Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
1 2 »
Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!
Wydawnictwo Pabel nie posiadało się ze szczęścia, tym bardziej, że sytuacja powtórzyła się tydzień później.1) Pośpiesznie dodrukowane egzemplarze również zostały rozchwytane przez żądnych przygód majora Rhodana czytelników. Pora zatem przyjrzeć się nieco bliżej specyfice tego produktu, a równocześnie wyjaśnić, dlaczego określam jego głównego bohatera mianem dezertera w kosmosie. W tym celu konieczne będzie spojrzenie na ówczesny rynek wydawniczy Niemiec.
Dział powieści zeszytowych typowej niemieckiej księgarni dworcowej. Około tuzina wystawionych tu serii to zaledwie ułamek całego rynku. 60 lat temu oferta była jednak wielokrotnie bogatsza.<br/>(dzięki uprzejmości UG Dr. Eckert GmbH)
Dział powieści zeszytowych typowej niemieckiej księgarni dworcowej. Około tuzina wystawionych tu serii to zaledwie ułamek całego rynku. 60 lat temu oferta była jednak wielokrotnie bogatsza.
(dzięki uprzejmości UG Dr. Eckert GmbH)
Heftroman – co to takiego?
Raczkująca w powojennych Niemczech Zachodnich literatura fantastyczna była początkowo zdominowana przez produkty zagraniczne; przede wszystkim z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dla potencjalnego niemieckiego autora SF sytuacja była tragicznie zła, co po części było uwarunkowane brakiem wzorców, które byłyby do zaakceptowania dla denazyfikujących kraj aliantów. Kilka lat po upadku Trzeciej Rzeszy nie można było (na szczęście!) pisać jak na przykład Hans Dominik, autor bardzo poczytny w Republice Weimarskiej i po 1933 roku, popularyzujący skrajnie prawicowy, rasistowski światopogląd.2)
Niemiecki rynek wydawniczy lat 50-tych i 60-tych cechował się również istnieniem form, jakie w innych krajach należały już do przeszłości: sektor zeszytów groszowych, nazywanych „Heftromane” (powieści zeszytowe), których prawzorem były oczywiście amerykańskie „dime novels”, oraz, w mniejszym stopniu, system prywatnych wypożyczalni specjalnie dla nich pisanych książek, oferowały spragnionym relaksu i szukającym ucieczki od realiów życia codziennego ogromną ilość cotygodniowej pulp-fiction. Czy to tak zwana literatura kobieca, czy sielanka rodem z bawarskich Alp, czy historie o lekarzach, detektywach, kowbojach lub łowcach demonów – każdy, kto mógł sobie pozwolić na wydanie 70 fenigów, mógł znaleźć coś odpowiedniego.
Rozmiary tego rynku były (i po części nadal są) unikalne i miały olbrzymi wpływ na historię PR. W roku 1953 istniało w Niemczech około 160 różnych serii zeszytowych, ukazujących się w znaczącej większości cotygodniowo. Z biegiem czasu ich ilość spadała, ale jeszcze w 1971 roku doliczano się 75 tytułów.3) Zazwyczaj były to sześćdziesięciostronicowe zeszyty, zawierające zamkniętą historyjkę przygodową, pisaną często-gęsto pod pseudonimami przez zmieniających się autorów. Redakcja PR przejęła ten nośny format, ale wykorzystała kilka elementów, które okazały się decydujące dla sukcesu serii.
Przede wszystkim postawiono nacisk na stworzenie historii, która miała być pisana przez jasno określony i rozpoznawalny dla czytelnika, czteroosobowy kolektyw autorski (potem o znacznie rozszerzonym stanie osobowym), a równocześnie tworzyć spójną narracyjną całość. W tym celu wyznaczono Karla-Herberta Scheera na stanowisko redaktora naczelnego, którego głównym zadaniem, poza pisaniem kluczowych dla rozwoju serii zeszytów, było przede wszystkim redagowanie tak zwanych exposé. Były to zazwyczaj kilkustronicowe maszynopisy definiujące zadania dla autora danego zeszytu. Zawierały one opis ogólnego przebiegu narracji, koniecznych protagonistów i miejsc akcji, pozostawiając autorowi względną wolność twórczą. Z biegiem czasu tworzenie exposé oraz lektorat zeszytów stały się bardzo ważnym i pracochłonnym zadaniem. Günter M. Schelwokat, wieloletni lektor wydawnictwa Pabel, przyczynił się w znaczącym stopniu do sukcesu serii poprzez uważne czuwanie nad logicznym rozwojem narracji i usuwanie błędów, które po prostu musiały pojawiać się w pracy kilkuosobowej grupy twórców, dysponującej przecież jedynie telefonem i listami jako środkami komunikacji. Ta tytaniczna praca nad manuskryptami przyniosła mu niemiecką nagrodę HUGO (1971) oraz… przydomek „sadysty ze Straubing”.4)
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Rhodan, nasz człowiek w kosmosie
Czołowi pracownicy NASA byli zapewne mocno zaniepokojeni, gdy 25-go maja 1961 prezydent John F. Kennedy oznajmił zamiar wysłania „jeszcze przed końcem tej dekady” ludzi na Księżyc. Coś z tej niewiary musiało przenieść się na zespół autorski PR: w serii pierwszy człowiek miał postawić stopę na Srebrnym Globie dopiero dziesięć lat później. Został nim major Perry Rhodan, pilot-oblatywacz i astronauta US Space Force, który wraz z trzema kolegami wystartował 19-go czerwca 1971 za pomocą rakiety STARDUST. Wyścig w kosmosie był w serii o wiele bardziej zawzięty niż w rzeczywistości. Amerykanie musieli się spieszyć: Sowieci sprzymierzyli się z Federacją Azjatycką i ich wspólna misja księżycowa deptała Stanom Zjednoczonym po piętach.
Do czasu bezpośredniego zbliżenia się do Księżyca lot przebiega wzorcowo. Potem rozpętuje się piekło: silne sygnały nieznanego pochodzenia zakłócają przyrządy nawigacyjne STARDUST. Tylko z wielkim trudem Rhodanowi udaje się osadzić pojazd na powierzchni Srebrnego Globu. Wprawdzie załoga jest w stanie naprawić rakietę własnymi siłami, ale dowódcę misji dręczy zagadnienie źródła zagadkowych i fatalnych sygnałów. Perry postanawia zbadać okolicę i natyka się na uszkodzony statek kosmiczny obcej rasy. Sławetny Pierwszy Kontakt, ten Święty Graal wielu szanujących się powieści SF, prowadzi do przymierza amerykańskiej załogi z Crestem i Thorą, jedynymi aktywnymi Arkonidami na pokładzie (reszta załogi składa się ze zdegenerowanych amatorów pobytu w wirtualnej rzeczywistości). W zamian za wysoko rozwiniętą technologię obcych rozbitków, załoga STARDUST ma przetransportować chorego Cresta na Ziemię.
W czasie lotu powrotnego Rhodan ma trochę czasu, aby dokładnie przemyśleć całą sytuację. Major zdaje sobie sprawę, że lądowanie STARDUST z obcym na pokładzie i tym samym ujawnienie istnienia statku kosmicznego zdolnego do poruszania się z wielokrotną prędkością światła, musi doprowadzić do zachwiania politycznego i socjalnego status quo na Ziemi. Astronauta postanawia dokonać rzeczy jak na Amerykanina niesłychanej: wbrew poważnym obiekcjom kolegów Rhodan dezerteruje i doprowadza do lądowania statku w okolicach słonego jeziora Goshun-Nur na chińsko-mongolskiej granicy. Ta oczywista zdrada jest absolutnie konieczna, aby uniknąć trzeciej wojny światowej, ponieważ tylko całkowicie niezależna organizacja może zarządzać „trofiejną” techniką Arkonidów bez narażenia się na zarzut kooperacji z jakimkolwiek z mocarstw podzielonej planety. A Rhodan wykorzystuje tę technikę z maksymalną efektywnością – w przeciągu tygodni powstaje otoczony polem siłowym i jeżący się lufami ultranowoczesnych broni kompleks budynków, który stanie się zalążkiem nowej, trzeciej siły politycznej. Nawet broń atomowa nie jest w stanie jej poważnie zagrozić. Owa Trzecia Siła ma jasno określony cel: pokojowe zjednoczenie ludzkości i umożliwienie jej ekspansji w galaktyce. Wyleczony Crest oraz arystokratyczna Thora wspierają Rhodana w tym zamiarze, ponieważ zdają sobie dobrze sprawę z niebezpieczeństw, na jakie narażona będzie ludność Niebieskiej Planety podczas dążenia ku gwiazdom. Poza tym tylko przy pomocy energicznych Ziemian będą mogli kiedykolwiek powrócić do swojego arkonidzkiego imperium.
Teleskopowe podwozia kulistych statków kosmicznych i przypominające szkielety roboty bojowe na okładce zeszytu nr 42 to typowe dla klasycznej fazy PR elementy techniki przyszłości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Teleskopowe podwozia kulistych statków kosmicznych i przypominające szkielety roboty bojowe na okładce zeszytu nr 42 to typowe dla klasycznej fazy PR elementy techniki przyszłości.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Tak w skrócie rozpoczyna się cała historia. Dokładne streszczenie całego cyklu pierwszych 50 zeszytów przerosłoby jednoznacznie objętość małej książki i dlatego mija się z celem. Wystarczy powiedzieć, że w przeciągu pierwszego roku istnienia serii Rhodan rzeczywiście zapobiega wybuchowi wojny atomowej, znajduje wielu nowych współpracowników (sporo z nich zostanie jego przyjaciółmi) i jednoczy narody Ziemi w jedną nację Terran, która wyrusza na podbój kosmosu. A kosmos ten jest pełen życia, pełen egzotyki i nieznanych ludzkości fenomenów oraz… pełen wrogo nastawionych obcych. Rhodan nie ma właściwie żadnej szansy na pokonanie prastarych imperiów – jednak jego wrodzona odwaga, przemyślność i zdolność do szybkiego podejmowania decyzji ratują Terran z niejednej opresji. W roku 1984 czasu serii młode Imperium Solarne Rhodana cudem unika unicestwienia przez Skoczków, pochodzącą od Arkonidów rasę galaktycznych handlarzy. Podczas gdy Skoczkowie są przekonani, że zniszczyli Ziemię (w rzeczywistości otrzymali fałszywe koordynaty i spustoszyli zupełnie inną planetę), Terranie wycofują się przejściowo z politycznej sceny galaktyki. Rhodan chce nabrać sił, zanim ponownie zmierzy się z lokalnymi matadorami.
Mamy zatem rok 1984 i Perry (rocznik 1936) musiałby mieć 48 lat. To całkiem dobry wiek jak na bohatera, ale seria nie zatrzymała się przecież po ukazaniu się planowanych 50 zeszytów. Upływ czasu byłby koniec końców bezlitosny dla protagonistów PR. Jak zatem zapobiec widmu starzejącego się nieubłaganie Administratora Imperium Solarnego oraz grona jego powolnie ramolejących przyjaciół? Twórcy serii mieli na to pytanie znakomitą odpowiedź: już w zeszycie nr 19 Terranie natykają się na niezwykłą formę życia: ES (po polsku „TO”). Okazuje się, że ta prastara i najwyraźniej wszechmocna istota testowała Rhodana i ludzkość, aby sprawdzić przydatność nowej nacji dla własnych celów. Jako nagrodę za podołanie wszystkim próbom Rhodan i kilkunastu członków jego sztabu otrzymują… relatywną nieśmiertelność. Wybrańcy ES nie będą się już więcej starzeć, jeśli tylko poddadzą się co 62 lata specjalnej terapii. Tym to sposobem Scheer i Ernsting zapobiegli wielkiemu wymieraniu postaci, z którymi fani w międzyczasie tak mocno się zżyli (byłego majora US Space Force nazywano w międzyczasie ze sporą dozą dumy „naszym człowiekiem w kosmosie”). Od tego momentu Rhodan pozostał zatem wiecznym czterdziestolatkiem.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W podziemnym kręgu: Horror rzeczywistości
Marcin Knyszyński

28 XI 2021

Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych (...)

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
Mieszko B. Wandowicz

25 XI 2021

Całkiem możliwe, że trzema najwybitniejszymi polskimi filozofami XX wieku byli pisarze, którzy teoretycznie — zwłaszcza akademicko — filozofią się nie parali. Pierwszy z nich, Bolesław Leśmian, to — skoro użyć określenia z jego wiersza „Srebroń” — „niepoprawny istnieniowiec”: kunsztownie krążył meandrami bycia i niebycia. Drugi, Czesław Miłosz, okazał się wielkim teologiem. Trzeci był najbardziej wszechstronny, próbując, poza wszystkim innym, rozpoznać „Głos Pana”.

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: List znad Oceanu
Beatrycze Nowicka

18 XI 2021

Z okazji cyklu artykułów poświęconego twórczości Lema nadrobiłam zaległości i przeczytałam „Solaris”. Teraz dzielę się refleksjami.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.