Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

‹Czarnoksiężnicy›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzarnoksiężnicy
Tytuł oryginalnyWizards: Magical Tales From the Masters of Modern Fantasy
Data wydania17 listopada 2009
PrzekładJarosław Rybski
RedakcjaJack Dann, Gardner Dozois
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-204-8
Format576s. 150×225mm; oprawa twarda; obwoluta
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Fantasy zdziecinniała
[„Czarnoksiężnicy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zestaw nazwisk autorów, którzy zgodzili się napisać opowiadania do antologii „Czarnoksiężnicy”, robi wrażenie. Niestety, w większości przypadków – mylne.

Jędrzej Burszta

Fantasy zdziecinniała
[„Czarnoksiężnicy” - recenzja]

Zestaw nazwisk autorów, którzy zgodzili się napisać opowiadania do antologii „Czarnoksiężnicy”, robi wrażenie. Niestety, w większości przypadków – mylne.

‹Czarnoksiężnicy›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzarnoksiężnicy
Tytuł oryginalnyWizards: Magical Tales From the Masters of Modern Fantasy
Data wydania17 listopada 2009
PrzekładJarosław Rybski
RedakcjaJack Dann, Gardner Dozois
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-204-8
Format576s. 150×225mm; oprawa twarda; obwoluta
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Opracowana przez Jacka Danna i Gardnera Dozoisa (spółka pracowitych redaktorów, mających na koncie wiele podobnych zbiorów) antologia uwypukla jeden z podstawowych problemów literatury fantasy, w znacznej mierze odpowiedzialny za generalne postrzeganie jej jako gatunek pośledniejszy (choćby wobec SF) – infantylność fabuł i bohaterów. Jest to naturalnie spore uproszczenie, pomijające nie tylko różnorodność pod-gatunkową fantasy, ale również jej specyfikę – literackie korzenie, z których wyrasta – niemniej tendencja jest widoczna1); co więcej, wydaje się być w pełni akceptowana przez samych pisarzy, czego dowodem są niestety „Czarnoksiężnicy”.
Wybór opowiadań umieszczonych w antologii podyktowany jest tematem – mają one traktować o tytułowych czarnoksiężnikach. Trzeba przyznać, że nie jest są to wytyczne przesadnie ograniczające imaginację autorów, wręcz przeciwnie – umożliwiają różnorodne potraktowanie tematu, dalekie od klasycznych reprezentacji czarodziei (białobrodzi mędrcy pykający z fajki). Niestety, pomimo tej swobody większość utworów jest wtórna, nudna i szalenie schematyczna. Z kilkoma wyjątkami zebrane w antologii opowiadania wychodzą od identycznego założenia: młody protagonista (dziecko, nastolatek) jest mieszkańcem magicznego świata (albo tylko odkrywa jego istnienie), którego niesamowitość i dziwność zostaje przedstawiona z charakterystycznej perspektywy dziecięcej. Takie podejście jest oczywiście bardzo wygodne. Dziecka nie dziwią niesamowite sytuacje czy napotykane magiczne stworzenia, szybko przechodzi nad tym do porządku dziennego, dzięki czemu fabuła bezboleśnie omija problem realności świata. Wynikiem tego są nieskomplikowane historyjki, pozbawione głębi, z wyraźnym podziałem dobro/zło, a przez to – nużące, przewidywalne, niewymagające nawet zbytniego zaangażowania wyobraźni. Pod tym względem utwory zebrane w „Czarnoksiężnikach” zdają się być przeznaczone dla młodszego czytelnika – jeśli oczywiście zgodzimy się z założeniem, że nastoletni fani fantasy oczekują tylko i wyłącznie prostych, niczym się od siebie nieodróżniających fabułek.
Z punktu widzenia czytelnika dorosłego (lub po prostu bardziej wymagającego) jest to jednak pójście na łatwiznę. Ale po kolei. Otwierające zbiorek opowiadanie Neila Gaimana („Nagrobek czarownicy”) to w rzeczywistości jeden z rozdziałów „Księgi cmentarnej”, dla miłośników Brytyjczyka rzecz dawno znana. „Ostrokrzew i żelazo” Gartha Nixa to mało oryginalna opowiastka z kręgu legend arturiańskich, nie tylko przewidywalna, ale też słabo napisana, do czego przyłożył się zresztą tłumacz ze swoimi nieudolnymi próbami archaizacji, sprowadzającymi się do używania w losowych wypowiedziach głupio brzmiących form czasowników („Niespokojnam – powiedziała Merewyn”), lub też wstawiania niepasujących do całości narracji zwrotów takich jak: „tedy”, „juści”, „krom ciebie”, co skutkuje jedynie poirytowanym zgrzytaniem zębami podczas lektury tego i kilku innych opowiadań. Z kolei opowiadanie Mary Rosenblum w pełni wpisuje się w przedstawiony wcześniej schemat fantastyki młodzieżowej. „Barwna wizja” przedstawia historię dwójki uczniów amerykańskiej high school, którzy odkrywają istnienie równoległego świata czarów i magii, po to tylko, żeby na końcu stoczyć pojedynek ze złowrogim magiem. Jane Yolen za to próbowała urozmaicić typową opowieść o nastolatce poprzez wplecenie do niej wątku żydowskiego, a dokładniej – magicznej podróży w czasie do obozu koncentracyjnego Majdanek. Jak nietrudno się domyślić, efekt jest dość kuriozalny.
Z solidnych średniaków warto wymienić „Kamiennego człowieka” Nancy Kress oraz „Dzień Nadania Imienia” Patricii A. McKillip; utwory na tyle sympatyczne, że mniej rażą niewyszukane fabuły. „Zinder” Tanith Lee to urokliwa bajka o społecznym wyrzutku prowadzącym podwójne życie, prosta, grająca co prawda dość nachalnie na emocjach, ale na szczęście nieprzesadnie łzawa. Z kolei „Billy i czarodziej” Terry’ego Bissona oraz „Ptasia opowieść” Eoina Colfera to przykłady opowiadań ewidentnie napisanych tylko i wyłącznie na zamówienie twórców antologii, zupełnie bez przekonania, pomysłu czy chęci opowiedzenia jakiejś ciekawej historii.
Na tle pozostałych najlepiej wypada trójka autorów. Elizabeth Hand napisała niezwykle urzekające opowiadanie pt. „Żona Zimy” (wcześniej opublikowane w „NF” 4/2009), świetnie skonstruowane, które – pomimo że bohaterem jest dorastający chłopiec – ukazuje odrobinę subtelniejsze rozumienie tradycyjnego konfliktu dobra ze złem. „Taniec w Barrens” to staromodna baśń mistrzowsko napisana przez Petera S. Beagle’a, udowadniająca tym samym jego klasę; szkoda, że powieści Beagle′a odchodzą powoli w zapomnienie, bowiem fantastą jest pierwszorzędnym. Ostatnie opowiadanie w antologii, ponadstustronicowy „Ojciec kamienia”, wynagradza wcześniejsze czytelnicze zawody. Cokolwiek by nie myśleć o poglądach głoszonych przez Orsona Scotta Carda, jego utwory – opowiadania i powieści – są zawsze starannie poprowadzone i odpowiednio wciągające, a postaci dziecięce równie nierealistyczne co zapadające w pamięć. „Ojciec kamienia” sprawia co prawda wrażenie wprowadzenia do czegoś większego, ledwie zarysowania granic intrygującego świata, wcale jednak nie umniejsza to jego wartości jako samodzielnego utworu.
„Czarnoksiężnicy” to antologia w większości słabych tekstów, w której dominują banalne fabuły, oparte na sprawdzonych recepturach narracyjnych, nie za dobrze świadczące o poziomie współczesnej fantastyki. Jeśli czytać, to wybiórczo.
koniec
30 stycznia 2010

Komentarze

01 II 2010   11:01:49

"Cokolwiek by nie myśleć o poglądach głoszonych przez Orsona Scotta Carda" - a jakie on poglądy głosi??? Jest neonazistą, obrońcą zwierząt, czy może przeciwnikiem teorii o globalnym ociepleniu?
Skoro już recenzent robi aluzje do osobistego życia pisarza, to wypadałoby zamieścić wyjaśnienie dla tych czytelników, którzy nie śledzą z zapartym tchem wszelkich wzmianek o prywatnym życiu i publicznej działalności pisarzy... tylko zwyczajnie ograniczają się do czytania ich książek.

01 II 2010   15:21:21

Ja słyszałam, że on jest mormonem... ale co w tym złego
Jak czytałam cały cykl o Enderze i cykl cieni to nie widziałam jakiejś demagogii stosowanej (poza może niemal kultem superinteligentnych jednostek, ale to nie wynika z przekonań religijnych przecie).
Był fragment o Jezusie w Mówcy Umarłych, na początku jednego rozdziału - i przyznaję, był to jeden z ciekawszych okołoreligijnych tekstów, jakie przyszło mi czytać. Krótki, acz treściwy i przemawiający.

02 II 2010   14:44:49

Że jest mormonem, to ja wiem, ale to przecież nie są "poglądy" tylko wyznanie, więc jeśli o to chodziło, to powinno być: "Cokolwiek by nie myśleć o religii wyznawanej przez Orsona Scotta Carda". Co brzmiałoby równie dziwacznie, bo przecież wszyscy pisarze mają jakieś poglądy i wyznają jakąś religię lub są obojętni religijnie - no przecież trudno oczekiwać, żeby byli ludźmi bez poglądów i przekonań na temat Boga, prawda? "Tabula rasa" to nie jest ideał pisarza; nie miałby raczej nic ciekawego do przekazania czytelnikom.
Card nie uprawia żadnych nachalnych agitek w swoich tekstach i nie słyszałam, żeby w życiu prywatnym czy publicznym nachalnie "głosił" jakieś poglądy polityczne czy nawracał kogoś na siłę... więc uważam, że ta aluzja w recenzji ma wydźwięk niesprawiedliwie go dykredytujący.

02 II 2010   15:56:58

Oj, głosi, głosi… Niestety. http://www.ornery.org/essays/warwatch/index.html

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Znowu wieprzowina na obiad!
Sebastian Chosiński

21 VI 2024

Chociaż na okładce oryginalnego wydania powieści „Kim jesteś Czarny?” widnieje nazwisko Stanisława Mierzańskiego, tak naprawdę napisała ją Anna Kłodzińska. Dlaczego tym razem posłużyła się pseudonimem? Najprawdopodobniej z tego powodu, by nie mieszać czytelnikom w głowach. Jej prawdziwe nazwisko miało bowiem kojarzyć się tylko z jednym bohaterem literackim – kapitanem Szczęsnym, którego tutaj brakuje.

więcej »

Ściskając w ręku kamyk zielony
Jarosław Loretz

20 VI 2024

„Miasto jadeitu” Fondy Lee przyjemnie odświeża sztywniejący ramy gatunkowe fantasy, oferując nietuzinkowy system magiczny zatopiony w sosie Dalekiego Wschodu.

więcej »

Pałac o trzech tysiącach komnat
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 VI 2024

Startująca rakieta czy sen pijanego cukiernika? Nowojorski wieżowiec w radzieckim wydaniu? Pałac Kultury i Nauki był tematem wielu tekstów publicystycznych, a niekiedy także literackich. O szczegółach możemy się dowiedzieć ze zbioru reportaży „Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury”.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

O malarstwie i rewolucji
— Jędrzej Burszta

Cień dawnej świetności
— Jędrzej Burszta

Polska inna, a jednak ta sama
— Jędrzej Burszta

Szaleństwo na zamku Gormenghast
— Jędrzej Burszta

Nadduszo, zlituj się!
— Jędrzej Burszta

Czarownica jaka jest, każdy widzi…
— Jędrzej Burszta

Michel Houellebecq, pisarz
— Jędrzej Burszta

W tym szaleństwie nie ma metody
— Jędrzej Burszta

Żony i mężowie
— Jędrzej Burszta

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.