Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Adam Nasielski
‹Fort Grozy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFort Grozy
Data wydania29 czerwca 2016
Autor
Wydawca CM
CyklAdam Rawski
SeriaCykl autorski Adama Nasielskiego
ISBN978-83-654-9916-5
Format206s. 130×200mm
Cena32,80
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
[Adam Nasielski „Fort Grozy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
[Adam Nasielski „Fort Grozy” - recenzja]

To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

Adam Nasielski
‹Fort Grozy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFort Grozy
Data wydania29 czerwca 2016
Autor
Wydawca CM
CyklAdam Rawski
SeriaCykl autorski Adama Nasielskiego
ISBN978-83-654-9916-5
Format206s. 130×200mm
Cena32,80
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Czytelnicy „Esensji” wiedzą już całkiem sporo na temat Adama Nasielskiego (1911-2009), jednego z najpopularniejszych międzywojennych polskich pisarzy. Autora, który hurtowo dostarczał emocjonujących powieści kryminalnych i sensacyjnych. Największy rozgłos przyniosła mu bestsellerowa seria „Wielkie gry Bernarda Żbika” (1933-1938), której tytułowym bohaterem był nadzwyczaj inteligentny i przebiegły inspektor warszawskiej Centrali Służby Śledczej. Ale zanim Nasielski stworzył tę postać, wymyślił inną – porucznika Adama Rawskiego, oficera polskiego wywiadu, który gotowy był podejmować się dla dobra ojczyzny najbardziej nawet niebezpiecznych misji. Czy mieszkający od pewnego momentu, gdy już pozwalały mu na to finanse, w uzdrowiskowych Zaleszczykach, prozaik planował, że Rawski stanie się centralną figurą całego cyklu – tego nie wiem. W każdym razie skończyło się jedynie na dwóch powieściach z jego udziałem – „Forcie grozy” (1932) oraz „Grze ze śmiercią” (1936).
Pisząc „Fort grozy”, Nasielski miał zaledwie dwadzieścia jeden lat. Do tego momentu pochwalić mógł się zaledwie jedną książką (był to „Strzał”, pierwsza część trzyczęściowej serii „Secret Five”), ale – co dla początkującego pisarza było najistotniejsze – w jego dobrą gwiazdę uwierzył sam Stanisław Cukrowski, wydawca świetnie sprzedających się pulpowych opowieści. Pierwsze – można by rzec „pełne” – wydanie powieści miało miejsce w 1932 roku w „Bibliotece Nowości” (numer 190); drugie – znacznie okrojone i pod zmienionym tytułem („Bastion W3”) – pięć lat później w poczytnym cyklu „Co Tydzień Powieść”. To była bardzo częsta praktyka stosowana przez Cukrowskiego; w pewnym sensie sprzedawał ten sam produkt dwukrotnie i tym samym znacznie zwiększał dochody. Bo choć cena publikowanych co tydzień zeszytów była niska, to ich nakład – jak na tamte czasy – olbrzymi.
„Fort grozy” czytany z perspektywy dziewięćdziesięciu lat od powstania wydaje się bezpretensjonalną ramotką, ale ma też kilka zaskakujących fragmentów i rozwiązań fabularnych. Najbardziej zadziwiają te, w których perypetie porucznika Rawskiego przypominają – wypisz, wymaluj! – to, co ponad dwadzieścia lat później opisywał Ian Fleming w serii książkowych przygód Jamesa Bonda. Oczywiście nie twierdzę, że Brytyjczyk czytał, a potem inspirował się powieściami Polaka, lecz zbieżność jest naprawdę zdumiewająca. Zarówno w kontekście gier, jakie prowadzą ze sobą wywiady różnych państw (w przypadku Nasielskiego, poza polskim, w rachubę wchodzą służby specjalne Związku Radzieckiego i Republiki Weimarskiej), jak i opisów pościgów czy też podejmowanych przez głównego bohatera prób wykaraskania się z tarapatów. A i sam pomysł istnienia tytułowego fortu przypomina koncepty Fleminga z „Doktora No” (1958) i „Operacji Piorun” (1961).
Powieść Adama Nasielskiego jest jednak przede wszystkim dzieckiem swojej epoki. Na początku lat 30. XX wieku relacje pomiędzy Polską a Krajem Rad były, jak niemal przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego, bardzo napięte. Zelżeją nieco właśnie w 1932 roku, po podpisaniu paktu o nieagresji. Ale nie zmieni to oczywiście nic w prowadzonej przez obie strony działalności szpiegowskiej wymierzonej w sąsiada. Podobne wątki – czy to permanentnego zagrożenia sowiecką dywersją, czy też działalności polskiego wywiadu na terenie wroga – były niezwykle popularne w ówczesnej literaturze sensacyjnej. Trudno dziwić się więc, że sięgnął po nie młody pisarz, marzący o wielkiej karierze. A żeby było jeszcze pikantniej, dorzucił trzeci grzyb do barszczu – wywiad niemiecki. Przy okazji podjął temat, który po drugiej wojnie światowej, w peerelowskiej historii był tabu, dotyczył bowiem bliskiej współpracy wojskowej i technologicznej pomiędzy Republiką Weimarską a Krajem Rad, co pozwalało Berlinowi na omijanie zakazów narzuconych w 1919 roku przez traktat wersalski.
Jesienią – być może 1931 roku – polski wywiad szykuje się do podrzucenia Sowietom „kukułczego jaja”. Ma nim być agent, który otrzymuje zadanie spenetrowania złowieszczego Fortu Ołonec i zdobycia dokumentów na temat prowadzonych tam badań nad bronią chemiczną. Nie jest to takie proste, zwłaszcza że wróg ma niemal wszędzie swoich ludzi. Ba! organizuje nawet zamach na polskiego Ministra. Po drodze eliminuje też potencjalnych kandydatów do wykonania tej, zdaje się, samobójczej misji. Wreszcie zapada decyzja, aby do Związku Radzieckiego wysłać porucznika Rawskiego. Oczywiście nie pod własnym nazwiskiem, lecz jako niemieckiego naukowca-chemika Harry’ego Bauera. Podpisuje on kontrakt z rządem sowieckim i ma zostać pomocnikiem pracującego w Forcie Ołonec już od jakiego czasu docenta doktora Kurta Mengera, który – jak sam twierdzi – zajmuje się „chemią militarną”.
Fort Ołonec to wyjątkowo ponure miejsce. Położony jest nad brzegami jeziora Ładoga, a więc niedaleko Leningradu. Zawiaduje nim pułkownik Aleksander Basil, a jego prawą ręką jest rotmistrz Jan Leński (zapewne Polak, bo zna język Mickiewicza i Słowackiego). Zresztą zaprzedanych Sowietom Polaków jest tam więcej, co nie powinno dziwić, bo przecież renegatów pokroju Feliksa Dzierżyńskiego nie brakowało. By uzyskać zgodę na wejście do fortu, Rawski vel Bauer musi przejść specjalne badanie urządzeniem nazywanym potocznie „pralnią świadomości”. To rodzaj aparatu Roentgena, z tą różnicą, że jeśli promienie skieruje się na głowę, badany „śpiewa” aż miło. Polski agent nie jest na coś takiego przygotowany i pewnie byłby to koniec jego misji, gdyby nie pomoc z zewnątrz od nieznajomej osoby, która kieruje promienie płynące z tajemniczego ustrojstwa z głowy na… klatkę piersiową. Dzięki temu Adam może stać się wreszcie Harrym.
W okresie międzywojennym istniał w Wilnie – począwszy od 1930 roku aż do wybuchu drugiej wojny światowej – Instytut Naukowo-Badawczy Europy Wschodniej. To ta instytucja dała początek tak zwanej „polskiej szkole sowietologicznej”, która miała na koncie mnóstwo osiągnięć. Nie oznacza to jednak, że powstające tam analizy były powszechnie znane. W każdym razie Nasielski nie znał ich na pewno, a przynajmniej nie w momencie kiedy pisał „Fort grozy”. Jego opisy sowieckiej rzeczywistości są bowiem bardzo naiwne; wiedzę na jej temat czerpał prawdopodobnie z książek o proweniencji sensacyjnej, a nie politologicznej. Stąd wiele uproszczeń i banałów, ale też – od strony narracyjnej – nie brakuje w powieści niekonsekwencji. Dość powiedzieć, że do tego ściśle chronionego miejsca można dostać się… bez większego problemu. W każdym razie udaje się to nie tylko agentowi polskiemu, ale również jego angielskiemu i francuskiemu odpowiednikom.
Więcej nawet! Chcąc pomóc Rawskiemu wyjść z opałów, za mury fortu dostają się bez większych problemów także dwaj polscy marynarze z kontrtorpedowca „Wyżeł”, który ukrywa się, jak można podejrzewać, gdzieś w delcie Newy. Strażnicy radzieccy robią zaś sporo, aby im nie przeszkadzać w swobodnym poruszaniu się po korytarzach twierdzy. A kiedy już ich łapią… cóż, wkrótce dają się wystrychnąć na dudka pewnej bardzo przebiegłej osobie. Karl May – klasyk literatury przygodowej opowiadającej o Dzikim Zachodzie i rdzennych mieszkańcach Ameryki Północnej – odwiedził ten kontynent dopiero w 1908 roku, a więc lata po tym, jak opublikował trylogię „Winnetou” i jej kontynuacje. Pisząc je, nie znał więc realiów, nadrabiał za to fantazją i kreatywnością oraz – ponoć – przygotowaniem teoretycznym. W przypadku „Fortu grozy” Nasielskiemu na pewno nie zabrakło tego pierwszego i drugiego, gorzej natomiast było z trzecim z wymienionych elementów. Wiedza sowietologiczna została złożona na ołtarzu atrakcyjnej fabuły, w której nie zabrakło także, choć nie opisanego wprost, seksu.
„Fort grozy” miał do spełnienia dwa cele: dostarczyć czytelnikom rozrywki oraz podnieść ich na duchu, przedstawiając zakończoną sukcesem akcję bohaterskiego polskiego szpiega, który – z pewną pomocą z zewnątrz – wywodzi w pole nie tylko Sowietów, ale i Niemców. W kontekście tych ostatnich intrygująco wypada postać tajemniczego mężczyzny w niebieskich okularach, który – żywcem przeniesiony z historii Roberta Louisa Stevensona o doktorze Jekyllu i mister Hydzie – idealnie pasowałby do galerii Bondowskich „czarnych charakterów”. Podsumowując: czyta się szybko i z przyjemnością, ale pod warunkiem, że przymykamy oko na realia.
koniec
27 stycznia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Najlepszą obroną nie była obrona
Miłosz Cybowski

17 V 2022

„Twierdza Europa” to bardzo solidna, niemalże encyklopedyczna, pozycja przedstawiająca bardzo szczegółowo większość europejskich fortyfikacji i ich losy w trakcie II wojny światowej. Książka nie należy do najłatwiejszych i powinna przypaść do gustu głównie osobom zainteresowanym historią militarną XX wieku.

więcej »

Okrutne piękno egzystencji
Joanna Kapica-Curzytek

16 V 2022

„Diamentowy plac” zalicza się do klasyki literatury katalońskiej i należy do najwybitniejszych jej osiągnięć. W Polsce po raz pierwszy dostajemy tę książkę w przekładzie z oryginału.

więcej »

Magiczna różdżka i platforma wiertnicza
Joanna Kapica-Curzytek

15 V 2022

„Lodowa karuzela” ukraińskiego pisarza jest przewrotną grą z wyobraźnią czytelnika oraz zasługującą na uwagę próbą uchwycenia fenomenu Ukrainy i jej dramatycznego losu.

więcej »

Polecamy

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym

W podziemnym kręgu:

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

O Krystynie, która nie chciała bandyty
— Sebastian Chosiński

Mściciele żądają milionów
— Sebastian Chosiński

Gazetą można zabić nie tylko polityka
— Sebastian Chosiński

Zgnilizna moralna polskich mieszczan
— Sebastian Chosiński

Uwaga! Chińczycy w Warszawie
— Sebastian Chosiński

„Wampir” w COP-ie
— Sebastian Chosiński

Na rozkaz premiera!
— Sebastian Chosiński

Żbik i Downar w szponach Ozyrysa
— Sebastian Chosiński

Inspektor kontra przodownik
— Sebastian Chosiński

Pierwsze koty za płoty
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.