Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Mieszko Zagańczyk

Zdjęcie autora pochodzi z serwisu gildia.pl
Zdjęcie autora pochodzi z serwisu gildia.pl
ImięMieszko
NazwiskoZagańczyk

W historii urzekły mnie sekty średniowieczne

Esensja.pl
Esensja.pl
Mieszko Zagańczyk
« 1 2

Mieszko Zagańczyk

W historii urzekły mnie sekty średniowieczne

AK: Od futurologii do historii…
MZ: Do historii doszedłem od fantasy. Do fantasy uciekłem, szukając dla siebie obszaru, na którym będę mógł stworzyć swój świat, oderwany od dzisiejszych lęków i obciążeń. Chociaż fantasy jest powszechnie uważane za literaturę o smokach i magach, to ja odkryłem w tym gatunku najwięcej możliwości. Jest tu miejsce i na smoki i magów, jest też miejsce na teksty pozwalające na głębszą refleksję i filozoficzne rozważania. Można tworzyć własne światy z nowymi rasami istot rozumnych i rozbudowaną strukturą społeczną, czy nawet własną fizyką, a można też bawić się historią, nadając jej dodatkowy, magiczny wymiar. Ja poszedłem w tym ostatnim kierunku. Fikcyjne światy fantasy bywają jednak zbyt schematyczne, potrafią męczyć swoją szablonowością. Za to historia potrafi zaskakiwać.
AK: I dostarczać pomysłów do pisania…
MZ: Właśnie. Intrygi i walka o wpływy w Bizancjum, które teraz twórczo eksploruję, to gotowe scenariusze na dziesiątki powieści. Problemy kulturowe, gospodarcze, społeczne i religijne, z jakimi naprawdę musieli się borykać basileusowie z Konstantynopola przebijają niejednokrotnie to, co w znoju i trudzie wypocili autorzy sztampowych światów fantasy. A gdy spojrzymy na pewne zjawiska oczami ludzi żyjących w średniowieczu i przyznamy im rację, przyjmiemy ich metafizykę, to nagle, niepostrzeżenie, okazuje się, że żyjemy w jednym z najbardziej magicznych i przejmujących światów.
AK: Ale zanim odkryłeś magię historii chodziłeś różnymi drogami.
MZ: Oczywiście moje zainteresowania jako autora podążały różnymi ścieżkami. W pewnym momencie zacząłem maniakalnie grać w komputerowe gry RPG. Prowadząc bohaterów przez najrozmaitsze światy i przygody, wpadłem na pomysł napisania czegoś, co całkowicie przełamie schematy, które są w takim samym stopniu obecne w literaturze fantasy, jak i w grach RPG. Nazwałem to niezbyt odkrywczo antyfantasy. Tak się narodził Kalikst Belzebub, złodziej i awanturnik. Początkowo chciałem go osadzić w całkowicie wymyślonym świecie, który zamieszkują postaci stanowiące całkowite zaprzeczenie kanonu fantasy. Na przykład magowie. Zazwyczaj widzimy ich jako energicznych starców z długimi brodami, inteligentnych, którzy swoją magiczną wiedzę zdobyli długie lata studiując zakurzone księgi. Ja chciałem stworzyć magów-idiotów: opasłych i zniewieściałych przygłupów pozbawionych magicznego wykształcenia, trochę nawet upośledzonych umysłowo. Ich magiczna moc jest efektem mutacji, zniekształcone ciało to cena, jaką płacą za ten nieoczekiwany dar.
Później pojawił się nowy pomysł – napiszę powieść o dwóch zakończeniach. Złodziej Kalikst Belzebub okrada maga-idiotę, ten go łapie, stawia mu ultimatum i tu historia idzie w dwóch kierunkach, które wiodą do dwóch zakończeń. To oczywiście wyraźny wpływ RPG.
Kiedy jednak zastanawiałem się nad szczegółami tego świata, szybko zacząłem popadać w te same schematy fantasy, od których chciałem odejść. Szukałem dalej i tak okryłem historię jako doskonałe tworzywo pisarskie. Historia mnie tak zafascynowała, że skreśliłem w myślach dotychczasowy scenariusz i napisałem go na nowo, umieszczając akcję w XI wieku, w Cesarstwie Wschodniorzymskim. Jest magia, są tajemne sekty, wielkie bitwy, pałacowe intrygi, a w środek tego wrzucony nasz złodziejaszek.
AK: Chyba ciągnie Cię do opisywania świata sekt…
MZ: To właśnie jedna z tych rzeczy, która mnie urzekła w historii. Chrześcijańskie i około-chrześcijańskie sekty średniowieczne to temat, który przebija swą magią wiele opowiastek fantasy. Chociażby sekty gnostyckie, które wychodziły z założenia, że plugawy materialny świat i człowieka stworzył nie dobry Bóg-Ojciec, lecz Demiurg-Szatan, wbrew jego woli. Bogomili uważali, że Satanael nie tylko stworzył świat, ale dał ludziom prawa Mojżeszowe i cały Stary Testament, by uzależnić ich od siebie. Temu miał dać odpór Logos, czyli Chrystus, niosąc własne posłanie. A gdyby ta filozofia zwyciężyła obowiązujące do dziś dogmaty chrześcijaństwa…? Jak wyglądałby dzisiejszy, czy chociażby średniowieczny świat, w którym katolicyzm byłby „jadowitą sektą”?
Chrześcijańskie sekty gnostyckie dostarczyły mi inspiracji przy pisaniu „Czarnej Ikony” i podsunęły pomysł na kolejną powieść, „Angelos”.
AK: Też historyczna?
MZ: W pewnym stopniu tak. To historia alternatywna, której akcję umieszczę w XIII lub XIV wieku, w Italii i Dalmacji. Będzie w tym więcej typowej fantastyki a mniej zabawy datami, wydarzeniami i nazwiskami sprzed wieków. Co z tego wyniknie, jeszcze sam nie wiem – na razie obmyślam scenariusz.
AK: W planach masz też napisanie powieści z gatunku „realizmu idiotycznego” – jak wyczytałam na Twojej stronie internetowej.
MZ: Na razie pomysł się nie rozwija, z oczywistych względów – nie mam czasu. Napisałem początek, zapowiada się chyba ciekawie, ale jest to jeden z pomysłów rezerwowych, więc nie szybko do niego wrócę. Generalnie ma to być prawie realistyczna powieść, która jest moim komentarzem do tego, jak wygląda dzisiejsza Polska. I nie chodzi nawet o te zawirowania polityczne, od których robi mi się niedobrze, chciałbym raczej uchwycić ducha prawdziwej Polski, prześwietlić ją od środka. Jednak nie w sposób publicystyczny, tylko bardziej oniryczny. Tytuł – „Malarz cudów” – w tym przypadku dużo wyjaśnia.
AK: A nie lepiej jednak konsekwentnie kończyć pisanie? Bo skończysz tak samo jak z „Allahem”, nie wywrze takiego wrażenia, jakie by wywarło teraz.
MZ: Podejrzewam, że Polska tak szybko się nie zmieni. Bo też nie chodzi mi o doraźną publicystykę, komentującą Polskę 2006, ale raczej o to, co na pewno przetrwa jeszcze co najmniej dekadę. A może nawet jest w naszym narodzie wieczne i nigdy nie zniknie.
AK: Świat tej powieści chcesz opisywać oczami upośledzonego umysłowo chłopca. Miałeś okazję kiedyś poznać takie dziecko?
MZ: Nie spotkałem i nie będę się starał opisać prawdziwego świata osoby upośledzonej. To, podejrzewam, byłoby zbyt trudne. Mój bohater, Adasiek, będzie środkiem, a nie celem. Nie chcę analizować jego wnętrza, lecz posłużyć się nim jako narzędziem – bez krzywdy dla niego – do ukazania takiej Polski, że zaczniemy się zastanawiać – kto tu jest naprawdę idiotą. Podejrzewam, że „Malarz cudów” szybciej naraziłby mnie na protesty niż „Allah 2.0”.
AK: Więc może jednak niebawem zabierzesz się za niego? Bo obecna Polska aż się prosi o podobny „komentarz”.
MZ: Kto wie, może po „Ikonie” wezmę się za to, chociaż na razie jestem nakręcony fantastycznie (śmiech). To chyba właśnie efekt tego, jaka jest obecna Polska i świat. Wolę zachować zdrowie psychiczne, uciekając od czasu do czasu do światów fantastycznych.
AK: Co takiego pociąga Cię w fantastyce?
MZ: Opowieść. Wbrew temu, co można sądzić z moich dotychczasowych wywodów, najistotniejszą cechą fantastyki jest dla mnie klasyczna opowieść, dzięki której mogę zagłębić się w nieistniejący świat, uwierzyć w jego istnienie i przeżywać w nim emocje bohaterów. Tak naprawdę nie przepadam za fantastyką zaangażowaną. Nie przekonują mnie pretensje światka fantastów do rywalizowania z głównym nurtem. Publicystyka, politykowanie, ideologizowanie, pouczanie – wszystko to, moim zdaniem, szkodzi fantastyce. Bez opowieści nie ma fantastyki, wolę przeczytać nawet fantastyczną literaturę klasy C, która w swojej klasie będzie mistrzostwem, z zajmującą fabułą i przekonującymi bohaterami, niż naciągane moralitety z piętnem jakiejś ideologii, przystrojone w piórka fantastyki. Nie znaczy to, że fantastyka powinna uciekać od poważnych problemów, w żadnym wypadku! Tylko nie kosztem opowieści i magii świata, do którego chce nas zabrać autor. Gdy chcę poczytać publicystykę, to sięgam po prasę lub zaglądam do Internetu.
AK: A co sam czytujesz z fantastyki?
MZ: W księgarniach zawsze zaczynam swoje poszukiwania od półki z polskimi autorami. Jest coś takiego w naszej literaturze, że nawet gdy bywa nieporadna, to jednak bardziej do mnie przemawia, niż autorzy z zagranicy. Niekoniecznie dlatego, że pojawiają się polskie wątki czy realia – to „coś” istnieje także wtedy, gdy rzecz się dzieje z dala od naszego kraju. Jest też druga przyczyna, dla której chętnie sięgam po polską fantastykę – może nieco naiwnie postanowiłem, że będę wspierał polskich autorów i właśnie na nich wydawał swoje pieniądze (śmiech). Oczywiście bywa, że nic z polskiej półki mnie nie przekonuje. Wtedy sięgam na półkę zagraniczną, najchętniej po fantasy i okolice, omijając przy tym rozbudowane, wielotomowe sagi, bo do nich nie mam cierpliwości. Lubię też rzeczy na styku gatunków, na przykład urban fantasy. Za to całkowicie już pogrzebałem twardą SF i cyberpunk, jeżeli w ogóle coś takiego jeszcze istnieje…
AK: Pisaniem fantastyki nie zajmujesz się zawodowo, kiedy w takim razie najlepiej Ci się tworzy?
MZ: Zazwyczaj ranki do popołudnia zajmuje mi pisanie dziennikarskie. Do fantastyki siadam wieczorem – po 21, kiedy już wszystko dookoła powoli cichnie i można w wyobraźni przenieść się do XI wieku…
AK: A jak pracujesz nad tekstem?
MZ: Staram się co dzień pisać określoną liczbę znaków – w praktyce jest to od 4 do 8 tysięcy. Niezbyt dużo, ale po takim pozornie niewielkim kawałku tekstu tracę już rozpęd i nie mogę się skupić. Podziwiam tych, którzy potrafią tworzyć w pisarskim szale cała noc. Bywa, że zmuszam się, by dobrnąć do tych 4 tysięcy, gdy tylko licznik wybije, jak robotnik w fabryce zamykam warsztat i idę spać. No cóż, nie ma w tym nic natchnionego, ale z drugiej strony staram się tak pisać, by później stylistycznie, rzeczowo i logicznie nic nie poprawiać, stąd też sporo czasu zajmuje mi sprawdzanie detali historycznych, nazwisk, miejsc, wydarzeń…
AK: Miewasz coś takiego jak „natchnienie”? Wielu pisarzy, z którymi rozmawiałam mówi, że nie ma czegoś takiego, jest tylko ciężka robota, a to „coś” to jedynie 1%, reszta to rzemieślnicza praca.
MZ: Zgadzam się z tym. Autor, który czeka na natchnienie, nigdy nic nie napisze. To jest tylko i wyłącznie rzemiosło – przekucie swoich wizji i pomysłów na sprawne zdania. Natchnienie, owszem, można mieć na etapie tworzenia w myślach swojego świata i akcji, kiedy w niespodziewanym momencie potrafią przyjść do głowy najlepsze pomysły. Ale to jest właśnie ten jeden procent, reszta to praca. Oczywiście są chwile, gdy pisze się lepiej lub gorzej. Czasami po pół godzinie tępego wpatrywania się w monitor, odkładam pisanie na następny dzień. Ale to nie jest brak natchnienia, tylko na ogół zmęczenie.
AK: Miałeś jakąś fajną wizję literacką w, dajmy na to, kolejce po chleb?
MZ: W kolejce akurat nie, ale często rozmyślam nad jakimiś detalami pisanej powieści z dala od biurka, np. jadąc na rowerze albo pociągiem. Przy czym właśnie podczas podróży mam najwięcej nowych pomysłów, wiele detali „Allaha 2.0” wymyśliłem właśnie w pociągu, gdzieś między Turcją a Węgrami, podobnie powstawały pomysły na „Ikonę” oraz na moje kolejne powieści, które, mam nadzieję, kiedyś napiszę (śmiech).
AK: Pamiętasz ten pierwszy poryw pisarski, kiedy stwierdziłeś, napiszę powieść?
MZ: Powieści zacząłem pisać jako dziecię. Do dzisiaj mam, nagryzmolone w zeszytach w trzy linie, swoje pierwsze powieści, tworzone pod wpływem lektury „Tomków” i Verne’a. Ilustrowane świecowymi kredkami „Made in China”, z pandą. Miałem chyba z dziesięć lat jak to pisałem, później zacząłem rysować komiksy inspirowane rzeczami typu „Antresolka Profesorka Nerwosolka”. A dzisiaj się śmieję z tych swoich dzieł. Niestety, przez to nie pamiętam, kiedy wpadłem na pomysł napisania pierwszej prawdziwej powieści. Jakoś ta samo przyszło. Siadłem i zacząłem pisać „Allaha 2.0”.
AK: To czemu nie zostałeś zawodowym pisarzem?
MZ: Nie zostałem zawodowym pisarzem, tak samo jak strażakiem, chemikiem, piłkarzem i kim ja tam jeszcze chciałem być w dzieciństwie. No, ale poważnie mówiąc, to chyba wiesz dobrze, że w naszych realiach nie można tak po prostu „zostać” zawodowym pisarzem, a zwłaszcza fantastycznym. Rynek czytelniczy jest jednak zbyt słaby, musiałbym pewnie produkować masę chałtury, żeby z tego wyżyć. Wolę więc napisać coś raz do roku, za to w pełnym poczuciu, że robię to, co lubię.
koniec
« 1 2
24 listopada 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Między wiarą a cyberpunkiem
— Miłosz Cybowski

Czarnego ci u nas dostatek
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.