Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Marcin Dor
‹Zabójstwo Thomasa Jonesa›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZabójstwo Thomasa Jonesa
Data wydania1969
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: „Cichodajka” za dewizy
[Marcin Dor „Zabójstwo Thomasa Jonesa” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Aleksander Minkowski zasłynął jako twórca wyśmienitych powieści dla dzieci („Gruby”) i młodzieży („Szaleństwo Majki Skowron”). Ma też jednak na koncie napisane samodzielnie dwie „powieści milicyjne”. Wydał je pod pseudonimem Marcin Dor. O jednej z nich – „Major opóźnia akcję” (zekranizowanej zresztą w ramach serialu „07 zgłoś się”) – pisałem przed rokiem; dzisiaj czas na drugą – „Zabójstwo Thomasa Jonesa”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: „Cichodajka” za dewizy
[Marcin Dor „Zabójstwo Thomasa Jonesa” - recenzja]

Aleksander Minkowski zasłynął jako twórca wyśmienitych powieści dla dzieci („Gruby”) i młodzieży („Szaleństwo Majki Skowron”). Ma też jednak na koncie napisane samodzielnie dwie „powieści milicyjne”. Wydał je pod pseudonimem Marcin Dor. O jednej z nich – „Major opóźnia akcję” (zekranizowanej zresztą w ramach serialu „07 zgłoś się”) – pisałem przed rokiem; dzisiaj czas na drugą – „Zabójstwo Thomasa Jonesa”.

Marcin Dor
‹Zabójstwo Thomasa Jonesa›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZabójstwo Thomasa Jonesa
Data wydania1969
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Czy rzeczywiście można uznać, że opublikowane w 1969 roku „Zabójstwo Thomasa Jonesa” stało się literacką podstawą jednego z ostatnich komiksów z cyklu o kapitanie Janie Żbiku, to jest zeszytu zatytułowanego „«St. Marie» wychodzi w morze…” (gotowego do druku już w 1980 roku, ale wydanego dopiero dwa lata później)? Często bowiem taka właśnie uwaga pojawia się przy omówieniach tego odcinka serii. I trzeba przyznać, że jest w niej trochę racji. Ale tylko „trochę”, ponieważ odpowiadający za scenariusz „«St. Marie»…” Władysław Krupka z mikropowieści Marcina Dora zapożyczył zaledwie jeden wątek – nagłego zniknięcia cudzoziemskiego marynarza (w komiksie chodzi o Niemca Hansa Jurgena, w książeczce natomiast o Brytyjczyka Thomasa Jonesa), który następnie zostaje znaleziony martwy. I to w zasadzie wszystko. Pozostała fabuła „Zabójstwa…” nie ma już z opowieścią o śledztwie kapitana Żbika nic wspólnego.
Wspomniany powyżej Marcin Dor to pseudonim literacki, pod jakim dwukrotnie ukrył się popularny autor powieści dla młodzieży Aleksander Minkowski (1933-2016); posłużył mu on do publikacji dwóch kryminałów milicyjnych: wydanego w zeszytowej serii „Ewa wzywa 07…” „Zabójstwa Thomasa Jonesa” (1969) oraz pełnowymiarowego „Major opóźnia akcję” (1970), który sześć lat później został zekranizowany jako pierwszy odcinek serialu „07 zgłoś się”. Warto przy okazji dodać, że Minkowski był też współautorem – jako Adrian Czobot (do spółki ze wspomnianym wcześniej Władysławem Krupką) – „Skoku śmierci” (1969), kolejnej z mikropowieści z cyklu „Ewa wzywa 07…”, która w następnych latach przerobiona została zarówno na komiks (vide Żbikowa tetralogia zaczynająca się od „Nocnej wizyty”), jak i odcinek serialu o poruczniku Borewiczu.
Kiedy do sprzedaży w księgarniach i kioskach „Ruchu” trafiło stutysięczne – a więc całkiem spore, choć, jak na warunki peerelowskie, wcale nie rekordowe – wydanie „Zabójstwa…”, seria „Ewa wzywa 07…” wciąż jeszcze raczkowała. To był dopiero ósmy zeszyt; wcześniej wydano między innymi „Szkielet bez palców” Jerzego Edigeya, „Anastazja lubi reklamę” Jacka Wołowskiego oraz „Złotego centaura” Zygmunta Zeydlera Zborowskiego. Czytelnicy wiedzieli więc już czego mniej więcej można się spodziewać. Z powodu skrupulatności autora jesteśmy w stanie bardzo dokładnie określić dzień, w którym zaczyna się akcja „Zabójstwa…” – to sobota 14 października (wystarczy rzut oka do starego kalendarza, aby przekonać się, że musi chodzić o 1967 rok). Tego właśnie dnia wieczorem do restauracji w hotelu „Bristol” w jednym z polskich miast portowych (w książce nie zostało ono nazwane z imienia, ale można się domyśleć, że chodzi o Gdynię) przychodzi stały bywalec, doktor Marcin Berwid, co zapoczątkowuje rozwój dramatycznych wydarzeń.
Berwid to bardzo barwna, ale i dwuznaczna postać. Jak sam twierdzi, walczył w kampanii wrześniowej, a po dostaniu się do niewoli niemieckiej całą wojnę spędził w oflagu; teraz jest właścicielem biura tłumaczeń z języków obcych. Wzorowo płaci podatki, nie ma nałogów, jest kawalerem, na niczym mu nie zbywa. Szefowie trójmiejskiej Milicji Obywatelskiej podejrzewają, że trudni się również nielegalnymi interesami, ale – mimo wielkich chęci – nic nie mogą mu udowodnić. Inni, jego wspólnicy, trafiają przed oblicze sądu i lądują za kratkami, a Berwid jak węgorz wyślizguje się z każdej zastawianej na niego pułapki. Tego wieczoru dosiada się do stolika, przy którym bawią się marynarze zaokrętowani na szwedzkim statku M/S „Selma”, wśród których jest także Brytyjczyk Thomas Jones. To kolejny niezwykły bohater – i to zarówno w sensie symbolicznym, jak i dosłownym. W czasie wojny zaciągnął się do RAF-u i został radiooperatorem. Kiedy jego samolot zestrzelono nad Polską, dostał się w łapy Gestapo, ale… zdołał uciec.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Trafił wówczas do polskiej partyzantki na Lubelszczyźnie (nie wiadomo czy byli to chłopcy z Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, a może Gwardii Ludowej?), lecz jego oddział został rozbity w walce z Niemcami, do czego najprawdopodobniej przyczynił się znajdujący się w szeregach „leśnych” zdrajca, wredny hitlerowski prowokator. Nie o tym jednak chcą słuchać przy stoliku w „Bristolu” koledzy Jonesa z „Selmy”. Przyszli do „Bristolu”, aby popić i pobyć w towarzystwie „pięknych Polek”. Za zorganizowanie tych ostatnich odpowiedzialny jest właśnie doktor Berwid, który – jak widać – do wielu swoich „nielegalności” dopisał tym sposobem jeszcze jedną. Można bowiem założyć się, że nie robi on tego bezinteresownie, z miłości do przebywających na polskiej ziemi cudzoziemców. Jedną ze sprowadzonych przez Berwida panienek jest Iwona Kropiel, żona szpitalnego lekarza, dużo od niej starszego safanduły, którego zdradza na potęgę – nie tylko ze swoim młodym kochankiem Karolem Kordem (za darmo), ale również z zagraniczniakami (za dewizy). Jest więc dyskretną „cichodajką”.
W październikową sobotnią noc Iwona zabiera ze sobą Jonesa i udaje się z nim do mieszkania przyjaciółki, która na kilka tygodni wyjechała na urlop do Zakopanego. Zapowiada się całkiem miłe tête-à-tête, tylko że ktoś uwziął się na tych dwoje, nie chcąc dopuścić do cudzołóstwa. Najpierw bowiem odzywa się dzwonek do drzwi (na dźwięk którego Kropielowa każe Thomasowi uciekać przez okno – dobrze, że to parter!), a kilkanaście minut później natarczywe pukanie. Kto przyszedł jako pierwszy, nie wiadomo, bo po otwarciu drzwi korytarz okazał się pusty; za drugim razem był to natomiast Karol, który postanowił zrobić kochance awanturę. Do tego momentu cała sytuacja przedstawia się komediowo, prawda? Ale ciąg dalszy to już najprawdziwszy dramat. Okazuje się bowiem, że Jones zniknął. Nie wrócił na statek, który jeszcze tego samego dnia musi odpłynąć do Hamburga. W całą sprawę, jako że mamy do czynienia z cudzoziemcem, wtrąca się ambasada, która naciska na Komendę Główną MO, a szefostwo warszawskie suszy tym samym głowę Komendzie Wojewódzkiej. Zadanie jest proste: należy jak najszybciej odnaleźć Thomasa Jonesa – najlepiej żywego.
Oczywistym jest jednak, że to niemożliwe. Gdyby Aleksander Minkowski vel Marcin Dor chciał dać brytyjskiemu marynarzowi jakąkolwiek szansę na przeżycie, to przecież zupełnie inaczej zatytułowałby swoją mikropowieść. Prowadzący śledztwo porucznikowie Wojciech Orlan i Marek Drewicz też zresztą nie mają wielkich nadziei. Gdyby to polski marynarz zniknął gdzieś w Hamburgu czy Amsterdamie, to można by pomyśleć, że uciekł z ludowej ojczyzny, ale przecież Anglik nie będzie szukał azylu politycznego w PRL-u. Któż by uwierzył w takie bajki. Trzeba więc spodziewać się najgorszego. I rzeczywiście: kilka dni później ciało Jonesa zostaje znalezione na terenie gazowni, w której pracuje Kord i która znajduje się niedaleko od mieszkania, w jakim Iwona Kropiel zamierzała spędzić upojną noc z Thomasem. Mniej rozgarnięty milicjant uznałby, że koło się zamknęło. I wiele na to wskazuje. Z czasem pojawiają się jednak coraz poważniejsze luki w teorii, że to zazdrosny kochanek zabił niedoszłego klienta pani doktorowej. A trop…
…taaak, zakładając, że Minkowski pisał „Zabójstwo…” w 1967 bądź 1968 roku, a więc tuż przed lub krótko po wydarzeniach marcowych, nie powinno nas to dziwić – trop wiedzie w przeszłość, w czasy wojny, niemal dosłownie – do lasu. I chociaż był to wątek w tamtym okresie – mam tu na myśli lata 60. i 70. ubiegłego wieku – często wykorzystywany w peerelowskich kryminałach, trzeba przyznać, że w połączeniu z innymi wypada całkiem atrakcyjnie. Tu zdecydowanie przydało się wcześniejsze doświadczenie Aleksandra Minkowskiego – zarówno to dziennikarskie, jak i prozatorskie, jako autora powieści obyczajowych. Dzięki temu umiejętnie połączył opis trójmiejskiego półświatka z historią wojenną sprzed ćwierćwiecza, włączając do fabuły nadzwyczaj wyrazistych i ekscentrycznych bohaterów. Są nimi także i obaj wspomniani wcześniej milicjanci, i zdradzany mąż Iwony, August Kropiel. Wyrazistości nie brakuje także Karolowi Kordowi, który potrafi postawić się ludowym stróżom prawa. Cóż, jednego na pewno można żałować: że Minkowski tak szybko uśmiercił Marcina Dora.
koniec
15 lipca 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Mikołaja
Marcin Mroziuk

6 XII 2022

Jak przystało na bożonarodzeniowe opowiadanie, „Święta w Valleby. Wielka awaria prądu” oferuje nam nie tylko możliwość obserwowania Lassego i Mai w trakcie kolejnego dochodzenia, ale także mnóstwo pozytywnych emocji. W dodatku czytelnicy w trakcie lektury tej książki Martina Widmarka mogą rozwiązywać zadania związane ze śledztwem prowadzonym przez parę młodych detektywów.

więcej »

Linie polaryzacji
Joanna Kapica-Curzytek

5 XII 2022

Zbiór tekstów „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” daje nam wnikliwy wgląd w problemy społeczne naszych zachodnich sąsiadów. Odsłania przed nami całą ich złożoność, ale też pozwala je lepiej zrozumieć.

więcej »

Krótko o książkach: Pomiędzy światem żywych i zmarłych
Joanna Kapica-Curzytek

4 XII 2022

Powieść „Czarne skrzydła czasu” w wielu miejscach czytelnie nawiązuje do motywów anglojęzycznej literatury XIX wieku. Jest też poruszającą przypowieścią o losie człowieka i wyborze ważnych w naszym życiu wartości.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Z tego cyklu

Ani śmiać się, ani płakać…
— Sebastian Chosiński

Tajemniczy pan Robert
— Sebastian Chosiński

Katarzyna jak piękna Helena
— Sebastian Chosiński

Dlaczego magazynier musiał zginąć?
— Sebastian Chosiński

Piękny pięćdziesięcioletni
— Sebastian Chosiński

Zemsta po wielu latach
— Sebastian Chosiński

Lekarz na moralnych manowcach
— Sebastian Chosiński

Staruszkowie z piekła rodem
— Sebastian Chosiński

Bałtycki jod nie wszystkim dobrze służy
— Sebastian Chosiński

Korsykańska mafia kontra komendant OHP
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.