Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Bill Bryson
‹Piknik z niedźwiedziami›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPiknik z niedźwiedziami
Tytuł oryginalnyA Walk in the Woods
Data wydania13 kwietnia 2015
Autor
PrzekładTomasz Bieroń
Wydawca Zysk i S-ka
SeriaNaokoło świata
ISBN978-83-7785-481-5
Format360s. 145×205mm
Cena35,90
Gatuneknon-fiction, podróżnicza / reportaż
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Poprzez góry, poprzez lasy
[Bill Bryson „Piknik z niedźwiedziami” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Appalachian Trail to jeden z najciekawszych i najstarszych przyrodniczych szlaków pieszych w Stanach Zjednoczonych. Zaczyna się w Georgii, biegnie przez aż czternaście stanów, by skończyć się w Maine, na górze Katahdin. Tę trasę dwadzieścia lat temu postanowił pokonać Bill Bryson, były dziennikarz i wtedy już rozpoznawalny pisarz. Czy mu się powiodło? I tak, i nie.

Jacek Jaciubek

Poprzez góry, poprzez lasy
[Bill Bryson „Piknik z niedźwiedziami” - recenzja]

Appalachian Trail to jeden z najciekawszych i najstarszych przyrodniczych szlaków pieszych w Stanach Zjednoczonych. Zaczyna się w Georgii, biegnie przez aż czternaście stanów, by skończyć się w Maine, na górze Katahdin. Tę trasę dwadzieścia lat temu postanowił pokonać Bill Bryson, były dziennikarz i wtedy już rozpoznawalny pisarz. Czy mu się powiodło? I tak, i nie.

Bill Bryson
‹Piknik z niedźwiedziami›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPiknik z niedźwiedziami
Tytuł oryginalnyA Walk in the Woods
Data wydania13 kwietnia 2015
Autor
PrzekładTomasz Bieroń
Wydawca Zysk i S-ka
SeriaNaokoło świata
ISBN978-83-7785-481-5
Format360s. 145×205mm
Cena35,90
Gatuneknon-fiction, podróżnicza / reportaż
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Ten słynny szlak jest miejscem wypraw tysięcy turystów, z których jednak tylko nieliczni przemierzają go choćby w części. Trasa prowadzi przez niedostępne lasy, wysokie góry, wahania poziomu terenu są bardzo duże, do osad ludzkich jest zwykle daleko (to jedna z podstawowych zasad Appalachian Trail – tereny w jego sąsiedztwie są zarezerwowane wyłącznie dla dzikiej przyrody na niemal całej długości). W strategicznych miejscach rozmieszczono polany piknikowe, miejsca widokowe, a nawet sklepy spożywcze i restauracje, choć prawdę mówiąc nie ma ich zbyt wiele. Wbrew pozorom szlak nie jest tworem skończonym, wielokrotnie w przeszłości korygowano jego przebieg, przesuwano punkt startowy, a to wszystko ze względu na zbliżającą się z każdej strony cywilizację. Twórcy Appalachian Trail pragnęli, by był to obszar dziki i wymagający. Takim w gruncie rzeczy pozostał do dziś, choć wiele się w jego wyglądzie przez lata zmieniło.
Bryson do perfekcji opanował lekki, humorystyczny, nierzadko autoironiczny sposób pisania o różnych sprawach. Ciętych uwag nie szczędzi tym razem ani sobie, ani swemu towarzyszowi podróży – przyjacielowi z lat młodości, Stephenowi Katzowi (nazwisko wymyślone, przyjaciel pragnął zachować anonimowość). Najbardziej dostaje się amerykańskim służbom leśnym oraz turystom jako takim. Tym pierwszym za absurdalne pomysły (np. budowanie dróg łączących jedną leśną głuszę z inną w niewiadomym celu), nadmierne wydatki, brak transparentności i ogólnie rzecz ujmując działania niezgodne z interesem społecznym (m.in. nadmierna wycinka drewna, niszczenie lasu, wydawanie pozwoleń na budowę w miejscach, które powinny być objęte ochroną i wiele innych). Turystów zaś można z grubsza podzielić na dwa rodzaje – jedni wyruszają w nieznane, by zmierzyć się czymś nieokiełznanym, sprawdzić siebie, obcować z przyrodą, drudzy natomiast nie ruszają się nawet na metr z restauracji, polan i parkingów wokół szlaku i za dziwaków uznają tych, którzy to robią.
Bryson jest znakomitym opowiadaczem historii, od jego książki trudno się oderwać. Wciąż znajduje wokół siebie kolejne przyczynki do świetnych opowieści. Znów dostaje się też tzw. przeciętnemu Amerykaninowi – okazało się na przykład, że w czasie wędrówki Bryson i Katz pokonywali dziennie dystans dłuższy niż ich rodak pokonuje w ciągu… tygodnia. Podobnych anegdot, od których autor jest prawdziwym specjalistą, znajduje się w książce mnóstwo.
Bryson i Katz byli na Appalachian Trail neofitami i musieli się zmierzyć z setkami rozmaitych problemów, których nawet nie podejrzewali. Natomiast te, które przewidzieli, okazywały się zwykle znacznie straszniejsze w rzeczywistości niż w planach. Nie byli do podróży przygotowani fizycznie, a psychicznie tylko częściowo. Na szlaku spotkali wielu turystów, którzy się poddali w jakimś momencie lub tylko przelotem wpadli do lasu, aby podziwiać go przez chwilę. Wędrowcy pragnęli, przynajmniej na samiutkim początku, dołączyć do grona najwytrwalszych, tych, którzy pokonali Appalachy w całości. Zadanie postawili sobie mordercze, zdecydowanie ponad ich siły i ostatecznie nie udało im się go zrealizować. Mimo to, jak zauważa pod koniec podzielonej na kilka fragmentów wyprawy Katz, mogą być z siebie dumni: „Mimo wszystko nam się udało. (…) Jeśli o mnie chodzi, przeszedłem Appalachian Trail. Po śniegu i w upale. Na południu i na północy. Aż do krwi na stopach. Przeszedłem Appalachian Trail”.
Trafnie zauważa Katz, że wcale nie chodzi o to, by przejść szlak od A do B. Dla ludzi tak nieobytych z dziką przyrodą i trudami wysokogórskiej turystyki pokonanie nawet jednej trzeciej drogi było nie lada wyzwaniem, a na przejście całości zwyczajnie nie mieli szans. W istocie ważniejsze było, że w ogóle wyruszyli w podróż, przełamali własne słabości (a mieli ich wiele) i zmierzyli się z zupełnie nowymi wyzwaniami.
Dodajmy, że w zeszłym roku premierę miał film na podstawie „Pikniku z niedźwiedziami” w gwiazdorskiej obsadzie. Pisarza zagrał Robert Redford, jego żonę Emma Thompson, a niezdarnego poczciwca Katza Nick Nolte. Twórcy znacznie mocniej postawili na warstwę humorystyczną (np. w rzeczywistości podróżnicy wcale nie natknęli się na niedźwiedzie), podczas gdy w książce śmieszy przede wszystkim charakterystyczny styl autora i jego umiejętność tropienia absurdów. Obraz nie miał wprawdzie premiery w Polsce, ale polecamy go, bo stanowi miłą kontynuację książkowego „Pikniku z niedźwiedziami”.
koniec
25 maja 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Różnorodny świat zwierząt
Joanna Kapica-Curzytek

1 III 2021

Mała małpka zgubiła swoją mamę. Z pomocą przychodzi motylek. Musi tylko się dowiedzieć, jak mama wygląda.

więcej »

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Reklamy, motele, bary i mieszkańcy
— Joanna Kapica-Curzytek

Linią Brysona z południa na północ
— Joanna Kapica-Curzytek

Wdowcy i rozwodnicy spadają ze schodów częściej
— Daniel Markiewicz

Esensja czyta: Wrzesień 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Wielki Wybuch, narodziny ludzi… i wszystko to, co działo się w międzyczasie
— Radosław Scheller

Niszczarka do śmieci i inne dobrodziejstwa
— Aleksandra Winnik

Tegoż autora

Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe
— Jacek Jaciubek

Zabójczy ziemniak
— Jacek Jaciubek

Szpiega wynajmę
— Jacek Jaciubek

Suchość w ustach
— Jacek Jaciubek

Wszystkie odcienie szarości
— Jacek Jaciubek

Królestwo za kafelek
— Jacek Jaciubek

Historia wiary znaczona krwią
— Jacek Jaciubek

Człowiek-puzzle
— Jacek Jaciubek

Misja na Marsa
— Jacek Jaciubek

Dzieci ulicy
— Jacek Jaciubek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.