Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Marta Krajewska
‹Idź i czekaj mrozów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIdź i czekaj mrozów
Data wydania30 marca 2016
Autor
Wydawca Genius Creations
CyklWilcza Dolina
ISBN978-83-7995-045-4
Format520s. 125×195mm
Cena39,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Kup wMadBooks.pl: 0,00 zł
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Święć się, kupalnocko!
[Marta Krajewska „Idź i czekaj mrozów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nominowane w tym roku do nagrody im. Janusza A. Zajdla „Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej, to słowiańska fantasy, z pełnokrwistymi bohaterami, interesującymi stworzeniami nadprzyrodzonymi i odpowiednio odmierzoną proporcją dramatu i humoru.

Anna Nieznaj

Święć się, kupalnocko!
[Marta Krajewska „Idź i czekaj mrozów” - recenzja]

Nominowane w tym roku do nagrody im. Janusza A. Zajdla „Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej, to słowiańska fantasy, z pełnokrwistymi bohaterami, interesującymi stworzeniami nadprzyrodzonymi i odpowiednio odmierzoną proporcją dramatu i humoru.

Marta Krajewska
‹Idź i czekaj mrozów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIdź i czekaj mrozów
Data wydania30 marca 2016
Autor
Wydawca Genius Creations
CyklWilcza Dolina
ISBN978-83-7995-045-4
Format520s. 125×195mm
Cena39,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Kup wMadBooks.pl: 0,00 zł
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Debiutancka powieść Marty Krajewskiej to jedna z tych książek, dzięki którym możemy zanurzyć się w świecie przedstawionym: zawiesić niewiarę i zaangażować się w losy postaci.
Ramy tego świata tworzy Wilcza Dolina – wioska pośród gór, jezioro, ruiny zamczyska, Cmentarz Wyklętych. I trakt wśród lasów, którym jednak mało kto podróżuje, bo i nie ma po co.
Cała opowieść toczy się w tej scenerii, co jest według mnie ogromną zaletą książki. Bardzo rzadko zjawiają się przybysze z daleka, z rzeczywistości minstreli i magów, wielkich miast i wielkich legend – w pewnym momencie aż chciałoby się powiedzieć, że z takich miejsc, gdzie mógłby bywać wiedźmin i jego kompania – i w Wilczej Dolinie nie do końca potrafią się odnaleźć. Są mądrzy, niektórzy z nich wręcz uczeni, widzieli niejedno, ale nie znają tego miejsca, a ono – i jego bogowie – nie znają ich.
„Idź i czekaj mrozów” opiera się o mitologię słowiańską, z całą specyfiką lokalności pogańskich bóstw. Trzeba umieć z nimi rozmawiać, odpowiednio przebłagać, przekupić – czasem życiem za życie. Za żadne skarby nie wolno ich obrazić.
Sprawy w wiosce toczą się w miarę spokojnie w dzień, by zamierać w nocy, która jest czasem potworów. I znów – w niezrozumiały dla podróżnego z dalekich stron sposób – nawet nadprzyrodzone koszmary są wpisane tutaj w odwieczny porządek rzeczy.
Dlatego też potrzebny jest ktoś, kto w fachowy sposób stanie się pośrednikiem między zwykłymi ludźmi a bogami i potworami – opiekun wioski, żerca.
Główna bohaterka jest wychowanką opiekuna i szybko okaże się, że i od niej społeczność będzie oczekiwać podobnych usług. Venda pozostaje na pograniczu wioski i lasu – nie tylko dlatego, że tak właśnie położona jest chata opiekuna, ale też w sensie symbolicznym. Zielarka wie więcej i z trudniejszymi problemami musi sobie poradzić, jednak jest też po prostu jedną z panien ze wsi, plecie wianki na rusaliach, a nawet powstaje wokół jej osoby mała intryga mająca na celu korzystny ożenek pewnego niezbyt rozgarniętego syna obrotnych rodziców.
Bardzo mi się to właśnie podoba: że co prawda mamy w powieści klasyczną czarownicę z chaty w lesie, to główna bohaterka mieszka wśród ludzi i ma masę codziennych życiowych problemów. Niektóre z nich są ponure, ale inne po prostu zabawne.
Nie zapominajmy, że poznajemy młodą zielarkę w chwili, gdy z obłędem w oku goni krowę, która urwała się z postronka. Potem obserwujemy Vendę i w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, i w iskrzącym wątku uczuciowym. To taka postać, w którą można po prostu uwierzyć, a że jest sympatyczna, to też naprawdę przejąć się jej losem.
Śpieszę uprzedzić, że choć wspomniany wyżej romans Venda nawiązuje z bardzo podobnym do wilkołaka wilkarem, to jednak trudno mieć Marcie Krajewskiej za złe, że innym autorkom pomysły na takie związki nie wyszły najlepiej. „Ten o wilczych oczach” wypada w powieści świetnie – a język ma cięty, więc jego co lepsze riposty można sobie i w dłuższy czas po lekturze przypominać z szerokim uśmiechem.
Wśród pobocznych wątków pojawia się wiele mieszanych par ludzko-nieludzkich, bo też jeżeli się mocniej zastanowić, to uwodzenie spokojnych mieszkańców należało do zakresu obowiązków wielu słowiańskich mitologicznych stworzeń. Pozwala to autorce na budowanie interesujących wątków obyczajowych w oparciu o konflikty wynikające z elementów fantastycznych czyli to właśnie, co najbardziej w fantastyce lubię.
Dzięki takiemu ustawieniu „narracyjnej kamery” otrzymujemy z jednej strony sporą dawkę zabawnych, ciepłych sytuacji, ale z drugiej: gdy już wybucha dramat, to o takiej „prawdziwej” skali – nie myślimy o ratowaniu świata, ale o tragedii dotykającej konkretne osoby.
Przy czym towarzyszy temu właściwa mitologiom nieuchronność konsekwencji – igranie z bogami to igranie z ogniem. Ludziom wydaje się, że ich sprytnie przechytrzyli przy ubijaniu targu lub wypowiedzieli odpowiednią modlitwę podczas składania ofiary, albo że wręcz udało się boginkę schwytać, jednak siły są tu rozłożone z definicji niesymetrycznie, a świat mitologii to świat groźny, gdzie trudno o bezpieczne ścieżki.
„Idź i czekaj mrozów” to początek serii, co często budzi u czytelnika obawę, że zainwestuje swoją uwagę w poznanie historii, która nie zainteresuje go aż tak, by czekać na jej zakończenie do kolejnych części. Jednak w tym przypadku wręcz ucieszyłam się, że fabuła nie kończy się wraz z pierwszą książką. Jest tu materiał na długą, naprawdę ciekawą opowieść: konsekwentnie skonstruowana rzeczywistość fantastyczna, miejsce akcji równocześnie tajemnicze (zamek wilkarów) i kameralne, sympatyczni bohaterowie i co najmniej kilka intrygujących wątków, które pozostały bez zakończenia.
koniec
4 czerwca 2017

Komentarze

06 VI 2017   18:18:25

Twoja recenzję lepiej mi się czytało niż książkę..Dla mnie to wszystko było rozpaczliwie nijakie.Nie byłam w stanie ani polubić bohaterki ani wciągnąć się w jej losy,a jak już się dowlokłam do końca (przez 500 stron)to się okazało,że to I tom... Gdyby nie nominacja do Zajdla,to bym tego nie przeczytała,chociaż lubię fantazy.

08 VI 2017   17:35:07

Książka niestety jest słaba, choć kobiece bohaterki budzą sympatię. Jednak setting wcale nie jest dobry. Z czego utrzymuje się ta knajpa we wsi, skoro prowadzą między sobą handel wymienny? Fabuła jest chaotyczna, gdyby nie dobry język i ładne odmalowanie świata słowiańskiego, nie dobrnęłabym do końca. Ale na drugi tom i dalsze ochoty nie mam...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Zmagania z „tamtym światem”
Joanna Kapica-Curzytek

27 VI 2022

„Dom stu szeptów” to horror z elementami paranormalnymi. Autor postawił na walkę dobra ze złem, także w zaświatach. Ze średnim efektem, choć prozie nie brakuje walorów rozrywkowych.

więcej »

Dybuki krążą wokół nas
Sebastian Chosiński

26 VI 2022

Kto wie, być może czytając „Demonomachię” Marka Krajewskiego, jesteśmy świadkami narodzin kolejnego ważnego dla pisarza z Wrocławia bohatera literackiego. Obok Eberharda Mocka i Edwarda Popielskiego może stać się nim Stefan Zborski – niedoszły ksiądz katolicki, który za swoje najważniejsze powołanie uważa walkę z demonami.

więcej »

Syndrom gotującej się żaby
Marcin Knyszyński

25 VI 2022

„Może pora z tym skończyć”, debiutancka powieść kanadyjskiego pisarza Iana Reida, jest thrillerem psychologicznym, książką-zagadką, opowieścią grozy i naprawdę świetnie napisaną, emocjonującą fabułą. Jest jednocześnie powieścią dosłownie budzącą niepokój i uczucie niesamowitości oraz wpędzającą w dość poważny dyskomfort.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Kwiecień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Umieranie w śniegu
— Anna Nieznaj

Uśmiech towarzyszki Kamli
— Anna Nieznaj

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pralinka na mroczne czasy
— Anna Nieznaj

Obcy z głębin
— Anna Nieznaj

Prywatne dramaty
— Anna Nieznaj

W niewoli bóstwa i jego skrzydlatych
— Anna Nieznaj

Absolutnie uroczy dżentelmen
— Anna Nieznaj

Niewrogie przejęcie
— Anna Nieznaj

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.