Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Peter S. Beagle
‹Olbrzymie kości›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOlbrzymie kości
Tytuł oryginalnyGiant Bones
Data wydania27 listopada 1998
Autor
PrzekładBrygida Kaliszewicz
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7180-346-X
Format241s. 142×202mm
Cena19,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Głosy
[Peter S. Beagle „Olbrzymie kości” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Olbrzymie kości” – zbiór opowiadań Petera S. Beagle’a, osadzonych w tym samym świecie, co „Pieśń karczmarza” urzeka klimatem i stylem, ale przede wszystkim bohaterami.

Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Głosy
[Peter S. Beagle „Olbrzymie kości” - recenzja]

„Olbrzymie kości” – zbiór opowiadań Petera S. Beagle’a, osadzonych w tym samym świecie, co „Pieśń karczmarza” urzeka klimatem i stylem, ale przede wszystkim bohaterami.

Peter S. Beagle
‹Olbrzymie kości›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOlbrzymie kości
Tytuł oryginalnyGiant Bones
Data wydania27 listopada 1998
Autor
PrzekładBrygida Kaliszewicz
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7180-346-X
Format241s. 142×202mm
Cena19,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wymieniona na liście, sporządzonej przez Andrzeja Sapkowskiego „Pieśń karczmarza” Petera S. Beagle’a okazała się jedną z najciekawszych powieści fantasy, jakie dane mi było czytać. Z tego względu z zainteresowaniem sięgnęłam po tomik, mieszczący sześć opowiadań z tego samego uniwersum. Sam autor w przedmowie tak wyjaśnił jego powstanie: „Świat opisany w »Pieśni karczmarza« miał istnieć tylko tak długo, jak długo potrzebowały go do swoich przygód postaci tam ukazane (…) Rozkwitali i śpiewali we mnie jeden po drugim, wszyscy tak oddani opowiadaniu swojego fragmentu długiej opowieści, że nawet zacząłem śnić ich sny. Nie wymyślałem świata, tylko słuchałem moich bohaterów. (….) Oczywiście chciałem, aby był przekonywający i jak najbardziej rzeczywisty (…) ale nigdy nie miał być niczym więcej niż dekoracją. (…) Nie miał przetrwać. Ale chciał przetrwać. Głosy, które przez dwa lata rozbrzmiewały w moich myślach, pochodziły z autentycznego miejsca, dobrze im znanego, nawet jeżeli ja go nie znałem. I wreszcie, kiedy książka była już skończona (…) dziwnie zaczęło mi (…) [tego świata] brakować.”
Najważniejsze, że „Olbrzymie kości” sprawiają radość nie tylko autorowi, ale również czytelnikowi. Pod wieloma względami zbiorek przypomina mi „Opowieści z Ziemiomorza”, również będące nieco nostalgicznym powrotem, tym razem na Archipelag. Opowiadania Beagle’a wydają mi się jednak o wiele lepsze od utworów Le Guin. Są ciekawsze formalnie i bardziej nasycone emocjami.
Amerykański pisarz nieprzypadkowo wspomniał o głosach – pięć tekstów ma kształt opowieści, snutych przez rozmaitych narratorów: kobietę, dyktującą wspomnienia o słynnym bardzie najemnemu skrybie, mężczyznę, umilającego towarzyszom wieczór historią niesamowitą, bajarkę, dyrektora trupy teatralnej pijącego z kolegą po fachu czy ojca, usiłującego położyć swojego synka spać. Każda z tych postaci wysławia się nieco inaczej – mają różne manieryzmy, prosta kobieta sporo przeklina i mówi bez ogródek, bajarka zwraca się do słuchaczy i stara pobudzić ich wyobraźnię. Beagle nie podaje padających podczas słuchania pytań czy wtrąceń, ale umieszcza odpowiedzi narratorów – ojciec łaja dziecko za to, że ciągle przerywa, domagając się dodatkowych wyjaśnień, zwierzchnik trupy popada w dygresje dotyczące sztuki teatralnej, prosi o następną kolejkę i skarży się na chude lata, jakie dla niego nastały. Wszystkie te zabiegi wypadają bardzo naturalnie. Dzięki indywidualizacji wypowiedzi pisarz nie tylko wprowadził różnorodność, ale też nadał dość prostym fabularnie historiom blask i głębię.
Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, czym różni się fantasy anglosaska i słowiańska. „Olbrzymie kości” uświadomiły mi kolejną rzecz, dlatego że wyłamują się ze schematu. Znane mi utwory angielskie i amerykańskie są bardziej chłodne i zdystansowane – rzecz nie w tym, że nie ma w nich silniejszych uczuć ale w tym, że są one nazywane i opisywane, podczas gdy w odmianie „słowiańskiej” sama narracja jest nacechowana emocjonalnie. Beagle’owi również udało się osiągnąć ten efekt.
Zbiorek otwiera „Ostatnia pieśń Sirit Byara” – historia barda, przygarniętej przez niego dziewczynki i odkupienia grzechów z przeszłości. Można by sądzić, że to ograny motyw, ale Beagle tchnął w niego nowe życie przede wszystkim dzięki postaci towarzyszki śpiewaka. Trudno zaklasyfikować relację tych dwojga – nie jest to związek mistrz-uczeń ani ojciec-przybrana córka, nie jest to romans (choć w pewnym momencie dorastająca dziewczyna miałaby na niego ochotę), słowo przyjaźń też nie do końca pasuje (dużo młodsza od Byara Mircha jest także kimś w rodzaju jego służącej). Czy można uznać za typową scenę, w której bohaterka – w owym czasie trzynastoletnia – zobaczywszy przystojnego chłopaka rozpacza nad swoją brzydotą a bard, chcąc ją pocieszyć, zaklina pieśnią młodzieńca, by ten spędził z nią noc? Dodatkowy walor stanowią piosenki Byara – narratorka cytuje fragmenty kilku z nich, opowiada treść innych, o reszcie padają tylko wzmianki, ale i to wystarczy, by wzbudzić ciekawość czytelnika. Ot, choćby pierwsza zwrotka utworu, który bard wykonywał w spelunie w nędznej wiosce na skraju świata, gdy Mircha zobaczyła go po raz pierwszy:
Nie zaprzeczaj
gdybyś dawniej wiedział to, co teraz,
i tak spieprzyłbyś swoje życie
niejeden raz…
Finał całej historii potrafi naprawdę wzruszyć, Beagle’owi udało się nie popaść w tani sentymentalizm i kicz, co mogłoby się przytrafić komuś mniej biegłemu we władaniu piórem.
Drugie opowiadanie – „Czarodziej z Karakosk” zostało stylizowane na baśń – to historia wieśniaka, obdarzonego ogromnym magicznym talentem, który zostaje wezwany do pałacu królowej, pragnącej wykorzystać go dla realizacji swoich ambicji. Całość została napisana zgrabnie, ale podobała mi się najmniej. Podobnie baśniowa w charakterze, lecz stanowiąca zarazem grę z tą konwencją jest „Opowieść Choushi-wai”. Pewien król przede wszystkim łaknie świętego spokoju, ale że dworzanie nalegają, decyduje się wziąć sobie żonę. Stawia tylko jeden warunek – wybranka ma umieć prowadzić ciekawe rozmowy. Pierwszy minister znajduje kandydatkę, która budzi przychylność władcy… ta jednak wcale nie ma ochoty zostać królową. Wdzięczny styl i humor czynią „Opowieść…” urokliwym tekstem.
Dla odmiany tytułowe „Olbrzymie kości” (nie mogę oprzeć się wrażeniu, że „Kości olbrzymów” brzmiałyby lepiej), choć ma formę historii opowiadanej dziecku na dobranoc jest przesycone nostalgią. W tym krótkim tekście poruszony zostaje temat obcości, porozumienia i przemijania. W pamięć zapadają obrazy, czy sceny – olbrzymka tańcząca nad ciałem swojego pobratymca i zwyczaj zjadania zwłok, motywowany wiarą, że dzięki temu rytuałowi myśli, wspomnienia i przeżycia zmarłego zostawią jakiś ślad w tych, którzy pozostali. Beagle posiada umiejętność wczucia się w osobę o innym niż nasz światopoglądzie i przedstawienia go tak, by choć przez chwilę stał się zrozumiały dla odbiorcy.
W „Tragicznej historii komediantów Jirila” zwraca uwagę przed wszystkim barwne przedstawienie teatralnej trupy. Tytułowy bohater nie szczędzi uwag (a przede wszystkim żali) na temat swoich aktorów, zagadnień związanych z przygotowywaniem przedstawień, ocen sztuk. Beagle’owi udało się wiarygodnie odmalować to barwne środowisko, całość okrasić humorem i niejako przy okazji przemycić refleksję o sztuce i polityce.
Najdłuższym tekstem, jedynym napisanym w formie narracji trzecioosobowej i dotyczącym dalszych losów postaci znanych z „Pieśni karczmarza” jest „Lal i Soukyan”. Powieść kończyła się w momencie, gdy tych dwoje było ludźmi w pełni sił i możliwości. W opowiadaniu Beagle przedstawił ich spotkanie po latach, gdy oboje są już starzy. Oto jak Lal widzi Soukyana, gdy ten ponownie pojawia się w jej życiu: „Siwy, wymizerowany i nieugięty, stał zbyt blisko niej, pachniał drogą biegnącą przez dawno ścięte lasy, zapomnianymi opowiadaniami, miasteczkami i ludźmi, którzy dawno zostali za nim.” Mężczyzna przekonuje swoją dawną towarzyszkę, by raz jeszcze wyruszyli w podróż – pragnie zadośćuczynić za krzywdę, którą uczynił w przeszłości, choć zdaje sobie sprawę z absurdalności całego przedsięwzięcia. Wyruszają zatem razem – starzy przyjaciele, niegdysiejsi kochankowie, którym źle bez siebie (choć trudno im się do tego przyznać) ale ze sobą wytrzymać nie mogą tym bardziej. Oczywiście opowiadanie ma swoją fabułę – wątek chłopca i jego ojca jest poruszający – ale na pierwszy plan wysuwa się relacja tytułowych postaci. Poprzez ich niekończące się spory, wymiany złośliwych docinków przeplatanych szczerymi wyznaniami i snute wspólnie wspomnienia Beagle nakreślił znakomite portrety swoich bohaterów. Nie umiem wyjaśnić na czym polega sztuczka, ale to majstersztyk – dawno już, podczas lektury nie miałam tak silnego wrażenia obcowania z żywymi ludźmi. Być może dla osiągnięcia takiego efektu po prostu potrzeba talentu.
Zapewne z uwagi na kameralność przedstawianych historii i specyficzny nastrój „Olbrzymie kości” nie zyskały rozgłosu. Jest to jednak książka, której lektura naprawdę może czytelnika wzbogacić.
koniec
9 grudnia 2014
PS. Na koniec jeszcze jeden cytat, który szczególnie mi się spodobał: „Czuję się jak Riaan – wyznała (…) – Znalazł ojca, stracił ojca, zobaczył ocean po raz pierwszy w życiu. To ponad moje siły (…) Pozwól mi odejść.” Dobra proza ma w sobie też poezję.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Biały Kapitan ze Śródmieścia
Sebastian Chosiński

19 IV 2024

Oficer MO Szczęsny, co sugeruje już zresztą samo nazwisko, to prawdziwe dziecko szczęścia. Po śledztwie opisanym w swej debiutanckiej „powieści milicyjnej” Anna Kłodzińska postanowiła uhonorować go awansem na kapitana i przenosinami do Komendy Miejskiej. Tym samym powinien się też zmienić format prowadzonych przez niego spraw. I rzeczywiście! W „Złotej bransolecie” na jego drodze staje wyjątkowo podstępny bandyta.

więcej »

Mała Esensja: Trudne początki naszej państwowości
Marcin Mroziuk

18 IV 2024

W dziesięciu opowiadań tworzących „Piastowskie orły” autorzy nie tylko przybliżają kluczowe momenty z panowania pierwszej polskiej dynastii władców, lecz również ukazują realia codziennego życia w tamtej epoce. Co ważne, czynią to w atrakcyjny dla młodych czytelników sposób.

więcej »

Superwizja
Joanna Kapica-Curzytek

15 IV 2024

Zamieszkały w Berlinie brytyjski reportażysta podróżuje po niemieckim wybrzeżu. Jego znakomite „Duchy Bałtyku” są zapisem odkrywania, skrawek po skrawku, esencji niemieckiej duszy.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Z tego cyklu

Kto zamordował Kallego?
— Sebastian Chosiński

Czcij bliźniego swego!
— Sebastian Chosiński

Tak nieprawdopodobne, że aż przerażające
— Sebastian Chosiński

Zetrzeć uśmiech z twarzy niegodziwca
— Sebastian Chosiński

Biali i czarni – bohaterowie i kanalie
— Sebastian Chosiński

Wallander kontra komunistyczni fundamentaliści
— Sebastian Chosiński

Gliniarz po i w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

Eddie, Gino i Tony
— Sebastian Chosiński

Gliniarz na rowerze
— Sebastian Chosiński

Pozornie bez związku, niemal bez trupa
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Jednorożec w winnicy
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Tryby historii
— Beatrycze Nowicka

Imperium zwane pamięcią
— Beatrycze Nowicka

Gorzka czekolada
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Kąpiel w letniej wodzie
— Beatrycze Nowicka

Kosiarz wyłącznie na okładce
— Beatrycze Nowicka

Bitwy nieoczywiste
— Beatrycze Nowicka

Morderstwa z tego i nie z tego świata
— Beatrycze Nowicka

Z tarczą
— Beatrycze Nowicka

Rodzinna sielanka
— Beatrycze Nowicka

Wiła wianki i to by było na tyle
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.