Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Atomic
‹Lucidity›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLucidity
Wykonawca / KompozytorAtomic
Data wydania17 maja 2015
NośnikCD
Czas trwania55:32
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Håvard Wiik, Fredrik Ljundkvist, Magnus Broo, Ingebrigt Håker Flaten, Hans Hulbækmo
Utwory
CD1
1) Laterna10:34
2) A New Junction07:53
3) Lucidity07:15
4) Start Stop06:54
5) Mc Guffins08:25
6) Major06:55
7) December07:48
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Odpoczynek (freejazzowego) wojownika
[Atomic „Lucidity” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czego można oczekiwać od zespołu, który nosi nazwę Atomic, a tworzą go muzycy doskonale znani i cenieni w światku free jazzu? Potężnej porcji szalonych improwizacji, doprowadzających mniej odpornych słuchaczy do rozstroju nerwowego? Tak zapewne mogłoby być, ale… nie jest. Album „Lucidity” przynosi zaskakująco stonowaną porcję subtelnego jazzu, któremu ton nadają duety fortepianu i instrumentów dętych.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Odpoczynek (freejazzowego) wojownika
[Atomic „Lucidity” - recenzja]

Czego można oczekiwać od zespołu, który nosi nazwę Atomic, a tworzą go muzycy doskonale znani i cenieni w światku free jazzu? Potężnej porcji szalonych improwizacji, doprowadzających mniej odpornych słuchaczy do rozstroju nerwowego? Tak zapewne mogłoby być, ale… nie jest. Album „Lucidity” przynosi zaskakująco stonowaną porcję subtelnego jazzu, któremu ton nadają duety fortepianu i instrumentów dętych.

Atomic
‹Lucidity›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLucidity
Wykonawca / KompozytorAtomic
Data wydania17 maja 2015
NośnikCD
Czas trwania55:32
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Håvard Wiik, Fredrik Ljundkvist, Magnus Broo, Ingebrigt Håker Flaten, Hans Hulbækmo
Utwory
CD1
1) Laterna10:34
2) A New Junction07:53
3) Lucidity07:15
4) Start Stop06:54
5) Mc Guffins08:25
6) Major06:55
7) December07:48
Wyszukaj / Kup
Początki skandynawskiego kwintetu sięgają końca ubiegłego stulecia. Wtedy to dwóch Szwedów (ze Sztokholmu) oraz trzech Norwegów (z Oslo) postanowiło powołać do życia nowy projekt. Biorąc pod uwagę fakt, że każdy z zaangażowanych w to działanie muzyków miał już wówczas pewien dorobek i markę w świecie jazzu improwizowanego, można było uznać Atomic za supergrupę. Na jej czele stanęli norweski pianista Håvard Wiik oraz szwedzki trębacz Magnus Broo (Angles 9); skład uzupełnili zaś: grający na instrumentach dętych rodak Magnusa, Fredrik Ljundkvist, oraz – tworzący sekcję rytmiczną ziomkowie Håvarda – kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten i perkusista Paal Nilssen-Love (doskonale znany czytelnikom „Esensji” ze swoich późniejszych dokonań i płyt nagranych między innymi z takimi wykonawcami, jak DKV Trio, Kenem Vandermarkiem, Stenem Sandellem, Frode Gjerstadem, Akirą Sakatą i Matsem Gustafssonem). Formacja zadebiutowała w 2001 roku albumem zatytułowanym „Feet Music” (2001); potem bardzo regularnie dostarczała swoim fanom kolejne wydawnictwa: „Boom Boom” (2002), „Bikini Tapes” (2005), „Happy New Ears!” (2006), „Retrograde” (2008), dwie części „Theater Tilters” (2011), „Here Comes Everybody” (2011) oraz „There’s a Hole in the Mountain” (2013).
A i to jeszcze nie wszystko. W ciągu szesnastu lat funkcjonowania Skandynawowie dwukrotnie, przynajmniej jak do tej pory, zaprosili do współpracy, doskonale sobie znanego z wielu innych projektów, amerykańskiego saksofonistę Kena Vandermarka i – pod szyldem Atomic School Days – nagrali (z nim i z innymi jeszcze gośćmi) dwa krążki: „Nuclear Assembly Hall” (2004) oraz „Distil” (2008). Jeśli i je wliczymy do oficjalnej dyskografii – a przecież nie ma żadnego konkretnego powodu, aby tego nie robić – okaże się, że „Lucidity”, czyli płyta tegoroczna, jest już dwunastą w kolejności. Ukazała się w połowie marca nakładem, powstałej z inicjatywy pianisty jazzowego Buggego Wesseltofta, norweskiej wytwórni Jazzland Recordings. W porównaniu ze wszystkimi wcześniejszymi wydawnictwami jest jedna, ale za to zasadnicza, różnica – w składzie, który 5 i 6 września ubiegłego roku wybrał się do studia nagraniowego Fattoria Musica, znajdującego się w niemieckim (dolnosaksońskim) Osnabrück, zabrakło dotychczasowego perkusisty; po raz pierwszy Paala zastąpił inny Norweg, Hans Hulbækmo (wcześniej związany między innymi z awangardowymi i indierockowymi grupami Moskus, Skadedyr, Snøskred i Your Headlights are On).
Na album „Lucidity” trafiło siedem kompozycji, utrzymanych w bardzo podobnej stylistyce, pełnych improwizacji, ale mimo wszystko dalekich (przynajmniej w większości utworów) od klasycznego freejazzowego szaleństwa; znacznie bliższych modern jazzu i post-bopu. Słychać to już wyraźnie w otwierającym płytę ponad dziesięciominutowym numerze „Laterna”, któremu ton nadaje fortepian Håvarda Wiika. On wyznacza kierunki poszukiwań. On zaprasza do wspólnej gry swoich przyjaciół „obsługujących” dęciaki (czyli Magnusa Broo i Fredrika Ljundkvista). Ale, mimo że jest liderem, potrafi też – wraz z innymi – usunąć się na dalszy plan (lub całkowicie zamilknąć), aby na przykład oddać pola kontrabasiście Ingebrigtowi Håkerowi Flatenowi. W „A New Junction” Wiik prowadzi dialog z trębaczem; w odpowiednim momencie daje też pozostałym sygnał do podkręcenia tempa i dodania mocy, w efekcie ten – otwarty delikatną partią fortepianu – numer zamienia się z czasem w bardzo energetyczny kawałek. Taki charakter ma zaś od początku do końca utwór tytułowy. Motoryczna sekcja rytmiczna i grające unisono saksofon i trąbka dają niezłego czadu już w pierwszych kilkudziesięciu sekundach. A z biegiem czasu jest coraz ostrzej. Nie ma wątpliwości, że to najbardziej odjechany, freejazzowy fragment całego zestawu. Jeśli ktoś gustuje w takiej właśnie muzyce, będzie w tym momencie zacierał ręce z zadowolenia.
Improwizacji, chociaż już dużo bardziej stonowanych, nie brakuje również w „Start Stop”. Tyle że tutaj muzycy Atomic powstrzymują się od nadmiernej ekstrawagancji i solowej ekwilibrystyki. Podobnie dzieje się w „Mc Guffins”, który otwiera duet fortepianu i trąbki (z nastrojowym kontrabasem w tle). Dalej numer ten kapitalnie się rozkręca, do trębacza dołącza saksofonista i przez jakiś czas obaj panowie, wzajemnie nakręcając się, podbijają temperaturę utworu. Ostatnie słowo należy jednak do Wiika, który stopniowo uspokaja atmosferę, by doprowadzić do całkowitego wyciszenia. Szósty w kolejności „Major” zaczyna się niepozornie, od improwizowanego dialogu fortepianu z saksofonem; dopiero po kilku minutach, gdy Broo na miejscu solisty zastępuje Ljundkvista, a Flaten z Hansem Hulbækmo podkręcają tempo, jego charakter wyraźnie się zmienia, ponownie biorąc kurs w stronę free jazzu. Całość wieńczy „December”, który – chociaż trwa niespełna osiem minut – brzmi jak minisuita, składająca się z kilku zróżnicowanych stylistycznie części. Po stonowanym początku następuje fragment klasycznie modern jazzowy (z wyeksponowanym fortepianem); na finał natomiast otrzymujemy mocniejsze uderzenie z instrumentami dętymi, grającymi zresztą bardzo ładną melodię, na pierwszym planie.
Panowie Wiik, Ljundkvist, Broo, Flaten i Hulbækmo (a do niedawna jeszcze Nilssen-Love) należą do artystów, którzy nie narzekają na brak zajęć. Mimo to regularnie spotykają się w studiu nagraniowym, aby zarejestrować kolejny premierowy materiał pod szyldem Atomic. Co im to daje? Być może odpoczynek od grania muzyki dużo bardziej wyczerpującej fizycznie i psychicznie. Pewnie czerpią też sporą radość z mierzenia się z jazzem w jego klasyczniejszym wydaniu, które – jak można domniemywać – było przed laty ich pierwszą wielką fascynacją. Przyjęta przez nich w Atomic formuła narzuca wprawdzie większą dyscyplinę i wstrzemięźliwość, ale daje też możliwość „wyszalenia” się na innym polu – w tworzeniu wpadających w ucho melodii i poszukiwaniu modelowych harmonii. Grając free jazz i awangardę, muszą trzymać się od tego z daleka, jak diabeł od wody święconej.
koniec
6 sierpnia 2015
Skład:
Håvard Wiik – fortepian
Fredrik Ljundkvist – saksofon, klarnet
Magnus Broo – trąbka
Ingebrigt Håker Flaten – kontrabas
Hans Hulbækmo – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: (Bez)senność we trzech
Sebastian Chosiński

4 VIII 2022

Na świecie pewne są trzy rzeczy: podatki, śmierć i to, że Hawkwind wyda co roku nową płytę. Owszem, to ostatnie jest trochę naciągane, ale biorąc pod uwagę fakt, że od 2016 roku tak właśnie się dzieje, można chyba trochę – dla chwały Dave’a Brocka – naciągnąć rzeczywistość. Gorzej, że nowe produkcje brytyjskiej formacji nie zachwycają. I dotyczy to również tej, jak dotąd, najnowszej – wydanego we wrześniu ubiegłego roku krążka „Somnia”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Prawda czasu, prawda… sceny
Sebastian Chosiński

2 VIII 2022

Na „Not a Bootleg 2” trafił koncert, jaki freejazzowy kwartet Ślina zagrał w październiku ubiegłego roku w Krakowie. Tym razem bez udziału gości. To prawie godzina bardzo emocjonalnej, nierzadko energetycznej i intensywnej improwizacji. Tak dobry, że podsyca apetyt na kolejne odsłony serii.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przystawka, po której zapragniecie dania głównego
Sebastian Chosiński

28 VII 2022

Po wydaniu wiosną ubiegłego roku swojej drugiej płyty wrocławski kwartet freejazzowo-rockowy Ślina ruszył jesienią w promującą go trasę koncertową. Muzycy postanowili upamiętnić ją serią albumów koncertowych pod wspólnym tytułem „Not a Bootleg” (z dodawanymi do niego cyferkami). Na „1” znalazł się fragment występu z Poznania, podczas którego muzykom towarzyszył na scenie saksofonista Mikołaj Trzaska.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.