Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Łukasz Orbitowski

ImięŁukasz
NazwiskoOrbitowski

Wszyscy jesteśmy dysfunkcyjni emocjonalnie

Esensja.pl
Esensja.pl
Łukasz Orbitowski
« 1 2 3

Łukasz Orbitowski

Wszyscy jesteśmy dysfunkcyjni emocjonalnie

JB: Jak dziś postrzegasz własną pozycję jako pisarza? Czytelnicy i recenzenci lubią posługiwać się przeróżnymi etykietkami, bawiąc się trochę w przeciąganie twojej osoby pomiędzy różnymi obozami.
ŁO: Powtórzę jeszcze raz: ja nigdzie nie należę. Nie należę ani do elit, ani do fandomu i twórców fantastycznych, ale to nie dlatego, że jestem obrażony na fandom. Po prostu nie jednoczę się z nikim. Nie przynależę. Tak samo, jak nie jestem częścią polskiej sceny horroru; chociaż posługuję się konsolą, nie jestem częścią społeczności graczy; chociaż słucham metalu, nie jestem metalem, itd. Nie identyfikuję się z plemieniem męskim, Krakowem, emigracją – identyfikuję się z przestrzenią, którą dzięki miłości i życzliwości innych, zdołałem stworzyć wokół siebie. Dlatego bardzo pięknie wszystkich proszę, żeby mnie na żadne listy nie wciągali.
JB: A czy odczuwasz pokrewieństwo artystyczne – z braku laku tak to określę – z Witem Szostakiem czy Szczepanem Twardochem? Piszecie zupełnie odmienną literaturę, ale mam wrażenie, że dzielicie podobną wrażliwość literacką. Razem przełamujecie też proste podziały w świecie literackim.
ŁO: Wydaje mi się, że samotność jest cechą artysty. Nie wiem, dlaczego akurat my trzej próbujemy szukać nowych dróg, każdy na swoją miarę i w ramach swoich możliwości? Właściwe pytanie brzmi: dlaczego inni tego nie robią? Próba wypowiedzenia się własnym językiem powinna być tym, od czego artysta zaczyna, a większość naszych twórców nie zdobyła się na ten wysiłek. Natomiast nie jestem pewien, jak daleko sięga wzajemne przenikanie się w tym naszym miłosnym trójkącie.
JB:Przez jakiś czas współtworzyliście choćby razem projekt „Kwiatkowie”.
ŁO: „Kwiatkowie” szybko zwiędli. Było to jednak budowane na zasadzie jednostajnej humorystyki, która się w końcu wyczerpała. Na pewno jakiś wpływ ma to, że siebie nawzajem czytamy. Zawsze pierwsze, drugie wersje książek idą do całej trójki. Ale w jaki sposób miałoby to oddziaływać na moją literaturę? Nie mam bladego pojęcia, bo jesteśmy na tyle duzi i mało głupi – słowa „mądry” nie użyję oczywiście – żeby nie zrzynać od siebie wprost. Ale ile przenika przez skórę?
JB: Jakie są twoje obecne fascynacje czytelnicze? Czy Skandynawia jest jakimś tropem?
ŁO: Nie znam duńskiego, więc z literatury duńskiej jestem w stanie czytać wyłącznie to, co zostało przełożone. Oczywiście wyjeżdżając do Kopenhagi, miałem ambitny plan, że będę przez cały rok zwiedzał ten kraj, czytał dużo literatury i oglądał duńskie filmy. A skończyło się na tym, że całą Danię można zjechać w dwa tygodnie i zobaczyć wszystko. I to osłabiło moją i tak niezbyt rozbudowaną potrzebę zaznajomienia się z dorobkiem literackim tego wspaniałego narodu (śmiech). Jeżeli Dania wpłynęła na mnie jakoś szczególnie, to mam trochę więcej czasu na czytanie, nawet poza zawodową koniecznością związaną z pracą publicysty. Natomiast obiecałem sobie, i to realizuję, że będę czytał po raz drugi książki, które czytałem kiedyś. Teraz np. powtarzam Trumana Capote. Przy ponownej lekturze po latach orientujesz się, że nie jesteś monolitem i podlegasz zmianie – nie chodzi o to, że na teksty reagujesz inaczej, ale że zwracasz uwagę na co innego. Jakiś czas temu zorientowałem się, że mnie już zupełnie w książkach nie interesuje akcja. Mam w czterech literach to co się dzieje. Za to interesuje mnie szczegół. Jest cudowna powieść Capote’go, o tym, jak w latach 50. afroamerykański zespół operetkowy pojechał grać koncerty w Moskwie. Coś cudownego, opisy detali, życia i picia, spotkania z ciekawymi ludźmi, kto jak wygląda, jak mówi – takie drobiazgi. Iwaszkiewicza sobie powtarzam. W mojej twórczości warstwa fantastyczna czy mistyczna trochę się schowała, chociaż nadal jest obecna, więc żeby zrównoważyć pędy ku fantastyczności, czytam sobie tych mniej lub bardziej twardych realistów. Ze względów zawodowych muszę teraz przeczytać mnóstwo Crowleya i innych mistyków. Czytam go i czytam, facet miał na strychu po prostu straszny bałagan (śmiech). A potem, dla czystej przyjemności i odpoczynku, czytam sobie przed snem opowiadanie Iwaszkiewicza. Polecam: zamiast czytać nowe rzeczy, warto wracać do starych książek.
JB: A z nowości? Czytujesz jeszcze literaturę grozy, czy straciłeś do niej serce?
ŁO: Ostatnio przesłali mi nowego Kinga. Muszę go czytać, bo ktoś zamówił u mnie esej. Zawsze jak wychodzi książka Kinga, to ja muszę o nim pisać (śmiech). Ktoś kiedyś stwierdził, że uwielbiam tego pisarza i doskonale się na nim znam. Ale dobra, będę pisał o Kingu, nie ma problemu. Ale tak jak wracam do „Miasteczka Salem” i nadal uważam, że to jest świetna książka – jedna z najlepszych amerykańskich powieści, zresztą o paru innych tytułach mógłbym powiedzieć to samo – to teraz mam wrażenie obcowania ze zdemenciałym dziadkiem, który wskoczył w krótkie spodenki i chce kopać tę samą piłkę, co pół wieku temu. Duże rozczarowanie. Czytając „Doktora Sen” nie byłem np. w stanie stwierdzić, dlaczego ten bohater właściwie pije. Znam ból kaca, ale też znam piękno wznoszenia kielichów z przyjaciółmi, czy urok wypicia dwóch butelek wina wieczorem do filmu. King nie potrafił oddać dwoistości alkoholizmu, czyli z jednej strony tego oczywistego upodlenia, o którym trochę pisze, ale z kolei zupełnie pomija to, czego alkoholik czy pijak doświadcza, kiedy odkręca butelczynę. Nagle świat przestaje mu skrzeczeć. Tego moim zdaniem brakuje w tej powieści.
JB: Na koniec, tradycyjnie – czy możesz zdradzić coś o swoich bliższych i dalszych planach literackich?
ŁO: W tym momencie mam za dużo rzeczy zaplanowanych. Nowa powieść, nad którą obecnie pracuję, będzie nosiła tytuł „Żniwa” i również będzie się działa w Rykusmyku. Będzie to książka zbudowana na pewnym pomyśle wyprowadzonym z mistyki, natomiast będzie to powieść czysto obyczajowa. Nie będzie tam grama fantastyki, nie dlatego, że w tym momencie usiłuję pokazać faka starym czytelnikom i fandomowi – po prostu przyszedł do mnie pomysł, który bardzo chcę zrealizować. Natomiast dopuszczam możliwość, że w najbliższym czasie ukaże się moja książka – nie chcę użyć słowa podróżnicza – z wakacji w Afryce. Pojechaliśmy w tym roku do RPA i wróciłem stamtąd z dwustu tysiącami znaków samych notatek, a mam jeszcze mnóstwo innego materiału, zdjęć itd. Mam nadzieję, że raz rozbudzony, ten aspekt mojej twórczości nie zaniknie.
JB: To będzie miało formę reportażu?
ŁO: No właśnie nie. Ciekaw jestem, czy jak sobie zajrzę do tego wywiadu za trzy lata, to się okaże, że nic z tego co ci mówiłem się nie wydarzyło (śmiech). To nie będzie reportaż. Tochman jeździł na Bałkany bodajże trzysta razy, zanim napisał „Jakbyś kamień jadła”, a Hugo-Bader od lat popierdala przez te rosyjskie zaspy. Ośmieszyłbym się, gdybym po spędzeniu miesiąca w RPA nazwał się reportażystą. Nie jestem nawet podróżnikiem, bo taki to jedzie do dorzecza Amazonki, odkrywa nowe szlaki, ucieka przed Indianami, a nie siedzi wygodnie, popija wino i patrzy na małpy. To jest różnica. Będzie to po prostu zapis podróży, rodzaj dziennika. Przez całą podróż zbierałem różnego rodzaju legendy z regionu – Hotentotów, Zulusów, Buszmenów – i chciałbym te opowieści dołączyć do zbiorku. To byłby więc dziennik z podróży przepleciony dwudziestoma krótkimi bajkami, legendami, opowieściami. To będzie pierwsza rzecz, jaka wyjdzie po „Szczęśliwej ziemi”, jeśli oczywiście mój wydawca nie zrzuci mnie ze schodów.
koniec
« 1 2 3
12 listopada 2013

Komentarze

17 XI 2013   00:44:14

"bywam tam od jakiś dziesięciu lat." - chyba, mój Boże, "jakiCHś"!!! czy to jest dla którejś ze stron wywiadu nieistotne?

29 XI 2013   17:00:22

Co on z tą seksualnością?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Październik 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Ersatz duszy
— Iwona Michałowska

Ogień historii, ogień pop-u
— Paweł Micnas

Polska inna, a jednak ta sama
— Jędrzej Burszta

Esensja czyta: Listopad 2010
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek , Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Gęsta proza historyczno-fantastyczna
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Wrocław w anegdocie
— Michał Foerster

Świetny Wrocław
— Jędrzej Burszta

Ostatni romantycy
— Michał Kubalski

Tegoż autora

Kanał
— Łukasz Orbitowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.