Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Joseph Conrad
‹Jądro ciemności›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJądro ciemności
Tytuł oryginalnyHeart of Darkness
Data wydaniaI kwartał 2018
Autor
PrzekładPatrycja Jabłońska
Wydawca GREG
ISBN978-83-7517-119-8
Format96s. 150×210mm; oprawa twarda
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Człowiek, który widzi
[Joseph Conrad „Jądro ciemności” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy głośno jest o kontrowersyjnie uwspółcześnionym spolszczeniu „Jądra ciemności” Conrada według Dukaja, warto też sięgnąć po jedno z tłumaczeń poprzednich: na przykład Patrycji Jabłońskiej. Może być i tak, że milenials czy korposzczur z generacji X odnajdzie się dużo łatwiej w spokojnym toku dziewiętnastowiecznej narracji.

Anna Nieznaj

Przeczytaj to jeszcze raz: Człowiek, który widzi
[Joseph Conrad „Jądro ciemności” - recenzja]

Kiedy głośno jest o kontrowersyjnie uwspółcześnionym spolszczeniu „Jądra ciemności” Conrada według Dukaja, warto też sięgnąć po jedno z tłumaczeń poprzednich: na przykład Patrycji Jabłońskiej. Może być i tak, że milenials czy korposzczur z generacji X odnajdzie się dużo łatwiej w spokojnym toku dziewiętnastowiecznej narracji.

Joseph Conrad
‹Jądro ciemności›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJądro ciemności
Tytuł oryginalnyHeart of Darkness
Data wydaniaI kwartał 2018
Autor
PrzekładPatrycja Jabłońska
Wydawca GREG
ISBN978-83-7517-119-8
Format96s. 150×210mm; oprawa twarda
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Co uderza najmocniej, to przenikliwość spojrzenia. Narrator, mimo swojej niesłychanej przecież życiowej aktywności widzi świat z pozycji obserwatora – kogoś z zewnątrz. To nie tylko jego rola podróżnika: czy w nienazwanej po imieniu Brukseli, gdzie zostaje zatrudniony w swojej spółce handlowej, czy też w samym Kongu. Również na Londyn patrzy, jak na miejsce zupełnie obce, malując nieoczywistą wizję, rozpoczynającą się od słów: „I to również było jedno z mrocznych miejsc na ziemi” i rozwijającą się w dygresję o wyimaginowanym rzymskim dowódcy, którego los przywiódł nad dziką rzekę, w niesprzyjający klimat i upodlający brak cywilizacji. „Bezsilne obrzydzenie” w konfrontacji z dziczą.
Taki właśnie narrator, zdolny do widzenia nieoczywistości, relacjonuje absurd zachowań europejskich pracowników spółki, którzy pełni wielkich ambicji i intryganckiego zapału nie są w stanie załatwić prostej dostawy nitów do naprawy statku. Opowiada o dyrektorze zagubionej w dżungli stacji i że wobec faktu, iż „nie miał talentu organizacyjnego, inicjatywy, nawet zamiłowania do porządku” jego główną predyspozycją do pełnionego stanowiska jest zdrowie. Sam fakt fizycznego przetrwania wielu lat w skrajnie niesprzyjającym klimacie.
Marlowe mówi o afrykańskich robotnikach przymusowych: ich chorobach i śmierci, bezsensownej, możliwej do przewidzenia w takich warunkach. Tak jak z zaciętą ironią opowiada o groteskowej akcji gaszenia podpalonej chaty, tak też wyjaśnia, że w czasie długiej podróży w górę rzeki dawano lokalnym pomocnikom kawałki miedzianego drutu jako zapłatę. Mieli za to kupować prowiant, tyle że albo wiosek po drodze nie było, albo były wrogo nastawione, albo też po prostu nie zarządzano postojów – ponieważ Europejczycy mieli co jeść.
Nieśpieszna opowieść punktuje kolejne obserwacje, nie musząc w zasadzie dopowiadać do nich wniosków, gdyż samo postawienie problemów narzuca interpretacje. Marlowe przy tym jako wynajęty fachowiec – robi swoje. Organizuje pieszą przeprawę całej karawany do stacji, naprawia statek, prowadzi go w trudnym rejsie w górę rzeki, uczestniczy w potyczce i mimo szoku w momencie śmierci sternika, zachowuje przytomność umysłu. Nawet wtedy, gdy ma już „poczucie snu”, co wynika po prostu z narastającej choroby, opisanej też z tą nieco upiorną, sarkastyczną trzeźwością: „Być może miałem też trochę gorączki. Nie można żyć ciągle z ręką na pulsie. Często miałem »trochę gorączki« albo trochę czegoś innego – figlarne uderzenie łap dziczy, wstępne igraszki przed poważniejszym atakiem”.
Wszyscy oczywiście wiemy z niezliczonym odwołań, co będzie dalej, u kresu podroży: „pan Kurtz”, „wybitny człowiek”, który tak wspaniale prowadzi swoją stację, gromadzi transporty kości słoniowej, sobie tylko znanymi metodami. Jak okazuje się później, oczekując poddańczych ceremonii i wbijając na pale głowy buntowników, a jednocześnie pracując nad światłym raportem dla Towarzystwa na rzecz Zniesienia Dzikich Obyczajów – pełnym altruistycznych wielkich słów z zapomnianym później ręcznym postscriptum „Wybić całe to bydło!”.
Tyle znana interpretacja: Kurtz pozbawiony hamulców narzuconych przez własną cywilizację, postawiony – dzięki posiadaniu broni palnej – w roli jedynego w okolicy półboga stracił całą pozłotkę moralności, którą zdawał się prezentować, gdy działał w poprzednim, właściwym sobie świecie.
Jednak współczesny czytelnik prawdziwą grozę i „ohydę” czuje chyba na ostatnich stronach, gdy brukselscy znajomi wspominają z żalem zmarłego. „Mimochodem dał mi do zrozumienia, że Kurtz zasadniczo był wielkim muzykiem”. „Brałem go za malarza, który pisał do gazet albo za dziennikarza, który umiał malować”. „Był uniwersalnym geniuszem”. „Poinformował mnie, że właściwą sferą Kurtza powinna być polityka »od popularnej strony«”. „Jakże on umiał mówić! Elektryzował wielkie zgromadzenia. (…) Mógłby być wspaniałym przywódcą ekstremistycznej partii”.
Nie potrzeba cytować dalej. Gdy czyta się to obecnie, zbędna staje się fraza „pozbawiony hamulców narzuconych przez własną cywilizację” z najpopularniejszej interpretacji opowiadania – wszak te same mechanizmy tak niedługo później bez przeszkód działały na naszym kontynencie. Pozostajemy w myślach z uznaną kiedyś za oczywistość tezą „Niemcy to taki kulturalny naród”, która w jakiś sposób domyka się klamrą z początkowymi rozważaniami nad losem zagubionego w zimnej dziczy rzymskiego przywódcy. Przy czym znamienny jest opis pochodzenia oszalałego narcystycznego tyrana znad rzeki Kongo: „Jego matka była w połowie Angielką, ojciec w połowie Francuzem. Cała Europa miała wkład w stworzenie Kurtza”. Mam wrażenie, że nie zdziwiłaby ta przerażająca historyczna analogia Conradowskiego narratora, który nawet w gorączce zachowywał klinicznie precyzyjne spojrzenie świadka.
koniec
10 czerwca 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

PRL w kryminale: Nadmiernie wrażliwy śledczy
Sebastian Chosiński

16 II 2024

Niepohamowane ludzkie namiętności niejednokrotnie stawały się – także w literaturze – przyczyną wielkich tragedii. Zwłaszcza miłosnych. Taki właśnie wątek postanowił rozwinąć w jednej ze swoich „powieści milicyjnych” Artur Morena, pod którym to pseudonimem ukrywał się Andrzej Wydrzyński. Nosi ona tytuł „Arlekin”, a ukazała się – przed ponad półwieczem – w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
Sebastian Chosiński

9 II 2024

Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Przeczytajmy to jeszcze raz, ale na nowo
— Joanna Kapica-Curzytek

Z tego cyklu

Kto zamordował Kallego?
— Sebastian Chosiński

Czcij bliźniego swego!
— Sebastian Chosiński

Tak nieprawdopodobne, że aż przerażające
— Sebastian Chosiński

Zetrzeć uśmiech z twarzy niegodziwca
— Sebastian Chosiński

Biali i czarni – bohaterowie i kanalie
— Sebastian Chosiński

Wallander kontra komunistyczni fundamentaliści
— Sebastian Chosiński

Gliniarz po i w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

Eddie, Gino i Tony
— Sebastian Chosiński

Gliniarz na rowerze
— Sebastian Chosiński

Pozornie bez związku, niemal bez trupa
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Przeczytajmy to jeszcze raz, ale na nowo
— Joanna Kapica-Curzytek

Tegoż autora

Umieranie w śniegu
— Anna Nieznaj

Uśmiech towarzyszki Kamli
— Anna Nieznaj

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pralinka na mroczne czasy
— Anna Nieznaj

Obcy z głębin
— Anna Nieznaj

Prywatne dramaty
— Anna Nieznaj

Krótko o książkach: Ta starsza, mroczniejsza magia
— Anna Nieznaj

W niewoli bóstwa i jego skrzydlatych
— Anna Nieznaj

Absolutnie uroczy dżentelmen
— Anna Nieznaj

Niewrogie przejęcie
— Anna Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.