Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Edigey
‹Najgorszy jest poniedziałek›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNajgorszy jest poniedziałek
Data wydania1975
Autor
Wydawca Iskry
CyklMajor Janusz Kaczanowski, Mecenas Mieczysław Ruszyński
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format200s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Janusz Kowalski zaginął!
[Jerzy Edigey „Najgorszy jest poniedziałek” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzisiaj kiedy znika dziecko, z automatu uruchamiany jest tak zwany „Child Alert”, czyli system alarmowy, którego głównym celem jest usprawnienie poszukiwania zaginionych. A jak to wyglądało w czasach Polski Ludowej? Po części na to pytanie odpowiada Jerzy Edigey w powieści „Najgorszy jest poniedziałek”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Janusz Kowalski zaginął!
[Jerzy Edigey „Najgorszy jest poniedziałek” - recenzja]

Dzisiaj kiedy znika dziecko, z automatu uruchamiany jest tak zwany „Child Alert”, czyli system alarmowy, którego głównym celem jest usprawnienie poszukiwania zaginionych. A jak to wyglądało w czasach Polski Ludowej? Po części na to pytanie odpowiada Jerzy Edigey w powieści „Najgorszy jest poniedziałek”.

Jerzy Edigey
‹Najgorszy jest poniedziałek›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNajgorszy jest poniedziałek
Data wydania1975
Autor
Wydawca Iskry
CyklMajor Janusz Kaczanowski, Mecenas Mieczysław Ruszyński
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format200s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
„Nie lubię poniedziałku” – deklarował reżyser i scenarzysta Tadeusz Chmielewski w nakręconej w 1971 roku kultowej komedii. Jego zdanie podzielało zapewne (i to się chyba nie zmieniło do dzisiaj) miliony Polaków. Wśród nich musiał być także lubiany autor „powieści milicyjnych” Jerzy Edigey (1913-1983), który w połowie lat 70. opublikował kryminał zatytułowany… „Najgorszy jest poniedziałek”. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby ten tytuł podrzuciła pisarzowi redaktorka książki Danuta Łukawska. Skąd to przypuszczenie? Ponieważ wcześniej Edigey drukował swoje dzieło w prasie pod zupełnie innym szyldem. W „Głosie Pracy” (na przełomie lat 1973-1974) ukazało się jako „Adwokat i dziecko”, natomiast w „Gazecie Krakowskiej” (1973-1974), „Trybunie Opolskiej” (1974) i „Wieczorze Wrocławia” (1974) – jako „Dziecko i adwokat” (informacja za pośrednictwem portalu gazetowce.klubmord.com). I chociaż tytuł ten w stu procentach oddawał treść powieści, to jednak rzeczywiście trudno uznać go za chwytliwy z komercyjnego punktu widzenia. A przecież książka miała się sprzedać! W końcu wydano ją w stu tysiącach egzemplarzy w ramach „Klubu Srebrnego Klucza” Iskier. Zresztą choć nowy tytuł znacznie dalszy był od fabuły niż pierwotny, znajdował uzasadnienie w treści. A to najważniejsze.
W „Najgorszy jest poniedziałek” powracają prawdopodobnie dwaj najbardziej udani bohaterowie stworzeni przez Edigeya: urzędujący w Pałacu Mostowskich major Komendy Stołecznej MO Janusz Kaczanowski oraz adwokat Mieczysław Ruszyński, znany warszawski lowelas, gustujący zwłaszcza w kobietach o rudym kolorze włosów (wspominałem już o nich przy okazji późniejszych o rok „Dwóch twarzach Krystyny”). To raczej niecodzienny duet, biorąc pod uwagę peerelowską praktykę. Nadzorujący podobne publikacje oficerowie z Komendy Głównej MO (w tym major Władysław Krupka) stali raczej na stanowisku, że w trakcie prowadzenia dochodzeń o charakterze kryminalnym oficerowie w niebieskich mundurach powinni radzić sobie sami, bez szukania wsparcia u osób spoza resortu. Odstępstwa od tej reguły w literaturze zdarzały się rzadko (najczęściej, jak sądzę, u Barbary Gordon, która stworzyła nawet postać działającego autonomicznie mecenasa Stefana Zamorskiego, również będącego wielkim wielbicielem płci pięknej).
Akcja książki zaczyna się we wrześniu 1973 roku. Oczywiście w poniedziałek. Do zespołu adwokackiego, w którym pracuje mecenas Ruszyński, zgłasza się młoda kobieta. Wybrała wyjątkowo zły dzień. W niedzielę prawnik nie tylko ostro popił, ale na dodatek został wystawiony przez znajomą, która od jego towarzystwa wolała nadzianego Szweda i z nim właśnie zniknęła po suto zakrapianym wieczorze. Mecenasa męczy potworny kac i jedyna rzecz, o jakiej przez cały dzień myśli – to jak najszybciej urwać się z pracy do domu. I tak zapewne by zrobił, gdyby nie woźny Franciszek, który używa wszystkich znanych sobie sztuczek socjotechnicznych, aby skłonić Ruszyńskiego do przyjęcia jeszcze jednej klientki. Tym ostatecznie przekonującym trickiem jest wspomnienie, że interesantka to rudowłosa piękność. Takiej osobie adwokat nie może się oprzeć. Tyle że kiedy dowiaduje się, z jaką sprawą przyszła do niego nieznajoma – odechciewa mu się, przynajmniej na razie, amorów. Helena Kowalska jest matką czteroletniego Janusza, który trzy miesiące wcześniej zaginął na warszawskiej ulicy. I dotąd się nie odnalazł. Milicja natomiast zdecydowała o umorzeniu śledztwa, wychodząc z założenia, że dziecko udało się spod supersamu, gdzie widziano je po raz ostatni, w kierunku Wisły, tam wpadło do wody i utopiło się.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Zrozpaczona matka nie wierzy w taki rozwój wypadków. Jest przekonana, że funkcjonariusze MO, szukając Januszka, popełnili gdzieś błąd. Od Ruszyńskiego oczekuje natomiast, że zajmie się sprawą, nie dopuści do ostatecznego umorzenia, a może nawet, wykorzystując własne talenty dochodzeniowe, odnajdzie malucha. Mecenas, poznawszy bliżej historię nieszczęśliwej kobiety (przerwane studia, nieudane małżeństwo, brak akceptacji ze strony teściowej, wreszcie rozwód i informacja o śmierci eksmęża), postanawia wstawić się za nią u zaprzyjaźnionego z nim pułkownika Adama Niemirocha. Ten z kolei wzywa majora Janusza Kaczanowskiego. Adwokat po przejrzeniu akt sprawy dochodzi do wniosku, że trudno cokolwiek zarzucić milicji. Sprawdzono wszystkie tropy i wszystkie poprowadziły na manowce. Trzeba więc chyba uznać, że Janusza naprawdę pochłonęła rzeka. Ale, ale… W działaniach MO mecenas dostrzega jednak malutkie niedopatrzenie: owszem, funkcjonariusze skupili się na tym, co wydarzyło się po zniknięciu dziecka, ale nie badali tego, co działo się przed tym zdarzeniem.
Nielogiczne? Wcale nie! Bo jeżeli ktoś planował na przykład uprowadzenie chłopca – zakładając, że Januszek nie padł ofiarą działania szaleńca – musiał wcześniej przygotować się do tego, obserwować malca, zapewnić sobie bezpieczne oddalenie się spod sklepu, później odpowiednią „metę”, w jakiś sposób też usprawiedliwić, chociażby przed wścibskimi sąsiadami, nagłe zjawienie się dziecka. Zdawszy sobie z tego sprawę, zarówno major Kaczanowski, jak i mecenas Ruszyński zaczynają własne dochodzenie – czasami ze sobą współpracują, częściej rywalizują, nie stroniąc przy tym od czynienia sobie nawzajem drobnych złośliwości. Ale – i to jest najważniejsze z punktu widzenia Heleny Kowalskiej – uzupełniają się, prowadząc do wyjaśnienia zagadki. Jedno tylko może nieco dziwić. Dlaczego nie wpadają już na samym początku wspólnego dochodzenia, by sprawdzić pewien fakt, który ostatecznie okazuje się kluczowy. Owszem, gdyby to zrobili, powieść można by skrócić do rozmiarów opowiadania, a nie o to przecież chodziło. Jeśli jednak uważny czytelnik, a za takiego się mimo wszystko uważam, zadaje sobie to pytanie – biorąc pod uwagę czas powieściowy – kilka tygodni przed śledczymi, to znaczy że jednak autor popełnił błąd konstrukcyjny.
Na szczęście na tyle niepokaźny, że generalnie nie odbiera on przyjemności z lektury. Spisuję to także na karb tysięcy przeczytanych do tej pory kryminałów, co zapewne sprawiło, że pewne luki fabularne łatwiej mi wychwycić. Lecz nie o mnie ma być ten tekst… Wróćmy więc do „Najgorszy jest poniedziałek”, który finalnie okazuje się kolejną bardzo udaną „powieścią milicyjną” Edigeya. W wielu momentach zaskakującą sarkastyczną. I nie chodzi tu tylko o sposób, w jaki zostali przedstawieni major Kaczanowski i mecenas Ruszyński, ale także zacni krakowscy mieszczanie (głównie pod postacią Marii Teresy Szczerbieckiej, byłej teściowej Heleny Kowalskiej i tym samym babci Januszka). Na podobne „wycieczki”, choć może nie aż tak dosadne, autor pozwolił sobie także we wspomnianych powyżej „Dwóch twarzach Krystyny”). Nie pozwolił sobie natomiast na seksistowskie wtręty, które w innych kryminałach trafiały mu się często (vide „Elżbieta odchodzi” czy „Gang i dziewczyna”). I dobrze, bo chociaż oddawały one niechlubny „koloryt epoki”, to jednak chwały pisarzowi nie przynosiły.
koniec
3 lutego 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Pecunia non olet
Sebastian Chosiński

17 V 2024

Za najohydniejsze dzieło w dorobku Romana Bratnego uznaje się opublikowany po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego „Rok w trumnie”. Siedem lat wcześniej autor „Kolumbów” wydał jednak inną książkę. W kontekście tego, czym inspirował się pisarz, być może nawet ohydniejszą. To „Na bezdomne psy”, w której, aby zdyskredytować postać okrutnie zamordowanego Jana Gerharda, Bratny posłużył się kostiumem „powieści milicyjnej”.

więcej »

O miłości, owszem, o detektywach – niekoniecznie
Wojciech Gołąbowski

16 V 2024

Parker Pyne, Hercules Poirot, Harley Quin i pan Satterthwaite… Postacie znane miłośnikom twórczości Agaty Christie wracają na stronach wydanych oryginalnie w Wielkiej Brytanii w 1991 roku zbiorze „Detektywi w służbie miłości” – choć pod innym tytułem.

więcej »

Alchemia
Joanna Kapica-Curzytek

15 V 2024

„Rozbite lustro” to saga rodzinna, ale przede wszystkim proza o najwyższych walorach językowych i literackich.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.