Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: 5 najlepszych płyt koncertowych 2009

Esensja.pl
Esensja.pl
W zasadzie miało być „10 najlepszych płyt koncertowych 2009”, ale kiedy zabrałem się do tekstu, okazało się, że ubiegły rok nie obfitował w tego typu wydawnictwa. Może gdyby sięgnąć po DVD byłoby lepiej, jednak założeniem niniejszego rankingu jest skupienie się na formacie audio. Na szczęście nie liczy się ilość, ale jakość – a tu narzekać nie można.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: 5 najlepszych płyt koncertowych 2009

W zasadzie miało być „10 najlepszych płyt koncertowych 2009”, ale kiedy zabrałem się do tekstu, okazało się, że ubiegły rok nie obfitował w tego typu wydawnictwa. Może gdyby sięgnąć po DVD byłoby lepiej, jednak założeniem niniejszego rankingu jest skupienie się na formacie audio. Na szczęście nie liczy się ilość, ale jakość – a tu narzekać nie można.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
5. „Flight 666” Iron Maiden
Umówmy się od razu, że choć „Flight 666” repertuarowo jest pokrewny z legendarnym „Live After Death”, to jednak nie umywa się do niego. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z albumem słabym. Iron Maiden to koncertowa klasa i ich występy zawsze należą do porywających. Na ich koncertówkach zawiodłem się tylko raz, na „Live at Donington” z 1993 roku, ale wtedy zespół przeżywał głęboki kryzys. Jednak od dziesięciu lat, czyli powrotu do grupy Bruce’a Dickinsona i wydania wyśmienitego albumu „Brave New World”, grupa nie spuszcza z tonu. Ich najnowsze dzieło stanowi tego niezbity dowód. Polecam również film dokumentujący trasę. Oglądając go można się przekonać, że frontman grupy radzi sobie za sterami Boeinga 757 równie dobrze, jak na scenie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
4. „Z archiwum Polskiego Radia, vol. 20 – Perfect, nagrania koncertowe z 1981 roku” Perfect
W ubiegłym roku największą niespodzianką, jaką zaserwowali nam archiwiści Polskiego Radia, było bez wątpienia dwupłytowe wydawnictwo z koncertami Perfectu z 1981 roku. Znalazły się na nim dwa występy – z Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu i Jazz Jamboree. Jakość nagrań powalająca nie jest, ale pośród licznych koncertowych wydawnictw Perfectu zawsze brakowało tych, które przedstawiałyby zespół w pierwszym okresie działalności, kiedy w składzie znajdowali się Zbigniew Hołdys, Grzegorz Markowski, Piotr Szkudelski, Zdzisław Zawadzki i Ryszard Sygitowicz. Razem tworzyli doskonale naoliwioną maszynę produkującą rockowe killery. Należy również dodać, że w repertuarze poza utworami znanymi z regularnych płyt studyjnych (choć niekiedy w nieco odmiennych wersjach) znalazło się kilka rzeczy dotąd niepublikowanych, jak rewelacyjny, instrumentalny numer „Taniec dzikiego dziecka”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
3. „Live from Madison Square Garden” Eric Clapton & Steve Winwood
Ten album to zapis chwili. W 2008 roku na trzech koncertach w Madison Square Garden spotkało się dwóch przyjaciół, by wspólnie pograć. Wielotysięczna publiczność nie przeszkodziła Claptonowi i Winwoodowi bawić się muzyką i stworzyć unikalną, intymną atmosferę. Grali utwory z różnych etapów swojej twórczości – z płyt solowych, sięgali do repertuaru Traffic, Cream, Derek And The Dominoes i obowiązkowo Blind Faith, w której to formacji panowie się spotkali. Poza tym sporą część występów poświęcili na granie coverów. Nie wiem, czy nie wypadły lepiej niż ich własny repertuar. Świetne, tradycyjne (co nie znaczy nudne) blues-rockowe granie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
2. „Live in London” Leonard Cohen
Przez piętnaście lat Leonard Cohen nie ruszył w żadną trasę koncertową. Skupił się jedynie na produkcjach studyjnych. Niestety dla niego, a wspaniale dla fanów, sytuacja materialna zmusiła go do powrotu na scenę. Długi, w jakie wpędziła go menedżerka, która sprzeniewierzyła znaczną część majątku Cohena, pozbawiły go środków do życia. Trasa miała podreperować jego finanse. Okazała się ogromnym sukcesem, zarówno komercyjnym, jak i artystycznym, o czym możemy się przekonać słuchając „Live in London”. Cohen przez dwie i pół godziny czaruje słuchaczy swoim niskim głosem, wyśpiewując refleksyjne, często niewesołe teksty. Nie jest łatwo łyknąć ten album za jednym razem, ale warto mu poświęcić więcej czasu. Potrafi wyciszyć, wprowadzić w zadumę, stanowiąc jednocześnie odtrutkę dla naszego pędzącego ciągle świata.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1. „Live at Reading” Nirvana
Nie mogło być innego zwycięzcy. „Live at Reading” to zapis koncertu z 30 sierpnia 1992 roku, który przez lata krążył w środowisku fanów Nirvany w formie bootlegu. Firma Geffen zdecydowała się go wreszcie wydać oficjalnie. Oczywiście wcześniej poddano całość starannej obróbce cyfrowej, dzięki czemu zespół Kurta Cobaina brzmi jeszcze potężniej. Album ten doskonale oddaje klimat, jaki towarzyszył występom kapeli – to dzika energia w czystej postaci. Nie wszystko jest tu zagrane dokładnie, muzykom zdarzają się wpadki, ale taki właśnie był grunge. Liczył się szczery, emocjonalny przekaz. Jest to też cenny materiał z kronikarskiego punktu widzenia; do tej pory oficjalnie pojawiło się niewiele nagrań koncertowych Nirvany, co dziwi, biorąc pod uwagę, jak wielką legendą są obrośnięte ich występy. Miejmy nadzieję, że „Live at Reading” to tylko początek i podobnych, zremasterowanych bootlegów zacznie pojawiać się więcej – bo, jak widać, sporo nas ominęło.
koniec
4 lutego 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
Sebastian Chosiński

25 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj debiutancka płyta norweskiej jazzrockowej formacji Moose Loose.

więcej »

Pink Floyd w XXI wieku: Oko z monitora wciąż patrzy
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VI 2022

W XXI wieku zespół Pink Floyd praktycznie przestał istnieć. Panowie jeśli już nagrywali, to raczej na swój rachunek, a o koncertach mowy być nie mogło. Niemniej fani niemal co roku są uszczęśliwiani kolejnymi albumami sygnowanymi nazwą formacji. Dziś jednak skupimy się na reedycji solowego dzieła byłego lidera grupy Rogera Watersa „Amused to Death” z 2015 roku.

więcej »

Non omnis moriar: Siły zmierzone na zamiary
Sebastian Chosiński

18 VI 2022

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj jedyna płyta niezwykłego norweskiego kwartetu stworzonego przez Håkona Grafa, Sveinunga Hovensjø, Jona Ebersona oraz Jona Christensena.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

10 wokalistów, którzy godnie zastąpili poprzedników
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

(Nie)zwykły zespół punkowy
— Jakub Stępień

Pot i Kreff: …a ja będę mógł sobie spokojnie pojamować w klubie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Na pokładzie lotu „666”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

Puk… puk…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Made in Heaven
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Długość i jakość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja słucha: Maj 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna

Nowy Cohen, stare (dobre) tematy
— Piotr Kilanowski

Esensja słucha: Trzeci / czwarty kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Kuba Sobieralski, Jakub Stępień

Ostateczna granica?
— Przemysław Dobrzyński

Pot i Kreff – Made in Poland: Polska dla niego krzyczała!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Tańcz mną do końca PRL
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Oko z monitora wciąż patrzy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przełamując kadry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Wchodząc do tej samej rzeki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks przejściowy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Czerwiec 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Komiksowe Top 10: Maj 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek, który spał w grobowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nibylandia ze skandynawskich mitów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Zderzenie ze ścianą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.