Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część czwarta

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
1 2 3 »
Pod koniec lat 60. problemy zdrowotne jednego z ojców „Perry Rhodana” oraz zmasowany atak nieprzychylnie nastawionych mediów spowodowały, że seria znalazła się u progu katastrofy.

Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część czwarta

Pod koniec lat 60. problemy zdrowotne jednego z ojców „Perry Rhodana” oraz zmasowany atak nieprzychylnie nastawionych mediów spowodowały, że seria znalazła się u progu katastrofy.
Jak każdy większy projekt, który odniósł sukces i przetrwał o wiele dłużej, niż to przewidywały najśmielsze prognozy, „Perry Rhodan” powstał jako wynik wieloletniej kooperacji bardzo zaangażowanych ludzi. Już przy planowaniu serii podjęto wiele kroków decydujących o niezwykle pozytywnym przyjęciu tego produktu przez fandom: poprawnie rozpoznano zapotrzebowanie czytelników, zaangażowano odpowiednich autorów, zlecono ich kontrolę i koordynację poprzez obsadzenie ról redaktora naczelnego i lektorów. Mimo rozmaitych problemów, jakie po prostu muszą pojawić się z biegiem czasu, wydawnictwo Pabel umiejętnie omijało wszelakie niebezpieczeństwa. Do czasu jednak.
Szybciej, wyżej, dalej!
Olbrzymi kosmiczny statek-baza OLD MAN znakomicie ilustruje technologiczną gigantomanię serii w cyklu „M 87” (lata 1967-1969).<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Olbrzymi kosmiczny statek-baza OLD MAN znakomicie ilustruje technologiczną gigantomanię serii w cyklu „M 87” (lata 1967-1969).
© Pabel-Moewig Verlag KG
W ciągu sześciu lat od wydania pierwszej noweli uniwersum „Perry Rhodana” (dalej: PR) znacznie się rozrosło: czytelnicy towarzyszyli protagonistom przy odkrywaniu bezpośredniego kosmicznego otoczenia Układu Słonecznego, poznawali liczne, mniej lub bardziej egzotyczne rasy zamieszkujące Drogę Mleczną, a także byli konfrontowani z wszelakimi wewnętrznymi i zewnętrznymi zagrożeniami dla młodego jeszcze Imperium Solarnego. Ostatecznie administrator Rhodan wyruszył nawet w przestrzeń międzygalaktyczną i dotarł do dalekiej Andromedy oraz odbył podróże w daleką przeszłość, z których powrócił z oszałamiającymi informacjami o „prawdziwej” historii ludzkości. Okazało się, że rozwijający się na Ziemi gatunek Homo sapiens to skromny kuzyn potężnej ongiś rasy Lemurów, która panowała przed 50 000 lat nad sporym obszarem Galaktyki. Lemurydzkie imperium upadło jednak pod naporem najeźdźców. Jego centrum, piąta planeta naszego Układu Słonecznego, rozpadła się w ogniu końcowych walk na dobrze znany dzisiaj pas asteroidów między orbitami Marsa i Jowisza. Wyglądało na to, że tylko niedobitki Lemurów ocalały na Ziemi i kilku innych, rozsianych po całej Drodze Mlecznej planetach, aby ewoluować już bez dalszych przeszkód. Rhodan i jego współpracownicy odkryli w Andromedzie drugie państwo lemurydzkich uciekinierów, rządzone od tysięcy lat przez bezwzględnych Władców Wyspy. Ich pokonanie, a tym samym wyswobodzenie nieprzeliczonych światów spod brutalnej dyktatury, było ukoronowaniem dotychczasowych dokonań głównego bohatera serii. Ten rozdział przygód Terran w kosmosie fani przyjęli z dużym zadowoleniem.
Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. Przed Karlem-Herbertem Scheerem, redaktorem naczelnym serii, stanęło teraz bardzo poważne zadanie: poprowadzić narrację w kolejnych stu zeszytach (numery 300–399, ukazały się w latach 1967-1969) ku nowym, fascynującym przygodom. Jak jednak powtórzyć sukces poprzedniego cyklu? Co zaoferować fanom, aby ich ponownie zauroczyć? Scheer okazał się tradycjonalistą i postawił ponownie na sprawdzoną dotychczas strategię, którą określano potem jako „szybciej-wyżej-dalej”1).
W konkretnym przypadku cyklu „M 87”, nazwanego tak od rzeczywiście istniejącej galaktyki, którą dzieli od nas otchłań ponad pięćdziesięciu milionów lat świetlnych, oznaczało to nie tylko rozpięcie akcji na olbrzymim obszarze przestrzeni kosmicznej – gigantomania Scheera objawiła się już w pierwszym numerze cyklu poprzez wprowadzenie robotycznego statku-bazy OLD MAN o średnicy 200 kilometrów! To monstrum dysponowało flotą (bagatela) ponad piętnastu tysięcy dwukilometrowych jednostek bojowych, z których każda byłaby w stanie bez większego wysiłku spustoszyć cały kontynent. George Lucas potwierdził później, że inspirował się częściowo PR przy tworzeniu „Gwiezdnych wojen”2). Geneza pomysłu na Gwiazdę Śmierci byłaby zatem wyjaśniona.
OLD MAN był nie tylko gigantyczny, ale i, na co wskazuje jego nazwa, prastary. Jak szybko wyjaśnił Michael Rhodan (alias Roi Danton, syn samego administratora i lider kosmicznych wolnych kupców), był on przez wiele lat budowany przez pozostawionych przypadkowo bez szansy na powrót uczestników wyprawy w czasie z okresu walk z Władcami Wyspy. Podróżując przez 50 000 lat z prędkością podświetlną, OLD MAN miał wspomóc Rhodana i siły zbrojne Imperium Solarnego w XXV-tym wieku, podczas zaciętych walk w Andromedzie. Przybył jednak kilkadziesiąt lat za późno – los Władców Wyspy już się dopełnił, a Terranie żyli od tego czasu w pokojowym dobrobycie. Na domiar złego długa podróż spowodowała, że mózgi konstruktorów OLD MANA, użyte jako elementy sterownicze giganta, doznały nieodwracalnych szkód i popadły w szaleństwo.
Na okładce zeszytu nr 300 rzeczywistość miesza się z fantastyką: Michael Rhodan alias Roi Danton (po lewej), ekscentryczny lider wolnych kupców, pozdrawiany jest przez salutującego sierżantanta. Autor okładki namalował tutaj nieco złośliwy portret cholerycznego lektora serii, Kurta Berhardta (w centrum), będącego postrachem całego zespołu.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Na okładce zeszytu nr 300 rzeczywistość miesza się z fantastyką: Michael Rhodan alias Roi Danton (po lewej), ekscentryczny lider wolnych kupców, pozdrawiany jest przez salutującego sierżantanta. Autor okładki namalował tutaj nieco złośliwy portret cholerycznego lektora serii, Kurta Berhardta (w centrum), będącego postrachem całego zespołu.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Bez zbytniego wchodzenia w szczegóły: pojawienie się OLD MANA wyprzedziło tylko nieznacznie konflikt z nowym przeciwnikiem – policjantami temporalnymi tak zwanej Pierwszej Wibracji, potężnej organizacji, czuwającej nad niczym niezakłóconym przebiegiem linii czasowej. Ekspedycje czasowe Rhodana podczas walk w Andromedzie zaalarmowały ich i spowodowały, że dolany, biologiczne statki Pierwszej Wibracji, zaatakowały Imperium Solarne. Mimo samobójczej zbrojnej pomocy OLD MANA, Terra stanęła wobec widma całkowitej zagłady. Wiele miast zostało całkowicie zniszczonych, liczba ofiar pośród ludności cywilnej szła w setki milionów. Rhodan zidentyfikował w międzyczasie tak zwanych Konstruktorów Centrum jako władców galaktyki M 87 i pośrednią przyczynę inwazji. Okazało się, że są oni odpowiedzialni za eksperymenty genetyczne, które doprowadziły do powstania Ulebów, rasy perfekcyjnych i bezwzględnych wojowników. Z biegiem czasu Ulebowie wyzwolili się spod panowania Konstruktorów i zbiegli w nieznanym kierunku. Jednak ich ciągła obawa przed odwetem byłych panów doprowadziła do założenia Pierwszej Wibracji, której głównym celem było zapobieżenie eksterminacji zbiegów poprzez ewentualną korektę linii czasu. Organizacja ta nie była jednak w stanie zapobiec zniszczeniu Ulebów poprzez konwencjonalny atak flot Konstruktorów, który nastąpił po wykryciu ich kryjówki w Wielkim Obłoku Magellana.
Rhodan zdołał w międzyczasie zmusić Konstruktorów za pomocą blefu do wycofania się z powrotem do M 87. Jednak Terranie ponieśli podczas ataków dolanów bardzo ciężkie straty. Główny świat Imperium Solarnego był już tylko cieniem swojej dawnej świetności. Jego mieszkańcy potrzebowali dziesięcioleci, aby odbudować nie tylko cywilizację, ale przede wszystkim całą poważnie zakłóconą biosferę planety. A w międzyczasie powstały wśród byłych ziemskich kolonii silne państwa sukcesyjne, bynajmniej nie zainteresowane powrotem na łono imperium. Pod koniec cyklu Rhodan widział się zatem w roli bezsilnego władcy kolebki ludzkości, osaczonego przez siły potężnych warlordów.
Podsumujmy: akcja dziejąca się w różnych, odległych o miliony lat świetlnych galaktykach. Olbrzymie zrobotyzowane artefakty, transportujące tysiące statków kosmicznych i przemierzające pustkę kosmiczną przez dziesiątki tysięcy lat. Potężne rasy kosmiczne, dysponujące niezwykłymi technologiami. Prastare spiski i precyzyjnie planowane przedsięwzięcia, które wtrząsały posadami całych imperiów gwiezdnych. Pozornie cykl „M 87” oferował fanom dokładnie to, czego od dobrej space opery oczekiwano. I gdyby to tylko fani decydowali o przyszłości PR, wydawnictwo Pabel nie musiałoby niczego się obawiać.
Jednak w rozgrzanej wydarzeniami roku 1968 sytuacji politycznej w RFN lewicowe środowiska opiniotwórcze szybko obrały sobie serię zeszytów groszowych, w której pisano o ekspansji w kosmosie oraz o relatywnie nieśmiertelnym administratorze galaktycznego imperium, za doskonały cel do ataku (pisałem o tym szerzej w poprzedniej części tej serii). Media podchwyciły temat i w krótkim czasie PR „dorobił” się opinii reakcyjnego i faszyzującego przeżytku rodem ze Złotego Wieku literatury SF w latach 40-tych i 50-tych. Zarzuty te nie tylko wyrobiły serii na dziesięciolecia złą opinię, ale spowodowały znaczne straty materialne w wydawnictwie Pabel.
Nieprzypadkowy czysty przypadek
William „Willi” Voltz, drugi redaktor naczelny serii w latach 1975-1984.<br/>© Perrypedia
William „Willi” Voltz, drugi redaktor naczelny serii w latach 1975-1984.
© Perrypedia
Mimo wszystkich tych tak charakterystycznych dla PR megaparseków, milionów lat świetlnych, setek tysięcy jednostek flot kosmicznych oraz długofalowych projektów, które planowano czasami z wyprzedzeniem tysięcy lat, ratunek dla zagrożonego planu wydawniczego serii można byłoby sprowadzić do prozaicznej liczby 28 kilometrów. To odległość pomiędzy Friedrichsdorfem a Offenbach, dwoma heskimi miejscowościami w okolicach Frankfurtu nad Menem. W pierwszej z nich rezydował Karl-Herbert Scheer, zasłużony już pisarz SF. W drugiej – raczej mało jeszcze znany William Voltz (rocznik 1938). Czystym przypadkiem pierwszy i przyszły drugi redaktor naczelny PR mieszkali praktycznie po sąsiedzku. Natomiast absolutnie nieprzypadkowo obaj twórcy interesowali się fantastyką naukową i brali wspólnie czynny udział w rozwoju fandomu.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2022
Esensja

30 XI 2022

To ostatnie jesienne podsumowanie w tym, roku. Następne – w Sylwestra!

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (7)
Andreas „Zoltar” Boegner

15 XI 2022

Zbiory opowiadań są w niemieckim fandomie tak samo popularne jak w Polsce. Teksty z antologii należą do grona dobrych kandydatów do prestiżowych nagród dla literatury fantastyczno-naukowej. Tym razem przyjrzę się dwóm zupełnie różnym książkom tego typu. Będzie o sztucznych inteligencjach i fantastyce w stylu retro.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2022
Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

7 XI 2022

Jesień nie musi być nudna i przygnębiająca, jeśli tylko mamy na półkach dobre książki. Sięgamy więc po ciekawie zapowiadające się listopadowe nowości. Warto na nie zerknąć również dlatego, że już idą Święta. Jest okazja, aby zacząć myśleć o gwiazdkowych książkowych prezentach dla bliskich. A im wcześniej je kupimy, tym więcej uda się nam przeczytać, zanim książki trafią pod choinkę. (Brzmi znajomo? My też tak oczywiście robimy, ale się do tego za bardzo nie przyznajemy…)

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.