Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

SF bez taryfy ulgowej

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Jacek Dukaj to znany pisarz i publicysta, autor powieści „Zanim noc”, „Xavras Wyżryn” (Wydawnictwo SuperNowa), „Szkoła” (Nowa Fantastyka) oraz wielu znakomitych opowiadań (m.in. „Irrehaare”, „Ziemia Chrystusa”, „IACTE”). Był wielokrotnie nominowany do nagrody im. Zajdla, nagrodzony Srebrnym Globem za opowiadanie „Serce Mroku”. Zasłynął debiutem w wieku czternastu lat opowiadaniem „Złota Galera” na łamach Nowej Fantastyki. Pisze zwykle twardą science fiction, zachwycając czytelników bogactwem swej wyobraźni.

Jacek Dukaj

SF bez taryfy ulgowej

Jacek Dukaj to znany pisarz i publicysta, autor powieści „Zanim noc”, „Xavras Wyżryn” (Wydawnictwo SuperNowa), „Szkoła” (Nowa Fantastyka) oraz wielu znakomitych opowiadań (m.in. „Irrehaare”, „Ziemia Chrystusa”, „IACTE”). Był wielokrotnie nominowany do nagrody im. Zajdla, nagrodzony Srebrnym Globem za opowiadanie „Serce Mroku”. Zasłynął debiutem w wieku czternastu lat opowiadaniem „Złota Galera” na łamach Nowej Fantastyki. Pisze zwykle twardą science fiction, zachwycając czytelników bogactwem swej wyobraźni.
Jacek Dukaj (z lewej)<br><i>fot. Joanna Zielińska</i>
Jacek Dukaj (z lewej)
fot. Joanna Zielińska
Esensja: Pierwsze, rozgrzewające pytanie. Dlaczego piszesz? Powiedziałeś kiedyś, że piszesz to, co chciałbyś przeczytać, a nie zostało jeszcze napisane. Ale nas interesuje teraz sam fakt pisania. Czy to realizacja jakiegoś marzenia, chwilowy impuls, czy też jeszcze może coś innego?
Jacek Dukaj: Lubię pisać. Prawdopodobnie kwalifikuję się tym wyznaniem jako klasyczny grafoman, ale taka jest prawda: sam proces pisania sprawia mi ogromną przyjemność. Zresztą nie wyobrażam sobie innej motywacji (nie w Polsce, w każdym razie). Osobista satysfakcja musi tu być podstawowym impulsem; jedni odczuwają ją w trakcie, drudzy po (tych chyba istotnie jest więcej).
E: Czy pisanie to dla Ciebie zabawa czy praca? Raczej należy tu pominąć kwestie finansowe, ale w jakich kategoriach tutaj myślisz? Czy to przyjemność, czy zawód? A jeśli częściowo i jedno, i drugie, to jak rozkładają się procentowe udziały? Czego jest więcej, zapału czy dyscypliny?
JD: Ha, gdybyż, będąc przyjemnością, mogło być zarazem zawodem…!
Oczywiście, już teraz pojawiają się kwestie terminów, zobowiązań itp. Można powiedzieć, że doświadczam niektórych ujemnych cech zawodowstwa – chyba 99% ludzi piszących (i publikujących) literaturę w Polsce znajduje się w takim limbo quasiamatorszczyzny. Dyscyplina przeważa w przypadku publicystyki, tekstów niebeletrystycznych; w przypadku beletrystyki natomiast terminy itp. są kwestią całkowicie zewnętrzną wobec samego tekstu – mogę kląć na wredne okoliczności, ale jak już siądę do roboty i z powrotem wsiąknę w świat i historię… ta sama frajda.
Powyższe nie odnosi się do rozumienia słowa „praca” jako wysiłku, mozolnych zmagań z materią, cierpliwego procesu tworzenia. Bo to oczywiście jest trudne – tym trudniejsze, im człowiek sam więcej przeczytał, im bardziej wyostrzył swój zmysł krytyczny. Niektóre opowiadania pisałem trzy-, czterokrotnie. Mowa więc tu o tym rodzaju satysfakcji, co przy rozwiązywaniu jakichś szczególnie podstępnie zaplątanych równań: ból i męka, lecz nagle wszystkie zmienne zaczynają się skracać, kolejne przekształcenia objawiają się jasnymi oczywistościami, wyłania się piękno ukrytej struktury. Oczywiście, można jechać na takim haju wprost w odmęty straszliwego kiczu. Tym niemniej uczucie jest bardzo przyjemne.
E: Kim był i o czym myślał Jacek Dukaj piszący na kopercie adres „Fantastyki” i wrzucający ją do skrzynki pocztowej? Czy sięgasz niekiedy pamięcią do tamtej chwili? Co czujesz?
JD: Ja już tego właściwie nie pamiętam. Pewnie kierowały mną jakieś dziecinne marzenia. Teraz w pamięci wszystko wypaczone, przeformatowane podług dzisiejszych wyobrażeń.
Prawdę mówiąc trochę żałuję tamtej decyzji. Czuję, że tak wczesny debiut mnie skrzywił, i to raczej nie na dobre. Może gdybym przynajmniej napisał pod pseudonimem… No ale to są właśnie takie dyskusje z samym sobą przez otchłań jedenastu lat: obcy do obcego.
E: Jakich pisarzy cenisz i za co?
JD: Krótko: oryginalnych, doceniających inteligencję czytelnika, wrażliwych na słowo. Ideałem jest splot owych cech; to, rzecz jasna, bardzo rzadkie – właściwie niemożliwe, jeśli idzie o całą twórczość danego pisarza, można wymieniać jedynie poszczególne tytuły.
Trudno powiedzieć, żebym „wychowywał się na Lemie”, ale oczywiście mam go w kościach. Nie sposób tego ocenić samemu, lecz podobnie mocno odcisnął mi się chyba tylko Zbigniew Herbert. Współczesna fantastyka, polska i światowa, raczej słabo na mnie oddziałuje. Co nie znaczy, że nie czytam; czytam stosunkowo dużo, ale niewielu jest autorów, których kupowałbym tu w ciemno: Wolfe, Stephenson, Gibson, Williams, Egan, Koja; tyle.
E: Wszystko, co dotychczas opublikowałeś sugeruje niezwykle wszechstronne zainteresowania. Piszesz o chaosie, fizyce, socjologii, religii, filozofii… Czy z frapujących Cię zagadnień da się wykroić dziedziny najbardziej istotne, mające największy wpływ na pisarza Dukaja?
JD: To przychodzi falami. Przeważnie wygląda to tak, że przeczytam gdzieś o jakiejś ciekawostce, zainteresuje mnie, zacznę szukać głębiej, problem mnie chwyci za wyobraźnię, wpadnę w literaturę specjalistyczną, ta znowuż poprowadzi mnie do sąsiedniej dziedziny etc. Trochę to chyba wina dzikich skojarzeń; tzn. mam wrażenie, że kojarzę rzeczy lekko niezdrowo, po jakichś ekscentrycznych symetriach, nie widzę sprzeczności w przejściu od mistyki do ekonomii czy nanotechnologii. Filozofia narzuca się tu jako dziedzina najogólniejsza, swoisty metakatalog wiedzy, zespół umiejętności umysłowych użytecznych przy rozważaniu każdego problemu.
E: Wydana niedawno antologia „W kraju niewiernych” zdradza bardzo silne akcenty teologiczne. Rozważasz ten temat na najróżniejsze sposoby również we wcześniejszych utworach. Czy taki, teologiczny właśnie, eksperyment pisarski można uznać za przewodni motyw Twojej twórczości?
JD: Zbiór świadomie tak sprofilowałem; następny nie będzie miał teologicznego kręgosłupa. Zdaję sobie sprawę, że na tle fantastyki polskiej (a co dopiero światowej!) wątki religijne pojawiają się u mnie ponadnormalnie często. Nie jest jednak tak, że ja piszę tylko o religii. Akurat w większości opowiadań z „W kraju” jest ona faktycznie tematem przewodnim – ale znacznie częściej traktuję ją po prostu jako jeszcze jeden składnik prezentowanej wizji, konieczną do uwzględnienia zmienną, element tła – podczas gdy w „normalnej” SF jest ona czemuś nieobecna. Od święta zdarzy się „Kantyczka dla Leibowitza”, „Kwestia sumienia” czy inny „Wróbel”, i wówczas czyni się z tego sensację: że oto SF, a nie areligijna. Dziwna sytuacja.
E: Czy celowo piszesz głównie hard sf? Czy to jedyny gatunek, który jest zdolny pomieścić to wszystko, o czym piszesz? Doskonały „Ruch Generała” jest świetnym przykładem, że i inne gatunki nie są Tobie obce?
JD: Hard SF to jest po prostu SF bez taryfy ulgowej, i faktycznie, skoro już zacznę coś w wyobraźni kombinować, to trudno mi się zatrzymać w pół drogi, nie domyśleć do końca, machnąć ręką na logikę.
Czy jednak jest to ograniczenie? Ja mam duży rozstrzał pomysłów i część z ich realizacji z pewnością nie zmieści się w szufladzie SF; nie jest to jednak rzecz, nad którą dłużej bym się zastanawiał. Na razie wyobraźnia istotnie najmocniej mi pracuje w krainach SF, ale to się ciągle zmienia, nie założyłbym się, co będę pisał za lat 10.
E: Czy Polska jest trudnym rynkiem dla tego rodzaju literatury, hard sf? Zdaje się, że mija już drugi rok, gdy po raz pierwszy pojawiły się informacje o powieści „Czarne oceany”. Fragmenty zamieszczone na Stronicach Dukaja jasno sygnalizują, że jest to rzecz unikalna w skali światowej. Jak dotąd nie wydano jej jeszcze. Czy to właśnie jej konwencja hard sf jest tego przyczyną?
JD: Wszystko na to wskazuje. Etykietka „hard SF” jest tu chyba częścią etykietki „trudnego Dukaja”, gdzie owa „trudność” stanowi synonim niekomercyjności. Przy czym nie wiem na ile faktycznej, na ile wmawianej. Bo mam w pamięci m. in. casus Grega Egana, autora, który przez ostatnie parę lat szedł po ścieżkach wyobraźni równolegle ze mną (czy też raczej to ja szedłem równolegle do niego). O ile ja piszę hard SF, to on hard hard SF; i na rynkach angielskojęzycznych on i jemu podobni autorzy radzą sobie wcale dobrze. Kiedy natomiast próbuję sobie wyobrazić los debiutanta, który przyszedłby do polskiego wydawcy z manuskryptem takiej „Diaspory”…
Czy istotnie polscy czytelnicy są tak leniwi umysłowo? Nie chce mi się wierzyć.
E: Wydaje się, że hard sf ostatniej dekady mocno różni się od tego, co tworzono wcześniej w tej materii. Takie nazwiska jak Bear, Benford, Stephenson czy Egan oferują czytelnikowi wizje coraz bardziej złożone i bogatsze w detale. Widoczna obecnie w sf ucieczka od łatwych fabuł na rzecz złożonych wizji jakościowo przebija chyba wszystko, czym obrodził Złoty Wiek SF. Czy masz to za zaletę? Czy przejście miłych, łatwych historii do domeny fantasy nie grozi na dłuższą metę sf zerwaniem kontaktu z masowym czytelnikiem fantastyki?
JD: To chyba jest inaczej. Nie wydaje mi się, by rozpędzona przez ostatnie kilkanaście lat popularność fantasy oznaczała odpływ czytelników SF. Widać to zwłaszcza w Ameryce, gdzie np. kolejne tomy cyklu Jordana wchodzą na pierwsze miejsce rankingu „New York Timesa”, bijąc mainstream – fantasy musiała przyciągnąć wielkie rzesze czytelników dotąd nie identyfikujących się z fantastyką. W Polsce analogiczny proces zaszedł w przypadku Sapkowskiego. Natomiast istotnie konsekwencją tego jest przesunięcie ciężaru przez wydawców et consortes z SF na fantasy, skoro ta ostatnia jest atrakcyjna nie tylko dla „miłośników fantastyki”; w efekcie pokrzywdzeni są fani klasycznej SF, których jest mniej, ale wiernych.
Przy czym, bądźmy szczerzy, „miłe, łatwe historie” w konwencji SF wciąż powstają; to nie jest tak, że fantasy wymusza płytkość. Natomiast zdecydowanie rzadziej spotyka się w jej ramach próby ambitniejsze.
E: Czy istnieje temat, na który Jacek Dukaj by się nie porwał – z powodów warsztatowych albo ideologicznych? Dlaczego?
JD: Nie, chyba nie. Jeśli pomysł by mnie urzekł… No oczywiście mógłbym polec z racji niedoskonałości warsztatowej – chociaż najpewniej bym się zawziął i próbował do skutku. Ale zaniechać z przyczyn ideologicznych? Dlaczego?
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Moc generowania sensów
— Jacek Dukaj

Konsekwencje wyobraźni
— Jacek Dukaj

Córka łupieżcy
— Jacek Dukaj

Kilka uwag o wzlocie i upadku fantastyki naukowej
— Jacek Dukaj

Aguerre w świcie
— Jacek Dukaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.