Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko
‹Armaged-dom›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArmaged-dom
Tytuł oryginalnyАрмагед-дом
Data wydania7 września 2004
Autorzy
PrzekładAndrzej Sawicki
Wydawca Solaris
ISBN83-88431-52-8
Format424s. 125×195mm
Cena36,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Apokalipsa bez klucza
[Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko „Armaged-dom” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Czy ludzkość poradzi sobie z cykliczną apokalipsą?” – pyta w stylu, a co najmniej w duchu staroświeckiej SF (która lubiła pytać o to i owo i dawać jasne odpowiedzi) okładka „Armaged-domu” Mariny i Siergieja Diaczenko. Tymczasem książka opatrzona tym pytaniem daleka jest zarówno od staroświeckości, fantastyki naukowej, jak i od jasnych odpowiedzi.

Artur Chruściel

Apokalipsa bez klucza
[Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko „Armaged-dom” - recenzja]

„Czy ludzkość poradzi sobie z cykliczną apokalipsą?” – pyta w stylu, a co najmniej w duchu staroświeckiej SF (która lubiła pytać o to i owo i dawać jasne odpowiedzi) okładka „Armaged-domu” Mariny i Siergieja Diaczenko. Tymczasem książka opatrzona tym pytaniem daleka jest zarówno od staroświeckości, fantastyki naukowej, jak i od jasnych odpowiedzi.

Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko
‹Armaged-dom›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArmaged-dom
Tytuł oryginalnyАрмагед-дом
Data wydania7 września 2004
Autorzy
PrzekładAndrzej Sawicki
Wydawca Solaris
ISBN83-88431-52-8
Format424s. 125×195mm
Cena36,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Kolejna na polskim rynku powieść ukraińskiego małżeństwa potwierdza, że jest to duet stawiający raczej na tematyczną różnorodność niż na zamykanie się w wąskim kręgu charakterystycznych motywów. Tym razem na warsztat trafia pomysł tyleż ciekawy, co trudny: jest nim zagłada powracająca regularnie przez ponad tysiąclecie, by co dwie dekady niszczyć dorobek wypracowany przez ludzkość w okresie względnego spokoju. Biorąc pod uwagę, że ratunek przed wyginięciem przynoszą ludziom (i zwierzętom) otwierające się na krótko przed apokalipsą niezbadane Wrota, i pamiętając o tym, że podstawowym obserwowanym efektem mrygi jest zatrzymanie rozwoju cywilizacji na mniej więcej stałym poziomie – trudno się spodziewać, że przeciętny fan SF nie będzie miał co najmniej kilku mniej lub bardziej sensownych pomysłów na rozwiązanie zagadki.
Najwyraźniej świadomi tego, że o zaskoczenie nie będzie łatwo, Marina i Siergiej Diaczenko poszli po linii najmniejszego oporu i zrezygnowali z niego zupełnie. To prawda, że ilu autorów, tyle wariantów rozegrania danego pomysłu i inny byłby „Armaged-dom” Dukaja, inny Pilipiuka, a jeszcze inny Huberatha. Autorzy „Czasu wiedźm” wybrali ścieżkę stosunkowo najbliższą „Chadze” Iana McDonalda: choć nie rezygnują z przedstawiania prób badania fenomenu, którego doświadczyła Ziemia, to jednak ich podstawowym obszarem zainteresowań pozostaje główna bohaterka, Lidia Sotowa. Śledzimy jej życie, przedzielone trzema mrygami: dorastającą, zbuntowaną dziewczynę, młodą studentkę na wyprawach badawczych, działaczkę polityczną, walczącą o zwiększenie przeżywalności w kolejnych apokalipsach, zgorzkniałą nauczycielkę, cenionego naukowca i wreszcie starą kobietę, która zgromadziła więcej pytań niż odpowiedzi.
Takie rozłożenie ciężaru książki pomiędzy warstwą naukową a obyczajową nie pozwala czynić zbyt wielkich zarzutów z dość powierzchownej prezentacji świata wykreowanego przez Diaczenków. W szczególności religia, ekonomia i polityka międzynarodowa to obszary, po których autorzy „Armaged-domu” jedynie się prześlizgują. I choć żal się robi na myśl, co mógłby z tego tematu wyciągnąć Jacek Dukaj, to pozostaje jedynie pogodzić się z faktem, że nie tędy biegła droga autorskiego zamysłu. I rozliczać z tego, dokąd pobiegła.
Tym, co najmocniej pozostawało w pamięci po znakomitym „Czasie wiedźm” i nieustępującej mu „Dolinie Sumienia”, nie były przecież oryginalne naukowe koncepty czy pełen detali świat. Jako podstawową siłę prozy Diaczenków poznaliśmy złożone i niebanalne relacje międzyludzkie, przedstawione w sposób tyleż oszczędny, co bogaty w emocje. Nie bez znaczenia był też styl, prostymi środkami oddający i budujący nastrój – może dzięki przeniesionej w przekładach charakterystycznej dla języka rosyjskiego melodii, a może po prostu za sprawą talentu. I tego właśnie zabrakło.
Przede wszystkim zawiodła bohaterka, Lidka. Inaczej niż we wspomnianych powieściach, to postać kobieca trafiła w „Armaged-domie” na pierwszy plan, odmiennie też potoczyły się koleje jej uczuć: tym razem miłość do starszego mężczyzny, wcześnie przecięta tragicznymi wydarzeniami, stała się cieniem rzuconym na całe życie, a nie osią fabuły. Gdyby Lidia Sotowa-Zarudna była w stanie udźwignąć konsekwencje tej modyfikacji, zyskalibyśmy bardzo ciekawą i ważną pozycję w pisarskim dorobku Diaczenków. Niestety, ciężar ten okazał się być ponad siły bohaterki „Armaged-domu”, która przyjmuje w swym życiu wiele ról, a w każdą wpasowuje się zbyt łatwo i zarazem zbyt sztucznie, bo w niemal każdej towarzyszy jej pełna świadomość, kogo gra, dlaczego i jakie błędy popełnia. Czy to jako wyżywająca się na uczniach rozgoryczona belferka, czy też jako nieprzytomnie zakochana w jednym z nich kobieta, czy wreszcie jako matka grająca z bezpieką o szansę, której jej syn nie chce ani nie potrzebuje – zawsze jest zdolna do pełnej analizy swoich zachowań, a nigdy do wyciągania z nich wniosków.
Być może dzieje się tak dlatego, że ważniejsze od bohaterki miały być refleksje na temat społeczeństwa poddanego permanentnemu kryzysowi. Te jednak nie spełniają pokładanych w nich nadziei, bo brak im zarówno kompleksowości, jak i oryginalności. Diaczenkowie pokazują, jak ludzkość mierzy się z chaosem apokalipsy, przeciwstawiając mu raz swój własny chaos, a kiedy indziej totalną kontrolę – i obie metody okazują się równie nieskuteczne. Pokazują, że droga do urzeczywistnienia utopii wiedzie przez krew i jest przy tym drogą na manowce. Pokazują wreszcie, że wyzwolenie od zagłady nie oznacza bezpieczenstwa, lecz koniec starych i początek nowych zagrożeń. Ale wszystko to już gdzieś kiedyś było i jako takie może być dziś co najwyżej ozdobą, a nie sensem książki.
Również język „Armaged-domu” wydaje się mieć mniejszą moc oddziaływania, niż było to we wcześniej wydanych książkach ukraińskiego małżeństwa. Czy zawinił tłumacz, czy też brakło emocji, którym fraza Diaczenków mogłaby dać wyraz – nie ma już tej siły, nie ma tego, co pozostaje w pamięci.
Wreszcie zawodzi zakończenie. Bo choć – jak już wspomniałem – Diaczenkowie poszli po linii najmniejszego oporu, uczynili to, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z pułapki, którą taka metoda kryje. Otóż by pozwolić sobie na szukanie czegoś przez całą książkę i zrezygnować z odnalezienia tego czegoś, trzeba mieć karty najmocniejsze z mocnych: trzeba stworzyć zasadę, według której to odnalezienie nie jest konieczne, a może nawet być niemożliwe. Krótko mówiąc: trzeba być Lemem piszącym „Śledztwo”. W przeciwnym razie pozostawia się za sobą układankę, która co prawda przedstawia jakiś obraz, ale której połowa elementów wciąż pozostaje porozrzucana na stole. A to nie jest dobry pomysł na powieść.
koniec
26 września 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: W kamienicy na Złotej
Sebastian Chosiński

12 IV 2024

W 1957 roku, na fali październikowej „odwilży”, swój powieściowy debiut opublikowała – dotychczas zajmująca się głównie dziennikarstwem – Anna Kłodzińska (w tym momencie miała już czterdzieści dwa lata). Wtedy nikt jeszcze nie mógł przewidywać, że za sprawą książki „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” na literacką scenę wkroczy jedna z najbardziej znanych postaci peerelowskiej literatury kryminalnej.

więcej »

Destrukcyjne układy
Joanna Kapica-Curzytek

11 IV 2024

W czeskiej powieści kryminalnej „Pięć martwych psów” najważniejsze są zwierzęta, i to nie tylko te tytułowe. Zespół śledczych z Ołomuńca musi poradzić sobie z trudnym zadaniem.

więcej »

Jeszcze jeden dzień bliżej naszego zwycięstwa
Joanna Kapica-Curzytek

8 IV 2024

„W mieście wojna” jest czymś więcej niż kroniką oddająca realia życia po agresji Rosji na Ukrainę. To głos wolności, niosący ducha niezłomności i mocny protest przeciwko wojnie.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Luty 2011
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Michał Foerster, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Mieszko B. Wandowicz

Historia lubi się powtarzać
— Marcin Mroziuk

Moc płynąca z ksiąg i magii
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Przypowieść o wyjątkowo tchórzliwym bohaterze
— Marcin Mroziuk

Opowieść o magu, który nie jest magiem
— Marcin Mroziuk

Magia filozofią podszyta
— Marcin Mroziuk

Sekrety smoczego serca
— Marcin Mroziuk

Brak mocy
— Marcin Mroziuk

Z przetrąconym kręgosłupem
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Król nie jest nagi
— Artur Chruściel

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ktoś, kto wziął tu pieniądze, nie do końca się napracował…
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Bez zwierciadła
— Artur Chruściel

Palahniuk w kiepskim opakowaniu
— Artur Chruściel

Save the president, save the world
— Artur Chruściel

Science fiction
— Artur Chruściel

Dukaj napisał książkę dziwną
— Artur Chruściel, Michał Foerster, Anna Kańtoch, Krzysztof Wójcikiewicz

Najlepsze polskie opowiadania fantastyczne – suplement
— Artur Chruściel, Jakub Gałka, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Sztuka psucia książek według Cody’ego McFadyena
— Artur Chruściel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.