Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Syd Barrett
‹An Introduction To Syd Barrett›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAn Introduction To Syd Barrett
Wykonawca / KompozytorSyd Barrett
Data wydania8 października 2010
Wydawca Harvest Records
NośnikCD
Gatunekblues, folk, rock
EAN5099990773624
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Arnold Layne2:54
2) See Emily Play2:52
3) Apples And Oranges [Stereo Version]3:04
4) Matilda Mother [2010 Mix]3:58
5) Chapter 243:39
6) Bike3:22
7) Terrapin5:03
8) Love You2:26
9) Dark Globe2:00
10) Here I Go [2010 Remix]3:19
11) Octopus [2010 Mix]3:54
12) She Took A Long Cool Look [2010 Mix]1:47
13) If It's In You2:24
14) Baby Lemonade4:08
15) Dominoes [2010 Mix]4:05
16) Gigolo Aunt5:44
17) Effervescing Elephant1:52
18) Bob Dylan Blues3:09
Pliki
1) Rhamadan20:09
Wyszukaj / Kup

Pink Floyd w XXI wieku: Wprowadzenie do szalonego świata Syda

Esensja.pl
Esensja.pl
W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi wydawnictwami sygnowanymi nazwą zespołu. Dziś jednak skupimy się na kompilacyjnym albumie Syda Barretta „An Introduction to Syd Barrett” z 2010 roku.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Wprowadzenie do szalonego świata Syda

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi wydawnictwami sygnowanymi nazwą zespołu. Dziś jednak skupimy się na kompilacyjnym albumie Syda Barretta „An Introduction to Syd Barrett” z 2010 roku.

Syd Barrett
‹An Introduction To Syd Barrett›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAn Introduction To Syd Barrett
Wykonawca / KompozytorSyd Barrett
Data wydania8 października 2010
Wydawca Harvest Records
NośnikCD
Gatunekblues, folk, rock
EAN5099990773624
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Arnold Layne2:54
2) See Emily Play2:52
3) Apples And Oranges [Stereo Version]3:04
4) Matilda Mother [2010 Mix]3:58
5) Chapter 243:39
6) Bike3:22
7) Terrapin5:03
8) Love You2:26
9) Dark Globe2:00
10) Here I Go [2010 Remix]3:19
11) Octopus [2010 Mix]3:54
12) She Took A Long Cool Look [2010 Mix]1:47
13) If It's In You2:24
14) Baby Lemonade4:08
15) Dominoes [2010 Mix]4:05
16) Gigolo Aunt5:44
17) Effervescing Elephant1:52
18) Bob Dylan Blues3:09
Pliki
1) Rhamadan20:09
Wyszukaj / Kup
Jak na kogoś, kto nagrał tylko trzy płyty (dwie solowe i jedną z Pink Floyd) Syd Barrett może pochwalić się sporą ilością składanek typu „the best of”. Poprzednia „The Best of Syd Barrett: Wouldn’t You Miss Me?” ukazała się w 2001 roku i przynosiła jedną nieznaną dotąd kompozycję. Pomijała jednak dokonania Szalonego Diamentu z jego macierzystą formacją. „An Introduction to Syd Barrett” pod tym względem prezentuje bardziej przekrojowy materiał.
Całość zaczyna się trzema utworami, które swoją premierę miały na pierwszych singlach Pink Floyd. Zwłaszcza „Arnold Lyne” i „See Emily Play” zasługują na miano przebojów, albowiem zaistniały na brytyjskiej liście przebojów. I nic dziwnego, ponieważ to świetne, wpadające w ucho kawałki, podlane psychodelicznym sosem. Na ich tle „Apples and Oranges” wypada zwyczajnie słabo. Szkoda, że jeśli już mówimy o małych płytkach, zabrakło miejsca dla innych publikowanych na nich utworów, czyli „Candy and a Currant Bun” i „The Scarecrow”.
Następne trzy piosenki to reprezentanci debiutu Pink Floyd „The Piper at the Gates of Dawn”. I tu również wybór jest dość kontrowersyjny. Oczywistym jest, że na „the best of” powinny znaleźć się najlepsze dzieła Barretta, a do takich bezapelacyjnie należy kosmiczny odlot „Astronomy Domine”. Jego brak to spore niedopatrzenie. W zamian otrzymujemy o wiele mniej ekscytujący „Chapter 24”. Do kompletu, całkiem słusznie, dorzucono „Bike”, oraz pierwotną wersję „Matilda Mother”, która nie była już tak wielkim rarytasem, ponieważ trzy lata wcześniej pojawiła się na rozszerzonej edycji „The Piper…” z okazji 40-lecia wydania.
Dalej przechodzimy do potężnego setu z albumu „The Madcap Laughs”. Składa się na niego aż siedem pozycji, czyli ponad połowa oryginalnego materiału. Trudno tu jednak mówić o przebojach. Nagrywanie krążka stanowiło nierówną walkę Davida Gilmoura, Rogera Watersa i muzyków sesyjnych z pogrążającym się w chorobie psychicznej Barrettem. Próbowali oni nadać jakikolwiek kształt kanciastym utworom, które zostały zaśpiewane na granicy fałszu z towarzyszeniem mało wyszukanego brzdąkania na gitarze. I to niestety słychać. Braku geniuszu, który cechował kompozycje z debiutu Pink Floyd nie maskuje nawet fakt, że kawałki te zostały poddane ponownemu remasteringowi i w niektórych z nich Gilmour podogrywał partie basu. W sumie jedynie „Terrapin” i „Octopus” jako tako się bronią, reszta może stanowić rozrywkę jedynie dla skrajnych masochistów.
Pozytywniej należy ocenić drugi solowy krążek Syda, zatytułowany po prostu „Barrett”. Reprezentują go cztery songi, w tym dwa najważniejsze, czyli „Baby Lemonade” i „Dominoes”. Choć wciąż mamy do czynienia ze świadectwem rozpadającej się psychiki kompozytora, to tym razem w większym stopniu udało się to wyretuszować dzięki udziałowi Gilmoura i Ricka Wrighta. Wrażenie robią zwłaszcza delikatne organowe pasaże tego drugiego.
Na koniec podstawowego setu dodano znany z „The Best of Syd Barrett: Wouldn’t You Miss Me?” ironiczny „Bob Dylan Blues”, który stanowi mocny prztyczek w stronę słynnego barda. Barrett doskonale oddaje w nim manierę kompozytorską Dylana, zaś w tekście przedstawia go jako zadufanego w sobie biznesmena, który nie wierzy w to, co śpiewa.
Największą atrakcją wydawnictwa stanowi jednak nagranie, które tutaj miało swoją premierę. Nosi tytuł „Rhamadan” i trwa dwadzieścia minut. Niestety, zgodnie z panującą w 2010 roku modą, zabrakło dla niego miejsca na CD i tylko ci, którzy nabyli oryginalny krążek, otrzymali kod, dzięki któremu mogli ściągnąć je z internetu. Miał to być pomysł na pogodzenie rozpowszechniającego się streamingu z kurczącym się rynkiem nośników fizycznych. Dziś wiemy, że była to droga donikąd, bo fani lubią potrzymać w rękach pełną zawartość kupowanego przez siebie albumu. Takiego szczęścia dostąpili tylko Japończycy, ponieważ w ichniej edycji „Rhamadan” znalazł się na płycie. Co zaś się tyczy samej kompozycji, to stanowi ona luźny jam, bez wyraźnej myśli przewodniej. Daleko jej do kontrolowanego chaosu „Interstellar Overdrive” z debiutu Pink Floyd. To znaczy chaos jak najbardziej jest obecny, ale nic ponadto.
Na koniec odniosę się jeszcze do okładki zdobiącej omawiane wydawnictwo. Odpowiada za nią wieloletni współpracownik Floydów Storm Thorgerson, dzięki pomysłowości którego otrzymaliśmy tak kultowe obrazy, jak pryzmat z „The Dark Side of the Moon”, witających się mężczyzn z „Wish You Were Here”, czy posągi z „The Division Bell”. I tu również wyraźnie widać jego styl. A jednak mam wrażenie, że dosłowność w prezentowaniu rozpadu osobowości Syda Barretta poprzez ukazanie człowieka w masce bez wyrazu, jest w jakiś sposób niesmaczne. To indywidualne odczucie, ale nachalność tego symbolu jest tak wyświechtana, że całkiem niepasująca do nieszablonowej postaci, jaką był pierwszy lider Pink Floyd.
„An Introduction to Syd Barrett” ma sporo mankamentów i mógłby być ciekawiej przygotowany, ale jednocześnie jest najlepszą ko0mpilacją podsumowującą twórczość Syda z wydanych dotychczas. Magnesem dla fanów jest oczywiście niepublikowany jam, którego na dobrą sprawę na albumie nie ma. Natomiast ci, którzy chcieliby poznać Barretta, będą mogli to zrobić od kilku stron, zarówno tej wizjonerskiej, jak i świadczącej o całkowitym pogubieniu.
Dla laików: * * * / 5
Dla fanów: * * / 5
koniec
27 kwietnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Subtelny ornament krewnego z prowincji
Sebastian Chosiński

13 VIII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi album Terjego Rypdala nagrany w ramach projektu The Chasers.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Wczesne kiełkowanie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 VIII 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą zespołu. Na przykład opublikowanym osobno fragmentem boksu „The Early Years 1965-1972” pod tytułem „1968: Germin/ation” z 2017 roku.

więcej »

Non omnis moriar: U boku Terjego na jazzowe salony…
Sebastian Chosiński

6 VIII 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj pierwszy (z trzech) album Terjego Rypdala nagrany w ramach projektu The Chasers.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Wczesne kiełkowanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najwcześniejsze z wczesnych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Programowe uczucie niedosytu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rysa na murze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyjść poza oczekiwania
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ich pierwszy rhythm’n’blues
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oko z monitora wciąż patrzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wchodząc do tej samej rzeki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zderzenie ze ścianą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szkoda, że nieco chaotycznie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Dziecko, które pamiętało gwiazdy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Sierpień 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Świat Ultimate jest już zmęczony
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drobna usterka w maszynce
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tygielek, nie tygiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie są „Yansy” z tamtych lat?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiksowe Top 10: Czerwiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajomość serialu nie jest niezbędna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szefowa z piekła rodem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Lipiec 2022
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.