Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Feliks W. Kres

ImięFeliks W.
NazwiskoKres
WWW

Feliks W. Kres w „Esensji”

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Wiadomość o śmierci Feliksa W. Kresa odbiła się szerokim echem wśród fanów polskiej fantastyki. Twórca „Księgi Całości” był jednym z najbardziej rozpoznawalnych autorów, a o jego twórczości pisaliśmy na łamach „Esensji” od samego początku.

Miłosz Cybowski

Feliks W. Kres w „Esensji”

Wiadomość o śmierci Feliksa W. Kresa odbiła się szerokim echem wśród fanów polskiej fantastyki. Twórca „Księgi Całości” był jednym z najbardziej rozpoznawalnych autorów, a o jego twórczości pisaliśmy na łamach „Esensji” od samego początku.

Feliks W. Kres

ImięFeliks W.
NazwiskoKres
WWW
Okołokresowa publicystyka
Do jednego z pierwszych tekstów odwołujących się do twórczości Feliksa W. Kresa na naszych łamach zaliczyć należy „Labirynt wartości literackich” Groga, w którym autor nawiązywał jednak nie do powieści, co raczej do prowadzonego przez tego autora „Kącika złamanych piór”. (Ten sam „Kącik…”, wydany drukiem w 2005 roku, polecała Agnieszka Szady jako lekturę obowiązkową w swoim poradniku „Pisanie o pisaniu”).
Choć powieści Kresa bardzo chętnie recenzowaliśmy (co należy zrzucić na karb ich kolejnych edycji, reedycji i wznowień), to nie brakowało także tekstów publicystycznych. W dyskusji „Literackie porażki i sukcesy 2002” rozmówcy zgodzili się, że „Porzucone królestwo” to solidny kawał fantastyki, typowy dla tego autora i oferujący dokładnie to, czego należałoby się spodziewać.
W naszym cokolwiek kontrowersyjnym rankingu 50. najlepszych polskich powieści fantastycznych znalazło się miejsce na „Króla Bezmiarów” (miejsce 45.) i „Panią Dobrego Znaku” (pozycja 36.) – ciekawe, ile powieści Kresa trafiłoby tam, gdybyśmy zrobili ten ranking dzisiaj… (Na marginesie warto dodać, że już w rankingu 100. najlepszych opowiadań żadnego tekstu tego twórcy nie umieściliśmy).
W przeciwieństwie do Sapkowskiego, Kres nie poczuwał się w obowiązku do zamieszczania w każdej ze swoich powieści wyszukanych scen erotycznych. A kiedy już to zrobił, było to na tyle zwięzłe i subtelne, że Agnieszka Hałas nie mogła o tym nie wspomnieć w swoim artykule o pisaniu scen miłosnych.
Na koniec kilka słów na temat „Piekła i szpady”, czyli zbioru opowiadań, które rozgrywają się w uniwersum niepowiązanym z „Księgą Całości”, o którym wspomniała Beatrycze Nowicka w swoim zestawieniu najlepszych polskich zbiorów opowiadań.
Dwadzieścia jeden recenzji
Wspomniałem, że o twórczości Kresa pisaliśmy od samego początku „Esensji”, a nawet w czasach przedesensyjnych. To nie przesada. Pierwszy tekst, recenzja „Północnej granicy”, ukazał się w czerwcu 2000 roku. Grzegorz Wiśniewski zachwalał w nim nieszablonowość świata przedstawionego pisząc „Świat Szereru nie jest miejscem, gdzie co krok zdarzają się cuda, co chwila pojawiają się cudowni rycerze, a niesłychanie mądrzy czarodzieje toczą dysputy i magiczne pojedynki. Nie, ten świat jest zwykły, stworzony w odcieniach zbliżonych do naszego. Pełno w nim zmęczenia, smutku, żalu i bólu.” (Na marginesie – do dziś zastanawiam się, co wspólnego miała okładka tego wydania z treścią…)
Rok później (również w czerwcu, ale już 2001 roku) Wojciech Gołąbowski napisał krótką i zgrabną recenzję „Piekła i szpady”, zachwalając styl i ducha przedstawionych tam opowieści, utyskując jednak na pewne ich niedopracowanie: „Można by domniemywać, iż w całym księstwie jeno szlachecka krew płynie w żyłach, plebsu – poza kilkoma oberżystami – nie spotkasz: wszędzie tylko kawalerowie, hrabiowie, baronowie, książęta… Zaiste, skąd się biorą – skoro co i rusz giną – nie mnie wiedzieć.”
W tym samym 2001 roku ponownie Eryk Remiezowicz uraczył nas recenzją „Grombelardzkiej legendy” (jeszcze wtedy publikowanej w jednym tomie), oceniając ją na rzadko dziś spotykane w naszych tekstach 100% ekstraktu: „Przede wszystkim, jest ta książka niezwykle poukładana. Jest to wprawdzie ciąg luźnych opowieści, ślicznych niewielkich klejnotów z wprowadzeniem, dobrą fabułą i nieszablonowym zazwyczaj zakończeniem, ale czyta się to jak powieść. Dziwne, prawda? Otóż każda z legend wypełniających karty książki pokazuje nam postać, przedmiot, czy też wydarzenie, które wpłyną w jakiś sposób na finał.”
Niedługo później (choć niewykluczone, że było to wcześniej, a data publikacji jest wyłącznie umowna) także Eryk Remiezowicz pisał o „Królu Bezmiarów”: „Za pomocą świetnie konstruowanej i poprowadzonej fabuły wciąga szybko i skutecznie w swoją książkę, nie zwalniając założonego na naszej duszy chwytu ani na moment. Splata wątki logicznie i, w doskonale odmierzonym tempie obracając sytuację o 180 stopni, zaskakuje czytelnika dokładnie w momencie, kiedy wszystko zdawałoby się już jasne i proste. Wielką to daje przyjemność z lektury i cały czas trzyma czytającego w napięciu.”
Rok 2002 rozpoczęliśmy od kolejnej wysokiej oceny – tym razem dla „Pani Dobrego Znaku” – którą przyznał książce Adam Mizerski, dostrzegając w czwartym tomie „Księgi Całości” nowy etap w twórczości Kresa: „Dodatkowo jest to pierwsza powieść Kresa zawierająca w sobie tyle ciepła w stosunku do ludzi i ich słabości, nie epatująca okrucieństwem, jakim rodzaj ludzki potrafi obdarowywać się w nadmiarze. Jest to pierwsza powieść, w której w takiej ilości prym wiodą kobiety i to w dosłownym tego słowa znaczeniu – a nie twarde babo-chłopy z legii armektanskiej – z całym bagażem typowych dla tej płci słabostek, które my, mężczyźni traktujemy z lekkim politowaniem i pełnym serdeczności pobłażaniem uznając to za cenę przebywania z tym arcyciekawym gatunkiem ludzkim.”
W tym samym roku ponownie Adam Mizerski już z nieco mniejszym entuzjazmem (ale wciąż oceniając wysoko) pisał o „Porzuconym królestwie”: „…to kolejny dowód niezwykłego talentu Kresa, który wypełnia przestrzeń pomiędzy okładkami swych książek nie tyle bajdurzeniem o czarodziejach, smokach i jednorożcach, co ludzkimi uczuciami, ułomnościami i dowodami na to, jak jesteśmy słabi i ślepi. Bezmiar nieszczęść, które dotykają bohaterów książek Kresa, to nie sposób na fiksację chorej psychiki autora i jego wielbicieli, lecz próba nawiązania do klimatu greckiej tragedii z nieuchronnością jej przeznaczenia, zwykłym podejściem do cielesności i okrucieństwa żywiołów, które jako tako okiełznane przez naszą cywilizację, stłumiły w nas akceptację nieuchronności śmierci.”
W roku 2003 powróciliśmy do uniwersum znanego z „Piekła i szpady” dzięki zbiorczej recenzji dwóch kolejnych zbiorów („Klejnotu i wachlarza” oraz „Strażniczki istnień”) napisanej przez Wojtka Gołąbowskiego: „Mimo potężnej dawki solidnie zbudowanego świata z mocnym akcentem na politykę, modę i uzbrojenie, mimo przelanej nie raz i nie dwa razy krwi, w „Klejnocie…” nie dzieje się wiele. Inaczej mówiąc, nie dzieje się wiele w sposób wytyczony przez „Piekło i szpadę”. Można zaryzykować twierdzenie, że dostajemy do rąk powieść awanturniczą, której brakuje awantury.”
W 2005 roku wróciliśmy także do świata Szereru dzięki Wojciechowi Gołąbowskiemu i jego recenzji pierwszego tomu „Tarczy Szerni”: „Jednak, mimo głębokich, choć brutalnych prawd, pierwszy tom najnowszej powieści Kresa pozostaje przede wszystkim powieścią akcji. Polowanie, walka, mordy i pościgi są na porządku dziennym, a do tego – co jest tu niemal standardem – nie warto się zbytnio przywiązywać do bohaterów, bo wcale nie muszą dożyć końca książki…”. Oraz opublikowanej nieco później recenzji tomu drugiego, już nieco gorszego jakościowo: „Okazuje się, że nie wszystko jest takie groźne, jak się zdawało, łącznie z Riolatą-Ridaretą, piracką księżniczką i uosobieniem odrzuconych Pasm Szerni. Prawie wszyscy bohaterowie „Tarczy…” wloką się więc po morzu i lądzie, obijają w siodle bądź zdzierają stopy na kamienistych ścieżkach kraju, by przekazywać sobie nawzajem wiadomości – zazwyczaj albo nieaktualne, albo błędne. Miejscami robi się nudnawo…”
A później nastała posucha aż do 2009 roku i wznowienia serii, co dało nowym recenzentom asumpt to zmierzenia się z kolejnymi (choć tymi samymi) powieściami. Rozpoczęło się oczywiście od „Północnej granicy” i już nie tak przychylnej recenzji autorstwa Jakuba Gałki, który dość surowo stwierdzał, że „pod koniec „Północna granica” zaczyna wciągać. Może to kwestia kontrastu, gdy po 200 stronach nudy mimochodem przyzwyczajamy się do postaci i wreszcie zaczyna się dziać wokół nich coś istotnego i dramatycznego. To wystarcza, by nie czuć całkowitego zawodu lekturą. Tych jasnych punktów jest jednak zbyt mało (i pojawiają się zbyt późno), by jakoś szczególnie zachęcić do dalszego poznawania Szereru.”
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (7)
Andreas „Zoltar” Boegner

15 XI 2022

Zbiory opowiadań są w niemieckim fandomie tak samo popularne jak w Polsce. Teksty z antologii należą do grona dobrych kandydatów do prestiżowych nagród dla literatury fantastyczno-naukowej. Tym razem przyjrzę się dwóm zupełnie różnym książkom tego typu. Będzie o sztucznych inteligencjach i fantastyce w stylu retro.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2022
Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

7 XI 2022

Jesień nie musi być nudna i przygnębiająca, jeśli tylko mamy na półkach dobre książki. Sięgamy więc po ciekawie zapowiadające się listopadowe nowości. Warto na nie zerknąć również dlatego, że już idą Święta. Jest okazja, aby zacząć myśleć o gwiazdkowych książkowych prezentach dla bliskich. A im wcześniej je kupimy, tym więcej uda się nam przeczytać, zanim książki trafią pod choinkę. (Brzmi znajomo? My też tak oczywiście robimy, ale się do tego za bardzo nie przyznajemy…)

więcej »

Stare wspaniałe światy: Cyborg, czyli mózg w maszynie
Andreas „Zoltar” Boegner

6 XI 2022

Wprawdzie literatura fantastyczno-naukowa była wytworem końca XIX wieku, ale jej prawdziwy rozkwit miał miejsce dopiero po pierwszej wojnie światowej. Do popularyzacji tego gatunku przyczyniły się w niemałym stopniu amerykańskie czasopisma groszowe – z „Amazing Stories” Hugo Gernsbacka na czele. Do autorów tego magazynu sf należał również Neil R. Jones.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Samotność wśród gwiazd
— Miłosz Cybowski

Wiek obliczeń, obserwacji i wykresów
— Miłosz Cybowski

Amonity, łodziki i spółka
— Miłosz Cybowski

Coś ty Italii zrobił, Alighieri?
— Miłosz Cybowski

Wypisy z historii antysemityzmu
— Miłosz Cybowski

Statek kosmiczny z naczepą
— Miłosz Cybowski

A jeśli to wszystko symulacja?
— Miłosz Cybowski

Conan to za mało
— Miłosz Cybowski

Dialogi i monologi
— Miłosz Cybowski

Między wschodem a zachodem
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.