych i przez to spodziewanych przez czytelnika.
Do fantasy jako konwencji dość często przyczepiana jest etykietka „sztampowa”. Zwłaszcza gdy przyjrzeć się wielotomowym cyklom, które są inwestycją o zwiększonym ryzyku w porównaniu z samodzielnymi powieściami, więc zarówno autorzy jak i wydawcy chętniej sięgają po sprawdzone rozwiązania. Dzięki temu pewne szablony bywają powielane do znudzenia, choć nie można obwiniać o to jedynie twórców.
Zresztą, chcąc być uczciwą, muszę dodać, że mimo utyskiwań żywię pewien sentyment do tradycyjnych fabuł. Często też bywa tak, iż oryginalne utwory owszem, intrygują, ale oddziałują bardziej poziomie na intelektualnym, podczas gdy cieplejsze uczucia budzą książki, gdzie po raz kolejny pojawiają się znane motywy i typy postaci.
Kilka godnych uwagi tytułów, które urzekły mnie swoją odmiennością, można znaleźć w drugiej części listy polecanych utworów fantasy. Natomiast w niniejszym artykule przedstawiam kilka przykładów na to, jak autorzy zagrali przeciwko oczekiwaniom odbiorców. W zdecydowanej większości przypadków nie podaję przy opisach nazwisk i tytułów po to, by nie psuć zabawy czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze okazji przeczytać tych książek – zainteresowani znajdą je w postscriptum.
1. Cień
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Czarnoksiężnik z Archipelagu” Ursuli K. Le Guin stał się już klasyką, więc sądzę, że mogę sobie pozwolić na wymienienie tytułu. Tutaj nie chodzi mi oczywiście o grę z konwencją fantasy – która wszak była wtedy wciąż młoda, a ponadto cykl o „Ziemiomorzu” stał się jednym z jej zrębów – ale o zdziwienie czytelnika finałem. Od momentu, kiedy na skutek lekkomyślności młodego Geda cień przedostał się do jego świata, tematem powieści jest najpierw ucieczka przed złowrogą istotą, potem zaś pościg za nią. Wreszcie w finale dochodzi do długo wyczekiwanej konfrontacji.
Czytelnik wychowany na europejskich baśniach, zapewne znający też twórczość Lewisa i Tolkiena, również opierających się na chrześcijańskim dualizmie, spodziewa się raczej walki zakończonej zwycięstwem Geda. Jednak Le Guin, czerpiąca z myśli Wschodu, każe magowi zrozumieć mrok, zamiast go niszczyć. Uznanie cienia za część siebie pozwala Krogulcowi stać się całością, zdobyć mądrość, osiągnąć dojrzałość. Jednocześnie wchłonięcie ciemności nie oznacza ulegnięcia jej. Rozumiem tę scenę także jako opis pogodzenia się ze śmiercią. Sądzę, że jest ona jednym z najwyrazistszych symboli przedstawionych w literaturze fantasy.
2. Wybraniec
Obdarzony mocą wybraniec przeznaczenia, bogów czy innych sił wszelakich stał się wręcz wizytówką cykli fantasy. Wszyscy znamy tę historię, więc powtarzać jej tu nie trzeba.
Jeden z autorów zadrwił sobie z tego schematu, obdarowując dwie spośród swoich postaci wielką a starożytną mocą uzyskaną od przedstawicieli prastarej rasy, niemal półbogów. Jeśli owi półbogowie obserwowali skutki swojej decyzji, najpewniej załamywali ręce. Wybraniec A użył swojego daru, by zwiększyć swoją władzę, jednak na skutek własnej głupoty nie dość, że zaprzepaścił swoje osiągnięcia, to jeszcze o mało nie doprowadził do zniszczenia ludzkości. Zobaczywszy, co uczynił, próbował ratować sytuację, lecz jedyny sposób, na jaki wpadł, wiązał się z poświęceniem wielu tysięcy istnień.
Wybraniec B w zasadzie ograniczał się tylko do prób udaremniania działań A, również tych, które miały na celu ocalenie świata. Owszem, intencje miał jak najbardziej szlachetne, bo cena realizacji planów A była ogromna. Jednak należy również zauważyć, że bohater B nie miał absolutnie żadnego, nomen omen, planu B na to, jak nie dopuścić do zagłady.
3. Sprawiedliwość losu
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Tu także pozwolę sobie na wymienienie autorki i utworów – jest nią Robin Hoob i jej cykle o skrytobójcy i błaźnie. W tym przypadku chodzi mi bowiem o nie tyle konkretne zwroty akcji, co ogólny nastrój.
Przywykliśmy do tego, że wzmiankowany w punkcie drugim wybraniec będzie zbierał cięgi, jednak ostatecznie odniesie zwycięstwo i zyska przysłowiową rękę księżniczki i pół królestwa (nie wspominając już o parze nowych łyżew). Sądzę, że przekonanie to również ma swój baśniowy rodowód.
W przypadku historii Bastarda (przyznam, że czytałam tylko pierwszy tom oraz recenzje następnych) nie zanosi się na to, by bohater otrzymał rekompensatę od losu za poniesione trudy i krzywdy (choć trzeba dodać, że Hobb nie powiedziała jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa). Póki co poświęca się, cierpi i traci. Zapewne jest to oryginalne, ale w moim przypadku zaskutkowało całkowitym zniechęceniem do lektury. Z poczucia recenzenckiego obowiązku zmuszałam się, by brnąć dalej w opisy kolejnych nieszczęść spływających na bohatera, lecz doświadczenie to wspominam jako raczej przykre. Choć cykle o skrytobójcy i błaźnie zyskały sobie wielu fanów, więc jak widać nie każdego odrzucało to tak jak mnie.
4. Pradawne Zło
Zazwyczaj nosi jakąś pretensjonalną nazwę i pozostaje gdzieś uwięzione. Fabuła książki koncentruje się na niedopuszczeniu do jego uwolnienia lub też ponownym wypędzaniu go ze świata. Niezbędnymi elementami są niejasne przepowiednie, wyżej wymienieni wybrańcy oraz sługi zła.
Co jednak, jeśli owo zło zostanie uwolnione w przypadkiem w wyniku ekstremalnie głupiego zachowania bohaterów? A potem też nie lepiej, bo ci, po których spodziewać by się można zdecydowanych działań w tej sprawie, trwonią siły walcząc przeciwko sobie. Ostatecznie zło zamiast za pomocą potężnej magii, zostaje zniszczone przez bohatera, który na swoim sumieniu ma życie kilku tysięcy ludzi (ci wprawdzie zamierzali dokonać masakry, nie zmienia to jednak faktu, że zostali zabici zdradziecko i w wyjątkowo paskudny sposób), właśnie stracił wszystko, na czym mu zależało, a pozostały mu jedynie wiązka granatów i wiara w wartość ludzkiej myśli i postępu. To ona stanowi jego motywację zamiast sztandarowego ratowania niewinnych dziatek, puchatych króliczków i – ogólnie – świata takiego, jakim jest. Dzięki temu scena poświęcenia tej postaci wpisuje w schemat inne niż do tej pory wartości. To nietypowe zagranie jak na fantasy.
5. Prastara wygnana rasa
W zasadzie mogłabym ją omawiać w podpunkcie czwartym, jako że stanowi wariację na temat starożytnego zła.
Czytelnik dowiaduje się, że przedstawiciele tej rasy ciemiężyli ludzkość, lecz po wielu trudach, kosztem ogromnych poświęceń i za pomocą potężnej magii zostali wygnani ze świata. Teraz mogą powrócić.
A co jeżeli nie wszyscy oni są tak źli, jak ich przedstawiano? W dodatku, uniemożliwienie ich powrotu doprowadzi do straszliwego kataklizmu. W tej sytuacji bohaterowie zostają zmuszeni do zrewidowania swoich poglądów i wystąpienia przeciwko tym spośród nich, którzy gotowi są zrobić wszystko, by powtórzyć rytuał sprzed wieków.
6. Słudzy Zła
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Glen Cook zasłynął swoim cyklem o Czarnej Kompanii przede wszystkim tym, że uczynił głównymi bohaterami oddział pozbawionych większych skrupułów najemników. W pierwszym tomie zaciągają się oni na służbę do Pani, potężnej czarodziejki, którą można śmiało zaliczyć w poczet Złych Lordów. Na pewno czyniło to znaczną różnicę w czasach, gdy dominowała tradycyjna heroic fantasy. Choć – przynajmniej na podstawie tomów, jakie do tej pory przeczytałam – mogę stwierdzić, że zazwyczaj żołnierze okazywali się złem zwalczającym zło jeszcze większe.
7. Ostatnia Bitwa
Choć przez większość czasu powieściowego zło zdaje się triumfować, pod koniec szale wojny przechylają się na korzyść „tych dobrych”.
Tylko że w tzw. międzyczasie okazało się, że chociaż można wskazać agresorów i obrońców, to ci pierwsi nie są wyłącznie zdeprawowanym, żądnym krwi tłumem, a ci drudzy podczas wojny dopuścili się wielu czynów obciążających ich sumienia. Wreszcie, po latach zmagań, armia sprzymierzonych staje pod murami stolicy państwa, które rozpoczęło wojnę.
Zamiast szturmu decydują się jednak wysłać emisariuszy w sprawie rokowań pokojowych. Nie zdradzę tutaj splotu okoliczności, prowadzącego do tego rozwiązania – autor postarał się bowiem umotywować taki, a nie inny finał. Nie można mu też zarzucić, że zdecydował się na niego, chcąc uniknąć scen batalistycznych. Uśmiecham się na myśl o zirytowanym tonie pewnej internetowej recenzji – no jak to tak? Bez pogromu na koniec? Gdzie jest sprawiedliwość?
Osobiście bardzo doceniam to zagranie autora. Paradoksalnie może – niesie ono pozytywne przesłanie, jest wyrazem wiary w ludzi. W to, że mogliby oni być tak zmęczeni wojną, by po prostu z niej zrezygnować. Zastanawiam się, czy to nie jest zbyt naiwna wiara, niemniej piękna to myśl.
8. Krwawe rytuały
Władca demonów musi złożyć w ofierze trzy osoby po to, by otworzyć międzywymiarowe wrota. Dwoje już zginęło. Fabuła powieści koncentruje się na wysiłkach, by ocalić trzeciego. Ostatecznie demon zyskuje swoją szansę na to, by dopełnić rytuału.
Tymczasem okazuje się, że wrota są mu niezbędne do tego, by ocalić własną rasę, nieprzystosowaną do życia w ludzkim świecie i w związku z tym wymierającą. Sam władca zaś kochał swego brata, który z kolei nie chciał śmierci ludzi. Ostatecznie król-demon składa w ofierze samego siebie.
W innej powieści tego samego autora okazuje się, że opisane wydarzenia były wynikiem intrygi uknutej przez potężnego ducha, łaknącego powrotu do świata żywych. W tym celu musiałby skraść ciało jednego ze swoich potomków – tyle że w decydującym momencie uznaje prawo tego człowieka do życia i rezygnuje ze swoich ambicji.
• • •
Z pewnością znalazłoby się więcej przykładów – zachęcam do komentowania i przedstawienia ich. Ze swej strony mam nadzieję, że udało mi się nakreślić kilka ciekawostek, będących zarówno wyrazem inwencji autorów, ich buntu przeciwko „wytycznym na bestseller fantasy”, jak i prób pokazania nowych treści i wartości tam, gdzie czytelnik spodziewa się napotkać to, co już dobrze zna.
koniec
2 października 2016
PS. Obiecane wyjaśnienie o jakie pozycje chodziło tam, gdzie nie podałam tytułu i autora w tekście artykułu: Aż trzy punkty – wybraniec, pradawne zło oraz ostatnia bitwa – dotyczą cyklu „Cienie pojętnych” Adriana Czajkowskiego, który bardzo sobie cenię właśnie za nowatorskość. Choć, być może z tego powodu, pozostaje on mniej popularny niż cykle takich autorów jak Sanderson albo Weeks. Pradawną wygnaną rasą są elfy stylizowane na kulturę prekolumbijską (Majowie? Aztekowie?) w cyklu „Korona Gwiazd” Kate Elliott, wreszcie w punkcie o krwawych rytuałach chodzi o Davida Gemmella i jego „Zimowych wojowników” (król-demon) oraz „W poszukiwaniu utraconej chwały” (duch Tenaki Khana).

Komentarze

« 1 2
13 X 2016   23:28:16

Wagner miało być, nie Wegner. Sorry.
Co do Wegnera (a propos) na razie jakoś stanęłam z jego cyklem, przeczytałam "Niebo ze stali" i na tym się skończyło.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pierwsze wydanie książkowe „Liners of Time” z roku 1947.<br/>© isfdb.org

Stare wspaniałe światy: Pierwsza wojna... czasowa
Andreas „Zoltar” Boegner

17 I 2024

„Jego twórczość pozostała bez większego wpływu” – tak radykalnie, a zarazem wielce niesprawiedliwie, brzmiał werdykt niemieckiego „Leksykonu literatury SF” (1988) w stosunku do prozy pierwszego Brytyjczyka, który pisał dla słynnego „Amazing Stories”.

więcej »
Future Fiction Magazin 5

Fantastyczne Zaodrze (21) – przegląd prasy (jesień 2023)
Andreas „Zoltar” Boegner

28 XII 2023

Po letniej flaucie następuje silne jesienne ożywienie na rynku. O czym można poczytać przed i po Halloweenie w fantastycznych czasopismach Niemiec?

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (20)
Andreas „Zoltar” Boegner

18 XII 2023

W USA fantastyka już dawno przestała być pisarską domeną mężczyzn. Trend dotarł w ostatnim czasie do Niemiec. Autorki piszą w szerokim spektrum od literatury młodzieżowej do thrillera o eksploracji Układu Słonecznego.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Tryby historii
— Beatrycze Nowicka

Imperium zwane pamięcią
— Beatrycze Nowicka

Gorzka czekolada
— Beatrycze Nowicka

Kosiarz wyłącznie na okładce
— Beatrycze Nowicka

Bitwy nieoczywiste
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa z tego i nie z tego świata
— Beatrycze Nowicka

Z tarczą
— Beatrycze Nowicka

Rodzinna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Wiła wianki i to by było na tyle
— Beatrycze Nowicka

Supernowej nie zaobserwowano
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.