Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

David Gilmour, The Orb
‹Metallic Spheres›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMetallic Spheres
Wykonawca / KompozytorDavid Gilmour, The Orb
Data wydania12 października 2010
Wydawca Columbia Records
NośnikCD
Czas trwania48:53
Gatunekelektronika, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Metallic Side28:42
2) Spheres Side20:12
Wyszukaj / Kup

Pink Floyd w XXI wieku: Sfery ambientowych dźwięków

Esensja.pl
Esensja.pl
W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Dziś jednak skupimy się na kooperacyjnym albumie Davida Gilmoura i duetu The Orb „Metallic Spheres” z 2010 roku.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Sfery ambientowych dźwięków

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Dziś jednak skupimy się na kooperacyjnym albumie Davida Gilmoura i duetu The Orb „Metallic Spheres” z 2010 roku.

David Gilmour, The Orb
‹Metallic Spheres›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMetallic Spheres
Wykonawca / KompozytorDavid Gilmour, The Orb
Data wydania12 października 2010
Wydawca Columbia Records
NośnikCD
Czas trwania48:53
Gatunekelektronika, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Metallic Side28:42
2) Spheres Side20:12
Wyszukaj / Kup
Może i początek XXI wieku nie rozpieszczał fanów Pink Floyd nową muzyką, ale za to koniec jego pierwszej dekady należała do Davida Gilmoura. Nie tylko nagrał wyśmienity album „On an Island”, ale dał też koncert w Stoczni Gdańskiej, upamiętniony fenomenalnym wydawnictwem „Live in Gdańsk”. W 2010 roku natomiast niespodziewanie ukazał się owoc jego studyjnej współpracy z duetem The Orb pod tytułem „Metallic Spheres”.
Choć już na początku lat 90. XX wieku The Orb określano jako Pink Floyd muzyki elektronicznej, zespół odżegnywał się od tych porównań. Muzycy cały czas podkreślali, że ich twórczość jest odległa od progresywnego rocka. Co najwyżej Alex Paterson (współzałożyciel duetu) wspominał, że duży wpływ miał na niego krążek „Meddle” i ewentualnie tutaj można doszukiwać się jakiś punktów wspólnych. A jednak powoli ciągnęło The Orb w stronę okołofloydowej załogi. Już w 1996 roku zespół zremiksował utwór Ricka Wrighta „Runaway”, pochodzący z jego solowego dzieła „Broken China”. Niestety było to wydawnictwo promocyjne, które nie trafiło do szerszej dystrybucji.
Współpraca z Davidem Gilmourem okazała się jednak czymś o wiele poważniejszym. Panowie w czerwcu 2009 roku spotkali się w studiu The Dreaming Cave i w ekspresowym tempie nagrali podstawowy materiał. Głównie były to luźne improwizacje, które stały się podstawą dla producenckich czarów. W sesji wzięli udział także Youth, czyli Martin Glover znany z Killing Joke, Tim Bran (poza The Orb udzielał się gościnnie na płytach wielu wykonawców, jak chociażby Dreadzone, czy Moby), Marcia Mello, która zagrała na gitarze akustycznej i Dominique Le Vac, odpowiedzialna za drugie głosy.
Całość przybrała formę blisko 49 minutowego materiału, na który składają się dwie kompozycje „Metallic” (o czasie trwania ponad 28 minut) i „Spheres” (ponad 20). Choć tak po prawdzie, gdyby nie przeskok ścieżki, trudno byłoby wskazać miejsce, w którym kończy się jedna i zaczyna druga. Niemniej ciężko mówić w tym wypadku o wewnętrznej spójności. Nie znajdziemy tu bowiem melodii, które stanowiłyby bazę pod improwizacje. Trudno także o zapamiętywalne motywy. To bardziej zlepek różnych dźwięków i wątków, które łączy specyficzny, oniryczny klimat. Czasem towarzyszy im wyraźny, mocny beat, a innym razem są porozrzucane samopas, rezonując z ciszą.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że choć gitara Gilmoura stanowi znaczący element całości, nie jest najważniejsza. Służy przede wszystkim jako urozmaicenie i wypełnienie tła. Czasem tylko sprawia wrażenie motorycznego sampla. I to też jedynie na moment. Nie spodziewajcie się zatem charakterystycznych solówek. Jeśli takowe zostały odegrane, to pocięto je w czasie produkcji i pomieszano z innymi efektami ilustracyjnymi. A jednak tego brzmienia nie da się podrobić i z miejsca wiadomo spod czyich palców wydobywane są te łagodne dźwięki. Choć zasadniczo mamy do czynienia z dziełem instrumentalnym w kilku fragmentach pojawia się głos Gilmoura, który jednak traktowany jest jako jeszcze jeden element ubarwiający tło. Wiadomo, że to nie to samo, co regularna płyta mistrza, ale całości bardzo przyjemnie się słucha. Jeśli weźmie się poprawkę na ambientowy charakter płyty i nie szuka przebojów, może się ona podobać. Choć przyznaję, że trafiają się na niej miejsca mniej przekonujące. Dotyczy to zwłaszcza fragmentów pozbawionych gitary Gilmoura, kiedy niesprecyzowane, elektroniczne efekty stają się tak bardzo muzyką tła, że przestaje się na nie zwracać uwagę.
„Metallic Spheres” dostępny jest też w wersji deluxe z drugą płytą zawierającą cały materiał w miksie 3D. Na pewno jest on bardziej przestrzenny od standardowego, a w czasie słuchania albumu na słuchawkach, czy na dobrym sprzęcie stereo, można poczuć się otoczonym przez dźwięki. Osobiście jednak wolę podstawową edycję. Choć nie da się ukryć, że muzyka falująca między kanałami, czy odgłosy raz brzmiące, niczym z dalekiej oddali, a raz, jakby ktoś szeptał za uchem, przy pierwszym przesłuchaniu robią wrażenie, to jednak same kompozycje wydają się dziwnie puste w środku, tak, jakby w pogoni za jak najbardziej widowiskowym zaprezentowaniem detali, zapomniano o tym, że są one jedynie ozdobami, a nie sensem nagrania. W efekcie, paradoksalnie, zwykłe stereo wydaje się bogatsze brzmieniowo.
Wspólne dzieło Gilmoura i The Orb na pewno nie jest tym, po które sięga się często, bez względu na nastrój. Tu trzeba się wczuć i mieć głowę wolną od natrętnych myśli. Jeśli zabierzemy się do jego słuchania tak przygotowani, materiał ten potrafi przynieść chwilę ukojenia, pozwalając zanurzyć się w dźwiękową krainę łagodności. Stanowi też dobre wprowadzenie do zapoznania się z ostatnią studyjną produkcją sygnowaną marką Pink Floyd, czyli „The Endless River”. O tym jednak opowiemy kiedy indziej.
Dla laików: * * * / 5
Dla koneserów: * * * * / 5
koniec
13 kwietnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pink Floyd w XXI wieku: Ich pierwszy rhythm’n’blues
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

29 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład EP „1965: Their First Recordings” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Oko z monitora wciąż patrzy
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Dziś jednak skupimy się na reedycji solowego dzieła byłego lidera grupy Rogera Watersa „Amused to Death” z 2015 roku.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Podsumowanie muzyczne 2010 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień

Z tego cyklu

Ich pierwszy rhythm’n’blues
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oko z monitora wciąż patrzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wchodząc do tej samej rzeki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zderzenie ze ścianą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szkoda, że nieco chaotycznie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

TEN album na to zasługiwał
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zestaw najpopularniejszego minimum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A tak na marginesie…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wprowadzenie do szalonego świata Syda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ku pokrzepieniu serc
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Made in Poland: Wspaniały dzień dla wolności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyspa Gilmoura
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przełamując kadry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks przejściowy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Czerwiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Komiksowe Top 10: Maj 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek, który spał w grobowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nibylandia ze skandynawskich mitów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nemo podbija stawkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bombastyczne łowy Kravena
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bagno wciąga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.