Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
Chesney shot to fame in the '90s<br/>Credit: Alamy<br/>Fot. thesun.ie
Chesney shot to fame in the '90s
Credit: Alamy
Fot. thesun.ie

A pamiętacie…: Chesney Hawkes – jeden jedyny

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdy młody Chesney oświadczył, że chce zostać gwiazdą pop, ojciec dał mu na to 12 tygodni – albo wróci do szkół.

Wojciech Gołąbowski

A pamiętacie…: Chesney Hawkes – jeden jedyny

Gdy młody Chesney oświadczył, że chce zostać gwiazdą pop, ojciec dał mu na to 12 tygodni – albo wróci do szkół.
Chesney shot to fame in the '90s<br/>Credit: Alamy<br/>Fot. thesun.ie
Chesney shot to fame in the '90s
Credit: Alamy
Fot. thesun.ie
Chesney Lee Hawkes urodził się w 1971 roku w Windsor (Berkshire) jako syn aktorki i basisty (czasami także wokalisty) słynnego zespołu The Tremeloes. Po ukończeniu szkoły średniej w 1991 roku ojciec spytał go, kim chce być w życiu. Chesney odparł, że gwiazdą muzyki pop, jak on. Muzyka była obecna w całym jego dotychczasowym życiu, żył muzyką. Ojciec stwierdził, że go rozumie, ale to ciężka praca, więc stawia warunek: albo do końca wakacji zostanie gwiazdą, albo wraca do nauki. Młodzian sprawę przemyślał… i stwierdził, że da radę.
Zaczął grywać w pubach na pianinie, głównie utwory Eltona Johna, Steviego Wondera, Billy’ego Joela i innych gwiazd – choć uwielbiał także takich gitarzystów, jak Eric Clapton, Pete Townshend. Przez trzy tygodnie wychodziło mu to coraz lepiej (choć czasem nikt nie zwracał na niego uwagi – każdego dnia było inaczej), aż przyszła katastrofa… Zaczęły mu się wyrzynać zęby mądrości – wszystkie cztery naraz. W efekcie wylądował w łóżku szpitalnym. Gdy tak leżał ze znieczuleniem, a rodzice stali obok, w telewizorze stojącym w rogu pomieszczenia leciał akurat wywiad z Rogerem Daltreyem (liderem The Who), który akurat szukał młodego chłopaka, mogącego być jego synem w planowanym filmie. Oczy Chesneya otwarły się szeroko, a ręce zaczęły gorączkowo gestykulować. Ojciec zrozumiał.
Wkrótce potem Chesney trafił na przesłuchania w stylu „Idola”, wraz z najmniej setką innych chłopaków. Zagrał tam na pianinie i wypadł na tyle dobrze, że zaproszono go jeszcze raz. Jury było większe, kandydatów mniej, chłopak zagrał jeszcze raz – i znów do niego zadzwoniono. Ostatecznie kandydatów zostało dwóch. Obu zaproszono do dużego kompleksu nagraniowego w Londynie na ostateczne próby, czy też pojedynek – tam, gdzie jednocześnie swe próby mieli The Who. Powitał ich Roger Daltrey (którego chłopak uwielbiał od małego) i wyjaśnił, że najpierw zrobią próbę sceny filmowej – bardzo emocjonalnej sceny z ojcem i synem, kończącej się spoliczkowaniem młodego. Chesney nie wiedział, jak to zagrać – nigdy nie był aktorem. W każdym razie spodziewał się, że będzie to tylko udawane… Nie było.
Kadr z filmu
Kadr z filmu
Po tak realistycznie „zagranej” scenie filmowej przeszli do próby muzycznej. Roger zaprowadził ojca i syna do ogromnej sali (w której próby miewał cały chór), a tam na środku sceny pośród całej masy instrumentów Pete Townshend – idol Chesneya – właśnie stroił gitarę. Na widok chłopaka odłożył ją i stanął z boku, wyczekując ze skrzyżowanymi rękami. Młodzian zasiadł za pianinem i zagrał własną kompozycję. Wypadło nieźle, ale potem poproszono go, by zagrał coś na gitarze – bo młody bohater filmu miał być właśnie gitarzystą. Znajomość Chesneya z gitarą elektryczną rozpoczęła się ledwie 3 tygodnie wcześniej, gdy – poznawszy założenia filmu – ojciec pokazał mu kilka podstawowych chwytów. Mając świadomość własnych nieumiejętności oraz tego, że naprzeciw niego stoi „jeden z najlepszych gitarzystów”, chłopak zamknął oczy i zaczął grać i śpiewać prostą kompozycję Elvisa.
Po chwili, gdy już się w nią wciągnął, nagle poczuł, że coś go chwyciło mocno za nogę. Otwarł oczy i widzi, że to Roger ją trzyma, krzycząc „przestań do cholery nią ruszać!”. Wytrącony z równowagi jakoś dokończył utwór, oddał gitarę, usłyszał standardowe „będziemy w kontakcie”, po czym z ojcem w milczeniu wrócili do domu, do poprzedniego życia. Czyli także do koncertowania w pubie. Pozostały cztery tygodnie, by zostać gwiazdą. Pewnego wieczoru wchodzi do knajpy, a tam wielki baner „Hello, buddy” – co było tytułem piosenki wykonywanej przez jego ojca lata wcześniej. Nie rozumiejąc jeszcze niczego rozejrzał się dokoła, spostrzegł rodzinę i przyjaciół, trzymających w rękach szampana. Dopiero wtedy do niego dotarło. Jak sam mówi, niewiele pamięta z tamtej imprezy, z wyjątkiem rozmowy z ojcem, który stwierdził, że co prawda gwiazdą jeszcze nie został, ale wygląda na to, że do szkół już raczej nie wróci.
O hicie „The One and Only” z filmu „Buddy’s Song” i jego triumfalnym pochodzie przez listy przebojów pisałem już w artykule o jego kompozytorze – którym jest Nik Kershaw. Ten był także producentem drugiego singla Chesneya, którego tym razem młodzian był kompozytorem – „I’m a Man Not a Boy”. Utwór zadebiutował na liście przebojów na miejscu #37, a tydzień później dotarł do #27… i jednocześnie był ostatnim, którym Hawkes wbił się do Top 40. W Europie piosenka trafiła także na listy w Irlandii, Belgii, Niemczech, Szwajcarii i Szwecji, ale nigdzie powyżej miejsca #20.
Trzecim singlem były „Secrets of the Heart” (na stronę B trafił cover Kershawa „One World”, także przez niego wyprodukowany), notowany w ojczyźnie (#57) oraz w Niemczech (#68). Wszystkie trzy utwory trafiły na ścieżkę dźwiękową, będącą zarazem debiutanckim albumem solowym Chesneya, noszący oczywisty tytuł „Buddy’s Song” (choć akurat na rynek amerykański płyta trafiła jako „The One and Only”). W sumie znalazło się na niej 12 utworów, z czego tylko jedna nie została wykorzystana w filmie. Na brytyjskiej UK Albums Chart płyta dotarła do miejsca #18, w Stanach nie odniosła sukcesu. Do końca roku 1991 zespół (w którego składzie, podobnie jak w filmie, perkusistą był brat Jodie) sporo koncertował, ostatecznie kończąc trasę w słynnym londyńskim Hammersmith Odeon. Po tym Chesney zdecydował się zakończyć karierę bożyszcza nastolatek i skupić się na karierze songwritera.
Fot. memoirmixtapes.com
Fot. memoirmixtapes.com
Dwa lata później Chesney wydaje swoją drugą płytę „Get the Picture” i dwa pochodzące z niej single „What’s Wrong with This Picture?” oraz – tylko w Holandii – „Missing You Already”. Pierwszy wylądował w UK na miejscu #63, w Niemczech na #71, jedynie rynek austriacki był łaskawszy – tu znalazł się na miejscu #29. Drugi nie znalazł się nawet na liście holenderskiej. Podobnie trzeci („Black or White People”), wydany w ‘94, też tylko w Holandii.
W kolejnych latach, po wygaśnięciu kontraktu płytowego, dostawał rozliczne oferty, które – choć lukratywne – odciągałyby go od muzyki. Wśród nich były występy jako mima, otwarcia sklepów, role na West Endzie. Przeprowadził się do Nowego Jorku, założył nowy zespół pod nazwą „ebb” i koncertował od wybrzeża do wybrzeża, tworząc nowe utwory. Współpracował też z wieloma twórcami i producentami – obok Nika Kershawa i Howarda Jonesa można tu wymienić choćby Stuarta Coplanda z The Police. Jego piosenki trafiały też do filmów – jak choćby „Missing You Already” w „Spotkaniu, którego nie było„ („The Night We Never Met”, 1993, Kershaw jest wymieniany jako współautor) czy „Almost You” w „Cukiereczku” („Jawbreaker”, 1999). W ‘97 wystąpił w filmie „Książę Waleczny” („Prince Valiant”). Komponował też dla innych zespołów, których jednak nazwy nic mi nie mówią.
Chesney Hawkes and his three kids put on a show to raise spirits (Image: ITV)<br/>Fot. irishmirror.ie
Chesney Hawkes and his three kids put on a show to raise spirits (Image: ITV)
Fot. irishmirror.ie
Początek XXI wieku Chesney spędził w studiach nagraniowych w Londynie i Los Angeles, czego rezultatem był singiel „Stay Away Baby Jane” (2002), który w Wielkiej Brytanii notowany był jedynie na 74 miejscu. Kolejny utwór pojawił się dopiero trzy lata później, a był nim „Another Fine Mess"; kompozycja – zgadnijcie kogo? – Nika Kershawa. W tym przypadku poszło nieco lepiej, utwór sięgnął miejsca #48. Być może w promocji singla pomogły mu występy w telewizyjnych show; w „The Games”, zmaganiach olimpijskich w wykonaniu celebrytów, zdobył brązowy medal, wziął udział także w „Hit Me Baby One More Time” (opisanym przy okazji wspomnienia o Carol Decker i jej T’Pau).
Następnie zaangażował się w projekt Lexus Symphony Orchestra, kampanię promującą rozwiązania audio w pojazdach tej marki. Skomponował dwa utwory, wykonywane przez Londyńską Orkiestrę Symfoniczną. W 2008 roku wystąpił w musicalu „Can’t Smile Without You”, opartym o ponad 40 piosenek Barry’ego Manilowa. Wydał też (wreszcie) longplay „Another Fine Mess”. Kolejny rok przynosi udział w „Celebrity Big Brother” oraz… następną płytę, „Me My Mouse & I”. 2011 to występy i udziały w kolejnych produkcjach telewizyjnych: „Louie Spence’s Showbusiness”, „Let’s Dance For Comic Relief”, „Sing If You Can”, „Joseph and the Amazing Technicolor Dreamcoat”, „Text Santa”. W 2012 roku Hawkes miał wziąć udział w programie łyżwiarskim ITV „Dancing on Ice”, ale po złamaniu kostki musiał się wycofać. W zamian za to wydał płytę „Real Life Love” i zagrał w komedii „Panto!”. Trzech ostatnich płyt nie promowały żadne single.
Chesney, raz żonaty, trzykroć (jak dotąd) dzieciaty, nadal koncertuje – o ile COVID pozwala. W bieżącym roku przewidziana jest trasa po Wielkiej Brytanii i Irlandii. A jeśli chcecie się przekonać, czy warto, posłuchajcie, jak w zaciszu swego domu gra z synem Indianą (zresztą, warto posłuchać także innych nagrań z jego kanału.
koniec
10 marca 2021

Komentarze

10 III 2021   19:54:36

A mnie się wydawało, że to polski kawałek :-)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Lipiec 2021
Esensja

31 VII 2021

Przypominamy co zrecenzowaliśmy w Esensji w pierwszą połowę wakacji.

więcej »

Non omnis moriar: To co my w końcu gramy, panowie?!
Sebastian Chosiński

31 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj po raz drugi – po kilku latach przerwy – francuski zespół jazzrockowy Zoo.

więcej »

Non omnis moriar: Jak piękna Maria podbiła świat
Sebastian Chosiński

24 VII 2021

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyny longplay francuskiego kwintet Z.O.U.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.