Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 marca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Hawkwind
‹Warrior on the Edge of Time›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWarrior on the Edge of Time
Wykonawca / KompozytorHawkwind
Data wydania9 maja 1975
Wydawca United Artists Records
NośnikWinyl
Czas trwania47:44
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nik Turner, Dave Brock, Simon House, Simon King, Ian „Lemmy” Kilmister, Alan Powell, Michael Moorcock
Utwory
Winyl1
1) Assault and Battery [Part I]05:34
2) The Golden Void [Part II]04:35
3) The Wizard Blew His Horn01:57
4) Opa-Loka05:11
5) The Demented Man03:56
6) Magnu08:22
7) Standing at the Edge02:40
8) Spiral Galaxy 2894803:50
9) Warriors01:55
10) Dying Seas03:03
11) King of Speed03:51
Wyszukaj / Kup

Non omnis moriar: Nie tylko „kupa gówna”

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj piąty w dyskografii studyjny longplay Hawkwind.

Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Nie tylko „kupa gówna”

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj piąty w dyskografii studyjny longplay Hawkwind.

Hawkwind
‹Warrior on the Edge of Time›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWarrior on the Edge of Time
Wykonawca / KompozytorHawkwind
Data wydania9 maja 1975
Wydawca United Artists Records
NośnikWinyl
Czas trwania47:44
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nik Turner, Dave Brock, Simon House, Simon King, Ian „Lemmy” Kilmister, Alan Powell, Michael Moorcock
Utwory
Winyl1
1) Assault and Battery [Part I]05:34
2) The Golden Void [Part II]04:35
3) The Wizard Blew His Horn01:57
4) Opa-Loka05:11
5) The Demented Man03:56
6) Magnu08:22
7) Standing at the Edge02:40
8) Spiral Galaxy 2894803:50
9) Warriors01:55
10) Dying Seas03:03
11) King of Speed03:51
Wyszukaj / Kup
Historia Hawkwind ma w sobie ogromny potencjał filmowy (mniej istotne czy fabularny, czy też dokumentalny). Obfituje bowiem w zaskakujące zwroty akcji i momenty bardzo dramatyczne, na które wpływ miały zarówno częste zmiany składu, jak i kłótnie wewnątrz zespołu, podsycane uzależnieniem od narkotyków większości jego członków. To aż wydaje się nieprawdopodobne, że w takiej atmosferze Brytyjczykom udawało się przez tyle lat funkcjonował w miarę stabilnie i zaskakująco regularnie publikować nowe albumy. Rok 1974 był dla grupy niezwykle pracowity. Wczesną wiosną odbyła się duża trasa koncertowa po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie (pamiątką po której stał się wydany ćwierć wieku temu podwójny kompakt „The «1999» Party. Live at the Chicago Auditorium”), a późną, to jest w maju i czerwcu, muzycy z Londynu zarejestrowali kolejny, czwarty już, longplay studyjny zatytułowany „Hall of the Mountain Grill”. Po czym w grudniu, trzy miesiące po jego publikacji, udali się na tournée po Wielkiej Brytanii, które ciągnęło się aż do lutego 1975 roku.
W jego trakcie zrobili sobie jednak dwa dni przerwy, które wykorzystali… nie, wcale nie na odpoczynek, lecz na wejście do londyńskiego studia Olympic, aby zarejestrować trzy utwory z myślą o singlu promującym kolejne, będące wciąż jeszcze tylko w planach, wydawnictwo formacji. W efekcie dwa z nich trafiły ostatecznie na „Warrior on the Edge of Time” (były to „Spiral Galaxy 28948” i „King of Speed”), trzeci natomiast uświetnił stronę B opublikowanego 7 marca singla („Motorhead”). Na stronie A znalazł się „King of Speed”, który choć noszący znamiona przeboju, dzisiaj – w porównaniu z klasycznymi dokonaniami Hawkwind – wypada raczej karykaturalnie. Muzycy postanowili bowiem „pożenić” w nim kompletnie nieprzystające do siebie style: psychodeliczny space rock ze zbrutalizowanym rock and rollem i boogie. I to samo w sobie nie prezentowało się wcale najgorzej, ekscentryzmu, czy wręcz dziwaczności dodawała tej kompozycji trudna do strawienia country’owo-folkowa partia skrzypiec Simona House’a.
Dużo ciekawiej wypadał – zaśpiewany oczywiście przez Lemmy’ego – motoryczny, ogniście rockowy „Motorhead” (któremu tym razem nawet pojawiające się w finale skrzypce nie odbierały uroku). Trudno się dziwić, że kiedy parę tygodni później, krótko przed premierą „Warrior on the Edge of Time”, Ian Kilmister został usunięty z zespołu, symbolicznie zabrał ze sobą ten utwór, czyniąc go kamieniem węgielnym swojej nowej grupy – Motörhead. Nagrana pod tym szyldem, dużo brutalniejsza wersja tego numeru (jak można się domyślać, już bez skrzypiec) ukazała się najpierw na singlu wydanym w czerwcu 1977 roku, a następnie – dwa miesiące później – na debiutanckim longplayu zespołu. Tak zaczęła się nowa epoka w dziejach brytyjskiego heavy metalu.
Sesja, której owocem okazał się piąty studyjny krążek Hawkwind, odbyła się w marcu 1975 roku w dobrze już muzykom znanym studiu Rockfield w Londynie. Po raz kolejny zmienił się skład grupy: obok Dave’a Brocka (śpiew, gitary, klawisze), Nika Turnera (saksofon, flet i śpiew), Simona House’a (skrzypce, syntezatory, mellotron), Lemmy’ego (gitara basowa) oraz Simona Kinga (perkusja, instrumenty perkusyjne) nie było już tym razem klawiszowca Dela Dettmara, który wyemigrował na stałe do Kanady. Pojawił się natomiast drugi „pałker” – Alan Powell, mający za sobą występy w manchesterskim rhythmandbluesowym Ivans Meads oraz bluesowo-rockowych Chicken Shack i Vinegar Joe. Z Hawkwind, jak się okazało, związał się na dwa lata, biorąc w tym czasie udział w nagraniu albumów „Warrior on the Edge of Time” (1975) i „Astounding Sounds, Amazing Music” (1976). Poza tym wraz z zespołem wspomógł Michaela Moorcocka w pracy nad longplayem „New Worlds Fair” (1975).
Właśnie, Moorcock! To brytyjski pisarz znany głównie jako twórca spod znaku heroic-fantasy. W tym czasie nie tylko dostarczał Hawkwind różnorodne koncepty fabularne i teksty (tym razem nawiązujące do wydanej przez niego w 1970 roku powieści „Wieczny wojownik”), ale również pojawiał się na koncertach i w studiach nagraniowych, aby je (melo)recytować. Na „Warrior on the Edge of Time” można usłyszeć go w dwóch najkrótszych utworach: „The Wizard Blew His Horn” i „Warriors”. Premiera płyty, wydanej w Europie przez United Artists, miała miejsce 9 maja 1975 roku, w czasie kiedy grupa przebywała na kolejnym tournée w Ameryce Północnej. Z zespołem nie było już wtedy Lemmy’ego, którego zastąpił urodzony w Kanadzie Brytyjczyk Paul Rudolph, wcześniej związany z takich psychodelicznymi formacjami, jak The Deviants, Twink czy Pink Fairies, jak również z… Brianem Eno. Nic więc dziwnego, że po latach, oceniając to wydawnictwo, Kilmister stwierdził: „Album był popieprzony od początku do końca”; z kolei skomponowany przez Alana Powella i Simona Kinga numer „Opa-Loka” nazwał z typową dla siebie dezynwolturą „kupą gówna”.
Czy z „Warrior on the Edge of Time” jest naprawdę aż tak źle? Niekoniecznie. Choć na kilka mielizn rzeczywiście można się nadziać. W otwierających album, powiązanych ze sobą (stąd te „Part I” i „Part II” dodane do tytułów) „Assault and Battery” i „The Golden Void” sekstet prezentuje się znakomicie; gra bardzo energetycznie, ale zarazem melodyjnie; na tle wszechobecnych, powłóczystych i bardzo przestrzennych syntezatorów świetnie prezentuje się zarówno głos Dave’a Brocka, jak i – wreszcie w odpowiedni sposób wyeksponowane – partie saksofonu i fletu Nika Turnera. Te dwa numery zapewne bardzo pozytywnie nastawiły słuchaczy, którzy po raz pierwszy stykali się z płytą. Niespełna dwuminutowy „The Wizard Blew His Horn” też na pewno nie był dla nich żadnym zaskoczeniem; podobne melorecytacje na tle instrumentów klawiszowych (w tym przypadku organów)były w tamtym okresie stałym elementem koncertów Hawkwind. Zaskoczeniem natomiast, rzeczywiście niekoniecznie pozytywnym, mógł wydać się wspomniany wcześniej „Opa-Loka”. Obsesyjny rytm i przyćmiewające wszystkie inne instrumenty syntezatory raczej irytowały, niż budziły ciekawość. Aż dziw, że Turnerowi udało się tam wcisnąć ze swoją nastrojową solówką na flecie.
Na szczęście po tej wpadce rozbrzmiewa, zamykający stronę A winylowego krążka, bardzo klimatyczny „The Demented Man”, zbudowany głównie na dźwiękach gitary akustycznej i „kosmicznych” syntezatorów. W efekcie wyszła z tego piękna ballada. Bardzo mocnym fragmentem płyty jest również monumentalny, ponad ośmiominutowy „Magnu” (w którego tekście zespół nawiązał do wiersza angielskiego poety epoki romantyzmu Percy’ego Shelleya „Hymn of Apollo”). Od strony muzycznej mamy tu natomiast i klasyczną space’ową psychodelię (za sprawą gitary Brocka oraz rozbudowanej sekcji rytmicznej), i odrobinę jazzu (vide saksofon Turnera), i porywające motyw folkowy (skrzypce House’a). Całość ssie tak bardzo, że gdyby nawet utwór ten trwał dwa razy dłużej, chyba nikt by nie zaprotestował. Niestety, tych pochwał nie można powtórzyć przy okazji „Standing at the Edge”, w którym melorecytacja Turnera (z głosem mocno przetworzonym elektronicznie) pojawia się na tle mających ciągotki awangardowe syntezatorów. Nastrój poprawia za to „Spiral Galaxy 28948”, który zaczyna się jak numer hardrockowy, by następnie przepoczwarzyć się w typowy rock progresywny (z dodatkiem fletu).
W „Warriors” po raz drugi (i ostatni) możemy usłyszeć Michaela Moorcocka, choć jego głos, poddany intensywnej obróbce elektronicznej, jest praktycznie nie do rozpoznania. Dużo lepiej prezentuje się następujący po nim „Dying Seas”, którego zadziorna basowa introdukcja jest dziełem Lemmy’ego; później jednak stery przejmują Brock (gitara) i Turner (saksofon i śpiew), na chwilę jednak oddając je także House’owi (skrzypce). Całość, chociaż krótka, robi wrażenie, wzmocnione jeszcze wieńczącą tę kompozycję jazzową improwizacją saksofonu. O zamykającym krążek „King of Speed” wspominałem już wcześniej. Przyznam, że – jak na ówczesne standardy – płyta była długa (niemal czterdzieści osiem minut), można więc było spokojnie zrezygnować z tego utworu albo zastąpić go dużo ciekawszym „Motorhead”. Widocznie jednak Brockowi zależało na wyższych tantiemach i nie chciał pozbywać się ich na rzecz Lemmy’ego.
Album „Warrior on the Edge of Time” był wielokrotnie wznawiany. W 2013 roku ukazał się prawdziwy „kombajn” opublikowany przez londyński Atomhenge (powiązany ze specjalizującą się w rockowych starociach wytwórnią Esoteric Recordings), który zawierał winyl, dwa kompakty (z bonusami) oraz DVD (z trzema różnymi miksami materiału, za jeden z nich odpowiadał Steven Wilson). Obok bonusów koncertowych (kiepskiej zresztą jakości technicznej) uwagę przykuwają studyjne, jak chociażby „Soldiers at the Edge of Time” (czyli „Standing at the Edge”) i „The Wizard Blew His Horn” wyrecytowane przez Nika Turnera, zaśpiewany przez Dave’a Brocka „Motorhead” (dużo bardziej czysto), instrumentalna wersja „King of Speed” (też broni się średnio) oraz prawdziwe kuriozum pod postacią „On the Road”, który lokuje się w okolicach country-bluesa (w każdym razie głównymi instrumentami solowymi stają się tutaj gitara akustyczna i harmonijka ustna).
koniec
28 stycznia 2023
Skład:
Dave Brock – śpiew, gitara elektryczna, instrumenty klawiszowe, gitara basowa (4), gitara akustyczna (5)
Nik Turner – saksofon altowy, flet, melorecytacja (7), śpiew (10)
Simon House – skrzypce, syntezatory, mellotron
Ian Kilmister (Lemmy) – gitara basowa
Simon King – perkusja, instrumenty perkusyjne
Alan Powell – perkusja, instrumenty perkusyjne

oraz
Michael Moorcock – teksty, melorecytacja (3,9)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Van Gogh, słoneczniki i dyskotekowy funk
Sebastian Chosiński

2 III 2024

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj drugi i zarazem ostatni album sygnowany przez zespół Mahagon.

więcej »

40 najgorszych okładek płyt 2023 roku
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

28 II 2024

Tradycyjnie, okres podsumowań muzycznych zamykamy zestawieniem najbrzydszych okładek płyt. Niby doświadczamy kryzysu nośników fizycznych, więc twórcy powinni dbać o stronę wizualną swoich wydawnictw, a tymczasem i tak było z czego wybierać.

więcej »

Nie taki krautrock straszny: W cieniu studenckiej rewolty
Sebastian Chosiński

26 II 2024

W 1984 roku w Paryżu ukazała się sygnowana przez zespół Can kaseta zatytułowana „Prehistoric Future”. Było to wydawnictwo nieoficjalne i niezaaprobowane przez zespół. Mimo to po latach doczekało się również wydań winylowego i kompaktowego. Dlaczego cieszyło się aż taką popularnością? Ponieważ jest to najwcześniejszy znany materiał zarejestrowany przez niemiecką formację.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Van Gogh, słoneczniki i dyskotekowy funk
— Sebastian Chosiński

Surrealizm podlany rockiem, bluesem i jazzem
— Sebastian Chosiński

W cieniu tragedii
— Sebastian Chosiński

Piosenkowe początki
— Sebastian Chosiński

Od nonetu do tria
— Sebastian Chosiński

Różne oblicza Jany
— Sebastian Chosiński

Zapomniany rozdział historii polskiej psychodelii
— Sebastian Chosiński

Jezioro, góry i jazz
— Sebastian Chosiński

Na spontanie!
— Sebastian Chosiński

Jazz na śniadanie
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.