Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 października 2022
w Esensji w Esensjopedii

Władysław Krupiński
‹Zachłanność mordercy›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZachłanność mordercy
Data wydania1977
Autor
Wydawca KAW
CyklKapitan Mirski
Format128s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Znikający trup
[Władysław Krupiński „Zachłanność mordercy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pożegnanie Władysława Krupki z „powieścią milicyjną” nie wypadło okazale, aczkolwiek „Zachłanność mordercy” to i tak najlepsza rzecz, jaką wieloletni scenarzysta „Kapitana Żbika” napisał. Do pewnego momentu fabuła rozwija się nadzwyczaj atrakcyjnie, a „siadać” zaczyna dopiero wtedy, gdy na arenie pojawia się oficer Komendy Głównej MO kapitan Mirski.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Znikający trup
[Władysław Krupiński „Zachłanność mordercy” - recenzja]

Pożegnanie Władysława Krupki z „powieścią milicyjną” nie wypadło okazale, aczkolwiek „Zachłanność mordercy” to i tak najlepsza rzecz, jaką wieloletni scenarzysta „Kapitana Żbika” napisał. Do pewnego momentu fabuła rozwija się nadzwyczaj atrakcyjnie, a „siadać” zaczyna dopiero wtedy, gdy na arenie pojawia się oficer Komendy Głównej MO kapitan Mirski.

Władysław Krupiński
‹Zachłanność mordercy›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZachłanność mordercy
Data wydania1977
Autor
Wydawca KAW
CyklKapitan Mirski
Format128s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Jednego Władysławowi Krupce jako prozaikowi nie da się zarzucić – że nie ewoluował. W tej dziedzinie swojej aktywności twórczej scenarzysta Żbika zaczynał bowiem od mikropowieści (względnie, jak kto woli, dłuższych opowiadań) znanych z poczytnej serii Iskier „Ewa wzywa 07…” („Złote kółka”, 1969; „Tajemnica gotyckiej komnaty”, 1971; „Celny strzał”, 1973; „Jak pan przeniósł ten gryps?”, 1975), by zakończyć na dwóch pełnoprawnych, choć wciąż niezbyt rozbudowanych, opublikowanych przez Krajową Agencję Wydawniczą powieściach z kapitanem Mirskim w roli głównej: „Skazałeś ją na śmierć” (1976) oraz „Zachłanność mordercy” (1977). Gdyby na tej ostatniej nie zaprzestał uprawiania literackiego procederu, kto wie, może w latach 80. doszedłby do takiej sprawności w posługiwaniu się piórem, że jego książki dałoby się w końcu czytać bez zgrzytania zębów. Choć, gwoli ścisłości, należy dodać, że pewne symptomy poprawy są już widoczne w „Zachłanności…”.
Podobnie jak w przypadku wszystkich wcześniejszych publikacji, także i tym razem Władysław Krupka ukrył się pod pseudonimem Krupiński. Co więcej, do mniej więcej trzech czwartych powieści udawało mu się nawet, za sprawą zaskakująco zagmatwanej intrygi, trzymać czytelnika w napięciu. Niestety, w finale wszystko posypało się dokumentnie. Autor chyba stracił wszelką nadzieję na to, że zdoła w rozsądny sposób doprowadzić do rozwiązania zagadki, więc postanowił pójść na skróty, nie bacząc na to, iż po drodze wpadnie do rowu z wodą, a wychodząc z niego, wytapla się w błocie. Na dodatek musiał być na tyle mocno zaaferowany wieńczeniem dzieła, że kompletnie zapomniał o jednym… trupie. Wprawdzie wyjaśnił, kto odpowiada za to morderstwo, ale o tym, co stało się ostatecznie z ciałem – nie wspomina. A była to wcześniej dla rozwoju fabuły rzecz kluczowa. Cóż, może wielkimi krokami zbliżał się termin oddania książki do druku, a może naprawdę sprawa ta wyleciała Krupce z pamięci i zreflektował się już po wydrukowaniu powieści. Ale za co w takim razie wziął honorarium człowiek redagujący „Zachłanność…”? Aczkolwiek należy też wziąć pod uwagę fakt, że kogoś takiego mogło wcale nie być, ponieważ w stopce widnieje tylko „redaktor techniczny”, a to przecież nie to samo.
Akcja powieści rozgrywa się w Radomiu – mieście, które niedawno, patrząc z perspektywy drugiej połowy lat 70. ubiegłego wieku, zostało stolicą województwa. Tam żyje i pracuje Halina Romańska, trzydziestokilkuletnia urzędniczka, którą poznajemy w momencie, kiedy świętuje w nowym mieszkaniu ze swoimi kolegami z pracy. Radość mąci jej jednak nieobecność matki, inżynier Izy Romańskiej, która powinna wrócić już z delegacji, lecz ciągle nie ma jej w domu, a przynajmniej nie odbiera telefonu. Zaniepokojenie Haliny rośnie jeszcze bardziej następnego dnia, kiedy dowiaduje się w zakładzie pracy matki, że pani inżynier nie została nigdzie delegowana, a jej absencja została uznana za wynik choroby. Oliwy do ognia dorzuca jeszcze sąsiadka Romańskiej seniorki, która informuje jej córkę, że jej matka trzy dni temu krótko po północy odjechała z jakimś mężczyzną trabantem. Może więc miała wypadek? Tyle że nie przyjął jej żaden szpital w okolicy (nawet psychiatryczny), nie ma jej również u nikogo ze znajomych. Nie mając zatem innego wyjścia, Halina zawiadamia Milicję Obywatelską.
Wraz z miejscowym funkcjonariuszem, porucznikiem Marcinem Brzeskim, Romańska wchodzi do mieszkania matki. Nie znajdują tam jednak nic ciekawego poza stojącymi w wazonie bardzo rzadkimi niebieskimi goździkami (co może z miejsca nasuwać skojarzenia z pierwszą, jeszcze gazetą opowieścią o późniejszym kapitanie Janie Żbiku, czyli „Pięcioma błękitnymi goździkami”). I to jest jakiś trop, ponieważ, jak się okazuje, takie kwiaty można kupić w Radomiu tylko u jednego ogrodnika, Januarego Zawistowskiego. Kiedy na dodatek udaje się ustalić, kto jest właścicielem niebieskiego trabanta, nie ma też problemów z ustaleniem, że to właśnie on tego samego dnia kupował goździki. Tą osobą jest pracownik radomskiej Centrali Handlu Zagranicznego „Intermex” Mirosław Porębski. Ten nie zaprzecza przynajmniej dwóm rzeczom: że kupował kwiaty i że kiedyś, wracając samolotem z wycieczki do Paryża, poznał Izę. Tyle że goździki, jak przekonuje Brzeskiego, były przeznaczone dla kochanki (której tożsamości nie ma zamiaru podać, by jej nie kompromitować przed mężem), a samochód ktoś tego wieczoru „pożyczył” od niego bez pytania o zgodę.
Takie tłumaczenie jest jednak mało wiarygodne, więc Porębski ląduje w areszcie. Jego sytuacji nie poprawia fakt, że w czasie poszukiwań w lesie psom milicyjnym udaje się znaleźć trop, w wyniku czego zostają odkopane zwłoki kobiety. Ma ona w swojej torebce dowód osobisty Izy Romańskiej, lecz… nie jest nią. A więc kim? I czy jej śmierć ma w ogóle jakiś związek z zaginięciem pani inżynier? Niebawem, jakby mało problemów mieli funkcjonariusze z Radomia, pojawia się kolejny – ktoś morduje Zawistowskiego. Tego jest już za wiele! Na odsiecz zostają więc wysłani z Komendy Głównej MO pułkownik Jankowski i – dobrze już znany czytelnikom kryminałów Krupki – kapitan Mirski. Szybko udaje im się, a zwłaszcza temu drugiemu, zdobyć nowe informacje, które jednak zamiast cokolwiek wyjaśnić, jeszcze bardziej gmatwają sprawę. I to, co w normalnej sytuacji jest błogosławieństwem dla czytelnika, okazuje się przekleństwem dla autora powieści. Komplikując intrygę, pisarz czyni ją ciekawszą, przydaje jej rozmachu, ale w tym konkretnym przypadku – traci nad nią kontrolę. Literat doświadczony i utalentowany (ot, chociażby pokroju Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, Barbary Gordon czy Macieja Słomczyńskiego) znalazły zapewne sposób, jak z tego atrakcyjnie wybrnąć.
Krupka takim mistrzem pióra nie był, więc postanowił zastosować metodę Aleksandra Wielkiego i sięgnąć po miecz, aby rozplątać wcześniej przez samego siebie zaplątany „węzeł gordyjski”. A szkoda! Bo ta intryga naprawdę miała potencjał. Tymczasem w ostatnich rozdziałach powieści autor macha literacką bronią białą na prawo i lewo – rach! ciach! rach! ciach! – byle jak najszybciej wskazać winnego, odesłać maszynopis wydawnictwu i czekać na przekaz pieniężny.
koniec
19 sierpnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Korsykańska mafia kontra komendant OHP
Sebastian Chosiński

30 IX 2022

Danuta Frey nigdy nie osiągnęła szczególnie wysokiego poziomu literackiego, choć zdarzało jej się publikować powieści przyzwoite (vide „Osiem ramion bogini Kali” oraz „Broszka z zielonych kamieni”). Do takich nie należy niestety wydany przez Iskry w 1984 roku „Ostatni rejs »Korala«”, którego „światowość” prezentuje się tak siermiężnie, iż w czasie jego lektury częściej niż ekscytacja związana z popełnieniem zbrodni pojawia się uśmiech politowania.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Do rytmu piekielnej szanty
Wojciech Gołąbowski

29 IX 2022

Trzeba przyznać, że wydana pierwotnie w 1909 roku marynistyczna powieść grozy „Widmowi piraci” zestarzała się pięknie. Choć trąci nieco myszką, snując losy XIX-wiecznych marynarzy, nadal trzyma klimat.

więcej »

Los wyjątkowej jednostki
Joanna Kapica-Curzytek

28 IX 2022

„Pianistka” to powieść osnuta na podstawie historii życia Clary Schumann, artystki i kompozytorki, której twórczość od jakiegoś czasu wychodzi z cienia i staje się coraz bardziej doceniana.

więcej »

Polecamy

Pierwsza historia przyszłości

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.