Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Adam Nasielski
‹Alibi›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlibi
Data wydania2013
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-63424-14-5
Format192s. 119×194mm
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zbrodnie w stylu retro: Inspektor Żbik z Policji Państwowej
[Adam Nasielski „Alibi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Adam Nasielski był jednym z najpopularniejszych i najpłodniejszych autorów książek kryminalnych i sensacyjnych w okresie międzywojennym. Kolejne jego dzieła rozchodziły się na pniu, a wykreowany przez niego bohater – inspektor Bernard Żbik z Centrali Służby Śledczej – na kilka lat zawładnął wyobraźnią Polaków. Po raz pierwszy pojawił się w wydanej w 1933 roku powieści „Alibi”.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Inspektor Żbik z Policji Państwowej
[Adam Nasielski „Alibi” - recenzja]

Adam Nasielski był jednym z najpopularniejszych i najpłodniejszych autorów książek kryminalnych i sensacyjnych w okresie międzywojennym. Kolejne jego dzieła rozchodziły się na pniu, a wykreowany przez niego bohater – inspektor Bernard Żbik z Centrali Służby Śledczej – na kilka lat zawładnął wyobraźnią Polaków. Po raz pierwszy pojawił się w wydanej w 1933 roku powieści „Alibi”.

Adam Nasielski
‹Alibi›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlibi
Data wydania2013
Autor
Wydawca CM
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
ISBN978-83-63424-14-5
Format192s. 119×194mm
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W latach 30. ubiegłego wieku stawiano go obok takich tuzów literatury popularnej (o proweniencji kryminalno-sensacyjnej), jak Antoni Marczyński, Marek Romański, Stanisław A.(ntoni) Wotowski czy Piotr Godek (w rzeczywistości był to pseudonim Stefanii Osińskiej). Zapotrzebowanie na jego książki było tak wielkie, że wydawał po kilka w ciągu roku, a i tak żadne z nich nie zalegały na księgarskich półkach. Adam Nasielski urodził się 1 lipca 1911 roku w Warszawie; ukończył studia prawnicze na ówczesnym Uniwersytecie imienia Józefa Piłsudskiego (dzisiejszym Warszawskim) i zaczął nawet doktorat z kryminologii (obronił go kilka lat później w Stanach Zjednoczonych, dokąd trafił na stypendium sfinansowane przez Fundację Kościuszkowską). Był już wtedy pisarzem cieszącym się w kraju wielką popularnością. Przygodę z piórem zaczynał jednak od dziennikarstwa; współpracował z wieloma stołecznymi pismami, które chętnie publikowały jego teksty (opowiadania, felietony, recenzje, artykuły polemiczne czy reportaże).
Pierwszą powieść – zatytułowaną „Strzał” (jej akcja rozgrywała się, co ciekawe, w Londynie) – wydał w 1931 roku. Dwa lata później natomiast powołał do życia postać inspektora Bernarda Żbika, który – według jednej z wersji – ponad trzy dekady później „podarował” swoje nazwisko najsłynniejszemu polskiemu komiksowemu milicjantowi – kapitanowi / majorowi Janowi Żbikowi. Z popularnością, jaką zdobył Nasielski, wiązały się także odpowiednio wysokie zarobki. W efekcie mógł on opuścić Warszawę i zamieszkać we własnej willi w urokliwych uzdrowiskowych – położonych nad Dniestrem (nieopodal granicy z Rumunią) – Zaleszczykach. Tam miał dużo lepsze warunki do pracy literackiej. A jeśli musiał akurat wybrać się do stolicy na rozmowy z wydawcami, nie było to żadnym problemem, albowiem Zaleszczyki z Warszawą (i dalej z Gdynią) łączyła linia kolejowa, na której kursował pociąg posiadający wagony sypialne. Czy można się więc dziwić, że mając taką sytuację, Nasielski był w stanie pisać trzy-cztery książki w ciągu roku?
Pierwsze wydanie powieści noszącej tytuł „Alibi” ukazało się nakładem warszawskiego Wydawnictwa Stanisława Cukrowskiego, które przetrwało do końca lat 40. XX wieku, to jest do śmierci swego właściciela (po wojnie opublikowało między innymi sensacyjną książkę „Giełda przestaje notować” Zygmunta Sztaby). Kim był jej główny bohater? Z pierwszej odsłony cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika” niewiele się o nim dowiadujemy. Przede wszystkim to, że jest trzydziestopięcioletnim cenionym oficerem (w stopniu inspektora, co było odpowiednikiem pułkownika w wojsku) i kryminologiem Centralnej Służby Śledczej, która wcześniej była Wydziałem IV Komendy Głównej Policji Państwowej. Początkowo wydział ten nosił nazwę rejestracyjno-karnego, następnie został przekształcony w rejestracyjno-pościgowy (w 1924 roku), potem w śledczo-pościgowy (co stało się faktem dwa miesiące po zamachu majowym) i w końcu w Centralną Służbę Śledczą, w którym jeden z referatów – nie ukrywajmy, ten najważniejszy – dotyczył spraw kryminalnych. Wiadomo też, że Żbik przebywał służbowo w Stanach Zjednoczonych, ponieważ wspomina o tym, że uczestniczył w egzekucji (na krześle elektrycznym) przestępcy odbywającego karę w słynnym więzieniu Sing Sing.
I o jednej jeszcze interesującej i zarazem intrygującej rzeczy wspomina Adam Nasielski – że najbliższym przyjacielem Żbika jest młodszy od niego o dziewięć lat podległy mu bezpośrednio aspirant (czyli podporucznik) Adam Billewski. Ba! panowie nawet mieszkają razem, o czym zresztą wie cały posterunek. Jako że nikogo to nie szokuje, a przynajmniej o niczym takim autor książki nie wspomina – nie powinniśmy chyba wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Zanim jednak Bernard i Adam pojawiają się na kartach powieści, dzieje się w niej dużo ciekawego. Intryga zaczyna się od tego, że bogaty i przystojny trzydziestoczterolatek Albert Godlewski na dzień przed wyjazdem co Cannes (razem ze swoją kochanką, olśniewającą urodą Anną Wirską) zaprasza na kolację grono przyjaciół. Do mieszkania w kamienicy przy Alei Róż przybywają wiekowy Maurycy Tyzabitowski (nieszczęsny kokainista), unikający praktyki lekarskiej doktor Witold Żabiński, młody i natchniony Bolesław Danecki oraz detektyw-amator, absolwent szkoły policyjnej w Lipsku Jerzy Klin (Anna przychodzić nie musi, bo choć nie mają ślubu mieszka z Godlewskim).
Nie jest to jednak typowa kolacja pożegnalna. Okazuje się bowiem, że kilka godzin wcześniej Albert otrzymał niepokojący anonim, którego autor zapowiedział, że „z wiadomych mu powodów” musi zabić go dzisiaj i że stanie się to właśnie „podczas kolacji”. Pokazuje nawet ten list swoim gościom, aczkolwiek po wcześniejszym usunięciu dopisku, w którym znalazła się informacja, iż morderca będzie osobiście uczestniczył w kolacji. Nadzwyczaj ciekawy punkt wyjścia: sześć dobrze znających się osób w jednym pomieszczeniu i jedna z nich ma zamiar zamordować gospodarza. Dlaczego? I w jaki sposób? Bo przecież należy założyć, że chce zrobić to w taki sposób, aby następnie nie ponieść kary (którą niechybnie byłby stryczek). Absurd? Mimo to w pewnym momencie siedzący przy stole na krześle Godlewski traci świadomość. Gdy po paru minutach odzyskuje ją na chwilę, wypowiada jedynie trzy sylaby – „ty…za…bi…” – po czym ostatecznie umiera. Na oczach pozostałej piątki! Wezwany na miejsce zdarzenia inspektor Żbik (i towarzyszący mu aspirant Billewski) ma twardy orzech do zgryzienia.
Tym bardziej że każdy ze świadków coś przed nim i przed pozostałymi ukrywa. Każdy zachowuje się na swój sposób podejrzanie. A to dopiero początek trudnych do wytłumaczenia zdarzeń. Zwłaszcza kiedy na miejscu domniemanej zbrodni pojawia się doktor Dalczewski i, obejrzawszy trupa, dochodzi do wniosku, że… to wcale nie było morderstwo. Trzeba przyznać, że Adam Nasielski dobrze odrobił lekcje ze znajomości klasyki światowego kryminału. Bez dwóch zdań musiał dogłębnie przeanalizować zarówno „Morderstwo przy Rue Morgue” (1841) Edgara Allana Poego, jak i późniejszą o kilkadziesiąt lat twórczość Arthura Conana Doyle’a i Agathy Christie. A potem sam wymyślił zbrodnię tak doskonałą, że w pierwszej chwili prowadzącemu dochodzenie Żbikowi może być trudno w ogóle udowodnić, że została popełniona. Nie oznacza to oczywiście, że „Alibi” dorównuje poziomem tekstom Amerykanina i dwojga Brytyjczyków. O nie, tak dobrze to nie ma. Dzieło Nasielskiego jest, chcąc nie chcąc, nieodrodnym dzieckiem swojej epoki – to literatura stricte popularna, choć przejawiająca pewne ambicje artystyczne.
Stylistycznie co nieco jeszcze szwankuje, dialogi bywają przegadane, razić mogą też – charakterystyczne dla powieści groszowych – określenia typu „mokry śmiech” czy „dzikie zęby”. Nie zmienia to jednak faktu, że punkt wyjścia jest zaskakujący, a zakończenie pełne rozmachu inscenizacyjnego. Trudno się zatem dziwić, że powieść zyskała rozgłos i że Bernard Żbik stał się jednym z najulubieńszych bohaterów przedwojennych kryminałów. Usatysfakcjonowani tym, w jaki sposób ich przedstawiono w „Alibi”, musieli być także funkcjonariusze. Zwłaszcza że Nasielski zadedykował książkę „dzielnej «armii granatowych mundurów», polskiej Policji Państwowej, w dowód uznania dla jej ofiarnej pracy na polu państwowym i społecznym” (pisownia została uwspółcześniona). I tylko jedno wywołuje we mnie dysonans. W kontekście traktowania podejrzanych inspektor Żbik wypowiada do swego przełożonego, naczelnika Wiśniewskiego, następujące słowa: „Wiek dwudziesty jest zbyt humanitarny i pobłażliwy”. Ech! Po 1945 roku pisarz chyba zmienił zdanie.
koniec
18 stycznia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.