Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Łukasz Orbitowski
‹Horror Show›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHorror Show
Data wydania10 września 2006
Autor
Wydawca Korporacja Ha!art
ISBN83-89911-41-8
Format212s. 110×180mm
Cena19,—
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Dziadek z piekła rodem i rudy kot
[Łukasz Orbitowski „Horror Show” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy spacerujecie po Stadionie Dziesięciolecia, krakowskich Balicach czy katowickim Załężu w poszukiwaniu nie do końca legalnych płytek z muzyką czy grami, to rozglądajcie się uważnie. Może zobaczycie faceta ubranego w spodnie od dresu i jaskrawy, żółty polar. To może być Giełdziarz, bohater nowej powieści Łukasza Orbitowskiego „Horror Show”.

Cyryl Twardoch

Dziadek z piekła rodem i rudy kot
[Łukasz Orbitowski „Horror Show” - recenzja]

Kiedy spacerujecie po Stadionie Dziesięciolecia, krakowskich Balicach czy katowickim Załężu w poszukiwaniu nie do końca legalnych płytek z muzyką czy grami, to rozglądajcie się uważnie. Może zobaczycie faceta ubranego w spodnie od dresu i jaskrawy, żółty polar. To może być Giełdziarz, bohater nowej powieści Łukasza Orbitowskiego „Horror Show”.

Łukasz Orbitowski
‹Horror Show›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHorror Show
Data wydania10 września 2006
Autor
Wydawca Korporacja Ha!art
ISBN83-89911-41-8
Format212s. 110×180mm
Cena19,—
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Horror w naszym ukochanym kraju, mówiąc delikatnie, nigdy nie należał do ulubionych form wypowiedzi literackiej. Strumienie świadomości, poetyka Nowej Fali, różne eksperymenty ze słowem pisanym jak najbardziej, ale żeby tak kawałek krwistego, ociekającego strachem i obłędem horroru – to już niestety przekraczało umiejętności naszych rodzimych twórców. Miłośnikom mocnych wrażeń nie pozostało nic innego niż zabijać resztki szarych komórek gniotami à la Guy N. Smith lub zaczytywać się całkiem niezłymi powieściami Grahama Mastertona i Stephena Kinga. Hordy krwiożerczych krabów, mściwe Manitou i niezrównoważone psychicznie uczennice obdarzone zdolnościami telekinetycznymi potrafiły nieźle przestraszyć, ale i tak w głębi duszy odczuwałem tęsknotę za książką opowiadającą o naszych polskich, swojskich strachach i lękach.
Aż nadszedł piękny poranek roku Pańskiego 1999, kiedy to przytrafił mi się autentyczny cud – w moje ręce wpadł niewielki zbiór opowiadań zatytułowany „Złe wybrzeża”. Autorem był niejaki Łukasz Orbitowski. Nazwisko nic mi nie mówiło, ale gdy zacząłem czytać – to było jak objawienie, jak jutrzenka zapowiadająca nowe, lepsze czasy dla polskiego horroru. Okazało się, że nasi rodacy też potrafią pisać opowiadania grozy i to wcale nie gorsze niż ich zachodni konkurenci. Łukasz Orbitowski od tamtego pamiętnego roku zdążył wydać dwa kolejne zbiory opowiadań grozy: „Szeroki, głęboki, wymalować wszystko” (2001) i „Wigilijne psy”(2005). W swoich opowiadaniach kontynuuje tradycje naszego wielkiego przedwojennego wieszcza grozy i niesamowitości Stefana Grabińskiego. Jednak co najważniejsze, już od jakiegoś czasu nie jest w tym makabrycznym dziele osamotniony. „Fabryka Słów” wydała wspaniały zbiór opowiadań grozy Jarosława Grzędowicza zatytułowany „Księga jesiennych demonów”, ukazały się także bardzo dobre „Maska Luny” Jarosława Moździocha i „Domofon” Zygmunta Miłoszewskiego. Wreszcie coś drgnęło na poletku polskiego horroru i pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie jest to jednorazowy zryw, ale powrót w wielkim stylu.
Każdy pisarz pokonuje przeważnie tę samą drogę – od formy krótkiej do długiej. Podobnie było w przypadku Orbitowskiego: po opowiadaniach przeszedł czas na ambitniejszą formę – powieść. W swojej najnowszej książce zatytułowanej „Horror Show” autor przedstawia nam faceta o ksywce Giełdziarz. Nikt nie zna jego prawdziwego imienia, natomiast wszyscy wiedzą, że Giełdziarz zarabia na życie, handlując pirackimi płytami, i najczęściej można go spotkać w okolicach giełdy w Balicach. Wbrew pozorom jest osobnikiem prowadzącym ustabilizowany tryb życia: w dzień sprzedaje nielegalne płytki, w nocy pogrywa w komputerowe strzelaniny. Nie ma przyjaciół, a jedynie znajomych, z którymi od czasu do czasu obali flaszkę albo zapali zioło. Ma słabość do jaskrawych ciuchów w złym guście i do swojej dziewczyny, Moniki, z którą wiąże poważne plany na przyszłość. Spokojne życie Giełdziarza zmieni się w dniu, kiedy napotka na swojej drodze pewnego nieprzyjemnego dziadka plującego robalami. Fatalnie rozpoczęty dzień obfituje w dalsze przykre wydarzenia: niespodziewany nalot policji na giełdę pakuje w kłopoty Szpada – kolesia, który jeszcze wczoraj miał na głowie tylko dziecko i popijającą żonę, a teraz jeszcze w ramach „bonusu” doszła mu sprawa w prokuraturze. W ręce Giełdziarza wpada dziwna układanka i świecznik – artefakty będące kluczem do rozwiązania zagadki z przeszłości. Życie Giełdziarza zaczyna powoli, acz nieuchronnie rozpadać się jak domek z kart – będzie musiał ułożyć tajemniczą układankę i wspinać się po piorunochronach w towarzystwie niejakiego Brandona.
A to dopiero początek niesamowitych wydarzeń. Szpad dostaje pracę u Wuja – osobnika bardzo tajemniczego, zaś Giełdziarza czeka konfrontacja z diabelskim przeciwnikiem, w starciu z którym zwykła siła fizyczna nie wystarczy, o czym na własnej skórze przekona się Artur – kumpel poproszony przez Giełdziarza o pomoc. Orbitowski z wprawą zawodowego żonglera zmienia nasze opinie o bohaterach opowieści. Pod wpływem okoliczności i sytuacji ludzie ukazują swe prawdziwe oblicza, a prawda ta nie zawsze jest przyjemna. Każdy skrywa jakąś mniejszą lub większą tajemnicę, poczynając od Giełdziarza, a kończąc na jego dziewczynie Monice.
Autor w swojej powieści konsekwentnie buduje wizję rodzinnego Krakowa jako miasta pełnego niepokojących tajemnic i ukrytych zakamarków wypełnionych mrocznymi sekretami. Obraz, nakreślony już we wczesnych opowiadaniach, teraz ulega uzupełnieniu i ostatecznemu zdefiniowaniu. Ponure blokowiska zaludnione przez ziomali pozbawionych nadziei na lepsze jutro, tandetne i do bólu banalne chamstwo szczerzące kły w okolicznej bramie, miejskie legendy zawierające ziarno prawdy – to składniki, przy pomocy których Orbitowski maluje krajobraz grozy. Bohaterowie powieści: Giełdziarz, Szpad czy Artur to na pierwszy rzut oka zwykli, szarzy ludzie. Mają swoje własne życie i problemy, które równie dobrze mogłyby być naszymi problemami – brakuje kasy, a czas by się było ustabilizować u boku kochanej kobiety, żona pije zamiast zajmować się synem, brak wykształcenia już na starcie przekreśla szanse na godne życie. Postacie malowane bezpośrednim, twardym językiem Orbitowskiego żyją naprawdę. Tak jak wszyscy – jedzą, śpią i wydalają. Nie stronią od przekleństw i łamania wszystkich przykazań dekalogu. Realizm kreowanych postaci sprawia, że wypadki i nieszczęścia, które na nich spadają, są tym bardziej przerażające, im bardziej się z bohaterami utożsamiamy. Pada pytanie: skoro to spotkało bohatera powieści, dlaczego równie dobrze nie mogłoby spotkać mnie? Czy na naszej drodze nie czai się już gdzieś upiorny dziadek, który tylko czeka na nasz błąd? I dreszcz przerażenia zaczyna nam chodzić po plecach, bo nagle zdajemy sobie sprawę z kruchości otaczającego nas świata i z tego, jak łatwo znaleźć się po drugiej stronie – w upiornym never-never landzie, gdzie grasują potwory.
Mogę was zapewnić, że aż do samego końca powieści nie odkryjecie wszystkich jej tajemnic, a zakończenie może zaskoczyć niejednego. Mnie osobiście przypomina trochę „Krainę Chichów” Jonathana Carolla. Nie będę jednak zdradzał więcej szczegółów, pozostawiam wam przyjemność lektury.
Jest powieść Orbitowskiego kawałkiem solidnej, dobrej roboty. Można w niej dostrzec rękę wprawnego rzemieślnika, który z kunsztem wynikającym z długoletniej praktyki rysuje nam przed oczami wizje wypełnione strachem i grozą ale także swojskim poczuciem humoru i typowo polskiej ironii. Na otaczający nas świat – jak straszny by nie był – można patrzeć tylko z przymrużeniem oka, inaczej pewnie wszyscy skończylibyśmy w pokoju bez klamek. Łukasz Orbitowski doskonale to rozumie i daje temu wyraz na stronach swej powieści. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom polskiego horroru, ale także wszystkim obserwatorom polskiej obyczajowości – znajdą w niej to wszystko, co śmieszy i straszy Polaka początku XXI wieku. Ta książka została napisana z myślą o nich.
koniec
17 grudnia 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Fenomenalna
Joanna Kapica-Curzytek

28 II 2024

Jakże osobliwa była droga do sławy słynnej francuskiej artystki. Oparta na motywach biograficznych powieść „Sarah Bernhardt. Niezrównana aktorka” kreśli szerokie tło początków jej kariery.

więcej »

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

PRL w kryminale: Nadmiernie wrażliwy śledczy
Sebastian Chosiński

16 II 2024

Niepohamowane ludzkie namiętności niejednokrotnie stawały się – także w literaturze – przyczyną wielkich tragedii. Zwłaszcza miłosnych. Taki właśnie wątek postanowił rozwinąć w jednej ze swoich „powieści milicyjnych” Artur Morena, pod którym to pseudonimem ukrywał się Andrzej Wydrzyński. Nosi ona tytuł „Arlekin”, a ukazała się – przed ponad półwieczem – w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Październik 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Ersatz duszy
— Iwona Michałowska

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

Ogień historii, ogień pop-u
— Paweł Micnas

Polska inna, a jednak ta sama
— Jędrzej Burszta

Esensja czyta: Listopad 2010
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek , Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Gęsta proza historyczno-fantastyczna
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Wrocław w anegdocie
— Michał Foerster

Świetny Wrocław
— Jędrzej Burszta

Tegoż autora

Opowiadanie świata
— Cyryl Twardoch

Pamiętnik niewidzialnego człowieka
— Cyryl Twardoch

Krwiopijcy znad Wisły
— Cyryl Twardoch

Straszne historie
— Cyryl Twardoch

Na Księżyc Boo’ya i z powrotem
— Cyryl Twardoch

Fotografie umierającego świata
— Cyryl Twardoch

Opowieści z dreszczykiem
— Cyryl Twardoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.