Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Styczeń 2014
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Marcin Mroziuk [80%]
Ten audiobook to prawdziwe zbawienie dla rodzicielskiego gardła strudzonego wielokrotnym czytaniem dzieciom na głos historyjek o Pettsonie i Findusie. Znajdziemy tutaj bowiem opowieści z aż czterech tradycyjnie wydanych książek Svena Nordqvista („Kiedy mały Findus się zgubił”, „Tort urodzinowy”, „Polowanie na lisa”, „Rwetes w ogrodzie”), więc maluchy mają czego słuchać przez niemal półtorej godziny. Te pełne ciepła i nieco absurdalnego humoru historyjki po prostu momentalnie podbijają serca kilkulatków, dlatego starają się oni nie uronić ani słowa opowieści, nawet jeśli słyszą ją już kolejny raz. Istotne jest przy tym, że Jerzy Stuhr czytając tekst, w pełni wydobywa z niego komizm przygód sympatycznego staruszka i jego gadającego kota – więc nie powinny nikogo dziwić częste wybuchy śmiechu maluchów w trakcie słuchania „Pettsona i Findusa” . Nie da się wprawdzie ukryć, że ilustracje muzyczne nie są w stanie zrekompensować braku znakomitych rysunków Svena Nordqvista, ale z drugiej strony melodyjka przewodnia szybko wpada dzieciom w ucho.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Daniel Markiewicz [50%]
W tym zbiorze 29 krótkich form znajdziemy mnóstwo językowych – no właśnie, czego? Eksperymentów? Raczej nie, bo trudno mówić o eksperymencie, gdy po prostu stara się przełożyć na prozę język potoczny. Przy czym w tym wypadku oznacza to nagromadzenie tych potoczyzmów, które ludzi dbających o czystość języka bolą najbardziej. Mamy więc galopadę stylistycznych potworków („zasunął mi z adasia w blachę”), sprowadzonych do poziomu wiejskiej gwary angielszczyzmów („sendnij esemeska”) – w tym sporo fraz spotykanych w kącikach typu „humor z zeszytów” („nie łódź się – don′t boat yourself”). Natłok podobnych potworków może solidnie zmęczyć, bo są podstawowym budulcem tej książki. Na szczęście debiutująca autorka pokusiła się też o przepracowanie zasłyszanych zwrotów i próbę ich zmyślnego połączenia – w efekcie co jakiś czas natykamy się na związki wręcz kapitalne, jak „głodówka słów” – to o milczeniu, czy też „motylki w brzuchu i środy z Orange” – o początku związku. I właśnie wokół problemów damsko-męskich kręci się ten zestaw miniatur, za bardzo niestety skupiony na warstwie językowej. W przesycie stylizacji chciałoby się usłyszeć głos samej Porczyńskiej, ale śladów odautorskiej wypowiedzi możemy doszukać się tylko w warstwie krytyczno-demaskatorskiej, gdy rozprawia się z (przeważnie) uczuciowymi problemami. Tu zresztą trzeba przyznać, że w paru rozdziałach czyni to znakomicie, jak w satyrze na telewizyjne wróżki czy w liście mężczyzny sfrustrowanego tym, że kobiety, z którymi się spotykał, wszystko obracały przeciwko niemu („Nie mogę powiedzieć koleżance z pracy, że ma fajne buty, bo albo walę wieczorami konia na jej zdjęcie – albo jestem pedałem”). Ale to ciągle maniera cudza, poza, za jaką schowana jest autorka. I choć można jej debiut docenić za znakomity słuch, to jednak przełożenie tego słuchu na literaturę okazuje się na dłuższą metę męczące, miejscami nawet bełkotliwe. Cóż bowiem z tego, że bełkotliwa bywa też nasza mowa – nikt nam za nią przecież nagród oratorskich nie proponuje. Porczyńska znajduje się zatem na tym samym etapie, na który weszła ostatnio Dorota Masłowska w „Kochanie, zabiłam nasze koty": analiza społeczna – jest, słuch do języka – jest, tylko co dalej?
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [80%]
Po tym, jak znajomy pożyczył mi „17 równań…”, wypowiadając się bardzo pochlebnie o autorze, książka przez kilka tygodni obrastała kurzem na półce. Do czasu, aż postanowiłam przeczytać na próbę kilkanaście stron, z których bardzo szybko zrobiło się kilkaset, na koniec zaś żałowałam, że niektóre rozdziały nie były dłuższe. Okazało się, że książka popularnonaukowa, poświęcona matematyce i jej zastosowaniom w innych naukach może po prostu wciągnąć. Ian Stewart ma ogromny talent dydaktyczny. Prowadzi swój wywód tak, by był zrozumiały, nie wiem, czy dla całkowitego laika, ale na pewno dla osoby, która jedynie liznęła bardziej skomplikowane z przedstawianych zagadnień. Ma wyczucie, dotyczące tego, w jakie szczegóły warto się wgłębiać, a jakie raczej skomplikują obraz, albo wręcz odrzucą odbiorcę. Przytacza przemawiające do wyobraźni przykłady, dba również o to, by jasno przedstawić, co wynika z opisywanych prawidłowości. Chociaż w tytule książki pojawia się hasło „równania” a wybrane wzory otwierają każdy z siedemnastu rozdziałów, są one tylko punktem wyjścia. Oprócz sławnych równań i zagadnień z nimi powiązanych, niektóre części poświęcone zostały metodom obliczeń, czy pewnym działom matematyki i fizyki. Zaczyna się prosto – od równania Pitagorasa i koncepcji logarytmu. Później przychodzi czas na podstawy rachunku różniczkowego, zagadnienia związane z grawitacją w ujęciu Newtonowskim, liczby zespolone, wprowadzenie do topologii, szkic na temat statystyki, równanie falowe, transformację Fouriera, prawa rządzące przepływem cieczy, równania Maxwella, drugą zasadę termodynamiki i teorię względności. Na końcu zaś pojawiają się wybrane zagadnienia z mechaniki kwantowej, teorii informacji, teorii chaosu i oszacowań stosowanych w ekonomii. Przy takiej rozpiętości tematów należy się oczywiście nastawić na to, że rozdziały będą przedstawiać jedynie podstawowe kwestie – niezbędne, by choć trochę zacząć orientować się w danym temacie. Stąd „17 równań…” nie jest skierowane dla specjalistów (z wyjątkiem może nauczycieli akademickich, chcących ulepszyć swoje wykłady) – domniemywam, że tych mogłyby wręcz razić stosowane zapewne uproszczenia, przeskoki (pomijanie części wyprowadzeń i dowodów) i porównania zamiast definicji. Omawiając kolejne problemy, Ian Stewart przytacza rozmaite fakty i anegdoty z historii nauki – przedstawia narodziny i dojrzewanie pewnych koncepcji, a także sylwetki ich odkrywców. Jednocześnie opisuje, co dane równania oznaczają (wbrew temu, co zdawał się sądzić mój wykładowca fizyki na studiach, samo zobaczenie wzoru niekoniecznie prowadzi do zrozumienia zależności, które są w nim ujęte), poświęca także bardzo dużo miejsca zastosowaniom praktycznym – od używania określonych metod obliczeniowych w innych naukach, do rozwiązań technicznych, u których podstaw stanęło zrozumienie danego procesu, osiągnięte dzięki stworzeniu odpowiedniego matematycznego modelu. Niestety, nie mogę wypowiedzieć się w kwestii merytorycznej. Parę razy zwróciłam uwagę na drobiazgi, niekoniecznie związane z tematem głównym, częściowo zapewne wynikające z przekładu – mianowicie słowo „kierunek” bywa używane zarówno w znaczeniu potocznym, jak i „matematycznym”, nie „boron” a po prostu „bor”, zaś działanie lodówki nie opiera się na zachodzeniu w niej reakcji chemicznych. Wreszcie – co doprowadza mnie do białej gorączki – hasło „kod genetyczny” jest stosowane w rozumieniu sekwencji (inna sprawa, że już nawet w popularnonaukowych artykułach z dziedziny biologii molekularnej autorzy zaczynają używać go w tym znaczeniu). Rozumiem, że to już są pogranicza zainteresowań autora, ale mniemam, że w również w kryptografii (dużo bliższej sercom matematyków) słowo „kod” nie oznacza zakodowanej wiadomości. Te drobne niedociągnięcia wzbudziły w mnie nieco nieufności, co nie zmienia faktu, iż „17 równań…” okazało się książką, której lekturze towarzyszyło wrażenie poszerzania horyzontów myślowych, a także szczególny entuzjazm, wywołany zarówno fascynacją opisywanymi przez autora aspektami świata, jak i podziwem dla możliwości ludzkiego umysłu. Warto przeczytać.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Beatrycze Nowicka [40%]
Chcąc zapoznać się z twórczością kolejnego autora, wydawanego w serii Uczta Wyobraźni, zdecydowałam się na lekturę „Podziemi Veniss” VanderMeera. Do tej pory miałam okazję przeczytać zaledwie kilka jego opowiadań, z czego jedno zapadło mi w pamięć i zachęciło do dalszego zapoznawania się z dorobkiem pisarza. Literacka wyprawa do Veniss sprawiła jednak, że ochota ta przeszła mi zupełnie, co więcej, cieszę się, że „Podziemia…” i recenzowane powyżej „Viriconium” nie były pierwszymi książkami z Uczty Wyobraźni, po które sięgnęłam – w takim przypadku bowiem stałyby się najprawdopodobniej także ostatnimi. Co od razu trzeba zaznaczyć, samej formie trudno coś zarzucać. VanderMeer ma dobry warsztat, operuje słowami z łatwością, niektóre jego zdania zwracają uwagę świeżością i inwencją: „kiedy byłem mały, poszedłem do cyrku tak wielkiego, jakby w dzieciństwie pił wyłącznie mleko”, „w drgającym, rozrzedzonym powietrzu rzutkich i leniwych słów, skrzących się, błyskotliwych, lecz przewidywalnych konwersacji, pysznych ripost, przypominasz sobie mgliście to, co chcesz zapomnieć: jesteś w najlepszym razie wspomnieniem, w najgorszym – upiorem więdnącym już od dawna”, „[krzesła] zwykle stały w przedziwnych miejscach, niczym oszołomione zwierzęta”, „nie zamieniliśmy ze sobą słowa, od ilu? Od pięciu lat? A teraz siedzę tu sobie i nagle się pojawiasz, zupełnie bez ostrzeżenia, jak cud, który wydarzył się nie w porę”. Gdyby jednak odrzeć „Podziemia Veniss” z efektownych fraz, dostaje się wariację na temat mitu o Orfeuszu oraz motywu szalonego naukowca (choć słowo „nauka” nie jest tu zbytnio na miejscu). Pomysł z artystą, tworzącym z żywych ciał pojawił się u Jeffreya Thomasa – a VanderMeer musiał go znać, skoro zbiór opowiadań o Punktown ukazał się wcześniej w jego wydawnictwie. Zresztą, samo Veniss przywodzi na myśl miasto wymyślone przez Thomasa – wydaje się być jego jeszcze bardziej mroczną i drapieżną kopią. Sądziłam, że New Weird miało być czymś nowym i oryginalnym, jednak nagle okazuje się, iż wszystkie te wizje fantastycznych metropolii zmierzają w jednym kierunku, powracają podobne motywy i obrazy, tak młoda przecież pod-konwencja zaczyna zjadać własny ogon. Na mojej ocenie zaważyło jednak przede wszystkim stężenie makabry. Pomysły VanderMeera są dosyć obrzydliwe. Sam autor w posłowiu wspomina m.in. o tym, że zainspirowała go katedra w Yorku. Kilka lat temu miałam okazję ją zwiedzić – i zaprawdę nie wiem, jak to pełne światła i przestrzeni miejsce mogło w umyśle pisarza transformować w organiczno-technologiczną konstrukcję, wypełnioną zanurzonymi w płynie organami, uwięzionymi, okaleczonymi ludźmi i zmasakrowanymi trupami. Jak chorą wyobraźnię trzeba mieć, żeby wyprodukować tego rodzaju wizje (a tych jest w książce o wiele, wiele więcej)? Oczywiście, jeśli ktoś chciałby zanurzyć się w cudzym, sztucznym (oby) obłędzie, „Podziemia Veniss” są lekturą w sam raz dla niego.
koniec
« 1 2
30 stycznia 2014

Komentarze

« 1 2
01 II 2014   13:28:51

Pardon, pewien skrót myślowy mi wyszedł - natomiast mówię to wszystko jako sympatyk gatunku. Wspomniany "Dworzec Perdido" po troszkę przesadzonym, acz klimatycznym wstępie rozwija się w coś genialnego - między innymi, owszem, dzięki takim motywom jak rzeźby ze śliny czy pożycie intymne z kobietą-skarabeuszem, ale głównie poprzez stworzenie całkiem nowego, unikalnego bestiariusza. To właśnie np. rozważania o ludziach-kaktusach, zmiana właściwości fizycznych wody czy działaniu wzroku wzmiankowanej kobiety-skarabeusza (imienia nie pomnę) mnie podobały się najbardziej. Krzyżowanie ciała ludzkiego z metalem - już mniej, bo to motyw i znany od dawna (Darth Vader), i trochę zbyt często eksploatowany ("Fizjonomika" Jeffreya Forda, w "Palimpsescie" Valente też chyba był). Natomiast jednym z najbardziej drastycznych obrazów z lektur ostatnich lat nadal wydaje mi się proces tworzenia neutków w "Rzece Bogów" Iana McDonalda. Nie wiem, jak działa to u innych, natomiast dla mnie umieszczenie historii w realiach science-fiction pozwala na niejakie zdystansowanie się, traktowanie pewnych zjawisk czy scen z pewnym przymrużeniem oka.

01 II 2014   15:02:16

Mam nadzieję, że New Weird nie pójdzie w stronę samoograniczenia się, jak fantasy i steampunk, i nie stanie się po prostu zbiorem estetycznych norm (czyli za parę lat na słowo "New weird" od razu pojawiać się będą skojarzenia -klucze: metropolia, brud, syf i szaleństwo; tak jak na słowo "fantasy" od razu pojawia się skojarzenie: Średniowiecze, magia, smok). Że NW pozostanie literackim gatunkiem, nie estetyką.

01 II 2014   16:57:22

@Fitz
Też nie znosiłam baśni Grimm. Perrault też nie pisał nic miłego.

Ha, a mnie akurat tworzenie neutków w "Rzece bogów" nie ruszyło wcale.


W "Dworcu Perdido" doceniam wizję i jeszcze nie przekroczyła ona granicy, po której całość mnie odstręczyła - choć niektóre sceny tak (nie mam też jakoś ochoty na czytanie dalszych powieści z tego świata; brakuje mi ostatnio klasycznego fantasy drogi, gdzie dzielna drużyna wędruje po puszczach i stepach, mam już dość tych wielkich, śmierdzących miast, miasta mam na co dzień)

"Punktown" bywało mocne, ale miałam wrażenie, że to, co się tam pojawia ma jakiś cel.

Makabra pojawiała się też w "Akwaforcie" ale powieść Bishop bardzo mi się spodobała niezależnie od tego. Sama nie do końca rozumiem, na czym to polegało, ale w jej przypadku wszystko (dla mnie przynajmniej) zagrało jak trzeba.

Natomiast zaczynam mieć wrażenie, że pisarze New Weird zaczynają powielać pewne schematy i motywy. Ale tak pewnie zawsze jest, gdy jakaś konwencja się upowszechnia.

01 II 2014   18:27:30

A "Przedksiężycowi" to new weird czy nie? Bo bardzo pasuje.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Sceny z życia gangstera
Miłosz Cybowski

17 VI 2024

„Człowiek yakuzy” Jake’a Adelsteina to pozycja bardzo przeciętna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wyszła spod pióra doświadczonego dziennikarza, który spędził w Japonii aż dwadzieścia lat.

więcej »

Jak wyprowadzić świat z kryzysu?
Miłosz Cybowski

15 VI 2024

„Zamieszanie z liberalizmem” Francisa Fukuyamy to książka, w której więcej miejsca poświęcono na wyjaśnianie podstawowych zagadnień politycznych i ideologicznych niż na prezentację prób wyjścia z kryzysu.

więcej »

PRL w kryminale: „Piękny Lolo”, „Sucha Rączka” i „Hiszpan”
Sebastian Chosiński

14 VI 2024

Jest w tej powieści Anny Kłodzińskiej dużo nostalgii i sporo obrazków obyczajowych, portretujących środowisko praskiego półświatka. Widać, że autorka, pracując jednocześnie jako reporterka kryminalna, znała ten temat na wylot. Dzięki temu „Jak śmierć jest cicha” wypada bardzo przekonująco. Aż dziw, że przez niemal pół wieku ta historia z kapitanem Szczęsnym w roli głównej pozostawała praktycznie nieznana, będąc jedynie zapomnianym „gazetowcem”.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Dwaj magowie objawią się w Anglii
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Czerwiec 2011
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Do piekła i z powrotem
— Anna Kańtoch

Kronika końca czasu
— Anna Kańtoch

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż autora

Wielka powieść europejska?
— Joanna Kapica-Curzytek

Marzenia skrojone na miarę
— Joanna Kapica-Curzytek

Mała Esensja: Wspaniałe czasy, które warto lepiej poznać
— Marcin Mroziuk

Krótko o książkach: Matka królów
— Joanna Kapica-Curzytek

Alchemia
— Joanna Kapica-Curzytek

Fallout: Odc. 8. Optymizm też bywa zabójczy
— Marcin Mroziuk

Odtrutka na szkolną traumę
— Joanna Kapica-Curzytek

Fallout: Odc. 7. Zbrodnie, zdrady i podstępy
— Marcin Mroziuk

Fallout: Odc. 6. Krypta krypcie nierówna
— Marcin Mroziuk

Fakty i wyobraźnia
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.