Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Edigey
‹Śmierć czeka przed oknem›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚmierć czeka przed oknem
Data wydania1973
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Major na zesłaniu
[Jerzy Edigey „Śmierć czeka przed oknem” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy oficera MO w stopniu majora wysyła się na komendanta posterunku w podwarszawskiej miejscowości, która nie posiada nawet praw miejskich – trudno potraktować to jako awans. A taka właśnie nieprzyjemność spotyka Bronisława Niewarownego, w Komendzie Wojewódzkiej nazywanego nawet „Majorem Niepotrzebnym”. Dlaczego Jerzy Edigey tak gorzko doświadczył swojego bohatera? Dowiecie się, czytając „Śmierć czeka przed oknem”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Major na zesłaniu
[Jerzy Edigey „Śmierć czeka przed oknem” - recenzja]

Kiedy oficera MO w stopniu majora wysyła się na komendanta posterunku w podwarszawskiej miejscowości, która nie posiada nawet praw miejskich – trudno potraktować to jako awans. A taka właśnie nieprzyjemność spotyka Bronisława Niewarownego, w Komendzie Wojewódzkiej nazywanego nawet „Majorem Niepotrzebnym”. Dlaczego Jerzy Edigey tak gorzko doświadczył swojego bohatera? Dowiecie się, czytając „Śmierć czeka przed oknem”.

Jerzy Edigey
‹Śmierć czeka przed oknem›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚmierć czeka przed oknem
Data wydania1973
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Polska Ludowa pod pewnymi względami rzeczywiście była krajem demokratycznym. Kiedy wydawnictwo Iskry organizowało pod koniec lat 60. i na początku 70. ubiegłego wieku wraz z Komendą Główną Milicji Obywatelskiej konkursy na powieść o tematyce kryminalnej – brali w nich udział zarówno autorzy początkujący, dla których była to szansa wybicia się, jak i bardzo doświadczeni prozaicy, z niemałym już dorobkiem. Do grona tych ostatnich na pewno należał Jerzy Edigey, który na jeden z takich konkursów wysłał maszynopis książki groźnie zatytułowanej „Śmierć czeka przed oknem”. Spotkała się ona z przychylnością jury, doczekała wyróżnienia i – w konsekwencji – publikacji w poczytnej serii „Klub Srebrnego Klucza”, co nastąpiło w 1973 roku.
Czytelnicy peerelowskich „powieści milicyjnych” byli przyzwyczajeni do tego, że ich główni bohaterowie – zazwyczaj byli to oficerowie Komendy Stołecznej bądź Głównej, choć rzadziej trafiali się również funkcjonariusze niższego szczebla, z miast wojewódzkich lub powiatowych – okazywali się zazwyczaj ludźmi bez skazy, na dodatek inteligentnymi i bezwzględnymi w tropieniu przestępców. W tej książce mistrza gatunku jest jednak inaczej. Owszem, na koniec okazuje się wprawdzie, że śledczy osiąga sukces, lecz droga do niego jest nadzwyczaj kręta i wyboista. A i sam bohater pozostawia wiele do życzenia. I nie jest to jedynie zdanie ewentualnego czytelnika, lecz przede wszystkim jego przełożonych i kolegów z komendy.
Tym niesfornym „gliniarzem” okazuje się major Bronisław Niewarowny (choć dużo trafniejsze byłoby w jego przypadku nazwisko Niefartowny) – typowy przedstawiciel służby z awansu społecznego. W czasie wojny walczył w oddziałach partyzanckich (możemy domyślać się, że była to Armia, względnie Gwardia Ludowa), po wyzwoleniu został skierowany do MO w Radomsku. W czasie walk z „bandami” doznał groźnej kontuzji, rykoszetująca kula trafiła go w głowę. Uraz był na tyle groźny, że kwalifikował się do tego, by Niewarownego przenieść na rentę, ale on nie chciał o tym nawet słyszeć. Z czasem jednak, z powodu odniesionej rany, coraz gorzej radził sobie w pracy dochodzeniowej. Negatywnie na jego karierze odbijał się również brak wykształcenia.
W efekcie po kilku niepowodzeniach, gdy prowadzone przez niego śledztwa kończyli z sukcesem inni, zaczęto stopniowo odsuwać go od poważniejszych spraw. On sam natomiast dziwaczał, odsuwał się od ludzi, choć wcześniej potrafił był duszą towarzystwa, przestał być lubiany. Gdziekolwiek pojawił się – kwasił atmosferę. W gmachu Komendy Wojewódzkiej w Warszawie zaczęto go nawet nazywać „Majorem Niepotrzebnym”, z czego on zresztą zdawał sobie sprawę. W chwili załamania nerwowego trafił do szpitala w Tworkach. Po pobycie w zakładzie dla nerwowo chorych pewnie nikt by się z nim już nie patyczkował, gdyby nie fakt, że bezpośredni przełożony Niewarownego, którym jest niewymieniony z nazwiska przez Edigeya pułkownik, nie był zarazem jego przyjacielem z czasów okupacji. Ujął się on jeszcze raz za starym druhem i specjalnie dla niego utworzył „samodzielny referat”, w którym major zajmował się… badaniem rozwoju chuligaństwa w województwie.
Chodziło o to, by usunąć go w cień, by nikomu nie wchodził w szkodę i nie popsuł już ani jednego śledztwa. Tak minęły Niewarownemu trzy lata: przychodził do pracy, siedział za biurkiem osiem godzin i wychodził. Wielu w komendzie pewnie nie zdawało sobie nawet sprawy z jego istnienia. Aż nagle, pewnego październikowego dnia major zostaje wezwany do pułkownika, który postanawia powierzyć mu dowodzenie posterunkiem MO w podwarszawskiej miejscowości Podleśna. Niewarowny początkowo bierze to nawet za rodzaj szykany – jak to, on, oficer w stopniu majora, ma nadzorować wiejską komendę, na czele której powinien stać co najwyżej starszy sierżant (bo tak właśnie do niedawna w Podleśnej było)? Byłby przecież pośmiewiskiem na całe województwo, a może i nawet na cały kraj. Pułkownik wyjaśnia mu jednak powody takiej decyzji i wtedy Niewarowny zmienia zdanie, widząc w tym szansę powrotu do normalnej pracy dochodzeniowej.
O co chodzi? Kilka dni wcześniej w Podleśnej doszło do morderstwa, którego ofiarą padł komendant posterunku, starszy sierżant Władysław Kwaskowiak. Zabito go, uderzając łomem bądź trzonkiem siekiery w głowę. Ciało znalazł, wyjeżdżając rano z domu do pracy, inżynier Jan Rakowski, który około godziny szóstej zawiadomił mającego tego dnia o świcie służbę sierżanta Bogdana Michalaka. Dochodzenie powierzono kapitanowi Lewandowskiemu, oficerowi po szkole w Szczytnie i studiach prawniczych, za którym Niewarowny nie przepadał (i vice versa). Ale on prowadzi śledztwo z perspektywy Warszawy, a pułkownikowi zależy na tym, aby mieć swojego człowieka na miejscu, w Podleśnej. Major – jego zdaniem – znakomicie się do tego nadaje. Jako nowy komendant, przebywający na stałe wśród mieszkańców, szybciej dotrze do skrywanych przez nich tajemnic, zaobserwuje to, co umknie Lewandowskiemu i jego ludziom.
Niewarowny przenosi się więc, choć oczywiście nie na stałe, ze swojej warszawskiej kawalerki do pokoju przy posterunku w Podleśnej. Stopniowo poznaje mieszkańców miejscowości, każdego dnia zawiera nowe znajomości, które są o tyle ciekawe, że Podleśna to w zasadzie „sypialnia” stolicy. Ma tu swoje wille wielu wpływowych i bogatych ludzi, między innymi specjalizujący się w leczeniu żylaków doktor Zygmunt Workucki czy inżynier Janusz Bełkowski, kierujący w Warszawie prywatnym laboratorium analiz medycznych. Wszystkich ważnych i mniej ważnych podleśnian można spotkać każdego dnia w restauracji „Marysieńka”. Majorowi wystarczy kilka wizyt w tym lokalu, by poznać najważniejsze plotki. Wszak w tak małym społecznościach wszyscy o wszystkich wiedzą wszystko. Zapewne nawet są i tacy, którzy znają nazwisko mordercy starszego sierżanta Kwaskowiaka.
Prowadząc dochodzenie, Niewarowny dowiaduje się od żony zabitego funkcjonariusza o jego nietypowym przyzwyczajeniu. Na kilka miesięcy przed śmiercią milicjant zaczął budzić się codziennie o godzinie czwartej rano; nie zjadłszy nawet śniadania, ubierał się w dres i wychodził na dwór, bez względu na to, jaka panowała pogoda. Niekiedy wracał po dziesięciu minutach, ale zdarzało mu się nie być w domu nawet przez godzinę. Dopiero po powrocie jadł pierwszy posiłek, przebierał się i szedł na posterunek. Major nie ma wątpliwości, że Kwaskowiak codziennie kogoś obserwował i to kogoś, kto mieszkał względnie blisko jego domu. Te obserwacje w końcu wpadły komuś w oko i ten ktoś zamordował sierżanta. Oczywiście musiał mieć ku temu konkretny powód. W Podleśnej działo się więc coś, co było bardzo nie w zgodzie z prawem, skoro przestępcy do ukrycia tego procederu zdecydowali się zabić funkcjonariusza MO.
„Śmierć czeka przed oknem” nie zalicza się wprawdzie do najwybitniejszych powieści Jerzego Edigeya, ale na pewno też nie można umieścić jej w gronie najsłabszych. Prezentuje typową dla tego autora średnią. Momentami razi naiwnością (vide znajomość Niewarownego z kierowniczką spółdzielczego sklepu spożywczego Hanną Nielisecką i jej piętnastoletnią córką Magdą) oraz irytuje dydaktyzmem (wątek córki doktora Workuckiego i jej szkolnych przyjaciół), ale jednocześnie zapewnia pełną nostalgii – patrząc z dzisiejszej perspektywy – rozrywkę, a nawet wprowadza sporą dozę niewymuszonego humoru (jego podstawowym „nośnikiem” jest sam major MO – postać, jak już wiemy, nad wyraz skomplikowana). Edigeyowi udaje się również ciekawie odmalować krajobraz społeczny podwarszawskiej miejscowości, w której po przeciwległych stronach torów kolejowych żyją nowi (względnie nowobogaccy), a po drugiej starzy mieszkańcy (wśród których nie brakuje patologii).
Ciekawostką dla szperaczy może być natomiast fakt, że w jednej scenie w „Śmierć czeka przed oknem” pojawia się chyba najbarwniejsza postać wykreowana przez Jerzego Edigeya – warszawski adwokat Mieczysław Ruszyński, późniejszy pełnoprawny bohater takich powieści, jak „Najgorszy jest poniedziałek” (1975), „Dwie twarze Krystyny” (1976) czy „Zdjęcie z profilu” (1984).
koniec
5 maja 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

PRL w kryminale: Nadmiernie wrażliwy śledczy
Sebastian Chosiński

16 II 2024

Niepohamowane ludzkie namiętności niejednokrotnie stawały się – także w literaturze – przyczyną wielkich tragedii. Zwłaszcza miłosnych. Taki właśnie wątek postanowił rozwinąć w jednej ze swoich „powieści milicyjnych” Artur Morena, pod którym to pseudonimem ukrywał się Andrzej Wydrzyński. Nosi ona tytuł „Arlekin”, a ukazała się – przed ponad półwieczem – w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
Sebastian Chosiński

9 II 2024

Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.