Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Maciej Parowski
‹Burza. Ucieczka z Warszawy ‘40›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBurza. Ucieczka z Warszawy ‘40
Data wydania20 stycznia 2010
Autor
Wydawca Narodowe Centrum Kultury
ISBN978-83-6158-716-3
Format544s. 150×210mm; oprawa twarda
Cena38,—
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

S.O.D.: Burza dziejów, ucieczka z powieści 2010

Esensja.pl
Esensja.pl
Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak
« 1 2 3 4 »

Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

S.O.D.: Burza dziejów, ucieczka z powieści 2010

Dukaj: Nie jeżę się na nowoczesność. Eksperyment bywa nawet wartością sam w sobie. Po prostu tutaj przeważyło u mnie wrażenie niechlujstwa i – charakterystycznej właśnie dla młodych autorów – utraty kontroli pisarza nad książką, nad jej formą, tempem, fabułą.
Z „Burzą” jest bowiem ten dodatkowy problem, że – w odróżnieniu od choćby „Biegunów” – widać w niej próby przełamywania tej bebopowości-konspektowości. Na poziomie teorii spór jest oczywiście nierozstrzygalny (czy mamy tu dopracowane „dzieło niedopracowane”, czy też niedopracowane „dzieło dopracowane”?), ale w praktyce – także wykorzystując własne doświadczenia pisarskie – możemy chyba przynajmniej domyślać się intencji autora.
Prawdę mówiąc, w literaturze najmocniej się teraz przebija inny trend awangardowy: nie tyle „konspektowości”, co tekstowego mash-upu na granicy plagiatu, a nawet poza jego granicą. Na przykład w Niemczech głośny jest przypadek ichniej Masłowskiej, która zdobywszy już sławę i zaszczyty za swoją debiutancką książkę, okazała się stworzyć ją prawie w całości z przekopiowanych in extenso fragmentów cudzych książek, także blogów itp. Co charakterystyczne: dla części krytyków to oczywisty plagiat, ale znaczna część pozostaje mimo wszystko przy swoich pochwałach, definiując takie oto kryteria oceny nowoczesnej literatury: nie to się liczy, co kto naprawdę napisał, ale pod czym się właśnie jako autor podpisał – nawet (tym bardziej) jeśli fałszywie, tzn. adoptując teksty cudze. Gdyby się więc uprzeć, także w tym sensie liczne copy & paste w „Burzy” można brać za znak „podążania z duchem czasu” przez Parowskiego.
Szerszy kontekst tego „odmłodnienia starego redaktora” jest taki, że owe nowinkarskie trendy w sztuce, w całej ich pstrokaciźnie i nadmiarowości, nie są przypadkowymi wariacjami, ale pochodnymi pewnych zależności kulturowych, cywilizacyjnych, warunków pozaliterackich, samego trybu życia w naszych czasach, w naszym modelu społecznym. Artyści zaś rezonują jak sejsmografy nie tylko na poziomie treści, ale i formy – na samym początku bynajmniej nie z premedytacji czy planu, lecz właśnie przez naturalną ekspozycję na warunki życia, na pożywkę kulturową. „Napisałem tak, bo inaczej nie potrafiłem”. Świat mu już nie pozwolił. Oto i postęp.
Potem czasami włącza się sprzężenie zwrotne, gdy czytelnicy okazują się również być już bardziej przystosowanymi do odbioru takich nowych form. A potem oczywiście – mody środowiskowe i ślepe naśladownictwo.
Orbitowski: Doskonale zdaję sobie sprawę z tych niedoskonałości, skłaniam się jednak ku stanowisku Wita. Przypomina mi się nasza rozmowa o „Epifanii…” Twardocha, gdzie z tego, co pamiętam, ujawniło się potrzaskanie jako dyskusyjna, ale jednak wartość literacka. Przypomina mi się też „Ojciec odchodzi” Czerskiego, rzecz swojego czasu głośna, a przecież złożona z różnego rodzaju ścinków: fragmentów bloga, wspomnień, notatek. I nikt nie zakwestionował tej metody, więc czemu kwestionować ją w wypadku Maćka?
Na marginesie, wydaje mi się, że podobieństwa z Czerskim można ciągnąć dalej, zatrzymam się jednak na tym: masz, Jacku, nowoczesność ujawniającą się w formie, która Ci się nie podoba. Dla mnie jako czytelnika i komentatora sposób powstania tej książki ma znaczenie drugorzędne, nie jestem historykiem literatury. Możemy co najwyżej pogadać, czy Maciek w tej nowoczesności nie pobłądził. Zdaję sobie też sprawę, jak łatwo wykuć zarzut z praktyki. „Burza” w tej formie po prostu „gorzej się czyta”.
Szostak: Swoją drogą można się przez chwilę zastanowić, jak mogłaby wyglądać „Burza” w wersji epickiej, bez tych wszystkich chwytów, które nazywamy tu umownie „konspektowością”. Czy rozpisanie na ludzkie losy tylu postaci nie byłoby przytłaczające? Można by co prawda wyciąć wtedy połowę osobistości, ale wtedy byłaby to inna książka. Nie wiem, czy rozpisane na dwieście stron wątki „Orwell w Warszawie” albo „artystyczne i polityczne dylematy Igo Syma” byłyby ciekawe. Czego moglibyśmy się dowiedzieć przy tej innej estetyce? Autor zapewne uzupełniłby charakterystyki o cechy drugo- i trzeciorzędne, jakieś wymyślone/odgrzebane dziwactwa, nieznane szczególiki, ale wtedy otrzymalibyśmy zupełnie inną opowieść. Nie wiem, czy realizowałaby cele, które przed swoim tekstem postawił Maciek Parowski.
Swoistą siłą „Burzy” jest – paradoksalnie – to, że spotykają się nie ludzie, ale notki z encyklopedii, zredukowane do kilku aforyzmów i prostych skojarzeń biograficznych. W tym sensie znakomitym dodatkiem promocyjnym byłaby talia kart – rysunki już nawet mamy – którymi czytelnicy mogliby grać w wojnę. Wiligut bije Ossowieckiego, Gombrowicz nakryty Sienkiewiczem. Gdyby doszło do pojedynku pełnokrwistych ludzi, taka gra byłaby chyba niemożliwa.
Orbitowski: Dwa warianty rozwiązania: pierwszy to ujednolicenie formy przy jednoczesnym zachowaniu ogólnie rozumianej struktury. Daje to powieść historiozoficzną, dialog na wiele głosów. Wiliguta z Ossowieckim należałoby skreślić. Wariant drugi, czyli dominacja wątku magicznego z postaciami historycznymi uwikłanymi w fantastyczno-sensacyjną intrygę, kupa śmiechu i wartkiej akcji, stracona Maćkowa Warszawa.
Czy dało się to napisać inaczej? A jeśli nie, to znaczy, że zamysł Maćka był po prostu niemożliwy.
Dukaj: „Jak zmienię, to będzie inna opowieść, więc nie mogę nic zmieniać” – kolejna uniwersalna obrona geniuszy i grafomanów. Co prawda wmawiać autorowi, jaką książkę powinien był napisać, to szczyt bezczelności.
Ja widzę „Burzę” jeszcze inaczej: w idealnej realizacji to w ogóle nie jest powieść, nie żadna forma literacka, ale pełnometrażowy film kinowy nakręcony w konwencji mockumentary: niby-dokument z tego zjazdu intelektualistów. Kamera przechodzi od rwanej dyskusji do dyskusji, mikrofon podsłuchuje przypadkowe dialogi, podążamy za tym czy tamtym zabłąkanym w kadr bohaterem, wychwytujemy ułamki dramatów i losów ludzkich, wszystko wyłamane z kontekstu, niby „przypadkowe”. A w tle – niezniszczona przedwojenna Warszawa, bez nachalnych ekspozycji, jako oczywistość.
Orbitowski: E, ja widziałem solidną historię sensacyjną. Ale może te wszystkie nasze pomysły, „jakiej »Burzy« potrzebują Polacy”, przyznają tej książce jakąś wielkość? I jeśli gdzieś odbija się jej dziwna historia, to chyba w tym miejscu. Przecież miał być to komiks, film, wskutek zawirowań padło na książkę. Stąd wrażenie niedosytu. To nie długi czas pisania, ale przerzucanie się między mediami zaowocowało potrzaskaniem.
3. Talia kart
Szostak: To wsadzę kij w mrowisko. Otóż cały ten pomysł, by wszyscy bohaterowie byli znanymi osobistościami albo młodzieżą z widokami na wybitność, aby ci wszyscy wrzuceni w Warszawę bohaterowie co chwilę przerzucali się autocytatami, mam za nieznośny, nadmiarowy. Ciągle miałem wrażenie, że czytam fabularyzowaną publicystykę.
Dukaj: I tu się najmocniej poróżniłem z Parowskim co do samego rozumienia literatury: dla niego te anegdoty o Chiracu i temu podobne bezpośrednie odniesienia do współczesnych sporów i wydarzeń stanowią sedno i sens literatury; dla mnie to zgrzyt jak pazurem po szkle, zaprzeczenie istoty literatury pięknej.
Orbitowski: Aż mnie korci, żeby Cię zapytać, co w takim razie jest sensem literatury pięknej. Nie chciałbym tu wchodzić w spór, wolałbym jednak poznać jasne stanowisko.
Jak dla mnie metoda jest w porządku, tylko za dużo tego, za bardzo po łebkach. Postaci jest zwyczajnie zbyt wiele, zlewają się, stają się hasłami, nośnikami idei. Wyróżniam tu dwie grupy: w pierwszej znajduje się Hitchcock, Orwell, zdecydowana większość bohaterów. Nie dowiaduję się o nich niczego nowego, jakby mi sfabularyzować wikipedię. Tak mniej więcej sobie ich wyobrażałem. Brakuje elementu zaskoczenia. Druga grupa to ludzie, z którymi Parowski spróbował „pograć”. I tu jest jeszcze gorzej. Co on zrobił z Leonem Degrelle’em? Po co gwałt na Leni? Nie rozumiem, jaki był sens tych zabiegów. A Maciek umie. Przecież Antek Powstaniec (postać z grupy numer dwa) jest po prostu kapitalny, wszyscy się chyba z tym zgodzimy.
Żal mi też zmarnowania kapitalnego wątku walki magów. Zmagania pomiędzy Ossowieckim a starym, obłąkanym Wiligutem, dokonujące się w wielkiej, zwycięskiej Warszawie, to temat na wielką opowieść. W zamian dostaliśmy chaotycznie poprowadzony wątek, który ujawnia się, znika, by zaraz wyskoczyć jak diabeł z pudełka. W tym sensie konspektowość, komiksowość traktuję jako zarzut.
Dukaj: Tak, Antek Powstaniec i Wiligut to najlepsze wątki – pomyślane najbardziej „powieściowo”. Gwałtu na Leni bym bronił jako koncepcji – tylko że właśnie ten pośpieszny, epizodyczny sposób jego rozegrania, gdzie dostajemy od razu relację ze zdarzenia, nie przeżywając go czytelniczo, powoduje spłaszczenie historii do banalnej symboliki. (Sprasuj beletrystykę do konspektu i mało która książka obroni swą wartość).
Szostak: W momencie, kiedy okazuje się, że wszyscy bohaterowie (poza fikcyjnymi Adamem i Ewą) to postaci znane i rozpoznawalne, całość sypie się dla mnie jak domek z kart. Z krwistej opowieści robi się talia z galerią postaci, pokazanych – tu zgadzam się z Łukaszem – jednowymiarowo, jakby autora bawiło przywołanie danego nazwiska lub cytatu. Paradoksalnie, w moim odczuciu szkodzi temu jeszcze bardziej próba pożenienia tej „galerii osobistości” z wątkiem sensacyjnym. Gdyby „Burza” została napisana na przykład jako wspomnienia i impresje Adama z owego kongresu, wtedy uzyskalibyśmy efekt „fantastycznego dokumentu”. Portrety jak malowane na ulicy karykatury, kilkoma kreskami szkicowane znane z podręczników postacie, strzępy rozmów, chaos odbudowywanej Warszawy. Tu jednak jest to połączone z tym, co „dzieje się naprawdę”, i na tym tle wygląda jeszcze bardziej płasko.
Dukaj: Przy okazji: Maciek przecież tak „Burzę” pisał – achronologicznie, scenkami-kartami. Widzieliście ostatnią, nieukończoną powieść Nabokova „Oryginał Laury”? To zbiór fiszek z opisami postaci, scenek.
Orbitowski: Porządkowanie tego jest już zadaniem redaktora. Teraz przyszło mi do głowy, że ta galeria postaci pochodzi z tradycji komiksu, z której też „Burza” wyrosła. Mam na myśli „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów” czy serię „Sandman”, gdzie w różnych, nietypowych dla siebie rolach występuje wiele postaci historycznych z Markiem Twainem na czele. Służą uwiarygodnieniu mitologii świata stworzonego przez autora. U Parowskiego podobnie: najwięksi pielgrzymują pokornie do potężnej Warszawy. Podobnego efektu nie dało się inaczej osiągnąć. Dochodzę do wniosku, że nastąpiło rozkraczenie między sensacją a literackim „mockumentary”. Ale czy ten szarpany, niepełny sposób skonstruowania książki nie jest trochę polski?
Szostak: Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden koncept, który tym razem osadza „Burzę” w kontekście polskiej literatury. Pamiętacie „Bohiń” Konwickiego? Tam na Wileńszczyźnie spotykają się mały Ziuk i mały Wołodia. Te wszystkie spotkania Lema, Wojtyły czy Wajdy są dla mnie – abstrahuję od zamierzeń samego Maćka – pewną kontynuacją tego pomysłu.
Orbitowski: Dawno to czytałem, ale chyba u Konwickiego to tylko epizod, prawda? Analogicznie w przywołanych przeze mnie przykładach. U Parowskiego zejście się Orwellów i Witkacych w jedną talię, układ z ręki jest celem powieści. I to go wyróżnia. Swoją drogą – rzucam to pytanie w przestrzeń, nie do was – jak „Burzę” czytałby dzisiejszy nastolatek, który tropów nie rozpozna, do słowniczka na końcu nie zajrzy? Czy rozpali go wojna magów, porwania? Obawiam się, że nie.
4. Polska jako potęga ducha
Orbitowski: Polska jako potęga ducha kojarzy mi się, trochę paradoksalnie, z „Księgami pielgrzymstwa…”, choć Parowski nie jest aż tak naiwny jak Mickiewicz. Bo mogło też być tak: odpychamy Hitlera, wchodzimy na teren Rzeszy i urządzamy potworności, biorąc, poniekąd słusznie, rewanż za kilkaset lat dziejów niemiecko-polskich. Mordujemy, gwałcimy, robimy rzeźnię, czyli dokładnie to samo, co Sowieci w 1945 roku. A tu nie! Hitler obalony przez swoich podziela los Napoleona, okazujemy się ludźmi wielkiego ducha, wolnymi od mściwości.
Uważam że Maciek się myli, ludzie tacy nie są. My nie jesteśmy. Ale z drugiej strony nie oskarżam go o naiwność, powiem więcej: ten rodzaj humanizmu jest krzepiący i mnie odpowiada.
Dukaj: Pamiętacie może – Wojtek Orliński dał w „Wyborczej” recenzję „Burzy”, interpretując tę wielkoduszność jako przewrotny komentarz do pookrągłostołowej mitologii „grzechu niewymierzonej sprawiedliwości”.
Szostak: Tu muszę się częściowo zgodzić z Orlińskim: „Burza” pokazuje, że w gruncie rzeczy w Parowskim jest większa tęsknota za łagodnym przejściem przez wydarzenia dziejowe niż za rozliczaniem. Parowski kreśli Polskę swoich marzeń. Jakie są to marzenia? Ano takie, że wieszania nie ma.
Dukaj: Cała rzecz jednak w tym, że w „Burzy” jesteśmy i potęgą ducha, i niekwestionowanymi zwycięzcami w sensie politycznym, militarnym. Analogia zachodziłaby dopiero z taką sytuacją po 1989 roku, gdy z miejsca przeprowadzamy totalną dekomunizację i lustrację, wywalamy całą nomenklaturę na bruk, a esbecy i ich donosiciele wykonują ze śpiewem na ustach uliczne roboty kamieniarskie. Wtedy, owszem, świetnie sobie wyobrażam w Polsce nastrój podobnej wielkoduszności.
Gdzie Maciek moim zdaniem przegina – na przykład w optymistycznych wizjach stosunków polsko-żydowskich. Właśnie w sensie mentalnościowym jest to gruby ahistorycyzm. To trochę tak, jakby na pryzmacie historii alternatywnej dokonać rozbicia spektrum polskości i zdecydować się rzucić tu na papier wyłącznie barwy najczystsze, najjaśniejsze.
Szostak: Pod tym względem o wiele drastyczniejsza jest choćby „Lalka”, przy czym Prus pisząc swoją powieść przed Holokaustem, mógł z większą niewinnością opisywać polski antysemityzm.
Orbitowski: Ale tego nie dałoby się zrobić. Jak sądzę, Maciek nie chciał wpadać w dyskurs o polskim antysemityzmie – uważał, że obciążenie tym „Burzy” wypaczyłoby sens książki. Zamiast opowieści o wielkiej Polsce, o tej Warszawie, dostalibyśmy rzecz o Europie bez Holokaustu.
Dukaj: Pytanie: czy nie jest to jednak również uprawniona perspektywa, wartościowe spojrzenie? I nie mam na myśli tylko tej kompensacyjnej satysfakcji jak u Ciszewskiego, ale rodzaj narodowego objawienia: „A więc i taka Polska siedzi we mnie?!”.
Takie ujęcie unieważnia wszelkie dyskusje towarzyszące klasycznym historiom alternatywnym, te rozważania racjonalności wariantów i prawdopodobieństwa zakrętu nurtu dziejów. Nic tu nie obroni możliwości; wiemy, że to było niemożliwe. W matematyce mamy liczby urojone w rodzaju pierwiastka kwadratowego z minus jeden, które, choć niemożliwe, pozostają niezbędne dla zupełnie fundamentalnych obliczeń.
« 1 2 3 4 »

Komentarze

20 VII 2010   16:05:41

Tak długie teksty niewygodnie czyta się na ekranie. Powinien tu być przycisk "wersja do druku", który prowadziłby do jednostronnicowej wersji artykułu, pozbawionej jakichkolwiek innych elementów portalu.

W tej chwili jestem zmuszony albo olać tekst, albo kopiować każdą z czterech stron do edytora tekstu, przeformatować i dopiero mogę to sobie wydrukować.

A czy kolejne numery Esensji można pobierać jako PDF? Też nie. Czyli mam ślęczeć przed monitorem przez kilka godzin. Dziękuję, kupię Nową Fantastykę.

20 VII 2010   18:27:04

Dla mnie długiego tekstu na 4 strony to pomysł raczej zwiększający komfort czytania, zwłaszcza, że często zdarza mi się je przerwać by powrócić do niego później. Jest to znacznie łatwiejsze gdy zna się stronę na której się skończyło.

Nie wiem jak jest teraz z poziomem artykułów w NF, ale parę lat temu raczej nie dorównywały tym esensjowym. A już zwłaszcza S.O.D.

20 VII 2010   19:56:15

dobrze gada, dajcie mu piwo

22 VII 2010   12:12:02

Ależ ja nie przeczę, że jeśli już czytać na ekranie, to lepiej mieć podzielone na strony.

Ja tylko twierdzę, że długiego tekstu lepiej w ogóle nie czytać na ekranie - tylko na papierze. I wówczas prosiłbym o jednostronną, zubożoną graficznie wersję do druku.

27 VII 2010   10:04:05

Wszystko fajnie, tylko ta książka jest po prostu nieczytalna. Żle, nieudolnie napisana.
Niech sobie historie alternatywne będą mało prawdopodobne, ale nie mylmy tego z historiami naiwnymi. A napakowanie sterty słynnych postaci (zresztą w żenujący sposób tendencyjnie i czarno-biało napacykowanych) daje efekt klasy co najwyżej fanfika o upojnej nocy Harry’ego Pottera z Lordem Vaderem.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Sierpień 2022
Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

11 VIII 2022

Chociaż tym razem nasze zestawienie lekko zdominowały wznowienia powieści Zbigniewa Nienackiego, to znalazło się w nim także kilka interesujących tytułów z zupełnie innej półki.

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (2)
Andreas „Zoltar” Boegner

7 VIII 2022

W kwietniowym numerze „Nowej Fantastyki„ z roku 2020 Tomasz Kołodziejczak zadał dwa pytania: „Chętnie dowiedziałbym się, na których aspektach niemieckiej historii i niemieckiej bliskiej przyszłości skupiają swoją uwagę tamtejsi pisarze SF? Jak sami siebie widzą i o sobie piszą?” Spróbuję odpowiedzieć na te pytania, przedstawiając przy okazji książki walczące ostatnio o najważniejsze niemieckie nagrody dla literatury fantastyczno-naukowej.

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Punkt krytyczny: Burza nad fikcją. Historia w fantastyce
— Michał Cetnarowski, Michał Foerster, Radosław Wiśniewski

Kochajmy się!
— Michał Foerster

Do księgarni marsz: Styczeń 2010
— Esensja

Z tego cyklu

Ogród mąk nieziemskich
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Kołek w serce horroru
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Zagadka czy pułapka? „Ada” albo żart Nabokova.
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Na marginesie: Samoświadomość poza fikcją, czyli od Wattsa do Metzingera
— Jacek Dukaj, Wit Szostak

Ślepoczytanie
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Bajka z garbem
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Tegoż twórcy

Redaktora Parowskiego przygody z dystopią
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Wszyscy jesteśmy dysfunkcyjni emocjonalnie
— Łukasz Orbitowski

Kanał
— Łukasz Orbitowski

Moc generowania sensów
— Jacek Dukaj

Miasto grobów. Uwertura
— Wit Szostak

MetaArabia
— Wit Szostak

Konsekwencje wyobraźni
— Jacek Dukaj

Kosmos obiecany
— Jacek Dukaj

Słowo dla narodu
— Jacek Dukaj

Córka łupieżcy
— Jacek Dukaj

Kilka uwag o wzlocie i upadku fantastyki naukowej
— Jacek Dukaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.